Menu rozwijane

21 czerwca 2022


Wielce Szanowny Panie Ministrze Spraw Zagranicznych,
Szanownie Panie i Szanowni Panowie Ministrowie,
ale przede wszystkim Szanownie Panie i Szanowni Panowie Ambasadorzy, przedstawiciele polskiej dyplomacji!

Pan Minister dał mi tutaj niełatwe zadanie. Mam przygotowane wystąpienie na piśmie, ale postaram się je uzupełnić jeszcze pewnymi własnymi elementami, które dodam do tego w związku z tym, co Pan Minister tutaj powiedział, jakie wobec mnie zgłosił oczekiwania, w jakimś sensie – jak rozumiem – Państwa reprezentując. Dziękuję, Panie Ministrze. Dziękuję też za tę niezwykle pozytywną ocenę.

Szanowni Państwo, przede wszystkim chcę powiedzieć, że cieszę się, że po tej długiej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, kiedy nie spotykaliśmy się z obawy, żeby nie sparaliżować polskiej dyplomacji chorobą, która gdyby dotknęła wszystkie nasze placówki, to nie byłoby dobrze. Nie spotykaliśmy się, a – jak Państwo wiedzą doskonale – w tym międzyczasie bardzo wiele się zdarzyło.

Może Cię zainteresować Spotkanie Prezydenta Andrzeja Dudy z Ambasadorami RP

Powiedzieć, że cieszę się, że mogę się z Państwem spotkać i że zechcieli Państwo przyjąć to zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego – oczywiście – jest bardzo grzecznie. Ale kontekst jest bardzo trudny. I może nie tyle „cieszę się”, ile „dobrze, że się spotkaliśmy i miło mi jest Państwa zobaczyć”. Bo ta rozmowa i te spotkania z Państwem, Państwa wizyta w Warszawie w związku z tymi tradycyjnymi konsultacjami jest w tym roku i w tym czasie – kto wie – może najważniejsza w ciągu ostatnich tych ponad 30 lat od 1989 roku.

Bo mieliśmy w tym czasie różne przełomowe wydarzenia, które zapisały się w naszej historii, mieliśmy wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego, mieliśmy wstąpienie do Unii Europejskiej, mieliśmy przybycie po raz pierwszy wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego na nasze terytorium, nie tak dawno, w 2017 roku, kiedy osadziły się tutaj – mam nadzieję – na dobre. Ale to wszystko było wypracowane i spodziewane. Polska dyplomacja pracowała nad tymi wszystkimi wydarzeniami historycznymi i nad biegiem naszych dziejów przez lata.

To, co stało się w ostatnim czasie, nie było planowane. To, co stało się w ostatnim czasie, było sprzeczne z wszystkim tym, co staraliśmy się do tej pory robić, i postawiło nas rzeczywiście w bardzo trudnej sytuacji, w jakiej z całą pewnością od ponad 30 lat nie byliśmy.

Sytuacja – krótko mówiąc – uległa dramatycznemu pogorszeniu, i trzeba sobie to jasno powiedzieć. Po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej mamy do czynienia z pełnoskalową wojną ze wszystkimi tego najgorszymi następstwami: z masowymi mordami na ludności cywilnej, metodycznym niszczeniem infrastruktury cywilnej, przymusowymi deportacjami ludności, w tym także dzieci, z milionami uchodźców, którzy szukają schronienia przede wszystkim na zachodzie Europy, ale śmiało można powiedzieć, że nawet i na całym świecie. Bo przecież wyjeżdżają i do Stanów Zjednoczonych, i do Kanady, i dalej – do Australii, na inne kontynenty. Ale w ogromnej części – absolutnie przeważającej – szukali i szukają tego schronienia u nas.

