Dzień dobry!
Witam Państwa bardzo serdecznie z Nowego Jorku, z pięknego polskiego konsulatu generalnego, w trakcie pierwszego dnia pracy Zgromadzenia Ogólnego ONZ, ale nie tylko – dzisiaj było bardzo wiele wydarzeń. Przede wszystkim rozpoczęliśmy dzień od otwarcia Szczytu Klimatycznego ONZ. Cieszymy się, że do niego doszło. To także zasługa naszej pracy w ramach COP24, jej wyników – tego, że udało się przyjąć „Katowice Rulebook” w grudniu zeszłego roku. Był to sukces polskiej prezydencji w ramach COP24 – i dzięki temu dzisiaj możliwe są dalsze prace tutaj, w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, właśnie w tych kwestiach klimatycznych. Tak że cieszymy się, że są one prowadzone, trwają w tej chwili dyskusje, debaty, mam nadzieję, że z Organizacji Narodów Zjednoczonych będą płynęły pozytywne dla świata informacje, także jeżeli chodzi o kwestię ochrony klimatu.
Ale to niejedyne wydarzenie, które ma dzisiaj miejsce w Nowym Jorku – w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych – w którym bierzemy udział. Brałem również udział w otwarciu szczytu dotyczącego wolności religijnej i bezpieczeństwa ludzi wyznających religię na całym świecie, tolerancji wobec osób religijnych, osób różnych wyznań. Był tam Prezydent Donald Trump jako główna postać tego szczytu. Mówił właśnie o swojej polityce w tym zakresie, o swoim spotkaniu z prześladowanymi przedstawicielami różnych wyznań.
Cieszę się, że tak dużo w tej sprawie jest robione, bo my – jako chrześcijanie, katolicy – jesteśmy szczególnie na te kwestie wyczuleni. Niejednokrotnie o tym – także w przestrzeni światowej – mówiliśmy. Sam brałem udział w dyskusji zainicjowanej przez Polskę w 2014 roku w Parlamencie Europejskim – odbywało się to z inicjatywy pani minister Anny Fotygi – właśnie dotyczące bezpieczeństwa chrześcijan i tego, jak bardzo są prześladowani na Bliskim Wschodzie. Tak że to są takie wydarzenia, które dzisiaj mają miejsce w przestrzeni – nazwijmy to – multilateralnej, czyli w sensie zgromadzeń, gdzie udział bierze wielu polityków.
Natomiast jeżeli chodzi o moją pracę dzisiaj – już na zasadzie bilateralnej – to odbyłem już spotkanie z Panem Prezydentem Korei Południowej. Także z Panem Prezydentem Finlandii, co jest istotne, bo Finlandia obejmie teraz prezydencję w Unii Europejskiej. Mamy nadzieję, że nasze relacje będą się rozwijały. Mówiliśmy też o wymianie poparć, jeżeli chodzi o aspirowanie do różnych światowych organizacji, m.in. Rady Wykonawczej UNESCO. Tak że dyskutowaliśmy na te tematy. Rozmawialiśmy również o kwestiach gospodarczych, chcemy intensyfikować współpracę gospodarczą, a także wojskową. Mówiliśmy o tym dużo.
No ale oczywiście najbardziej spektakularnym wydarzeniem było dzisiaj moje spotkanie z Panem Prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem – kolejne. Dzisiaj znów mówiliśmy o współpracy gospodarczej, a także – jak Państwo słyszeli – na temat wiz. Są to nieformalne informacje od administracji amerykańskiej, że proces ewaluacji wizowej zbliża się ku końcowi – bo to koniec września jest datą graniczną – i rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że wymagania zostały przez Polskę i Polaków w tym zakresie spełnione. I w związku z tym prawdopodobnie droga do programu bezwizowego staje przed nami otworem.
