Menu rozwijane

17 grudnia 2019

Szanowni Kombatanci, Uczestnicy tamtego zrywu Grudnia 1970 roku,

Wielce Szanowne Czcigodne Rodziny Ofiar tamtej straszliwej komunistycznej zbrodni Pomordowanych, Zabitych,

Szanowny Panie Ministrze,

Szanowni Państwo Ministrowie,

Ekscelencjo Czcigodny Księże Arcybiskupie

Szanowny Panie Prezydencie Miasta Szczecina

Panie Wojewodo

Szanowny Panie Przewodniczący

Wielce Szanowni Państwo Radni

Szanowni Panowie Komendanci,

Szanowni Panowie Oficerowie, Podoficerowie, Żołnierze, Funkcjonariusze

Członkowie „Solidarności”, Stoczniowcy

Wszyscy przybyli Goście

Wielce Szanowni Państwo,

Mieszkańcy Szczecina,

Mieszkańcy Ziemi Zachodniopomorskiej,

Wszyscy Drodzy Rodacy z całego kraju!

Może Cię zainteresować 49. rocznica Grudnia '70 w Szczecinie

Jest to z całą pewnością bardzo przejmujący moment w bardzo przejmującym miejscu. Przed tą bramą Stoczni Szczecińskiej, przy tym symbolicznym krzyżu, przy tych tablicach upamiętniających poległych tamtego przede wszystkim 17 grudnia 1970 roku. 49 lat temu, prawie pół wieku, ci, którzy wtedy byli młodymi ludźmi, uczniami czy robotnikami, dzisiaj są już na emeryturze. Wielu uczestników i świadków tamtych zdarzeń, którzy byli w poważniejszym już wieku, w pełni dorosłym – nie ma już dzisiaj z nami. Ci, którzy ponosili i ponoszą odpowiedzialność za wydawane wtedy decyzje, rozkazy, polecenia, za tamte rany i śmierć zadawaną niewinnym ludziom – już odeszli. W znakomitej większości nie ma z nami na tym świecie pewnie już także i tych, którzy tam tych dniach pociągali za spust karabinów i pistoletów.

A my jesteśmy tutaj i patrzymy z perspektywy prawie 50 lat historii naszego kraju, naszego życia, naszej rzeczywistości na tamte wydarzenia, na ich znaczenie dla Polski, ale także i tak na ich znaczenie dla nas. Dla nas jako pewnego bytu, ponadczasowego wręcz, jakim jesteśmy my jako społeczeństwo, jako naród, który kształtuje się od ponad 1050 lat, dla którego te prawie 50 lat to niewielki ułamek jego historii, ale także naszego jako ludzi, którzy żyją tu i teraz, i dla których to jest życie – to ziemskie jedno, dla których to jest nasza, dosłownie nasza historia. Jakże różne muszą być spojrzenia z tego właśnie indywidualnego punktu widzenia: tych najmłodszych, którzy nie mają prawa pamiętać tamtych czasów – już ja nie mam prawa pamiętać tamtych czasów, bo urodziłem się po tragedii Szczecina 1970 roku, Wybrzeża, Gdańska, Gdyni, Elbląga.

