Menu rozwijane

03 września 2026

Prezydent RP Karol Nawrocki:

Cieszę się, że przybyli Państwo tak licznie. Słyszałem, że mają Państwo pewien niedosyt bezpośredniej rozmowy ze mną, więc postanowiłem się z Państwem spotkać, żeby móc odpowiedzieć na Wasze pytania. Z tego więc wynika chęć dzisiejszego spaceru i spotkania.

Pytanie dotyczące wezwania Prezydenta RP na przesłuchanie przez prokuraturę w charakterze świadka.

Prezydent RP Karol Nawrocki:

Drodzy Państwo, myślę, że z tym już obecna władza i obecnie rządzący zostaną w polskiej historii. Bo jeśli przypisuje mi się różne rekordy jako Prezydentowi Polski, to chyba będę też bił rekordy w byciu przesłuchiwanym przez prokuraturę. Ja niedawno byłem przesłuchiwany przez prokuraturę w innej sprawie, która została umorzona. Spędziłem ponad dwie godziny z panią komisarz i z panią prokurator. Odpowiedziałem na wszystkie pytania.

Jestem obywatelem, jak każdy inny obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, ale myślę, że Prezydent ma dużo więcej bardzo ważnych zadań w Polsce i na arenie międzynarodowej niż odpowiadanie na pewne urojenia ministra sprawiedliwości w tym kontekście. Ale oczywiście zaproszę panią prokurator czy pana prokuratora na przesłuchanie i usłyszy ode mnie, że wszystkie decyzje podejmuję osobiście. Z całą pewnością dojdzie więc do takiego przesłuchania, mogą być Państwo spokojni. Już dzisiaj zapraszam śledczych. Natomiast uznaję, że jest to obciążające dla obecnej władzy, bo tych postępowań prokuratorskich wobec mojej osoby – czy próba przesłuchania mnie jako świadka – jest naprawdę dużo. To nie jest poważne dla państwa polskiego, ale oczywiście poddam się przesłuchaniu.

Kiedy odbędzie się to przesłuchanie?

Tego jeszcze nie wiem. Zdają sobie Państwo doskonale sprawę, że obowiązków Prezydenta jest wiele – ponad 300 rozpatrzonych ustaw... Zresztą ta jesień jest też mocno międzynarodowa, jest wiele zobowiązań: tradycyjne spotkanie Organizacji Narodów Zjednoczonych już we wrześniu, jest też pewna inicjatywa dla polskich przedsiębiorców, biznesmenów, zostałem zaproszony również na wykład do Arabii Saudyjskiej. Ponadto jest Arraiolos, Grupa Wyszehradzka. Jest więc zbyt wcześnie, żebym powiedział, kiedy się spotkamy. Ale oczywiście, tak jak powiedziałem: jestem obywatelem, tak jak wszyscy inni, więc odpowiem prokuratorom na zadane pytania.

Pan minister Berek otrzymał pozytywną opinię komisji sprawiedliwości i w piątek będzie głosowana jego kandydatura. Od razu pojawia się pytanie: czy Pan Prezydent przyjmie od niego ślubowanie, gdyby oczywiście wszystko zostało później już dopełnione?

To bardzo ważne pytanie, które oscyluje oczywiście wokół Trybunału Konstytucyjnego ogólnie. Przypomnę, że ojciec założyciel problemów z polskim Trybunałem i z polskimi sędziami, czyli pan prezydent Komorowski, który wyszedł z inicjatywą w roku 2015 – od tego wszystko się oczywiście zaczęło, to naddatkowe wybranie sędziów przez ustępującą władzę i ustępującego prezydenta po jego inicjatywie ustawodawczej – doprowadziło do sytuacji, w której dzisiaj jesteśmy, jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny. Ja wówczas nawet nie byłem dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej i po prostu przyglądałem się temu w telewizji.

Natomiast gdy patrzę dzisiaj na Trybunał Konstytucyjny – to będzie długi wstęp, ale mam nadzieję, że Państwo mi wybaczą – gdy przyglądam się temu, co dzieje się wokół tak ważnej instytucji państwa polskiego, to jestem zatrwożony. To znaczy wiem, że za moment pojawią się pytania, kto wybierał polityków, ilu polityków wybieranych jest do Trybunału Konstytucyjnego.

Myślę, że dzisiaj ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Trybunał Konstytucyjny, jest kolejny polityk w jego składzie.

Szczególnie polityk, który jest bardzo bliskim współpracownikiem pana premiera Donalda Tuska, to po pierwsze, a tenże premier Donald Tusk i jego rząd odpowiadają za niepublikowanie wyroków tego Trybunału Konstytucyjnego i zdecydowali o tym, że Trybunał Konstytucyjny ma funkcjonować bez środków finansowych. Więc tych zagrożeń dla Trybunału Konstytucyjnego jest wiele.

Myślę, że tutaj pragmatyka partyjna i polityczna też jest łamana na wielu szczeblach, bowiem Polacy – niezależnie od tego, czy z pewną wrażliwością liberalną, lewicową, czy prawicową i konserwatywną, dzisiaj widzą, że ostatnie, czego potrzebujemy, to polityków w Trybunale Konstytucyjnym. Widzę więc te zagrożenia i myślę, że również wyborcy, czy sam elektorat pana premiera i Platformy Obywatelskiej może być głęboko zawiedziony.

Wielu ludzi protestowało przeciw temu, aby politycy byli w Trybunale Konstytucyjnym, a dzisiaj już pan premier tego zupełnie nie ukrywa: mają wejść nasi do Trybunału Konstytucyjnego, a więc mamy wychylające się wahadło i Trybunał Konstytucyjny staje się kolejnym łupem partii politycznych.