Cieszymy się, bo gdyby tak było rzeczywiście, to być może nawet jeszcze przed końcem roku udałoby się, że wiz do Stanów Zjednoczonych by nie było. Może jest to kwestia symboliczna, może w wielkiej, twardej polityce ktoś powie: „To rzecz, która się nie liczy”, ale w miękkiej polityce, która ma walor społeczny, która mówi o wzajemnej sympatii między narodami i państwami, o budowaniu więzi przyjaźni – ta kwestia na pewno ma istotne znaczenie. Ona ma po prostu istotne znaczenie dla ludzi.
Mam też nadzieję, że o wiele więcej Polaków będzie chciało pojechać do Stanów Zjednoczonych właśnie jako turyści czy na zakupy – dzisiaj Polacy są coraz zamożniejszym społeczeństwem – czy odwiedzić rodzinę, by po prostu pobyć kilka dni i wrócić do kraju. Liczę na to, że będzie to także dobry moment dla branży turystycznej, przewozów lotniczych, dla polskiego LOT-u. Mam nadzieję, że spowoduje to także intensyfikację relacji między Amerykanami a Polakami – po prostu relacji międzyludzkich. Może dzięki temu będzie też więcej nowych przyjaźni. Oby tak było. Cieszę się, bo to jest jakaś normalność, która – mam nadzieję – wejdzie wreszcie w relacje pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi także w tym zakresie.
Cieszę się, bo mam nieodparte wrażenie, że Pan Prezydent Donald Trump właśnie tę kwestię wiz – choć też doskonale zdaje sobie sprawę, że ona ma symboliczny wymiar – właśnie dlatego, że ona ma symboliczny wymiar w relacji do zwykłego człowieka, potraktował ją bardzo osobiście: jako swoją ambicję zmiany w relacjach polsko-amerykańskich. Gdy one na tak wielu polach zmieniają się na lepsze, gdy intensyfikuje się nasza współpraca gospodarcza i militarna – to właśnie żeby także pod względem międzyludzkim nastąpiło większe otwarcie. Tak że bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że Pan Prezydent wkrótce sam to już ostatecznie ogłosi. Dzisiaj zasygnalizował. Tak że mamy dobry dzień tutaj, w Nowym Jorku, sporo powodów do radości.
Ale jest ze mną także pan minister Mariusz Błaszczak, który właśnie trzyma w dłoniach wspólną deklarację, którą podpisaliśmy dzisiaj, jeżeli chodzi o zwiększenie amerykańskiej obecności w Polsce. To też jest wielki sukces Pana Ministra, jego pracy, również sukces jego współpracowników. Tak że, Panie Ministrze, bardzo proszę wziąć w tym sukcesie udział. Jeszcze raz: to jest ta deklaracja podpisana w dwóch językach – po angielsku i po polsku.
Marcin Wrona, TVN: Chciałem zapytać o kwestię wizową. Czy był Pan zaskoczony, że pan prezydent Donald Trump de facto dzisiaj ogłosił, że wizy są znoszone albo prawie że jest już to załatwione, przyklepane? Bo przecież dzisiaj nie miało być takiej deklaracji, a pani Georgette Mosbacher powiedziała mi, że jest przekonana, że od 1 stycznia przyszłego roku Polacy będą mogli podróżować bez wiz.
Oczywiście rozmawiałem z Panem Prezydentem na ten temat wielokrotnie, również z Panią Ambasador i panem ministrem Krzysztofem Szczerskim. I rzeczywiście jest tak – taką mamy nieformalną wiedzę – że te warunki zostały przez Polskę spełnione. Myślę, że właśnie dlatego, że to już jest po prostu fakt, pan prezydent Donald Trump zdecydował się powiedzieć o tym już dzisiaj, de facto na tydzień przed końcem miesiąca. Więc rozumiem w związku z tym, że Amerykanie uważają, że tutaj nic już się zmienić po prostu nie może – że to jest już dzisiaj fakt, o którym śmiało można mówić, że nastąpił.
