Bardzo dziękuję. Jako ten, w szeregu Prezydentów Rzeczypospolitej wolnej, suwerennej, niepodległej, kolejny następca Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego – z całego serca dziękuję. Dziękuję, że jesteście tutaj po to, by odprowadzić Panią Prezydentową w tak niezwykle uroczysty i piękny sposób – Eminencjo, Czcigodni Księża, ogromnie za to dziękuję. Wspaniałą Panią Prezydentową, albowiem miałem ten wielki zaszczyt i przyjemność znać ją osobiście od 2008 roku.
Dziękuję, że Państwo tak pięknie odśpiewali hymn Rzeczypospolitej. Był dla niej niezwykle ważny. Miała takie wspomnienie: mówiła, że jedną z najbardziej wzruszających chwil, jakie miała w życiu, był moment, gdy w Ugandzie, w Afryce, schodziła ze statku jako tułaczka w okresie, gdy jej ojczyzny nie było na mapie, i nagle orkiestra zagrała polski hymn. I ludzie go śpiewali.
Może Cię zainteresować Pożegnanie śp. Karoliny KaczorowskiejJestem przekonany, że dzisiaj też była na pewno wzruszona tutaj, między nami, duchem, gdy słyszała, jak go dla niej śpiewaliśmy w tej ostatniej drodze właśnie tutaj, w to miejsce. Drodze tak ważnej, bo tu, do wielkiej, wspaniałej Świątyni Opatrzności Bożej zbudowanej przez wolną Polskę, gdzie spocznie przy swoim mężu, z którym spędziła piękne lata swojego życia. Niełatwego życia.
Jako mała dziewczynka została zabrana ze swojego rodzinnego miasta, ze Stanisławowa, wywieziona na Syberię, na nieludzką ziemię, w straszne, niewyobrażalne dzisiaj dla nas warunki, gdzie jej ojciec, brat, cała rodzina była poddana niewolniczej pracy, gdzie nie znali dnia ani godziny, nie wiedzieli, czy przeżyją. Cudem udało im się wyrwać z Republiki Komi do polskiej armii gen. Władysława Andersa, by mogli wraz z nią wyjść z Rosji sowieckiej i walczyć o wolną Polskę.
Za armią – jak wszyscy doskonale wiemy – szły też rodziny; te, które dały radę do niej się dostać. W taki właśnie sposób, poprzez Persję i potem także Indie Brytyjskie, przez Karaczi, potem do Ugandy, a potem do Anglii, do Wielkiej Brytanii dostała się późniejsza Pani Prezydentowa, a wtedy po prostu jeszcze cały czas Karolina Mariampolska.
Chociaż jej przyszły mąż był obok, na wyciągnięcie ręki – bo przecież także [służył] w szeregach armii gen. Władysława Andersa razem z jej ojcem i bratem – to tak naprawdę ich drogi zeszły się dopiero w Wielkiej Brytanii, gdy razem działali w polskim harcerstwie, gdy razem przekazywali młodym ważne treści o Polsce, o tym, jaka Polska powinna być i co się z tą biedną Polską dzieje: dlaczego nie można do niej wrócić, o jaką Polskę walczą?
Była nauczycielką, ale była także dobrym duchem w działalności charytatywnej, właśnie w działalności wychowawczej – nie tylko tej pedagogicznej, nauczycielskiej, lecz także harcerskiej. W wielu dziełach niosących dobro, a także budujących postawy.
Taką ją właśnie poznaliśmy razem z moją żoną, z Agatą, w 2008 roku w Krakowie, gdy razem z mężem przybyła na uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej hrabiów, braci Raczyńskich – Edwarda, jednego z Prezydentów Rzeczypospolitej na uchodźstwie, i jego brata, Rogera, wybitnego polskiego dyplomaty II Rzeczypospolitej.
Ujęła mnie wówczas niezwykłość Pary Prezydenckiej, niezwykle eleganckich, pięknych ludzi, niezwykle dostojnych – z jednej strony, a z drugiej – także niezwykle miłych, którzy pozwalali się do siebie zbliżyć, którzy mimo przecież ogromnej różnicy lat, która nas dzieliła, traktowali młodzież po partnersku. Nie miałem jeszcze wtedy nawet 40 lat. Niezwykle miło wspominam tamten moment, tamten dzień i tamte chwile. Tak jak i wszystkie późniejsze spotkania z Panią Prezydentową.
Mimo że wszyscy jesteśmy smutni, bo odeszła, chcę podkreślić, że z wielką radością przyjmuję, że jest tu dziś, że przybyła i że tu pozostanie, by Polacy mogli przychodzić i oddawać jej hołd. Jej i jej mężowi. Za jej piękne życie, za ich piękne życie, za ich piękną służbę dla Polski, którą to służbą tę Polskę z tamtej, londyńskiej skarbnicy, w której przez lata była przechowywana, symbolicznie przenieśli tutaj w 1990 roku, oddając insygnia na ręce właśnie wówczas wybranego po raz pierwszy przez Polaków w powszechnych wyborach Prezydenta odnowionej Rzeczypospolitej – Prezydenta Lecha Wałęsy.
Prezydent Ryszard Kaczorowski oddał wtedy insygnia Rzeczypospolitej i przez ten akt w pewnym sensie ustanowił obecną Polskę właśnie jako Polskę będącą kontynuacją II Rzeczypospolitej, a więc Polski prawdziwie suwerennej, prawdziwie niepodległej i prawdziwie wolnej. Właściwie od tego momentu można by ją liczyć. Aż do naszej współczesności. To był wielki moment, niezwykle ważne dzieło, w którym wtedy Pani Prezydentowa brała udział.
Pani Prezydentowo, Pierwsza Damo wolnej, niepodległej, suwerennej Rzeczypospolitej, dziękujemy za Twoje piękne życie, dziękujemy za Twoją piękną służbę dla Polski, dla Polaków, dla naszej ojczyzny. Spoczywaj w pokoju.