Po to zostawałem Prezydentem Polski – przypomnę, byłem kandydatem obywatelskim, niezwiązanym z żadną partią polityczną, ale popieranym przez Prawo i Sprawiedliwość – żeby sytuację w Trybunale Konstytucyjnym naprawić, a nie zapychać Trybunał Konstytucyjny kolejnymi politykami. To nie jest decyzja – nie chcę Państwu powiedzieć, że nie powołam pana ministra Berka – natomiast to są wątpliwości, które, mam nadzieję, obiektywnie, niezależnie czy w TVN–ie, czy w telewizji wPolsce24, czy w telewizji Republika, wszyscy widzowie zobaczą.

001_Prezydent Karol Nawrkic_Wypowiedź dla mediów przed Pałacem Prezydenckim_MWB27859.jpg.JPG [774.02 KB]

Jeszcze jedna kwestia: marszałek Czarzasty twierdzi, że nie ma czegoś takiego jak zamrażarka, że są tylko trzy projekty i że jest Pan wprowadzany w błąd.

Chciałbym powiedzieć, że pan marszałek jest wprowadzany w błąd, ale obawiam się, że pan marszałek niestety intencjonalnie mija się z prawdą w tej kwestii. Ustawa, którą nazywa bublem i którą uznaje w swoich publicznych wypowiedziach za odrzuconą przez Sejm, to choćby ustawa „Tani prąd –33%”, a ona znajduje się w procesie opinii. Pan marszałek nie rozumie sytuacji, w której nadanie biegu sprawie wielu ustaw, które leżą w polskim Sejmie ponad 300 dni – leżą, odkąd zostałem Prezydentem Polski – nie oznacza, że nad tymi ustawami toczą się prace.

Co więcej, można przeciąć kolejną propagandę, którą uprawia pan marszałek Czarzasty. Są przecież ustawy, które nie wymagają żadnych nakładów finansowych, a są moimi propozycjami ustawowymi. To choćby ustawa o Dniu Działacza Opozycji Antykomunistycznej czy ustawy odnoszące się do kwestii zakazu symboli UPA w Polsce. Tam nie mówimy o pieniądzach, mówimy o pewnym procedowaniu ustaw, które są w zamrażarce polskiego Sejmu. Widzimy więc, że pan marszałek intencjonalnie blokuje inicjatywy – a nie robi przykrości mnie jako Prezydentowi Polski – choćby odnoszące się do pancerza budżetowego, to są zapisy zawarte w ustawie „PIT Zero. Rodzina na plus” dotyczące zwolnienia z podatków rodziców dwójki i więcej dzieci. Tam są konkretne zapisy pancerza budżetowego odnoszące się do działalności Ministerstwa Finansów, do Krajowej Administracji Skarbowej, choćby konieczność nakładania podatków na międzynarodowe korporacje, które wyprowadzają opłaty za licencje poza Rzeczpospolitą, a funkcjonują tutaj. To są bardzo ważne sprawy dla uszczelnienia budżetu państwa czy dla pewnej symboliki, które są po prostu zamrażane w Sejmie.

Marszałek Czarzasty nie ukrywa – jest taka jego wypowiedź – że będzie stosował weto marszałkowskie. Nie ma czegoś takiego jak weto marszałkowskie. Marszałek w Polsce – zgodnie z porządkiem konstytucyjnoprawnym – nie może również powoływać sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jest to pewien duch, z którym pan marszałek przyszedł do polskiego parlamentu, niesie go przez wiele dekad i chyba nie zauważył, że czasy się nieco zmieniły, a Polska nie jest Polską Rzeczpospolitą Ludową.

Te cztery nominacje sędziów, którzy przed Panem nie złożyli przysięgi, ale pewnie chcieliby, gdyby Pan dał im taką możliwość – czy zmieni Pan zdanie w tej sprawie?

Oczywiście nie zmienię zdania. Ci sędziowie wpadli w pułapkę marszałka Czarzastego i polityki. Sędziowie, którzy chcą na tym najwyższym szczeblu, czyli w Trybunale Konstytucyjnym, wykonywać swoje obowiązki, muszą przede wszystkim, zgodnie z ustawą, wykazywać się wyjątkową wiedzą prawniczą. A jeśli czterech kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego nie ma podstawowej wiedzy, że żeby uzyskać nominację, muszą spotkać się z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, to mam prawo mieć obawy co do ich kwalifikacji prawnych.

Nie ma takiego mechanizmu, w którym można powołać sędziów bez udziału Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Ci państwo wzięli udział w wydarzeniu, które ich eliminuje – za sprawą mojej decyzji – z zasiadania w Trybunale Konstytucyjnym. Zresztą wysłałem wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o rozwiązaniu sporu kompetencyjnego między Prezydentem a Sejmem; rzecz wydaje się oczywista.

Mam nadzieję, że teraz transmituje nas także Telewizja Polska (choć zakładam, że akurat teraz w TVP może być pokazywane życie patyczaków na innym kontynencie albo inne sprawy z zakresu przyrody, może kwitnąć wiśnia w Kioto na przykład, i nie znajdzie się czas antenowy dla polskiego Prezydenta), bo chciałbym powiedzieć do wszystkich stacji telewizyjnych, że ci sędziowie, których powołałem, którzy nie wpadli w pułapkę marszałka Czarzastego, nie wykazali się brakiem wiedzy prawniczej, ale też nie podważali tego, że w Polsce jest Prezydent, który musi ich nominować – w części stacji telewizyjnych wciąż pytano, czemu tak długo, czemu Prezydent ich nie powołuje – i znalazł się moment, w którym powołałem sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, a teraz dowiaduję się, że ci sędziowie, których powołałem, nie wykonują swoich obowiązków, a już od miesiąca pobierają publiczne środki finansowe za to, że nie wykonują swojej pracy. Mam nadzieję, że to się spotka z podobnym zainteresowaniem telewizji publicznej czy innych telewizji: czemu ktoś, kogo powołał Prezydent Polski, nie wydaje orzeczeń, nie pracuje, a pobiera środki finansowe?

