Uczestnicy uroczystości pogrzebowych
śp. Jana Kobuszewskiego
Wiadomość o odejściu śp. Jana Kobuszewskiego napełniła mnie ogromnym żalem. Miliony Polaków przyjęły ją z ciężkim sercem. Nieczęsto zdarza się, aby śmierć znanego artysty wywołała tak powszechny smutek – a jednocześnie tak wielką falę serdecznych, ciepłych wspomnień i spontanicznych aktów upamiętnienia. To nie tylko wielka strata dla polskiej kultury. Dla wielu z nas jest to również strata osobista. Zmarł twórca, który był nam niezwykle bliski – dzięki swojej sztuce, ale też dzięki temu, co reprezentował sobą jako człowiek.
Żegnamy aktora prawdziwie wybitnego, który za sprawą swoich ról filmowych i telewizyjnych był w naszych domach gościem bardzo miłym i bardzo oczekiwanym. Żegnamy reżysera teatralnego, cenionego aktora dramatycznego, a przede wszystkim nazywanego polskim Chaplinem geniusza komedii, którego nazwisko na afiszu gwarantowało komplety widzów w teatrach i kinach. Odszedł arcymistrz kabaretu, który wykorzystując swoją niepospolitą kulturę słowa, znakomite wyczucie konwencji, ujmującą autoironię oraz wrodzoną vis comica, dowodził, że również ta dziedzina twórczości może być zaliczana do sztuki wysokiej. W sposób uderzająco naturalny, prawdziwy i zawsze oryginalny, z tą samą wirtuozerią i pozorną lekkością rozśmieszał nas, wzruszał i pobudzał do zadumy. Trudno nie zgodzić się z Agnieszką Osiecką, która twierdziła, że w szkołach aktorskich powinno się wykładać odrębny przedmiot: „Fenomen aktorstwa Jana Kobuszewskiego”.
Przez sześć dekad swojej kariery współtworzył wielką historię polskiego teatru. Występował niemal wyłącznie na scenach stołecznych: w Teatrze Młodej Warszawy, w Klasycznym, Polskim i Narodowym. Na prawie 40 lat związał się z Teatrem Kwadrat, który był dla niego jak drugi dom. Uwielbiany przez publiczność i ceniony przez krytyków, współpracował z plejadą najwybitniejszych twórców teatru, w sztukach – między innymi – Szekspira, Moliera, Gogola, Shawa, Fredry, Witkacego, Mrożka i Brylla. Grał Pelikana w „Dziadach” Mickiewicza, w legendarnej inscenizacji Kazimierza Dejmka z 1968 roku. Jego kunszt był jednym z jaśniejszych punktów licznych spektakli Teatru Telewizji. Na małym ekranie zdobył ogromną popularność w programach „Wielokropek”, „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna”, „Kabaret Olgi Lipińskiej” i „Bajka dla dorosłych”. Był odtwórcą jednej z tytułowych ról w pierwszym polskim serialu telewizyjnym „Barbara i Jan” oraz głosem bawiącego do łez Dziadka Jacka Marii Poszepszyńskiego w słuchowisku radiowym „Rodzina Poszepszyńskich”. W naszej pamięci pozostaną niezrównane kreacje Pana Jana Kobuszewskiego w kabarecie „Dudek” oraz Jego błyskotliwe epizody w filmach i serialach Stanisława Barei, Jerzego Gruzy i Janusza Rzeszewskiego. Wiele Jego kwestii weszło do języka potocznego Polaków.
W jednym z wywiadów mówił: W stu procentach akceptuję upływ czasu. Jestem otoczony kochanymi, miłymi ludźmi. To mi daje radość. Tę niezwykłą pogodę ducha łączył z wytrwałością w obliczu cierpień i przeciwności losu. Był człowiekiem głębokiej wiary, otwartym, empatycznym i życzliwym. Emanował dobrem i szlachetnością, które potrafił wydobywać ze swoich postaci oraz z tych, którzy mieli szczęście spotkać Go na swojej drodze życia. Myślę, że również dlatego był mistrzem chyba najcenniejszej ze wszystkich sztuk – sztuki budzenia na ludzkich twarzach autentycznego, promiennego uśmiechu.
Rodzinę, Bliskich i Przyjaciół Zmarłego proszę o przyjęcie z serca płynących wyrazów współczucia.
Cześć Jego pamięci!
Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie!
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Andrzej Duda
Jan Kobuszewski zmarł 28 września. Miał 85 lat.