To my – nie waham się tego powiedzieć – ku zdumieniu międzynarodowej opinii publicznej przyjęliśmy w Polsce ponad 2 mln uchodźców, których nazywamy gośćmi z Ukrainy; ludzi, którzy nam zaufali, że tutaj znajdą bezpieczne miejsce; przede wszystkim kobiety i dzieci. Podkreślam to, kiedy rozmawiam z naszymi partnerami, mówię: „Wiecie, mieliśmy taką sytuację, że mieliśmy w Polsce 2 mln Ukraińców. Nie chcieliście tego słuchać, że mamy w Polsce potężną emigrację. Mówiliście nam, że nie chcemy przyjmować migrantów, a myśmy mieli 2 mln Ukraińców w Polsce, tylko większość z nich to byli mężczyźni, którzy pracowali w budowlance”.

01_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK023865.jpg [191.18 KB]

No to się tak złożyło, że ci mężczyźni w ogromnej części wrócili z powrotem do swojego kraju – na Ukrainę – żeby bronić jej przed rosyjską napaścią, a na ich miejsce przyjechały kobiety i dzieci. Sytuacja rzeczywiście zmieniła się dosyć diametralnie. Zamiast siły roboczej, która pomagała funkcjonować naszej gospodarce, mamy w tej chwili do czynienia z setkami tysięcy dzieci, którym trzeba znaleźć miejsca w szkołach, w przedszkolach; dla których trzeba znaleźć rozwiązanie ich bieżących problemów; dla których potrzebna jest ochrona zdrowia – wszystko to, co potrzebne jest dzieciom do normalnego funkcjonowania.

Mamy tutaj ich matki, które odnajdują się w nowej rzeczywistości, z których części udaje się znaleźć pracę, bo stworzyliśmy ku temu warunki – choćby ustawowe – ale nie wszystkim i wszystko, co z tym związane. Krótko mówiąc: radzimy sobie, ale tak naprawdę potrzebujemy wsparcia. Tymczasem w jakimś ogromnym stopniu tego wsparcia nie widać. Więc – nie ma co kryć – przeżywamy trochę zawód. Ale jest to dla nas na pewno sytuacja zupełnie nowa, zdumiewająca i jest to dla nas na pewno nowa rzeczywistość. Dokąd nas ona zaprowadzi? Na 100 proc. nikt nie umie przewidzieć.

Ale nikt nie ma złudzeń, że trwająca wojna doprowadzi nie tylko do zmiany systemu międzynarodowego, który prawdopodobnie w dłuższej perspektywie będzie zmierzał do jakiejś formy dwubiegunowości.

Ale co najważniejsze – zmieni się również architektura bezpieczeństwa naszego regionu, na nowo definiując pozycję ekonomiczną, stopień bezpieczeństwa, a także szanse rozwojowe naszego kraju i całego regionu.

Oczywiście na powyższe zmiany przemożny wpływ będzie mieć dalsza sytuacja wojenna na Ukrainie; zdolności i zasoby Kijowa do obrony swojego terytorium, a także szanse na przejście do ofensywy w celu odzyskania okupowanych przez Rosję obszarów. Bardzo często jestem pytany także przez niektórych z Państwa, przez moich kolegów: „No dobrze, ale jakie są w takim razie priorytety polskiej polityki zagranicznej w tej chwili?”. One w oczywisty sposób może nie tyle się pozmieniały, ile pojawiły się inne, nowe.

Dzisiaj tym podstawowym, absolutnie fundamentalnym priorytetem dla nas jest to, aby ta wojna zakończyła się dla Polski w sposób bezpieczny. Nie tylko żeby się po prostu zakończyła.

Nie, nie o to nam chodzi. Proszę sobie przypomnieć, że kiedy obejmowałem urząd Prezydenta Rzeczypospolitej w 2015 roku, wojna na Ukrainie tak naprawdę już trwała. Bo to Rosja, a nie żadni separatyści, nie oszukujmy się, nie dajmy się bałamucić, przecież jesteśmy poważnymi ludźmi, poważnymi politykami, dyplomatami – wojna na Ukrainie trwała od 2014 roku, to wtedy Rosja napadła na Ukrainę, ten konflikt cały czas tam tlił się albo palił z mniejszą lub większą siłą w zależności od momentu. Świat w jaki sposób się zachowywał, wszyscy obserwowaliśmy.

