Menu rozwijane

04 października 2026

         Organizatorzy i Uczestnicy

                                                                                   uroczystości odsłonięcia pomnika

                                                                                   Danuty Siedzikówny „Inki”

                                                                                   w Gorzowie Wielkopolskim

 

 

Szanowni Państwo,

z radością przyjąłem wiadomość, że w Gorzowie Wielkopolskim upamiętniona zostanie Danuta Siedzikówna „Inka” – sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, ofiara komunistycznego mordu sądowego. Jestem głęboko wdzięczny inicjatorom upamiętnienia naszej bohaterki działającym w Stowarzyszeniu na Rzecz Budowy Pomnika i Ochrony Pamięci Żołnierzy Wyklętych oraz władzom miasta. Dziękuję też wszystkim mieszkańcom Gorzowa, którzy przybyli na dzisiejszą uroczystość.

Łączę się z Państwem w hołdzie dla Danuty Siedzikówny – niespełna 18–letniej w chwili śmierci, oskarżonej i skazanej za czyny, których nie popełniła. Ostatnie słowa, jakie usłyszała – „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!” – były wyjątkowo haniebne, oszczercze i fałszywe. Tak nazwano w chwili egzekucji heroiczną polską patriotkę skazaną na śmierć przez komunistyczny sąd. Pochowano ją w miejscu, które przez 68 lat pozostawało nieznane. Próbowano także zohydzić jej pamięć. Jeszcze w wydanych w latach 60. wspomnieniach powojennego funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego określano ją mianem bandytki i sadystki.

Prawdziwy, przejmujący i wymowny życiorys „Inki” jest dziś powszechnie znany. Pamiętamy, że Sowieci odebrali jej ojca: leśniczy Wacław Siedzik w lutym 1940 roku został zesłany do kopalni pod Nowosybirskiem. Katorżnicza praca wycieńczyła go tak, że – choć jak wielu innych wyprowadzony z „nieludzkiej ziemi” przez generała Władysława Andersa – zmarł w Teheranie w czerwcu 1943 roku. Niemcy odebrali Danucie Siedzikównie matkę. Współpracująca z Armią Krajową Eugenia Siedzikowa została aresztowana w listopadzie 1942 roku przez białostockie Gestapo. Torturowano ją w śledztwie, rozstrzelano i pochowano w nieznanym miejscu.

Osierocona 16–letnia Danuta, która opiekowała się jeszcze młodszą siostrą, ukończyła akowski kurs dla sanitariuszek i podjęła pracę jako kancelistka w nadleśnictwie w Puszczy Białowieskiej. Tam w czerwcu 1945 roku wraz ze wszystkimi pracownikami została po raz pierwszy aresztowana przez funkcjonariuszy UBP i NKWD. Ocalona przez patrol 5 Wileńskiej Brygady AK, nie miała nic do stracenia: została sanitariuszką w jednym z oddziałów. Czekało ją ukrywanie się pod przybranym nazwiskiem na Mazurach i służba w szwadronach Brygady odtwarzanych na Pomorzu Gdańskim. Służbę tę przez rok pełniła dzielnie, z oddaniem i odwagą. Jednak 20 lipca 1946 roku, podczas misji łącznikowej do Malborka i Gdańska, doszło do ponownego aresztowania „Inki”.

Już dwa tygodnie później, po okrutnym śledztwie i trwającym niespełna trzy godziny procesie, skazano ją na karę śmierci, utratę praw publicznych i honorowych oraz – jak cynicznie brzmi formuła wyroku – „przepadek mienia na rzecz Skarbu Państwa”. Bo przecież jakie mienie można jej było jeszcze odebrać po tym, gdy pozbawiono ją rodziców i młodości, szans na zdobycie pełnego wykształcenia, a wreszcie – życia. Chlebak, a może korale?

Danuta Siedzikówna nie doświadczyła dorosłości, nie założyła rodziny. Nigdy nie poszła do ołtarza: jak zaśpiewała o niej kilka lat temu Kasia Malejonek na płycie Panny wyklęte – „pod nogami dywan z trocin/ mur porosła trawa”. Nigdy nie trzymała ślubnej wiązanki: te posadzone u stóp tutejszego pomnika róże, ostnica i szałwia – to cały bukiet „Inki”.

Niepodległe państwo polskie zdołało odnaleźć jej grób i przywrócić jej dobre imię. Moi poprzednicy odznaczyli ją Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i nadali jej pierwszy stopień oficerski. Nic więcej nie możemy jej dać – oprócz modlitwy i pamięci. Chwała bohaterce!

 

Z poważaniem

Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

______________________________

List odczytała doradca Prezydenta RP Beata Kempa.