Menu rozwijane

10 września 2026

Drogie Rodziny naszych dzisiejszych Bohaterów, Ekscelencjo, Księże Biskupie, Drodzy Wielebni Księża, Drodzy Oficerowie, Żołnierze Wojska Polskiego, Panowie Ministrowie, Panowie Prezesi, Drodzy Mieszkańcy miasta Łodzi, Drodzy Polscy Patrioci.

Polska powróciła dziś po swoje dzieci po ponad osiemdziesięciu latach. Polska powróciła po swoje dzieci, żeby oddać im imię i nazwisko. Czy oddać im godność? – ktoś spyta. Nie, bo godności nigdy nie straciły. Godność każdego dnia w obozie przy Przemysłowej tracili ci, którzy znęcali się nad polskimi dziećmi. Czy oddać im życiorysy? Co może być zapisane w życiorysie piętnasto–, szesnasto– czy siedemnastoletniego chłopca, szczególnie jeśli w momencie rozpoczęcia wojny miał dwanaście bądź trzynaście lat. Jedynym mocnym zapisem w ich życiorysie jest śmierć.

Spotkaliśmy się dzisiaj tutaj, aby przypomnieć ich imiona i nazwiska, oddać się refleksji i modlitwie nad ich duszami. Ale musimy też pamiętać, że Polska dziś wraca po swoje dzieci dzięki życzliwości i ciężkiej pracy wielu ludzi. Bardzo dziękuję Instytutowi Pamięci Narodowej, wszystkim archeologom, naukowcom, genetykom – dziękuję za trud pracy w przywracaniu prawdy i pamięci narodowej. Na ręce Panów Prezesów składam jako Prezydent Polski najwyższe wyrazy szacunku. Dziękuję Muzeum Dzieci Polskich w Łodzi za stałą opiekę nad losem dzieci polskich w czasie II wojny światowej. Dziękuję mieszkańcom Łodzi, wszystkim wolontariuszom i ludziom dobrej woli, którzy nie pozwolili zapomnieć i sprawili, że możemy dzisiaj przywrócić narodowej pamięci te imiona i nazwiska.

Obóz w Łodzi przy ulicy Przemysłowej jest jednym z najbardziej wymownych, najbardziej ujmujących i bolesnych symboli cierpienia dzieci w czasie II wojny światowej.

Mamy też świadomość, jak wyglądała statystyka tej zbrodni – ponad dwa tysiące więzionych przy Przemysłowej, ponad dwieście zamordowanych, ale to przecież nie jest najważniejsze. Dziś nie o statystyce mówimy, tylko o konkretnych twarzach, o konkretnych ludziach, którzy mieli imiona: Henryk, Tadeusz, Stanisław... To nie statystyka opowiada o tym, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej, ale los i cierpienie konkretnych ludzi – nastolatków, którzy mieli swoje pragnienia, marzenia, swoich rodziców, swoje rodzeństwo.

To była zbrodnia dokonana w przeszłości, ale dokonana na przyszłości narodu polskiego, a zapisane ich życiorysami narodowe wspomnienie będzie z nami długo, będzie z nami zawsze.

16_Karol_Nawrocki_uroczystosc_pogrzebowa_dzieci_ofiar_niemieckiego_obozu_Lodz_20260910_GJA_6383.jpg [819.40 KB]

Zdzisław Kafarski miał zaledwie siedemnaście lat, gdy stracił życie. Był głodny, mógł być głodny, bo był poddawany wykańczającej pracy. Sięgnął po chleb, który mu nie przysługiwał. Człowiek, zawsze gdy widzi głodne dziecko, jest gotowy zrobić dużo albo jest gotowy zrobić wszystko, żeby je nakarmić. Zdzisław został zamordowany za to, że sięgnął po chleb, bo był głodny – powieszono go za nogi i utopiono w nieczystościach.

Edmund Agaciński miał czternaście lat. Musiał bardzo kochać swoją siostrę i być bardzo odważny, bo postanowił wyjść z domu, żeby przynieść jej mleko w czasie okupacji. Tak bardzo ją kochał. Do domu już nie wrócił, a odwaga z nim z całą pewnością została. A gdy próbował uciec z Przemysłowej, chciał odzyskać wolność, został nie tylko zastrzelony, ale jego ciało miało stać się przestrogą dla innych więźniów, że uciekać nie wolno. To nie statystyka, to nie historia – to twarze, to życiorysy.

Może Cię zainteresować Uroczystości pogrzebowe dziesięciorga dzieci – ofiar niemieckiego obozu przy ul. Przemysłowej w Łodzi

Wszyscy pewnie zadajemy sobie pytanie: jak to możliwe, że człowiek może mordować dziecko? Jak to możliwe, że można stworzyć obóz dla dzieci, tam je wykańczać i tam je mordować? Jak to się stało, że dusza narodu niemieckiego przed wojną i w czasie II wojny światowej doprowadziła do tego, że zabijano dzieci? Trudno odpowiedzieć na te pytania, ale pamiętamy, że: „Początkiem każdego dzieła – słowo, a przed każdym działaniem – myśl. Korzeniem zamierzeń jest serce, skąd wyrastają cztery gałęzie: dobro i zło, życie i śmierć, a nad tym wszystkim język ma pełną władzę”. To słowa z Księgi Syracha, które są z nami przez wiele wieków.

Wszystko idzie z serca, a na końcu jest język. Ten język przez kilka dekad od XIX wieku pomagał wierzyć ludziom – intelektualistom i literatom – że Bóg umarł, że Boga nie ma, że ludzie muszą się stać bogami i podejmować decyzje o życiu i o śmierci.

To pozwoliło w okresie międzywojennym na to, aby ludzie takie decyzje podejmowali, aby pojawiła się eugenika, aby pojawiła się eutanazja, aby to ludzie zamiast Boga decydowali o tym, jak ma wyglądać korekta społeczna, kto może żyć, a kto nie może. To już zaledwie mały krok do tego, aby decydować o tym, jakie narody mogą zamieszkiwać świat po II wojnie światowej. Od tej idei wprowadzonej w życie już tylko mały krok również do obozu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi. Skoro można zabijać, skoro można bawić się w Pana Boga, który rzekomo miał umrzeć, to można mordować także niewinne dzieci.

To widać w dokumentach związanych z powstaniem obozu przy ulicy Przemysłowej. Powstał przecież – jak pisali niemieccy prawnicy i analitycy – po to, aby polskie dzieci tak brutalnie okupowanego narodu nie demoralizowały niemieckich dzieci okupantów.

W naszej cywilizacji, w naszej kulturze dziecko nawet brutalnego i okrutnego okupanta jest tylko dzieckiem. Nie można go niszczyć, nie można mieć do niego pretensji, nie można mu robić krzywdy, nie można go zabijać, nie można go głodzić.

A z tych dokumentów wynikało jasno: te dzieci miały być zagrożeniem dla dzieci niemieckich okupantów, bo mogły je zdemoralizować.

Musimy dziś wyjść – i o to proszę z głębi serca i duchownych, i ekscelencje, i wszystkich mieszkańców Łodzi – z pewną lekcją, która jest tak mocno dla nas bolesna. Niech ta dzisiejsza lekcja płynąca z Łodzi każe nam mieć głębokie przekonanie, że wypowiadane słowa czy nasze myśli zawsze muszą mieć na względzie zagrożenia przyszłości. Wówczas ich ofiara – tak bolesna, tak trudna dla nas do zaakceptowania – sprawi, że świat będzie lepszy.

Niech Bóg ma ich w swojej opiece.