I nie darmo w związku z tym powtarzałem od samego początku, kiedy miałem tylko sposobność bycia na zgromadzeniach ogólnych Organizacji Narodów Zjednoczonych: pokój przez prawo, prymat prawa międzynarodowego. Proszę Państwa, to nas najbardziej dzisiaj interesuje. Tu nic się nie zmieniło. Ten priorytet tylko wysunął się jeszcze bardziej na pierwsze miejsce: przywrócić prymat prawa międzynarodowego, czyli uczynić wszystko, co możliwe, żeby zmusić Rosję, która dzisiaj jest agresorem, napastnikiem do tego, aby przestrzegała prawa międzynarodowego.

04_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK014010.jpg [406.84 KB]

Co to znaczy? To znaczy – po pierwsze – przerwanie działań wojennych, po drugie – powrót Ukrainy do pełniej kontroli nad terytorium Ukrainy międzynarodowo uznanym. Ktoś może się uśmiechać, ale tak naprawdę to jest dzisiaj – w moim przekonaniu – absolutnie fundamentalne dążenie polskiej polityki zagranicznej. Czynienie wszystkiego na arenie międzynarodowej i przypominanie nieustannie o tym, że prawdziwym dążeniem wspólnoty demokracji, wspólnoty wolnego świata powinno być przywrócenie w tym aspekcie prymatu prawa międzynarodowego.

Ukraina powinna odzyskać kontrolę nad swoim terytorium w granicach międzynarodowo uznanych. Chyba nikt z Państwa nie ma wątpliwości, że jest to bardzo wyraziście w polskim interesie, aby tak właśnie się stało; aby do tego właśnie zostały sprowadzone rosyjskie dążenia imperialne. Czyli krótko mówiąc: aby w tym aspekcie – w aspekcie starcia ze społecznością międzynarodową i prawem międzynarodowym – poniosły klęskę. Bo to jest dla nas jedna z gwarancji przyszłego bezpieczeństwa. Więc to jest na pewno dzisiaj jedno z naszych fundamentalnych dążeń – bardzo, bardzo trudne.

Szanowni Państwo, na pewno jednym z ważnych elementów tutaj oprócz polityki sankcji, oprócz tej polityki dosłownej, którą realizujemy w czasie naszych różnego rodzaju konsultacji, spotkań i działań międzynarodowych, jest także bezpośrednie wspieranie Ukrainy; wspieranie przez to, że przyjmujemy tutaj te kobiety i dzieci z Ukrainy po to, żeby ich mężowie, ojcowie, synowie mogli walczyć spokojni, że one są bezpieczne.

Ale z drugiej strony – że wysyłamy wsparcie dla Ukrainy. Jak Państwo wiedzą, wysyłamy je w ogromnej ilości, bo nie ma co ukrywać, wysłaliśmy za ponad 1 mld 600 mln dolarów. To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy. Między innymi ponad 240 czołgów, 100 pojazdów opancerzonych, wysłaliśmy systemy rakietowe, ogromne ilości amunicji, karabiny, wysłaliśmy bardzo wiele różnorakiej broni plus wyposażenie osobiste, kamizelki kuloodporne, hełmy kevlarowe dla żołnierzy ukraińskich.

Po co? Po to żeby mogli zatrzymać rosyjską agresję; po to, żeby zatrzymała się ta rosyjska agresja na Ukrainie i w miarę możliwości została odparta, żeby nie trzeba było jej odpierać na Podkarpaciu, na Lubelszczyźnie czy – nie daj, Panie Boże – w Małopolsce czy Świętokrzyskim. Dokładnie po wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia. Bo wiedzieliśmy o tym, że jest to potrzebne natychmiast.