Znam ją tylko z opowieści, z echa drugiej połowy lat 70., którą pamiętam, lat 80. i później. Dla mnie to bohaterstwo, a przede wszystkim wyjaśniona tragicznie, pozostawiona bez wyciągnięcia odpowiedzialności, głęboka trauma historyczna. A zarazem i straszne świadectwo Polski po 1989 roku, bo do tamtego czasu o odpowiedzialności w ogóle nie ma co mówić. Jeśli jakakolwiek była, to tylko po to, by zatrzeć sprawę – tak zwana wewnątrzpartyjna,  że ktoś przestał pełnić swoje stanowisko i został ukarany wyjazdem na placówkę zagraniczną. To była kara i to była miara odpowiedzialności za śmierć ludzi, za strzelanie do niewinnych. Nie tylko przecież do robotników – ginęli, uczniowie ginęła młodzież, ginęły dzieci. Szkoda, że później, przez kolejne 30 lat, już ta wolna Polska, która zrzuciła tamte kajdany, nie umiała sobie poradzić z rozliczeniem winnych. Może dlatego, że ci winni zręcznie się zakamuflowali w tym odpychającym wreszcie wolnością społeczeństwie. A może właściwie na pewno dlatego, że tak się właśnie niestety stało. Ktoś powie to cena tego, że później już nie było przelewu krwi. Tak, trudno temu zaprzeczyć, pewnie tak. I już dzisiaj tej odpowiedzialności wobec tych, którzy byli rzeczywiście winni tam tych zdarzeń, tamtej śmierci, tamtych ran i cierpienia niestety nie wyciągniemy. Ci, którzy cierpią nadal, czy to z powodu okaleczenia, jeszcze wciąż żyjący, czy ci, którzy cierpią, ponieważ wciąż, mimo upływu prawie 50 lat, nie mogą pogodzić się ze śmiercią swoich najbliższych, nie zrozumieją nigdy, bo przecież nie sposób tego zrozumieć. Nie przejdą do porządku dziennego nad tym nigdy, bo jak się nie dało przez 50 lat, to nie będzie się dało przez następne lata. Kiedyś odejdą, dalej niosąc na swoich barkach to obciążenie wraz ze wspomnieniem tych, którzy wyszli do pracy, do szkoły, na trening czy po prostu wybiegli z domu i już nigdy nie wrócili, których często nawet nie mogli spokojnie pogrzebać, bo im to uniemożliwiono. Są do dzisiaj straszliwymi świadkami tamtych okrutnych, niebywałych, aż trudnych dzisiaj do uświadomienia tym młodszym czasów.

To jest ten punkt widzenia subiektywny, obok tego obiektywnego, że po prostu sprawcy nigdy nie zostali ukarani. Ale patrząc na to wszystko, musimy sobie zadać pytanie: Co w takim razie dla nas znaczą te wydarzenia w szerszym tego słowa znaczeniu. Dla nas jako wielkiego polskiego społeczeństwa, dla nas jako narodu, dla którego, jak wspomniałem, jest to jakaś część jego dziejów, mniej niż jedna dwudziesta piąta. Z całą pewnością moment ważny. Myślę, że jeden z ważniejszych w historii naszego narodu, bo jak wskazuje wielu historyków, obok późniejszej pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1979 roku, kiedy to, jak mówią starsi ode mnie, policzyliśmy się, przychodząc na tamte spotkania z Ojcem Świętym i widząc ten milion – a może i więcej – stojących rodaków modlących się tym samym głosem, wymagającym te same słowa z tą samą nadzieją w oczach i tą samą wiarą.

