Menu rozwijane

07 października 2026

Jakub Krzywiecki, Interia: Panie ministrze, po co było tak rumakować – pyta premier Tusk po podpisaniu przez prezydenta ustawy o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych. Co by mu pan odpowiedział?

Karol Rabenda, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta: Nie wiem czy Donald Tusk ma się z czego cieszyć. Tanie gierki nie robią na prezydencie wrażenia. Donald Tusk miał wszelkie narzędzia do obniżenia cen paliw od początku kryzysu. VAT można obniżyć bez ustawy. Po podpisaniu ustawy stracił alibi i bierze pełną odpowiedzialność za to, ile płacą Polacy na stacjach. Nie ucieknie od deklaracji, że paliwo miało być po 5,19.

Ale dzień po podpisaniu ustawy rząd obniżył VAT i akcyzę. Ktoś niezorientowany w sytuacji mógłby uznać, że niższe ceny to automatycznie efekt podpisu. Powstaje więc wrażenie, że to prezydent blokował niższe ceny. Dość sprytnie premier zagrał.

Nie do końca, bo przecież mieliśmy krótkie okresy, kiedy obowiązywał program niższych cen. Nie była do tego potrzebna ustawa o nadmiarowych zyskach. Prezydent od początku kryzysu był otwarty na współpracę. Kiedy wygasł pierwszy rządowy program obniżenia cen, zaproponował swoje rozwiązanie, które likwidowałoby nadmiarowe marże Orlenu. Orlen podwyższył marże. Ale mamy gigantyczny kryzys. Polacy płacą gigantyczne rachunki, biznes ma gigantyczne koszty produkcji, co wpłynie na wysokość inflacji. W konsekwencji musiałby zareagować na to Narodowy Bank Polski, by tę inflację zdusić.

Jednak tydzień przed podpisaniem ustawy prezydent podkreślał, że premier chce na nim wymusić podpisanie niekonstytucyjnych przepisów.

Te wątpliwości pozostają. Wcześniej prezydent nie podpisał ustawy, odesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego. Teraz podpisał i wysłał do Trybunału w trybie kontroli następczej. W sprawie wątpliwości nic się nie zmieniło, tylko teraz Donald Tusk wziął obywateli za zakładników. Prezydent ponad wszystko stawia interes Polaków, wątpliwości konstytucyjne i tak będą zbadanie, a odpowiedzialność za ceny ponosi strona rządowa.

Nazwałby pan siebie przyjacielem Karola Nawrockiego?

Pan prezydent ma swoich przyjaciół i to już jego sfera prywatna.

Pytam, bo zastanawiam się czy odbyliście przyjacielską rozmowę w Nowym Jorku, kiedy wybuchła sprawa zaproszeń dla przedsiębiorców na Polish–American Economic Summit i kiedy w tym kontekście pojawiło się pana nazwisko. Sprawa wywołała sporo zamieszania i nieco przykryła agendę prezydenta w ONZ.

Zauważyliśmy w Kancelarii Prezydenta, że podczas kolejnego Zgromadzenia Ogólnego ONZ niektóre media w Polsce próbują dezawuować prezydenta. Nie tylko obecnego, tak samo było z wizytami Andrzeja Dudy. W ONZ jest wiele spotkań bilateralnych, ważnych wydarzeń. Media przychylne rządowi próbowały przykryć spotkania z prezydentami Trumpem czy Erdoganem, bo to był dobry tydzień aktywności pana prezydenta. Nie tylko wizerunkowo, ale przede wszystkim politycznie.

Mieliśmy do pokazania dwie rzeczy. Agendę polityczną związaną z przemówieniem w ONZ, ale też kwestie obecności Polski w G20. Organizacja wydarzenia gospodarczego była korzystna dla Polski, bo to była okazja, żeby aktywności prezydenta zobaczyło większe gremium, nie tylko polscy odbiorcy. Byli przedstawiciele firm globalnych, prezesi Westinghouse, Boeinga czy Lockheed Martin. Wydarzenie służyło podkreśleniu historycznego zaproszenia Polski na G20.

Ale prezydent oczekiwał od pana wyjaśnień w sprawie zaproszeń?

Zaproszenia były dla firm amerykańskich, które chcieliśmy, żeby uczestniczyły w wydarzeniu. Nie ma z tym żadnego problemu. Z amerykańskimi firmami spotykał się też prezydent Duda. Chcieliśmy również żeby polscy przedsiębiorcy z Prezydenckiej Rady Biznesu mogli spotkać się z szefami globalnych firm. To są kontakty nie do przecenienia dla polskiego biznesu.