Widzimy więc, jak wielki chaos – już nie wchodząc w to, co było między 2015 a 2026 rokiem – jest w Trybunale Konstytucyjnym. I wierzę, że zbliżamy się do momentu pewnego przeciążenia i rozwiązania tej sytuacji bez aktywności polityków w Trybunale Konstytucyjnym. Mam wszelkie predyspozycje jako Prezydent niepochodzący ze środowiska politycznego, z partii politycznej, żeby tę sprawę prędzej czy później załatwić. Oczywiście tu jest potrzebny czas – mówimy o 11 latach i o roku prezydentury, ale wierzę, że zbliżamy się do takiego momentu.

Czy Zondacrypto to afera Donalda Tuska?

I co z głosowaniem nad odrzuceniem Pana weta?

Oczywiście Zondacrypto to afera, za którą odpowiadają obecnie rządzący, to jest rzecz oczywista.

Ostrzegali – było ostrzeżenie KNF.

Dobrze, Pani Redaktor, to powiem jedną ważną rzecz. W latach 2024–2025 – to było chyba lato roku 2024 i luty roku 2025 – polska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie Zondacrypto. Często Państwo pytają mnie też o to, że jako kandydat na urząd Prezydenta brałem udział w konferencji, na której na wielkim billboardzie było logo Zondacrypto. Nie chcę być gołosłowny, więc przygotowałem sobie kartkę, żeby odpowiedzieć, czy jest to afera Donalda Tuska.

A więc tak – telewizja publiczna nas słyszy? – Zondacrypto była wśród sponsorów i partnerów EEC 2024, kongresu, którego inaugurację uświetnili Donald Tusk i Ursula von der Leyen, a w programie uczestniczyli też ministrowie jego rządu: Andrzej Domański i Adam Bodnar. Zondacrypto była głównym sponsorem The Hague Summit 2025, konferencji związanej z cyberbezpieczeństwem, podczas której prelegentem był Przemysław Kral. Zondacrypto było diamond partnerem jednej z najważniejszych konferencji cyberbezpieczeństwa w Polsce CYBERSEC 2025 w Krakowie. Wydarzenie otwierał Aleksander Miszalski z Platformy Obywatelskiej, na liście prelegentów znalazła się Katarzyna Prusak–Górniak, szefowa zespołu do spraw cyfrowych w stałym przedstawicielstwie Rzeczypospolitej Polskiej przy Unii Europejskiej. To nie koniec, ale nie będę wszystkiego czytał.

Obawiam się, że jeśli premier Rzeczypospolitej Polskiej nie ma informacji o kryptoaferze w roku 2024, to i TVN może nie mieć tych informacji, i inne telewizje mogą nie mieć tych informacji. Oszustów i złodziei trzeba oczywiście zamknąć do więzienia, a ludziom należy pomóc. Dlatego wyszedłem z inicjatywą ustawodawczą w sprawie ustawy o kryptoaktywach; ona niestety przepadła w polskim Sejmie. Natomiast strona rządowa i większość parlamentarna wie, czego oczekuję – oczekuję przede wszystkim zabezpieczenia użytkowników kryptoaktywów, a więc klientów, ale oczekuję także tego, by ludzi uczciwych, polskich startupów i tych, którzy nie zrobili niczego złego, nie wrzucać do jednego worka z oszustami.

Ale jak to się ma do wizyty Michała Moskala na Ibizie, do niejasnych tłumaczeń odnośnie do rozliczenia za to, kto płacił za hotel czy za samolot? Czy do faktu, że minister sprawiedliwości prokurator generalny przez fundację brał pieniądze od aferzysty Przemysława Krala?

Wszystkim, którzy za to współodpowiadają, powinny zostać przedstawione zarzuty. Jestem Prezydentem Polski i mówię o tym, co myślę o Zondacrypto, jak bym chciał tę sytuację uleczyć.

Większość parlamentarna z uporem maniaka wysyła tę samą ustawę, nie słuchając głosu i swoich koalicjantów, i głosu Kancelarii Prezydenta, więc nie chce naprawić tego prawa, a są konkretne rozwiązania.

Jeśli chodzi o te rzeczy, które odnoszą się do spraw, o których Pani mówi, one mnie oburzają, to znaczy współpraca parafinansowa czy fantowa, jak moglibyśmy to nazwać, z biznesmenami – niezależnie od tego, czy oni po miesiącach czy po latach okazują się aferzystami, oszustami, czy nie – jest czymś, w czym ani ja, ani moja Kancelaria nie braliśmy udziału. To nie powinno zdarzać się w polityce, niezależnie od tego, czy dotyczy to pana Krala, czy innych ustaw. Ja nie jestem rzecznikiem ani tych osób, które Pani wymieniła, ani – tak jak Pani wie – nie jestem rzecznikiem żadnej partii politycznej. Więc te indywidualne przypadki trzeba z całą pewnością wyjaśnić. Natomiast afera Zondacrypto jako afera, na którą nie zareagowało państwo czy rząd, na którego czele stoi Donald Tusk, pokazuje jasno, że wszyscy Państwo – TVN, telewizje, kluby sportowe i wiele osób i instytucji – staliście się ofiarami.

Panie Prezydencie, czy w grudniu na spotkaniu z prezydentem Trumpem można się spodziewać jakichś konkretów? I czy jest możliwe porozumienie z MSZ–etem w sprawie ambasadorów? Bo ten temat cały czas wraca?