I między innymi pozostawaliśmy i pozostajemy cały czas w bardzo ścisłej współpracy konsultacyjnej, praktycznie rzecz biorąc na telefon z naszymi sąsiadami z Ukrainy po to właśnie, aby realizować różnego rodzaju ich potrzeby, bo przekonaliśmy się również naocznie, że są to potrzeby, które po prostu należy realizować natychmiastowo; że tam się liczą kwadranse, tam się liczą godziny, tam nie ma czasu na czekanie tygodniami, dniami itd., itd. Dlatego reagujemy w sposób bardzo szybki.

I rzeczywiście były takie momenty, że pracowaliśmy – śmiało mogę mówić – dniami i nocami, jako że konsultacje ze stroną ukraińską odbywały się nieraz o godz. 2–3 w nocy i nikogo to nie dziwiło. Jak trzeba, to także w taki sposób realizujemy politykę bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.

Proszę Państwa, stąd też uruchomiliśmy nasz hub, który dzisiaj pomaga Ukrainie otrzymywać wsparcie – także militarne – praktycznie rzecz biorąc z całego świata. Stąd podjęliśmy różne bardzo trudne decyzje, ale jesteśmy przekonani, że były one konieczne. Nie zastanawialiśmy się nad tym, czy one wzmocnią naszą pozycję międzynarodową, czy nie. Okazało się, że wzmocniły. Co jest efektem, z którego oczywiście – jako Prezydent Rzeczypospolitej – jestem zadowolony, ale chciałbym, żeby Państwo rozumieli, że jest to efekt uboczny. Tym podstawowym efektem była reprezentacja bardzo bieżącego, twardego interesu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej, a nawet nie tyle jej pozycji międzynarodowej.

My rzeczywiście po prostu obawialiśmy się i obawiamy, że rosyjska polityka imperialna, która odżyła – o której mówił Lech Kaczyński w 2008 roku w Tbilisi, a o której później Władimir Putin wielokrotnie mówił w udzielanych wywiadach, którą teraz realizuje; warto do tych wywiadów wrócić i posłuchać: że jego zdaniem imperium rosyjskie kończy się na Kaliszu – powinna być dla nas bardzo wyrazistym wskaźnikiem tego, jak zdecydowaną politykę tutaj powinniśmy prowadzić i jak bardzo nie możemy się bać. Że nie wolno nam się po prostu dzisiaj bać. Bo właśnie nasz adwersarz chce, żebyśmy się bali, i chce, żebyśmy się cofali. A nam tego nie wolno zrobić. Bo mamy doświadczenie historyczne i wiemy, że ten, kto się boi, musi przegrać. Więc zachowując zdrowy rozsądek, musimy po prostu robić swoje i staramy się to robić.

Bardzo proszę, żebyście Państwo budowali w tych miejscach, w których reprezentujecie Rzeczpospolitą, taki właśnie obraz: Polski, która po prostu rozumie sytuację. Rozumie ją jako nie tylko sytuację Ukrainy.

Bo kto patrzy na to wyłącznie przez pryzmat Ukrainy, ten albo z premedytacją, albo poprzez bardzo wąskie myślenie błędnie postrzega sytuację. Błędnie – oczywiście – z naszego punktu widzenia i punktu widzenia naszej części Europy, tej, która jest tą potencjalną gdzieś tam będącą w mrzonkach rosyjskich ich strefą wpływów, na którą należy rozprzestrzeniać coś, co się nazywa russkij mir [rosyjski świat], przyznam Państwu – skóra mi się jeży na karku, kiedy słyszę to sformułowanie, jako ten, który urodził się kiedyś za żelazną kurtyną, i jestem mniej więcej w stanie zrozumieć, co to oznacza.