Cieszę się, bo właśnie mówiłem do pana ministra Krzysztofa Szczerskiego, gdy jechaliśmy tutaj, że za 20 lat dzieciaki nie będą wierzyły, że w ogóle były jakieś wizy do Stanów. Będą pytały: „Serio, naprawdę? Ludzie stali w kolejkach pod ambasadą, pod konsulatem? Czekali na wizy? Jak to możliwe?”. Tak będzie. Pewnie jak my dzisiaj wspominamy z tamtych dawnych czasów, sprzed 25-30 lat, jak staliśmy po wizy pod ambasadą niemiecką, austriacką czy inną zachodnioeuropejską. Dzisiaj jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, mamy strefę Schengen – dzisiaj to wszystko jest otwarte. Wierzę, że tak będzie także w relacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską.
Po prostu ogromnie prywatnie cieszę się, że to wreszcie następuje, bo – nie ukrywam – bardzo martwiło mnie, że w relacjach między Polską a Stanami Zjednoczonymi jest procedura wizowa, którą wielu ludzi po prostu uważało za upokarzającą. Myślę, że w związku z tym Polacy będą mogli godnie i z godnością polecieć teraz do Stanów Zjednoczonych, gdy to zostanie zmienione.
Jeżeli uda się przeprowadzić tę procedurę w miarę szybko, to może już na Boże Narodzenie będzie można podróżować – zobaczymy. Tak że duża satysfakcja. Cieszę się też, że Pan Prezydent dzisiaj to publicznie powiedział. Odnoszę wrażenie, że w jakimś sensie potraktował to jako osobistą ambicję, żeby właśnie za jego prezydentury ten problem – od 30 lat cały czas trawiący stosunki polsko-amerykańskie na tym podstawowym, międzyludzkim poziomie – został wreszcie zniesiony. On sam ma z tego dużą satysfakcję. Tak że mogę tylko tyle powiedzieć, że cieszę się ogromnie, że symbolicznie właśnie w relacjach polsko-amerykańskich dzieje się też coś dla zwykłego obywatela, co – mam nadzieję – wkrótce będzie dla wszystkich już bardzo namacalne. Tak że to duża radość.
Magda Sakowska, Polsat: Chciałam zapytać o klimat. Powiedział Pan, że cieszy się, że doszło do tego szczytu klimatycznego, a prezydent Francji, jadąc na ten szczyt, powiedział, że jeśli chcemy rozmawiać o zmianach klimatu, to trzeba porozmawiać z Polską, bo jest to kraj, który hamuje zmiany, i on nie jest w stanie przekonać Polski, żeby zmieniła swoje nastawienie. Co ma Pan do odpowiedzenia – jako Prezydent Polski – Prezydentowi Francji, który mówi takie rzeczy?
Mam do powiedzenia tyle, że – gdyby nie prowadzony przez Polskę szczyt COP24 w Katowicach – porozumienie paryskie nie znalazłoby możliwości wdrożenia. Zostało wypracowane przez nas właśnie w drodze spokojnego dialogu z wszystkimi naszymi partnerami, którzy byli obecni na szczycie, pracą pana ministra Kurtyki, jako szefa szczytu, prowadzącego wtedy obrady i negocjacje – właśnie efektem jego spokojnej, koncyliacyjnej pracy było to, że to porozumienie zostało wtedy osiągnięte nie tylko dla Polski, lecz dla całego świata. Że jego elementem była deklaracja Just Transition, czyli o sprawiedliwej transformacji, żeby to dzieło naprawy klimatu – także poprzez dekarbonizację – było realizowane w taki sposób, by nie godzić w interesy człowieka. Żeby to realizować w odpowiednim tempie dla danych społeczeństw z uwagi na ich sytuację, uwarunkowania. Każde państwo jest tutaj indywidualnym podmiotem.