Może Cię zainteresować Nowa inicjatywa – Prezydencki Pokład Biznesu KPRP rozpoczyna trzeci nabór do programu Prezydencki Pokład Biznesu

Do Nowego Jorku z prezydentem poleciało około 40 przedsiębiorców w ramach nowego projektu Prezydenckiego Pokładu Biznesu. Są już jakieś efekty obecności biznesu w delegacji?

Obecność biznesu to praktyka, którą stosują wszystkie delegacje państwowe na całym świecie. To nie pierwszy raz, kiedy biznes jest obecny podczas delegacji prezydenta. W kwietniu na forum Trójmorza w Dubrowniku było 60 polskich przedsiębiorców. To niezwykle ważne żeby polskie firmy się rozwijały. Prezydent zawsze będzie wspierał polski biznes.

W przyszłym roku na szczyt Trójmorza w Bratysławie mamy ambicje zbudować największą delegację biznesową w całym wydarzeniu. Większą nawet od gospodarzy. Prezydencki Pokład Biznesu spotkał się z bardzo dobrym odbiorem, w pierwszych tygodniach zainteresowanie wyraziło pięć tysięcy polskich firm. Pierwszy wyjazd był do Stanów Zjednoczonych, teraz przedsiębiorcy są z prezydentem na Filipinach.

Obecność biznesu wpisuje się też w polskie starania o pozostanie w grupie G20? Gdzie jeszcze prezydent chce zabrać przedsiębiorców w najbliższym czasie?

Pod koniec października jest forum w Arabii Saudyjskiej. Później będzie też komponent gospodarczy podczas wizyty prezydenta w Ameryce Południowej. Następnie szczyt G20 w Miami. W przyszłym roku w styczniu Davos i w kwietniu wspomniana Bratysława.

W Kancelarii Prezydenta odpowiada pan też za inwestycje strategiczne. Jaka jest dzisiaj najważniejsza w Polsce?

Jest kilka bardzo ważnych, ale jako pierwszą wskazałbym elektrownię jądrową na Pomorzu. To projekt, który wymaga specjalnej uwagi. Tam opóźnienia na pierwszym etapie mogą skutkować przesunięciami w kalendarzu inwestycji o miesiące czy lata. To o tyle skomplikowana operacja, że ważna jest nawet zgoda urzędnika na poziomie powiatu. Bez należytej opieki projekt będzie dużo droższy, bo każde opóźnienie uruchomienia elektrowni to gigantyczne koszty.

Jak pan ocenia realizację projektu po stronie rządu?

Rząd deklaruje, że nie będzie utrudniał realizacji projektu, ale mamy sygnały, że są trudności po stronie administracji rządowej i samorządowej. Te procesy nie dzieją się w takim tempie jak spodziewała się firma stawiająca tę elektrownię. To budzi nasze największe obawy, bo jak za rok czy półtora zorientujemy się, że jakieś decyzje nie zostały dziś powzięte, to być może nie będziemy mogli tego nadrobić.

Obawy dotyczą tylko elektrowni jądrowej?

Drugim projektem, który ma więcej znaków zapytań czy wręcz problemów, jest Centralny Port Komunikacyjny. Strona rządowa wycofała się z jego krytyki, dodała nawet nową nazwę inwestycji. Ale dzisiaj widzimy, że realizacja kuleje, nie ma pieniędzy, nie ma władz spółki projektu. Organy nadzorujące nie mogą znaleźć prezesa do kontynuacji tego przedsięwzięcia. To jest projekt kluczowy dla rozwoju Polski. Nie mówimy tylko o lotnisku, ale też o połączeniach kolejowych, które mają zmienić polską infrastrukturę.

Teraz projekt, który ma zgodę polityczną ponad podziałami, poparcie społeczne, nie powstaje w takim tempie, w jakim powinien. To jest skandal, bo jeśli potwierdzi się, że brakuje na inwestycję pieniędzy, odpowiedzialność polityczną powinni ponieść rządzący.

Na koniec chciałbym zapytać o marcową rozmowę Władysława Kosiniaka–Kamysza i Donalda Trumpa. Czy według pana najlepszej wiedzy, z perspektywy administracji Donalda Trumpa lepiej byłoby, gdyby w Polsce był inny premier?

Ta rozmowa, z tego co wiem dotyczyła stałej obecności amerykańskich wojsk w Polsce, a nie sytuacji wewnętrznej.

Obecnie relacje polsko–amerykańskie opierają się przede wszystkim na kontaktach prezydenta Karola Nawrockiego. Jeśli chodzi o rząd, to na pewno byłoby łatwiej prowadzić rozmowy ze stroną amerykańską, gdyby prowadziły je osoby, które się po prostu po jednej i drugiej stronie lubią.

Rozmawiał Jakub Krzywiecki.