Proszę Państwa, udzielamy jednoznacznego wsparcia władzom w Kijowie. Ono wyrażało się od samego początku m.in. poprzez nieprzerwaną obecność naszego ambasadora, Pana Bartosza Cichockiego, jest tutaj dzisiaj z nami. Panie Ambasadorze, witam bardzo serdecznie. Dziękowałem w Werchownej Radzie i też dziękuję dzisiaj w obecności naszego korpusu dyplomatycznego za tę postawę.

Bo później wszyscy już przypuszczali, że żadnego wielkiego ataku na Kijów nie będzie, ale pamiętamy takie dni, kiedy opuszczaliśmy Kijów z pełną świadomością, że za chwilę nastąpi rosyjski atak i kiedy nie wiadomo było tak do końca, jaki będzie los Pana Ambasadora i tych, którzy razem z panem Ambasadorem zostawali. Więc bez wątpienia było to niezwykle odpowiedzialne działanie, nacechowane wręcz czymś, co określiłbym jako pewne bohaterstwo w reprezentowaniu interesów Rzeczypospolitej Polskiej.

Dzięki postawie Pana Ambasadora i tym decyzjom rzeczywiście byliśmy prawdziwym sąsiadem, który nie opuścił Ukrainy ani na chwilę. Możemy dzisiaj śmiało, z podniesioną głową na arenie międzynarodowej mówić: tak, staliśmy dzisiaj cały czas przy boku władz Ukrainy, które broniły swojego państwa, i przywódców Ukrainy na czele z Prezydentem Zełenskim, którzy swoją postawą jasno pokazywali, że są gotowi oddać życie w obronie swojego kraju. Takie były tamte momenty, mam nadzieję, że one już nie wrócą.

Ale bardzo Panu Ambasadorowi za dziękuję, bo jest to na pewno nasz powód do dumy i coś, czym możemy się chwalić na arenie międzynarodowej, wśród społeczności międzynarodowej – o co Państwa proszę. Żeby o tym mówić. Bo trzeba mówić o tym, co jest naszą zasługą. Inni się chwalą i się nie oglądają. A my jesteśmy skromni, my się wstydzimy, może nie wypada… Nie. Trzeba mówić czasem nawet dwa razy trzeba mówić. Zwłaszcza tam, gdzie nie bardzo chcą to słyszeć. A wiedzą Państwo, że takich miejsc jest wiele. Te oklaski to dla Pana Ambasadora.

Ale proszę Państwa, co chcę bardzo mocno zasygnalizować? Otóż to nie jest jedyny powód tak naprawdę do – jakimś sensie – naszej dumy. Czasem mówi się, że mądry Polak po szkodzie, czasem mówi się, że my, Polacy, nie umiemy myśleć naprzód, nie umiemy przewidywać, nie umiemy się zabezpieczyć, nie umiemy podejmować działań, które stanowią budowanie pewnej strefy czy pewnych granic bezpieczeństwa.

Otóż trzeba sobie jasno powiedzieć: w ogromnej części w tym przypadku tak się nie stało co na pewno jest dla nas powodem do dumy, bo wiele innych krajów i ich władz, też wybieranych w demokratycznych wyborach, też o bardzo szerokich horyzontach, z różnych przyczyn zapewne nie spojrzało w taki sposób, w jakim myśmy spojrzeli.

Nie musieliśmy dokonywać rewolucji w naszym podejściu do Rosji, braku wystarczającej dywersyfikacji źródeł energii czy europejskich aspiracji Ukrainy pod wpływem szoku wywołanego przez rosyjską agresję i przemoc. Dywersyfikację źródeł dostaw rozpoczęliśmy stosunkowo wcześnie. Po porażce na przełomie wieków z budową gazociągu z szelfu norweskiego – Państwo wiedzą, że wtedy z tego zrezygnowano, co było ogromnym błędem, ale dzisiaj, na szczęście, już prawie został on naprawiony – mimo wszystko, dzięki dalekowzroczności Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaczęliśmy budowę gazoportu w Świnoujściu i zaczęliśmy głośno mówić o konieczności dywersyfikacji.