Było bardzo blisko porozumienia – myślę, że porozumienie z ministrem Sikorskim zostało wypracowane. Było kilka tur negocjacji moich bezpośrednio z ministrem Sikorskim i naszych współpracowników. Doszliśmy do porozumienia, jak to może wyglądać, myślę, że z odpowiedzialnością za Polskę. Doszliśmy do konkretnego, spisanego porozumienia, została wyłącznie jego realizacja.

Ja nie mam góry, nie mam swojego zwierzchnika, ale jakiś zwierzchnik ministra Sikorskiego zdecydował o tym, że wszelkie porozumienia z Prezydentem, nawet jeśli są dobre dla Polski, nie mogą być realizowane. Więc nie wygląda na to, że przed najbliższymi wyborami uda się dojść do porozumienia. Byliśmy naprawdę blisko.

Jeśli chodzi o szczyt grupy G20, to jak Państwo wiedzą, stałe relacje z prezydentem Donaldem Trumpem, które przyniosły już tyle wymiernych efektów – w zakresie polskich żołnierzy, naprawdę otwartych drzwi i rozłożonego dywanu do stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce czy uwolnienia Andrzeja Poczobuta – w grudniu zostaną z całą pewnością odświeżone. Ta współpraca jest bardzo regularna między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Cieszę się, że już w pierwszym roku swojej prezydentury mogłem o to zadbać.

W Nowym Jorku spotka się Pan z prezydentem Trumpem?

Tego nie wiem. Takich planów na dzień dzisiejszy nie ma. Pewnie będzie prezydent Trump, więc być może się spotkamy w sposób spontaniczny, ale z całą pewnością spotkam się w grudniu. Ta relacja po tym roku jest na tyle ustabilizowana pomiędzy mną a prezydentem Trumpem, że oczywiście zawsze możemy wejść ze sobą w kontakt, kiedy jest taka potrzeba, ale pan prezydent Trump ma też zakres działań na wszystkich szerokościach geograficznych. Skoro idziemy w stronę stałych baz amerykańskich w Polsce, skoro za sprawą zaproszenia prezydenta Trumpa jesteśmy na szczycie G20, uznaję, że wszystko jest pod kontrolą.

Panie Prezydencie, à propos Donalda Trumpa, bo i Pan, i prezydent Donald Trump są uważani za winnych cen paliw w Polsce.

Oczywiście sytuacja geopolityczna ma wpływ na ceny paliw w Polsce, w całej Europie i na całym świecie. Natomiast za ceny paliw, i to jest także rzecz oczywista, odpowiada polski rząd. Nie przewidzieli, nie weszli w pewien dialog – także z Kancelarią Prezydenta – nie przewidzieli, co się wydarzy po 31 sierpnia; dzisiaj są najwyższe ceny paliw od, zdaje się, trzech lat. Nie dziwię się w sumie, skoro odpowiada za to zagubiony w przestrzeni politycznej pan minister Motyka. 

Wiemy, kto odpowiada za ceny paliw, mimo że rządzący będą mówić, że wiąże się to z brakiem podpisania ustawy o nadzwyczajnych zyskach za dostarczanie paliwa, co oczywiście nie jest zgodne z faktami. Było wiele miesięcy na to, żeby zadbać o sytuację po 31 sierpnia, gdy CPN przestanie funkcjonować.

Propozycja rządowa była po prostu niekonstytucyjna, dlatego wysłałem ją do Trybunału Konstytucyjnego – zakładała bowiem cofnięcie się do wpływów ze sprzedaży paliw do marca, a miała obowiązywać od września. Prawo nie działa wstecz; wie o tym każdy student prawa. Zostałem postawiony przed sytuacją, w której miałem zdecydować, że coś, co wejdzie we wrześniu, będzie obowiązywać od marca. Zresztą było wielkie zagrożenie, że te zyski koncernów paliwowych, ale też mniejszych firm, przełożą się na jeszcze wyższe ceny; takie zagrożenie pojawiło się podczas analiz. Natomiast podstawowa kwestia była taka, że prawo nie działa wstecz. Ja jako Prezydent Polski, który jest strażnikiem Konstytucji, spytałem Trybunał Konstytucyjny, co sądzi na ten temat.

Dzisiejsze ceny paliw są więc cenami Donalda Tuska. Mieliśmy dużo czasu, żeby wypracować pewien mechanizm, ale minister finansów zdaje się ani w zakresie reformy podatkowej, ani w tak ważnych kwestiach jak ceny paliw nie chce pozostawać w negocjacjach z Pałacem Prezydenckim.

Żeby jeszcze Państwu powiedzieć o jednym sygnale czy symbolu dobrej woli, przypomnę ustawę o prezydenckim Funduszu Medycznym. Nikt nie ma wątpliwości, że za stan służby zdrowia i brak środków finansowych odpowiadają Ministerstwo Zdrowia i rząd. Natomiast gdy w końcówce zeszłego roku zostałem postawiony przed sytuacją, aby przekazać 3 miliardy złotych na upadającą służbę zdrowia, to nie miałem wątpliwości. Wykazałem dobrą wolę, aby problem, którego sam nie spowodowałem, z myślą o pacjentach rozwiązać, tak by odpowiadało to stronie rządowej.

Tego typu dobra wola byłaby z całą pewnością, jeśli negocjowano by czy dyskutowano o zmianach podatkowych w Polsce, gdzie muszą się spotkać przecież różne perspektywy – i rządu, i Prezydenta – czy o programie CPN. Czasu było dużo, żeby zastanowić się, co się stanie, jeśli nie zmieni się sytuacja geopolityczna i staniemy 1 września w sytuacji, w której CPN się zakończy, a Polacy zaczną płacić tak wysokie ceny za paliwo. Nikt nie chciał o tym dyskutować.

To nie jest rzucanie kłód pod nogi rządowi?