Przecież wszyscy dążymy do tego, by mieć jak najlepszy klimat – żeby nie było zmian klimatycznych. Nikt z nas nie chce, żeby topniał lód na Arktyce, żeby zachodziły drastyczne zmiany w pogodzie, które prowadzą do różnego rodzaju kataklizmów. Wszyscy chcemy, żeby powietrze było czyste. Wszyscy chcemy żyć w jak najlepszych warunkach, żeby zachować środowisko przyrodnicze także dla przyszłych pokoleń. Każdy człowiek, który stara się patrzeć na świat normalnie i uczciwie, tego chce.
Rzecz tylko polega na tym, by zrobić to tak, aby ten proces odbył się jak najmniejszym kosztem dla poszczególnych społeczeństw – bo to kwestia miejsc pracy, gospodarki narodowej, bytu wielu rodzin. Trzeba to zrobić odpowiedzialnie. Drogą do tego są tylko spokojne negocjacje.
Jest mi bardzo przykro, gdy słyszę takie wypowiedzi, które zamiast łączyć w tym zakresie, szukać koncyliacyjnych rozwiązań – dzielą, antagonizują, są agresywne, wzywają do agresji. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego można postępować w ten sposób. Przyznają Państwo, że trudno się w tym dopatrywać uczciwych zamiarów. Jest to raczej coś, co powszechnie w polityce międzynarodowej odbiera się jako nieuczciwe czy wręcz bezczelne.
Marek Wałkuski, Polskie Radio: Podczas 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej przedstawił Pan bardzo surową ocenę działań Rosji, zagrożenia ze strony Rosji. Prezydenta Trumpa nie było wówczas w Warszawie. Czy dziś rozmawiali Panowie o Rosji i – jeśli tak – czy prezydent Trump podziela Pańską ocenę działań Rosji? Druga kwestia: mówimy o deklaracji, która ze zrozumiałych względów jest dość ogólna – mówię o trwałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Na ile możemy być pewni, że jest to obecność na wiele lat? Dlatego że ostatnia redukcja funduszy na odstraszanie Rosji – program odstraszania Rosji – pokazała, że właściwie w ciągu kilku dni można podjąć decyzję o przesunięciu środków z odstraszania Rosji na budowę muru na granicy z Meksykiem.
Budowa muru na granicy z Meksykiem była jednym ze zobowiązań wyborczych pana prezydenta Donalda Trumpa, więc trudno się dziwić, że za wszelką cenę chce je zrealizować, zwłaszcza w perspektywie zbliżających się kolejnych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, które będą miały miejsce już za nieco ponad rok. Ale niektórzy mówią, że kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych zaczyna się już w tej chwili. Trudno się dziwić, że Pan Prezydent chce mieć zrealizowane to zobowiązanie.
Oczywiście, że rozmawialiśmy w ogóle o kwestiach bezpieczeństwa i pokoju na świecie. Rozmawialiśmy o Bliskim Wschodzie, także o Rosji. W jakimś sensie odpowiedzią na sytuację, która się rysuje, jest to, że są do nas relokowane amerykańskie jednostki – one kiedyś były na zachodzie Europy. Gdy były czasy żelaznej kurtyny, to właśnie ich obecność doprowadziła do tego, że nie doszło do konfliktu zbrojnego, bo po prostu nikomu się to nie opłacało, ponieważ siły były zbyt wielkie i kataklizm byłby zbyt duży.
Dzisiaj też jest taka sytuacja, że siły są duże. W związku z tym mam nadzieję, że wszyscy rozumieją, że to, czego najbardziej nam potrzeba, to pokój. I że nie będzie więcej żadnych aktów agresji, m.in. właśnie dlatego, że te wojska tutaj są i pokazują jedność sojuszniczą, odpowiedzialność sojuszniczą, gotowość do wspólnej obrony, do respektowania porozumień traktatowych, czyli myślę tutaj przede wszystkim o art. 5. I to – wierzę głęboko – jest właśnie najlepszą drogą do tego, by zapobiec kolejnym konfliktom zbrojnym.