02_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK013898.jpg [335.77 KB]

Przez całe lata głośno mówiliśmy o bardzo niekorzystnych umowach, które mieliśmy z Rosjanami, które m.in. powodowały, że za gaz płaciliśmy więcej niż Niemcy. Dlaczego? Dlatego że właśnie nie mieliśmy możliwości pobierania tego gazu z innych źródeł. Nie sądziliśmy, że Rosjanie mogą nam kiedykolwiek zakręcić kurek. Przynajmniej – szczerze mówiąc – ja tego nie przewidywałem. Ale rozumiałem jedno: że żeby wytargować dobrą cenę na przyszłość, to trzeba mieć alternatywy. Jak nie masz alternatywy, to musisz zapłacić tyle, ile żądają.

W związku z czym jasną sprawą dla mnie było, że trzeba dywersyfikować, i robiliśmy to. A – szczerze mówiąc – przystąpiłem do tego bardzo ochoczo o zdecydowanie, jak tylko objąłem urząd Prezydenta. Cieszę się bardzo, że moi koledzy, którzy wkrótce potem wygrali wybory parlamentarne i utworzyli rząd, z którymi pracowałem przez lata, także wcześniej przy boku Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, doskonale to rozumieli i kontynuowaliśmy tę politykę. I dzisiaj ona przynosi efekty.

Jakie? No takie, że kiedy Rosjanie nie tak dawno, bo kilka tygodni temu, nagle zdecydowali, że przestaną bezpośrednio wysyłać gaz do Polski, bo nie chcemy płacić w rublach, co – oczywiście – oznaczałoby złamanie umowy; bo żądanie, żebyśmy płacili w rublach jest sprzeczne z umową, która była z Gazpromem. Łamiąc umowę po raz kolejny, zakręcili nam kurek.

Okazało się, że dzięki temu, że pracowaliśmy przez ostatnie lata, że mamy gazoport, że zbudowaliśmy interkonektory gazowe, m.in. z Litwą otwarty w pierwszych dniach maja; ale również i ze Słowacją będzie w najbliższym czasie; jest interkonektor z Niemcami; jest na ukończeniu interkonektor z Czechami – że jakoś sobie radzimy z tym problemem i chociaż było drobne wahnięcie przez kilka dni, to rzeczywiście było ono drobne i Polska sobie z tym poradziła. A zwłaszcza nie ma sytuacji, w której indywidualni odbiorcy nie dostają gazu. I to z punktu widzenia naszej odpowiedzialności przed polskim społeczeństwem jest kwestią fundamentalną.

Ale zdziwiło to dużą część naszych partnerów, którzy widocznie uważali, że jest to niemożliwe. Tymczasem okazało się, że jest możliwe. Mam nadzieję, że jesienią uruchomimy gazociąg z szelfu norweskiego i Baltic Pipe z Danii do Polski – i tą drogą również popłynie gaz, co jeszcze wzmocni naszą suwerenność energetyczną.

Cieszę się również z tego, że zanim jeszcze w ogóle była mowa o wojnie, PKN Orlen zawarł nowe kontrakty – także dzięki dalekowzroczności zarządu – na dostawy ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej. Okazuje się, że będzie możliwość zrezygnowania z dostaw ropy naftowej z Rosji do końca tego roku właśnie dzięki tym zawartym kontraktom i rozmowom handlowym, które wcześniej były prowadzone. Więc – jak widać – byliśmy na tyle przewidujący, żeby z tymi aspektami dać sobie radę.

Proszę Państwa – oczywiście – mamy jeszcze problem energetyki, czyli energii elektrycznej, bardzo poważny, bo związany także z kwestią ochrony klimatu, a więc to, co przed nami, czyli budowa farm wiatrowych, offshore’owych na Bałtyku, czyli konieczność stworzenia możliwości korzystania z energii nuklearnej w naszym kraju. To są plany na przyszłość, które muszą zostać zrealizowane. Inaczej nie damy rady zrealizować światowej polityki klimatycznej i trzeba mieć tego pełną świadomość, że to są wyzwania, które są przed nami.