Absolutnie nie. W kwestiach – i dlatego powiedziałem o funduszu prezydenckim – gdzie się liczy dobro pacjentów, gdzie mogę podpisać ustawę i nie jest ona niezgodna z Konstytucją ani nie muszę zasięgać opinii Trybunału Konstytucyjnego, naprawdę staram się szukać porozumienia. Ale porozumienie i dialog zaczyna się nie wtedy, gdy jedna osoba zaczyna mówić, ale gdy też druga zaczyna słuchać. Jeśli nie jest prowadzony dialog w odniesieniu do potencjalnej decyzji Prezydenta, jeśli nie jest uwzględniana wrażliwość ponad 10 milionów ludzi, którzy oddali na mnie swój głos, to w ostateczności staję przed podjęciem decyzji i muszę rozważać i te zasadne kwestie – najważniejsze dla mnie – konstytucyjne, prawne, ustrojowe, finansowe, a także opinię publiczną. Więc to nigdy nie jest próba rzucania kłód pod nogi.

Nie wiem, czy Państwo to pamiętają, czy o tym mówiliście. Ostatnio młodzież na spotkaniu w Juracie spytała mnie, czy są ustawy, które podpisałem wbrew głosowaniu zaplecza politycznego, ogólnie uznanego jako siły konserwatywne w Polsce. Były takie ustawy – to powiedziałem młodzieży, i też mówię Państwu – ustawa metropolitarna dla Pomorza, ustawa pani minister Dziemianowicz–Bąk o Państwowej Inspekcji Pracy i zamianie umów cywilnoprawnych na umowy stałe. Wszędzie tam, gdzie uznaję, że decyzja jest dobra, podejmuję ją niezależnie od reakcji w polskim parlamencie. Tylko czasami z drugiej strony brakuje po prostu dialogu.

A te 3 miliardy złotych na prezydencki Fundusz Medyczny z końcówki tamtego roku chyba były najlepszym sygnałem, że jestem gotowy do rozwiązywania spraw finansowych.

Poza tym pancerz budżetowy jest wciąż w polskim Sejmie; są konkretne, gotowe rozwiązania, o których już mówiłem.

Jeśli mogę spytać o akty dywersji, bo pojawiły się ostatnio w Polsce. Czy Pan Prezydent jest informowany przez służby i odpowiednich ministrów, jeśli chodzi o szczegóły tych spraw?

O aktach dywersji informowane jest Biuro Bezpieczeństwa Narodowego – tutaj wszystkich państwa uspokajam – przychodzą ogólne informacje do Biura Bezpieczeństwa Narodowego. BBN w sposób formalny prosi też polskie służby o doprecyzowanie pewnych szczegółów. To jest pewna zasada – nie mówię teraz o wszystkich służbach, nie będę wymieniał tych, które dostarczają pełne analizy, bo nie chcę spowodować, żeby pan premier Donald Tusk dokonywał rewolucji w tych służbach – mamy służby, które informują w sposób szczegółowy i Prezydenta, i Kancelarię Prezydenta, więc czujemy się wyposażeni w pełnię wiedzy. Są niestety takie służby, które wysyłają albo zdawkowe dane, albo ogólne, ale w kwestii aktów dywersji, jak dzisiaj mi przekazywał jeszcze szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, pan minister Grodecki, dostajemy informacje, jesteśmy na bieżąco informowani. Jeśli coś trzeba doprecyzować, to też się dzieje.

Roman Giertych grozi ograniczeniem budżetu Kancelarii Prezydenta po Pana spotkaniu z młodzieżą w Juracie?

Jak słyszę „Roman Giertych”, proszę mi wybaczyć, to zupełnie nie chce mi się rozmawiać. Roman Giertych może zagrozić swoim fanom z internetu, że coś im wypłaci albo czegoś im nie wypłaci. Nie traktuję tego polityka poważnie, szczególnie teraz, gdy jako poseł Platformy Obywatelskiej i wiceszef Platformy Obywatelskiej jest jednocześnie mecenasem i adwokatem pana Przemysława Krala, którego uznaje – wiele razy słyszeliśmy – za ruskiego agenta. Mam wrażenie, że „tam już nie leci pilot i nie odjechał tylko pociąg, ale cały peron”.

Czy temat aneksu do raportu WSI utknął?

Na chwilę obecną – tam jest procedura, w której muszą go zaopiniować marszałek Sejmu i marszałek Senatu po tych, nazwijmy to, fikołkach pana marszałka Czarzastego – temat nie jest na razie procedowany, ale ja uznaję, że ten raport oczywiście powinien zostać opublikowany. Zobaczymy, jakie będzie dalsze nad nim procedowanie, ale konsekwentnie uważam, że opinia publiczna nieco się zawiedzie, jeśli chodzi o ten raport, bo wiele rzeczy z niego już jest powszechnie znanych i było opublikowanych.

Do opublikowania tego raportu nie potrzeba kontrasygnaty premiera?

Oczywiście jest potrzebna kontrasygnata premiera do opublikowania tego raportu. Na nią również nie możemy liczyć. Opinia marszałka Sejmu, Senatu, kontrasygnata – więc z takich oczywistych przyczyn na chwilę obecną ten temat nie jest procedowany, ale nie umrze.

Żałuje Pan udziału w CPAC? Czy afera Zondacrypto obciąża prawicę? I jak bardzo obciąża?

Afera Zondacrypto obciąża przede wszystkim obecnie rządzących. Żałuje Pani Redaktor pracy w TVN–ie w związku z tym, że promowaliście Zondacrypto? To nie jest dobrze postawione pytanie.

To jest, Panie Prezydencie, zupełnie inna historia. Biuro reklamy tym się zajmowało. Panie Prezydencie, żałuje Pan udziału w tej konferencji?