Pan Prezydent Donald Trump taką politykę realizuje. Także jestem zwolennikiem takiej polityki i bardzo się cieszę, że obecny prezydent Stanów Zjednoczonych te sprawy rozumie, patrzy z uwagą na naszą część świata i jej bezpieczeństwo i też dostrzega akty agresji, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich 11 lat – myślę o Gruzji w 2008 roku i Ukrainie w 2014 roku.
Rzeczywiście, ja to wyraźnie w swoim wystąpieniu powiedziałem, ale mówiłem o faktach. Nie antycypowałem, nie mówiłem o przyszłości – lecz o tym, co już się stało i wymaga po prostu adekwatnej reakcji. Dzisiaj tą reakcją – z naszego punktu widzenia – jest właśnie obecność sił sojuszniczych na naszym terytorium, a także nasze dbanie o to, byśmy modernizowali, rozwijali swoją armię. Żeby zachęcać do tego także młodych i obywateli, którzy idą na ochotnika choćby do Wojsk Obrony Terytorialnej. To są te działania, które staramy się rozsądnie prowadzić. Mam nadzieję, że one znajdują zrozumienie także wśród moich rodaków – że to jest po prostu taka polityka, z której są zadowoleni.
Rafał Stańczyk, Telewizja Polska: Chciałbym dopytać o deklarację, w której czytamy, że cały czas trwają dyskusje co do lokalizacji Pancernej Brygady Bojowej. Jakie miejsca brane są pod uwagę i czy strona polska stara się przekonać amerykańską, by ta lokalizacja była bliżej wschodniej granicy Polski?
Rzeczywiście, dyskusje na ten temat cały czas jeszcze trwają, są rozważane różne lokalizacje. Chciałbym, żebyśmy te dyskusje zostawili ekspertom, specjalistom. Na pewno uda się tutaj jeszcze wpracować porozumienie na przyszłość. Ale – jak Państwo widzą – też staramy się kuć żelazo, póki gorące: dopóki jest wola, zwiększamy tę obecność, pogłębiamy także współpracę wojskową pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi, gdy są prezydent i administracja, którzy widzą taką potrzebę, to staramy się jak najszybciej podpisywać deklaracje, iść krok za krokiem, nie czekać, nie zwlekać, tylko po prostu pracować. Bo uważamy, że tutaj liczy się każdy dzień i każdy krok zbliża nas do celu, jakim jest bezpieczeństwo Rzeczypospolitej.
Karol Surówka, Polskie Radio: Prezydent Donald Trump dwukrotnie wspomniał, że ciężar finansowy zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce będzie leżał po stronie Polski – mowa tu np. o budowie infrastruktury. Czy w takim razie wiemy już, jak dużym wydatkiem dla Polski będzie zwiększanie liczby personelu wojskowego sił amerykańskich? Czy to nie jest tak, że to zwiększenie obecności niekoniecznie wynika z jakiegoś sojuszu między Polską a Stanami Zjednoczonymi, tylko jest to deal – jak mówił Donald Trump – za który Polska zapłaciła, więc Stany Zjednoczone dostarczają żołnierzy i sprzęt.
Nie mam takiego poczucia, byśmy jakoś tam zapłacili, bo prawda jest taka, że – jeśli chodzi o relacje handlowe z Ameryką – to oczywiście kupujemy od Stanów Zjednoczonych np. gaz LNG w ostatnim czasie; ale płacimy i dostajemy gaz, więc to nie jest żadne płacenie za relacje pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. Robimy to także w ramach naszej polityki bezpieczeństwa energetycznego, dywersyfikacji dostaw – i to się po prostu dzieje.