Ale dzisiaj już jesteśmy na etapie rozmów na dostawy energii elektrycznej także z Ukrainy. Jest trwający proces synchronizacji systemów energetycznych państw bałtyckich z nami poprzez połączenie Polska–Litwa. Więc to wszystko się dzieje, jest w toku. Wczoraj Prezydent Litwy pytany był o to w czasie spotkania Forum Biznesowego państw Trójmorza w Rydze. Odpowiedział, że do 2024 roku ta synchronizacja powinna być pełna.

Więc te wszystkie procesy postępują i tutaj chcę podkreślić właśnie to, że także i to wiązanie sojuszy tutaj, w Europie Centralnej, tych nowych, jak właśnie współpraca w ramach Trójmorza, która jest dzisiaj realizowana na różnych poziomach – od prezydenckiego, na poziomie samorządowym, regionalnym skończywszy. Ona również jest dzisiaj tym ważnym elementem, który napędza nie tylko rozwój gospodarczy – choć taka była nasza pierwsza myśl, kiedy tworzyliśmy tę współpracę, kiedy ją organizowaliśmy w latach 2015 i 2016.

Ale dzisiaj – jak się okazuje – ma ona ogromne znaczenie także dla budowania sfery naszego bezpieczeństwa, tego bezpieczeństwa energetycznego. Ale kiedy przełożymy to na drogi, na koleje, to przecież także tego bezpieczeństwa militarnego. Bo poza transportem lotniczym, to jakoś te wojska muszą się przemieszczać, jeżeli taka będzie potrzeba. I wiadomo, że nowoczesne drogi i nowoczesne koleje są ku temu niezwykle ważnym elementem. I pod tym względem, proszę Państwa, świat się nie zmienia.

06_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK023908.jpg [270.04 KB]
Wojna na Ukrainie też to pokazuje, jak bardzo ważna jest kolej i jak bardzo ważny jest także transport drogowy do tego, żeby właśnie dostarczyć to, co potrzebne żołnierzom do obrony czy też przemieścić żołnierzy, jeżeli jest taka potrzeba. Robimy to. Robimy to w ramach Trójmorza, robimy to w tej przestrzeni, w której do tej pory przez dziesięciolecia nie było robione, czyli w przestrzeni Północ–Południe, realizując kolejne projekty, z których dla nas, w Polsce. Takim najbardziej szeroko zakrojonym jest Via Carpatia, którą wierzę, że zrealizujemy w terminie; która połączy państwa bałtyckie ze Słowacją przez Polskę, a zarazem będzie taką siłą napędową rozwoju gospodarczego wschodniej części Polski.

I wszystkie inne trasy kolejowe i drogowe, które są budowane właśnie w Polsce, w tej przestrzeni Północ–Południe, co ma znaczenie fundamentalne także dla naszych portów, dla możliwości kreowania właśnie dostaw różnego rodzaju, dla przyszłej – mam nadzieję – budowy także i gazoportu w Gdańsku. Bo będzie nam potrzebny kolejny gazoport. Chcemy nie tylko być zabezpieczeni, jeżeli chodzi o gaz, ale chcemy być także hubem dla naszej części Europy, czyli – krótko mówiąc – przyjmować więcej gazu, niż nam samym jest potrzebne po to właśnie, abyśmy mogli go rozsyłać dalej.

Proszę Państwa, ale Polska od ponad 30 lat – od odzyskania pełnej suwerenności – wspierała także niepodległościowe aspiracje sąsiadów. A zwłaszcza od czasu, kiedy jest częścią i NATO, i Unii Europejskiej, promuje ze wszystkich sił politykę otwartych drzwi, ponieważ od samego początku rozumieliśmy, że są to działania utrwalające i rozszerzające strefę stabilności politycznej, ekonomicznej, a także wzmacniające wspólne bezpieczeństwo.