To jest zupełnie ta sama historia. Podobnie jak CPAC, w której brałem udział, Pani stacja jest ofiarą braku informacji, braku pracy polskiego rządu. Nie żałuję udziału w żadnej konferencji, w której uczestniczyłem. Brałem udział w kilku konferencjach CPAC.

Czy Radosław Piesiewicz powinien być odwołany ze stanowiska szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego?

To nie jest moja sprawa. Ja wprawdzie jako Prezydent Polski jestem patronem ruchu olimpijskiego i niezależnie od tego, kto będzie szefem PKOl–u, będę wspierał polskich sportowców. Niebawem igrzyska młodzieżowe w Senegalu – jak przy igrzyskach olimpijskich w Mediolanie polscy sportowcy mogą liczyć na wsparcie Pałacu Prezydenckiego. Wywiązuję się ze swoich obowiązków – ktokolwiek będzie prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, to może liczyć na wsparcie Prezydenta i Kancelarii Prezydenta; to jest rzecz oczywista. Ale to jest niezależne stowarzyszenie, wobec czego muszą sami wybierać swojego prezesa, ja nie wybieram prezesa.

Ale co Panu podpowiada kibicowskie serce w sprawie PKOl–u?

Kibicowskie serce w sprawie PKOl–u podpowiada mi, że zrobię wszystko, żeby młodzież pojechała do Dakaru na młodzieżowe igrzyska i zdobyła jak najwięcej medali.

To nie jest moja decyzja, kto jest szefem PKOl–u. Mam nadzieję, że wszystko się odbędzie na odpowiednim poziomie.

A czy afera Zondacrypto może wpłynąć na wynik głosowania w sprawie odrzucenia Pana weta co do ustawy o kryptowalutach?

Sejm ma zawsze prawo odrzucić weto Prezydenta. Jeśli to się wydarzy, to uszanuję tę decyzję. Ta ustawa, która z uporem maniaka jest proponowana przez większość parlamentarną, jest po prostu niedobra, nie rozwiązuje wielu kwestii. Znów proponuję wrócić do mojej inicjatywy ustawodawczej, która z jednej strony zabezpiecza użytkowników, a z drugiej strony nie wrzuca do jednego worka przestępców z ludźmi, którzy prowadzą swoje startupy czy inwestują w kryptoaktywa. Ja nigdy nie inwestowałem, nie znam się na tym, nie znam Przemysława Krala, ale ta tendencja oddawania całej władzy urzędom do wyłączania stron internetowych, blokowania bez możliwości odwołania się do sądu, po prostu krzywdzi wielu uczciwych przedsiębiorców i wielu uczciwych ludzi. Dlatego w swojej inicjatywie ustawodawczej zaproponowałem rozwiązania, które są rozsądne, dobre, pomagają użytkownikom i przedsiębiorcom.

Jak Sejm odrzuci moje weto – ma do tego prawo – będziemy mieli złą ustawę, a afera Zondacrypto – nawet gdyby ta ustawa była wcześniej – i tak by się wydarzyła.

008_Prezydent Karol Nawrkic_Wypowiedź dla mediów przed Pałacem Prezydenckim_MWB18517.jpg.JPG [828.44 KB]

Panie Prezydencie, jakie ma Pan wrażenia po Juracie? Co tam było dla Pana nowego, czego Pan się dowiedział? I czy będą kolejne takie spotkania?

Tak, oczywiście będą takie spotkania. To było doskonałe wydarzenie – spędziłem sporo czasu z młodzieżą, to były interesujące rozmowy i myślę, że bardzo ciekawy program tego spotkania. Oczywiście byliśmy ograniczeni, nie mogliśmy zaprosić tyle młodzieży, ile się zgłosiło, a zgłosiło się trzy razy więcej. Warunki bezpieczeństwa w Juracie wskazywały, że 800 osób to już jest naprawdę wyporność tego ośrodka, który, przypominam, po raz pierwszy w III Rzeczypospolitej został otwarty dla gości z zewnątrz.

Sukcesem wydarzenia było więc samo jego zorganizowanie – dla Kancelarii Prezydenta i dla Służby Ochrony Państwa, biorąc pod uwagę rygory bezpieczeństwa, był to ogromny wysiłek. Biorąc to wszystko pod uwagę, ale także program tego wydarzenia – inspirujące dyskusje o Polsce, to nie było wydarzenie polityczne; rzadko w pytaniach młodzieży do mnie pojawiały się wątki polityczne – było to spotkanie poświęcone Polsce. Myślę, że to było doskonałe wydarzenie i na pewno w przyszłym roku je powtórzymy.

Czy musiało być w tym samym czasie co Campus Polska? Czy to był przypadek?

Myślę, że to był przypadek. Nie śledzę Campusu Polska, tym Państwo nie jesteście zaskoczeni, nie analizuję, kiedy spotkania Campusu Polska są organizowane. Natomiast jeśli mam być szczery, o tym, że to jest w tym samym momencie, dowiedziałem się tydzień przed wydarzeniem. To nie była próba żadnej rywalizacji z Campusem Polska. Zresztą tamto wydarzenie miało wymiar czysto polityczny, powiedziałbym nawet, partyjny. Nasze wydarzenie było zupełnie inne; ja jako Prezydent Polski, owszem, jestem politykiem, chociaż nigdy nie byłem, i ministrowie–politycy z mojej Kancelarii – a to jest pół na pół – byliśmy jedynymi politykami jako organizatorzy na tym wydarzeniu. Były to więc dwa zupełnie inne wydarzenia.

Nie rozumiem nerwowości, chociaż wiem, że Rafał Trzaskowski jest bardzo nerwowy; znamy się z kampanii wyborczej. Myślałem, że jak już nie będzie kandydatem na prezydenta, to będzie spokojniejszy. Nie wiem, skąd te nerwy.

