Menu rozwijane

25 września 2026

Organizatorzy i Uczestnicy uroczystości
ponownego pochówku Władysława Łabaja
w Sędziszowie Małopolskim

 

Szanowni Państwo,

syn tej ziemi, rodem z Sędziszowa, żołnierz Armii Krajowej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, aresztowany przez aparat bezpieczeństwa zaraz po Bożym Narodzeniu 1951 roku, niespełna trzy miesiące później stracony w Rzeszowie i pochowany potajemnie – miał w zamyśle komunistów zostać potępiony jako bandyta, skazany na zapomnienie, na zawsze wymazany ze wspomnień bliskich i z pamięci rodaków. Dzisiaj jednak powraca w chwale, żegnany z honorami jako bohater walk o niepodległą Polskę. Dziękuję całej lokalnej społeczności za włączenie się w tę wzniosłą ceremonię i razem z Państwem oddaję cześć Władysławowi Łabajowi. Dziękuję wszystkim, dzięki którym ten Wyklęty–Niezłomny triumfuje teraz nad wrogami naszej Ojczyzny.

Jako swój pierwszy pseudonim przyjął miano „Uciekinier” – od wielokrotnych ucieczek z rąk niemieckich okupantów. Po przejściu do lokalnych oddziałów dywersji, a następnie do partyzantki przemianował się na „Drania”. W tych pseudonimach zapisał swój zawadiacki, niepokorny charakter, młodzieńczą fantazję i ironię. Bo przecież uczestniczył w historii dramatycznej, pełnej strachu, krzywdy i cierpienia; historii, która odcisnęła piętno na całym jego pokoleniu, a miliony Polaków – w tym także jego samego – kosztowała życie. Nie dane mu było dożyć sędziwego wieku i zrelacjonować doświadczeń potomnym. Nie zostawił pamiętnika swojej heroicznej drogi bojowej, jak słynny porucznik Zdzisław Broński „Uskok”. Dziś losy Władysława Łabaja rekonstruujemy głównie na podstawie dokumentacji archiwalnej jednostek podziemia, w których służył, oraz akt śledztwa spisanych przez jego katów.

Wiemy, że brał udział tutaj, w Rzeszowskiem, w wielu starciach z Niemcami podczas akcji „Burza”, a także w obronie polskich wsi nad Sanem i w ziemi lwowskiej przed atakami UPA. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i rozpoczęciu budowy administracji komunistycznej pozostał w konspiracji, uczestniczył w działaniach o charakterze lokalnej samoobrony przed samowolą nowej władzy i pospolitym bandytyzmem. Wobec nasilania się represji szukał schronienia przed funkcjonariuszami reżimu na Ziemiach Zachodnich, ale i tam groziło mu wytropienie przez bezpiekę. Zmobilizowany, wkrótce porzucił służbę w „ludowym” wojsku i wrócił w rodzinne strony, gdzie zaangażował się w działalność WiN. Utrzymywał ścisły kontakt z majorem Adamem Lazarowiczem, zastępcą prezesa pułkownika Łukasza Cieplińskiego „Pługa”. Często zmieniał personalia i miejsca pobytu. Operował we Wrocławiu, na terenie Pomorza, w Warszawie.

Po rozbiciu IV Zarządu WiN – ostatniego autentycznego kierownictwa organizacji – szukał ocalenia w najodleglejszych regionach kraju: w Szczecińskiem i na Dolnym Śląsku. Wiele razy uciekał przed ubekami. Próbował zbiec na Zachód, lecz bezskutecznie. Nieustannie ścigany, wreszcie raz jeszcze wrócił w okolice Dębicy. Tu ukrywał się przez swój ostatni rok na wolności. I tu też stoczył swoją ostatnią walkę z grupą Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Milicji Obywatelskiej, zanim został pojmany.

„Nie płaczcie, bo w takiej Polsce szkoda żyć” – te słowa Władysław Łabaj miał skierować do bliskich po otrzymaniu kary śmierci w pokazowym procesie doraźnym. Żegnał się z tym światem godnie, podczas gdy komunistyczna propaganda nazywała go bandytą i zbrodniarzem. Dzisiaj niepodległa Rzeczpospolita, dla której poświęcił swoje młode życie, składa mu hołd i uroczyście odprowadza go w ostatnią drogę. Poczytuję sobie za zaszczyt, że jako Prezydent RP mogłem nadać mu pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu jego zasług w zmaganiach o wolność Ojczyzny. Dziś, po 74 latach, Władysław Łabaj powraca na należne mu miejsce – do rodzinnej ziemi i do pamięci wolnej Rzeczypospolitej.

Chwała wiernemu żołnierzowi Polski niepodległej!

Z poważaniem

Karol Nawrocki
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

______________________________

List odczytał doradca Maciej Korkuć.