To w tamtym momencie, w 1979 roku, ludzie pracy stanęli rzeczywiście razem i pokazali swoją siłę. Siłę zdecydowanej, jedno myślącej zbiorowości. Szczególnie tu właśnie w Szczecinie, gdzie de facto robotnicy, poprzez swoich delegatów wyznaczonych do sprawowania władzy i porządku, opanowali miasto. Członkowie Komitetu Centralnego Zjednoczonej Partii Robotniczej, partii komunistycznej, z trwogą mówili „Republika Szczecińska”. Miasto, którego ludzie zorganizowali się sami, na rzeczywiście demokratycznej zasadzie. Zaczęli sprawnie zarządzać tym wszystkim, co było potrzebne, aby miasto mogło normalnie żyć, aby rodziny mogły funkcjonować, aby było ogrzewanie, bo przecież była to zima, aby było oświetlenie, woda, aby można było przyjść, wykonywać swoje obowiązki – jeśli nawet nie prace, to pracownicze, którymi wtedy była akcja strajkowa, akcja protestacyjna. Obowiązki, dzisiaj byśmy powiedzieli, wobec Rzeczypospolitej, ale wtedy na pewno śmiało mogliśmy powiedzieć – wobec narodu. Choć zaraz wkrótce także i ci, którzy uczestniczyli w tych protestach, które rzeczywiście miały początkowo podtekst socjalny – chodziło o godność życia, godność pracy, o nadchodzące Święta, o to, jak zostali potraktowani wobec drastycznej podwyżki, która wkrótce miała przekreślić w istotnym stopniu i tak marne świąteczne zakupy. Bo jak wtedy wyglądały możliwości zakupowe, to ci, którzy pamiętają tamte czasy, doskonale do dziś wiedzą i czasem uśmiechają się pod nosem, a młodzież i dzieci nie chcą wierzyć, że mogło nie być wielkich sklepów, w których jest wszystko, przecież to niemożliwe. Tak, to było możliwe. To przeciwko temu właśnie zaprotestowali, że jeszcze tych niewielkich sklepach, które wtedy były, których tak niewiele było, mogło nic nie być. To już przekroczyło granicę bardzo nadwyrężonej tolerancji.

To przeciwko temu zaprotestowali, ale wkrótce, bardzo szybko, zrozumieli, że to nie o to tylko chodzi. Tamten protest pod tym względem miał znaczenie historyczne i był protestem wielkim, to z niego potem wypłynęły wszystkie następne, ich charakter tylko wzmocniony, zwielokrotniony tamtym 79. rokiem, o którym już wspominałem, który wkrótce zaowocował rokiem 80. i powstaniem „Solidarności”; kiedy już doskonale po 1970 i 76. Wiedziano, jak się organizować, żeby działać skutecznie, mocno i mieć rzeczywistą siłę oddziaływania. Co zrobić, żeby władza zaczęła się bać i musiała się liczyć ze społeczeństwem. To ten 1970 rok umożliwił późniejsze zwycięstwo „Solidarności”, zresztą można śmiało mówić, że ona wtedy właśnie zaczęła się rodzić.

Dzisiaj, kiedy na to patrzymy właśnie jako naród, jako społeczeństwo, to nie ma chyba nikogo, kto nie powiedziałby: Tak, to były nasze wielkie dni, to jest coś, co jest dla nas wspólne, coś, co nas bezwzględnie jednoczy. To jest coś, nad czym możemy wszyscy stanąć, pochylić głowę i powiedzieć: Tak, chylimy czoła przed nimi jako wspólnota, za którą poświęcili się i oddali życie, dla której szli, ryzykując – w większości pewnie w tamtym czasie tak myśleli – może pracę, może mnie wyrzucą, może zwolnią, będą prześladować, zamkną do więzienia.

Niewielu chyba liczyło się z tym, że będzie można zginąć. Dla szesnastu tak to się skończyło. I dzisiaj cały naród polski, całe nasze społeczeństwo, chyli przed nimi czoła i oddaje im cześć. To jest nasza wspólna wartość. To jest z całą pewnością, obok wielu historycznych zdarzeń, to jedno z tych wielkich, z tych, które możemy nazwać kształtującymi. I z tych, które możemy nazwać pewnymi zwrotnicami w dziejach naszego narodu i naszej historii, która potem pobiegły inną drogą.

To tak naprawdę od wtedy zaczął się poważny sprzeciw wobec komunizmu, który zakończył się przemianami 1989 roku i można powiedzieć, że gdyby nie tamta krew, nie byłoby dzisiejszej wolnej Polski i nie mógłbym stać dzisiaj tutaj, przed tą bramą, i mówić tego, co mi podpowiada serce, tego, co po prostu chcę powiedzieć. Mogę to robić jako człowiek, jako Polak tego młodszego pokolenia właśnie dzięki Im, tym, co zginęli, dzięki Wam, dzięki Państwu, dzięki Waszej odwadze, dzięki Waszej determinacji, dzięki Waszej niezłomności. Także tych wszystkich następnych lat, w których moje pokolenie dorastało, wychowując się w legendzie kolejnych zmagań ludzi dążących do wolności, którzy nigdy nie pogodzili się z tym, że nie żyją w państwie w pełni wolnym, nie żyją w państwie w pełni suwerennym, nie żyją w państwie w pełni niepodległym. Że właśnie nie mogą mówić tego, na co mają ochotę całkowicie bezkarnie.