W tym postępowaniu, w którym będzie Pan przesłuchiwany, przesłuchiwany był już minister z Pana Kancelarii i 40 osób. Czy przesłuchanie Pana jest niezbędnym krokiem? Czy jest szansa, że zmieni Pan zdanie na przykład w sprawie tych czterech sędziów i że będą oni mogli orzekać w Trybunale?

Niewysoko Pani Redaktor ocenia moją stabilność w wyrażaniu opinii. Oczywiście przesłuchanie nie wpłynie na zmianę mojego stanowiska w odniesieniu do czterech sędziów, którzy nie wykazali się odpowiednią wiedzą prawniczą i przysięgali przed kolumną sejmową. To jest dyskredytujące dla tych sędziów. Ale oczywiście do przesłuchania dojdzie. Zapraszam.

Panie Prezydencie, kiedy poznamy szczegóły dotyczące strategii rozwoju, o której Pan mówił tutaj, przed Pałacem? I czy widzi Pan siebie w roli patrona wspólnej listy na prawicy w przyszłorocznych wyborach?

Ta strategia jest dopracowywana. Wczoraj miałem spotkanie z ministrem Szefernakerem, który jest jedną z głównych osób w to zaangażowanych. Oczywiście wszystkie rady przy Prezydencie pracują nad prezydencką strategią rozwoju. Tu niepotrzebny jest pośpiech, myślę, że na początku przyszłego roku pokażę przed wyborami parlamentarnymi swoje oczekiwania wobec tych stronnictw politycznych, które startują w wyborach parlamentarnych, aby znaleźć pewne porozumienie wokół projektów, które są ważne dla Polaków. Mam nadzieję, że ona stanie się też punktem odniesienia, bo tak dalej nie można. To znaczy wszystkie inicjatywy Prezydenta są mrożone, a jeśli ja podejmuję decyzję na temat ustaw, to część środowisk w ogóle nie chce podejmować dialogu.

Trzeba coś zmienić i mam nadzieję, że właśnie w kierunku takiego dialogu nad sprawami ważnymi dla Polaków uda się zbudować prezydencką strategię rozwoju, i to nastąpi pewnie na początek przyszłego roku.

Ja nie mam takiego zadania jako Prezydent Polski, aby żyć życiem partyjnym – życiem politycznym może tak – ale Senat dla Prezydenta jest bardzo ważny choćby w zakresie referendum, ale też w innych kwestiach. Chciałbym więc, aby w polskim Senacie były takie stronnictwa, które chociaż mają odwagę dyskutować z Prezydentem o tym, jak ma wyglądać przyszłość Polski.

Dzisiaj mamy większość senacką w polskim Senacie, która nie chce nawet oddać obywatelom głosu w zakresie referendum dotyczącego polityki klimatycznej i Zielonego Ładu. To w moim uznaniu jest dyskwalifikujące i jeśli znalazłaby się taka większość parlamentarna, która zechce oddać głos w ważnych sprawach obywatelom, to jako Prezydent będę szczęśliwy.

Panie Prezydencie, na uroczystościach rocznicowych w Sali BHP Stoczni Gdańskiej mówił Pan o tym niespełnionym postulacie Solidarności dotyczącym mediów. I czy brakuje Panu ze strony premiera takiego wydarzenie jak to teraz, który nie spotyka się w ten sposób z dziennikarzami?

Oczywiście co do moich słów w Sali BHP, to w stu procentach je podtrzymuję. Uznaję, że telewizja publiczna nie powinna być łupem wpadającym raz jednej, raz drugiej partii. Wierzę, że uda to się zrobić, chociaż ten konkurs został już wygrany przez dzisiejszą telewizję publiczną – takiej skali propagandy chyba nie udało się osiągnąć w telewizji publicznej; aż przykro to się ogląda, choć rzadko oglądam. Natomiast telewizja publiczna powinna należeć do narodu, a nie do frakcji czy partii politycznej. To jest niedobre. I w imieniu narodu myślę, że mam prawo i obowiązek to mówić.

Mam nadzieję, że po roku 2027 uda się ze środowiskami politycznymi sprawić, że to wahadło, tak jak w Trybunale Konstytucyjnym, nie będzie się wychylać z jednej strony w drugą, tylko po prostu ustabilizujemy te kwestie w telewizji publicznej.

Jeśli chodzi o drugie pytanie, to nie wiem, w jakiej konwencji spotyka się pan premier. Ale myślę, że takie spotkania są raz na jakiś czas dobre.

Panie Prezydencie, czy uważa Pan, że popełnił błąd, wetując ustawę o SAFE, widząc, jakie przyniosła teraz skutki, że wojsko, armia popiera tę ustawę?

Chyba nie ma Pan Redaktor wszystkich informacji. Gdy 15 sierpnia miałem okazję rozmawiać z wojskowymi – nazwisk nie będę wymieniał – to raczej czuli się zażenowani tym, że stronie rządowej udaje się oszukać opinię publiczną, że sprzęt, który jedzie w sercu Warszawy, jest z SAFE.

Tak nie było – zasadnicza część sprzętu, który prezentowano w czasie defilady, pochodziła z czasów, w których budżet państwa był na tyle ustabilizowany, że można było realizować kontrakty bez kredytu, jakim jest SAFE.

Ale bynajmniej ten sprzęt, który Pan Redaktor widział, nie był zakupiony z programu SAFE.

Ja sprawę SAFE zakończyłem, uznaję, że kwestia obrandowania 15 sierpnia została przyjęta przez Polaków z absmakiem. Niech SAFE działa, jeśli takie są decyzje rządzących i ktoś jest gotowy wziąć za to odpowiedzialność. Ja tę ustawę zawetowałem z przekonania o warunkowości tego mechanizmu, braku bezpośredniego wpływu i takiego jednoznacznego wpływu na możliwości realizacji interesu Polskich Sił Zbrojnych. Długa dyskusja, długa debata, podjąłem swoją decyzję. Ktoś wziął za to odpowiedzialność.

