Menu rozwijane

30 marca 2016
Debata w gronie ekspertów waszyngtońskich think tanków oraz polskich i amerykańskich dyplomatów (1)
Debata w gronie ekspertów waszyngtońskich think tanków oraz polskich i amerykańskich dyplomatów (2)
Debata w gronie ekspertów waszyngtońskich think tanków oraz polskich i amerykańskich dyplomatów (3)
Debata w gronie ekspertów waszyngtońskich think tanków oraz polskich i amerykańskich dyplomatów (4)
o946379878.jpg
o1294708154.jpg
o688093891.jpg
o1576699266.jpg

Prezydent Andrzej Duda w ramach spotkania w National Press Club w Waszyngtonie uczestniczył w debacie w gronie ekspertów waszyngtońskich think tanków oraz polskich i amerykańskich dyplomatów, prowadzonej przez dwoje dziennikarzy popularnego programu Morning Joe w telewizji MSNBC Mikę Brzezinski i Joego Scarborough.

- Problem z Trybunałem Konstytucyjnym zaczął się od "skoku na TK" poprzedniej ekipy rządowej - przekonywał Duda pytany o kontrowersje wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zaznaczył, że sprawa TK nie jest - przynajmniej nie w głównej mierze - problemem prawnym.

- Powstał on w wyniku całego szeregu niedopełnień w naszym systemie prawnym - także i w konstytucji - szeregu luk, czyli elementów, które nie dają odpowiedzi na pewne pytania i dlatego pozwalają na działania, które nastąpiły - ocenił prezydent.

Po drugie - przekonywał - problem ten nie dotyczy władzy sądowniczej w Polsce, ale Trybunału Konstytucyjnego.

- Władza sądownicza działa. Chcę zapewnić, że nie ma jakiegokolwiek oddziaływania na system sądownictwa w Polsce, które mogłoby w jakimkolwiek stopniu naruszać jego niezależność czy niezawisłość sądów - podkreślił.

Może Cię zainteresować "Polska jest adwokatem euroatlantyckiej jedności"

Według prezydenta problem z TK pojawił się, gdy w ubiegłym roku odchodząca koalicja rządowa PO-PSL wybrała "w ostatniej chwili" w październiku pięciu nowych sędziów TK.

- Od tego rozpoczął się cały konflikt. Zaczął się od tego, że próbowano dokonać skoku na TK, co zostało zanegowane przez ówczesną opozycję, a obecnie obóz rządzący - dodał prezydent.

Jak podkreślił, te działania poprzedniego rządu "naruszały zasady demokratyczne, pluralizm w Trybunale, a przede wszystkim równowagę władz w państwie".

Zaznaczył, że gdy w maju 2015 r. wygrał wybory prezydenckie, ówczesna większość rządząca "gwałtownie przyspieszyła" prace nad projektem zmian w TK.

- Ten projekt był przygotowany w TK i bardzo istotnie wzmacniał siłę Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego wcześniej tego nie procedowali, ponieważ mieli świadomość, że spowoduje to ogromny wzrost władzy po stronie TK. Ta ustawa rzeczywiście została przyjęta w czerwcu, przy czym wprowadzono do niej zmianę, która pozwoliła na wybór pięciu sędziów przez odchodzący parlament, w ostatniej chwili - powiedział Duda.

Jak zaznaczył, mimo że jako prezydent-elekt apelował wówczas, by do czasu jego zaprzysiężenia oraz wyborów parlamentarnych nie dokonywać już istotnych zmian ustrojowych, koalicja PO-PSL dokonała takich zmian w TK.

- Obóz rządzący, który widział, że traci władzę, postanowił objąć w zasadzie cały TK w swoje posiadanie - powiedział.

- Oni nie ukrywali, że robią to, żeby zablokować zmiany w Polsce, które chce przeprowadzić obecny rząd, a wtedy partia ubiegająca się o władzę - stwierdził prezydent. Jak dodał, żaden z autorytetów prawniczych nie zabrał wtedy głosu i nie sprzeciwił się tym działaniom.

- Podejmujemy w kraju wszelkie działania, by ten polityczny kryzys rozwiązać. Jest opinia Komisji Weneckiej, która jest przedmiotem analizy i która będzie implementowana do polskiego systemu prawnego - zaznaczył prezydent.

Może Cię zainteresować Prezydent z wizytą w USA

Wyraził opinię, że "należy też rozważyć zmianę art. 8 konstytucji, by trochę odpolitycznić TK w tym znaczeniu, by wybór sędziów był bardziej niezależny od decyzji polityków".

Andrzeja Dudę zapytano także, co myśli o kampanii prezydenckiej w USA, a zwłaszcza faworycie republikańskiego wyścigu, miliarderze Donaldzie Trumpie, który mówił niedawno o konieczności ograniczenia zbyt kosztownego zaangażowania USA w NATO.

Andrzej Duda podkreślił, że wybory to wewnętrzna sprawa USA i suwerenna decyzja Amerykanów, i odmówił tym samym komentowania poszczególnych kandydatów. Ale podkreślił, że urząd prezydenta USA, największego mocarstwa to "najważniejszy urząd prezydencki na świecie", z którym wiąże się "niezwykła odpowiedzialność".

- Dlatego jestem przekonany, że Amerykanie dokonają dobrego wyboru - powiedział. Przyznał, że to naturalne, iż Amerykanie będą się przede wszystkim kierować swoimi interesami. Ale zastrzegł, że w interesie USA leży silny sojuszu transatlantycki z Europą oraz światowe bezpieczeństwo.

Argumentował też, że Europa jest ważnym partnerem handlowym i gigantycznym rynkiem dla USA, a prowadzenie biznesu i zacieśnianie więzi gospodarcze "wymagają pokoju".

(PAP)