Dziękuję za tę Polskę, jaka jest dzisiaj. Dziękuję za Państwa świadectwo. Dziękuję za to wszystko, co mówicie. Także za to, że mówicie o co walczyliście i jakiej Polski oczekujecie. Wasze świadectwo, także świadectwo Waszych oczekiwań i pragnień, jest dla współczesnych, zwłaszcza młodych pokoleń, jednym z najważniejszych. Nie jesteście beneficjentami ani tego poprzedniego ustroju, ani ustrojowych przemian 1989 roku. Nie jesteście krezusami transformacji. Jesteście Polakami, którzy zwyciężyli, ale dla których to oznaczało tylko kolejny trud przeżywania zmian w Rzeczypospolitej, kolejnych reform, radzenia sobie z nowymi, innymi trudnościami, które te zmiany przyniosły.

Ale to dzięki Wam dzisiaj możemy mówić: tak, Polska jest europejskim państwem, tak, w Polsce jest prawie tak, jak na zachodzie Europy, tak, mamy otwarte granice, tak, jesteśmy wolni, tak, możemy podróżować, już nawet nie pytaj nas o paszport. Nie tylko, że można go mieć w domu, co wtedy było niemożliwe, ale nikt nawet się o niego nie pyta, kiedy chcesz podróżować po państwach Schengen w Unii Europejskiej. Nikt nawet nie zatrzymuje na granicy po to, żeby cokolwiek sprawdzić. Po prostu przemieszczasz się tak, jak powinien przemieszczać się wolny człowiek w wolnym świecie. Uczestnik tego wolnego świata.

Za to z całego serca Wam dziękujemy. Nie byłoby tego dzisiaj, gdyby nie tamto wczoraj: bolesne, straszne, trudne. Niemniej jednak, które poza przelaną krwią przyniosło wielkie owoce.

Czy potem można było lepiej? Tak, zawsze można było lepiej. I uczciwi nigdy nie pogodzą się z tym, że odpowiedzialność nie została wyciągnięta. Nigdy! Ale chcę, żeby obok tego i obok tego, że cały czas Polskę naprawiamy, że cały czas usuwamy to, co złe pozostało z tamtych czasów, niech odchodzi w cień historii, niech zostaje wypchnięte z naszego życia, niech zostanie wreszcie oderwane od naszej rzeczywistości, niech przestanie nam ciążyć, jak balast, który powoduje, że nie możemy tak sprawnie przyspieszyć i biec do przodu tak, jakbyśmy chcieli.

Przede wszystkim musimy nieść tamte wydarzenia jako naszą wielką wspólną wartość, która nas jednoczy w pamięci, we wdzięczności, w poczuciu dumy, że pokolenie naszych rodziców, a dla mojej córki pokolenie ich dziadków, było pokoleniem ludzi odwagi, niezłomności tak, jak ich wcześniejsze pokolenie Żołnierzy Niezłomnych, tych, co się nigdy nie poddali, i których żony po cichu szeptały swoim synom i córkom: Tata nie jest bandytą, Tata walczy o wolną Polskę.

Wy też walczyliście o wolną Polskę i zwyciężyliście. Nie poszła tamta krew na marne. Niech żyje Polska! Cześć i chwała bohaterom!

SZCZECIN | Uroczystości przed bramą główną Stoczni Szczecińskiej (1)
o9334264.jpg