Nie żałuję tamtej decyzji, tym bardziej że zaproponowałem alternatywę, o której może warto także powiedzieć kilka słów, bo ta alternatywa, czyli „Polski SAFE 0%”, była doskonałą alternatywą dla kredytu SAFE, była na tyle dobra, że Polskie Stronnictwo Ludowe ustawę prezydencką potraktowało jako swoją i złożyło w polskim Sejmie. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że skoro stronnictwo ministra obrony narodowej ubiega się o to, aby wprowadzić „Polski SAFE 0%”, to był on realną alternatywą dla kredytu SAFE.

PSL mówi „sprawdzam”, nie mówi, że to jest alternatywa.

Ale pan marszałek chyba nadal blokuje i mrozi tę ustawę. PSL nie mówi: „sprawdzam”, to są oczywiście słowa ministra Kosiniaka–Kamysza. Uczestniczyłem w kilku rozmowach politycznych na ten temat i nie było wątpliwości, że można to zrobić bez kredytu. Nie udało się tego zrobić bez kredytu, ale mam nadzieję, że w końcu ta ustawa przejdzie i środki finansowe wzmocnią polską armię. Konkludując – nie żałuję.

017_Prezydent Karol Nawrkic_Wypowiedź dla mediów przed Pałacem Prezydenckim_MWB19696.jpg.JPG [758.84 KB]

Panie Prezydencie, patrząc na to, jakie są standardy w prokuraturze, to pytanie, myślę, zasadne: czy prokuratura, przez którą jest Pan wzywany, jest legalna? Czy prokurator, który będzie Pana przesłuchiwał, jest legalny?

Nie mamy w Polsce legalnego prokuratora krajowego. O tym oczywiście wiemy, ale nie mamy też innej prokuratury, więc odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana – to jest jedyna prokuratura, jaka funkcjonuje w Polsce. Stan chaosu prawnego i to, co wydarzyło się jakiś czas temu, jest głęboko niepokojące. Odpowiem na pytania prokuratora, który przyjdzie i je zada, z myślą o dobru śledztwa, które uznaję za naprawdę niepoważne. Ja czasami zastanawiam się, gdy patrzę, czym zajmuje się prokuratura – oczywiście prokuratorzy muszą to robić, nie mam do nich pretensji, tak samo było podczas ostatniego spotkania z paniami prokurator – to wciąż zastanawiam się, czy środki finansowe państwa polskiego są dobrze wydawane. Przy okazji zastanawiam się też, co się dzieje z wyjaśnieniem sprawy Epsteina. Jakiś czas temu też mieliśmy takie duże zagadnienie i zespół prokuratorski. To nie jest poważne, to znaczy to, co dzieje się wokół tych spraw, nie jest poważne. Mam wrażenie, że wymiarem sprawiedliwości w Polsce czasami rządzi żart.

Czy zaproponuje Pan jakąś alternatywę dla ustawy o statusie osoby najbliższej?

Wszystkie wytyczne odnoszące się do ustawy o statusie osoby najbliższej trafiały przez wiele miesięcy do pań prowadzących tę sprawę. To znaczy mój punkt widzenia na to jest niezmienny od wielu miesięcy. Na razie nie ma takiego pomysłu, aby zaproponować inicjatywę ustawodawczą. Ale ja konsekwentnie mówię, że trzeba rozwiązać tę sytuację. Nie mam nic przeciwko statusowi osoby najbliższej, natomiast mam przeciwko alternatywie dla małżeństwa takiej twardej, nie mogę jako Prezydent Polski uznać, że konstytucyjny związek małżeński może mieć swoją alternatywę w postaci statusu osoby najbliższej.

Ale to nie jest tak, że my dopiero po wecie zaczynamy dyskutować, jak to powinno wyglądać, ale przez wiele miesięcy z Pałacu Prezydenckiego płynęły konkretne informacje o ustawie o statusie osoby najbliższej – co Prezydent może zaakceptować, a czego nie może zaakceptować.

Jak Pan Prezydent patrzy na propozycje, które się znalazły w projekcie budżetu na przyszły rok? Tam obok podwyżki drugiego progu podatkowego jest podwyżka CIT–u czy podwyżka daniny solidarnościowej.

Jeśli chodzi o projekt budżetu na przyszły rok, najbardziej niepokojące jest to, że deficyt znów ma być większy o 11 miliardów złotych niż w zeszłym roku. Ten deficyt 282,6 miliarda złotych jest niepokojący. Co do samej reformy podatkowej, to kilka słów już sobie o tym powiedzieliśmy. To jest jednocześnie obniżenie i podwyższenie podatku, wprowadzenie kolejnego progu tych 24 procent. Te propozycje podatkowe odnoszą się jedynie do 3 milionów obywateli, czyli 22 miliony podatników pozostają zupełnie poza tymi rozstrzygnięciami. To trzeba dokładnie przeanalizować; robią to zespoły. Ja oczywiście mam ogólną wiedzę na ten temat, ale dotyka to tylko 3 milionów podatników.

Jeśli chodzi o projekt budżetu, cieszę się oczywiście, że największe nakłady finansowe idą na Wojsko Polskie, duże też idą na służbę zdrowia, ale przy takim stanie finansów publicznych, za które odpowiada minister Domański, nie możemy spodziewać się tego, że budżet jest w dobrym stanie i w dobrych rękach.

Są rzeczy, które oceniam pozytywnie: wojsko, służba zdrowia, a są rzeczy, które niepokoją w tej skali obiektywnej; stan finansów.