Natomiast jeżeli chodzi o obecność amerykańską. Nie widzę problemu w tym, żebyśmy jako państwo zainwestowali w infrastrukturę na naszym terenie – przecież to jest nasza ziemia. Wszystko, co w tę ziemię wlejemy – beton, budynki, które zbudujemy i wyposażymy, w których stworzymy instalacje – przecież to wszystko będzie służyło. Tak że to są inwestycje, które realizujemy w Polsce. Nikomu nie dajemy żadnych pieniędzy. Po prostu wkładamy to w naszą ziemię – rozwijamy. Można powiedzieć, że w jakimś sensie jest to także kwestia modernizacji potencjału militarnego w Polsce.
Nie mam poczucia, żeby to był jakiś deal. Po prostu uważam tak: Stany Zjednoczone prowadzą swoją politykę i uważają, że ta polityka to również kwestia obecności w naszej części Europy. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Gdyby Stany Zjednoczone nie widziały w tym swojego bardzo szeroko pojętego interesu – powiedziałbym wręcz światowego – toby ich tam nie było. Prezydent Donald Trump jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, a nie św. Mikołajem – realizuje interesy Stanów.
Jeżeli Stany Zjednoczone chcą być obecne w Polsce, to widocznie Prezydent Stanów i jego współpracownicy uważają, że jest to w interesie Stanów Zjednoczonych, by w tej części świata bezpieczeństwo było wzmocnione. To jest także akurat w tym momencie w naszym interesie. Jesteśmy z tego zadowoleni i gotowi jesteśmy także ze swojej strony na to bezpieczeństwo pracować.
Artur Adamski, Radio Rampa, Nowy Jork: Wczoraj spotkał się Pan z Polonią. Poproszę parę słów o tym wczorajszym wydarzeniu i na temat osób odznaczonych przez Pana Prezydenta.
Jeszcze raz mam okazję, by podziękować naszym rodakom, którzy mieszkają w New Britain w stanie Connecticut i w innych – bo byli też przyjezdni z innych stanów – za to wczorajsze spotkanie. Piękne, w bardzo dobrej atmosferze.
Dziękowaliśmy z żoną wszystkim, którzy są animatorami życia polskiego – czy to kulturalnego, czy edukacyjnego. Bo to, że polskie dzieci, często urodzone tutaj, w Stanach Zjednoczonych, w większości tak dobrze mówią po polsku – w zasadzie duża część z nich nie ma w ogóle amerykańskiego akcentu – to oczywiście wielka zasługa rodziców, lecz także nauczycieli.
Rodziców można nawet powiedzieć, że podwójna, bo dla rodziców dzieci – zwłaszcza tych, które chodzą do sobotniej szkoły – jest to wysiłek. Dzieci trzeba dowieźć, to weekend, który w ten sposób jest mocno skrócony, bo dziecka nie ma z rodziną, przebywa w szkole. Więc to jest takie duże pragnienie polskości, za które jestem im ogromnie wdzięczny.
Oni stanowią tutaj rzeczywiście wielką wspólnotę – jedną z większych mniejszości w Stanach Zjednoczonych. Szacuje się, że w Stanach jest ok. 10 mln Polaków, więc to rzeczywiście duża liczba. Akurat New Britain i Connecticut to drugie co do wielkości skupisko Polaków. Szacuje się, że w tym stanie jest ok. 300 tys. naszych rodaków. W samym New Britain mieszka ponad 20 tys. Polaków na 70 tys. mieszkańców, więc to olbrzymia społeczność – i tę polską obecność tam się po prostu widzi. Tak że ogromnie dziękuję.
A komu wręczyłem odznaczenia i polskie flagi? Bo to także był ważny element wczorajszej uroczystości. Tym, którzy są najbardziej zasłużeni. To, że tyle osób je otrzymało, pokazuje też jak bardzo aktywne jest to polskie i polonijne życie tutaj, w Stanach Zjednoczonych. I jak bardzo aktywni – w większości na zasadzie wolontariatu – są mieszkający tu Polacy. Tak że ogromnie jeszcze raz za to dziękuję.