Co ważne i od czego nie można abstrahować, polskie społeczeństwo w znakomitej większości podziela te priorytety, podobnie też odczytuje zagrożenia i podobnie – jak się przekonujemy ostatnio – definiuje też konieczne działania. Pokazują to badania opinii publicznej, a przede wszystkim wyrazy solidarności oraz wsparcie, jakiego Polacy udzielają chociażby właśnie milionom Ukraińców, którzy przyjechali do naszego kraju od początku wojny.

Jak również to, że bez żadnych protestów, proszę Państwa, odbywa się zwiększanie wydatków na obronność, odbywa się podnoszenie poziomu finansowania polskiej armii – w przyszłym roku do 3 proc., w przyszłości prawdopodobnie będzie wyżej; kolejne zakupy, które realizujemy dzisiaj.

Chyba dla wszystkich w Polsce jest jasne, że bez nowoczesnego systemu obrony antyrakietowej, że bez nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej, że bez bardzo dobrze wyposażonych żołnierzy w artylerię dalekosiężną, rakietową i konwencjonalną – na szczęście w części produkujemy ją w Polsce, jak choćby armatohaubice Krab, które w tej chwili czynią spustoszenie wśród wojsk atakujących Ukrainę – że bez tego po prostu będziemy zawsze zagrożeni.

A musimy mieć taki potencjał, żeby nikomu nie opłacało się nas zaatakować.

Że nie tylko, że sojusznicy będą u nas i poprzez art. 5 i swoją obecność będą nam gwarantowali bezpieczeństwo. Ale to przede wszystkim my będziemy w stanie postawić naszą armię – nasze co najmniej 300 tys. żołnierzy – praktycznie natychmiast do tego, by bronili granic Rzeczypospolitej. Nie od linii Wisły, proszę Państwa, jak to było w doktrynie jeszcze do 2015 roku. Nie od linii Wisły, tylko od linii granicy z Ukrainą, Białorusią, okręgiem kaliningradzkim. Od tego momentu przeciwnik ma być zatrzymywany. Tak żeby każda wioska, nawet ta leżąca najbliżej granicy, miała pewność, że polski żołnierz będzie je bronił do upadłego.

To ma fundamentalne znaczenie, jeżeli chodzi o budowanie – po pierwsze – poczucia wspólnoty w naszym społeczeństwie, a po drugie – pewności tego, że żyjemy w porządnym i odpowiedzialnym państwie, które ma odpowiedzialną władzę. Tak chcemy to realizować i tak mam nadzieję, że będzie to realizowane przez następne lata.

Szanowni Państwo, tożsame odczytywanie racji stanu daje władzom państwowym silny mandat do zdecydowanego i skutecznego realizowania interesów polskiego państwa, które będą się decydować nie tylko na polach bitewnych, ale również w trakcie negocjacji. Rolą zebranych tutaj Państwa – naszych Ambasadorów – jest wykorzystanie powyższych atutów do podnoszenia pozycji międzynarodowej Polski, tak aby nasze oceny były nie tylko wysłuchiwane, ale również uwzględniane przez naszych partnerów w procesie decyzyjnym, zwłaszcza gdy dotyczy on naszego bezpośredniego bezpieczeństwa. Musimy być obecni przy stole, gdy decyduje się o sprawach odnoszących się do Europy Środkowej, Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Szanowni Państwo, opisana przed chwilą sytuacja bezpieczeństwa w sposób oczywisty wpływa na listę priorytetów stojących przed polską polityką zagraniczną. Po pierwsze, chodzi o wsparcie dla europejskich aspiracji Ukrainy. To kolejny bardzo ważny element – to jest jak armaty. Dzisiaj, proszę Państwa, pokazanie tym ludziom, którzy tam walczą, że jeżeli nie chcecie ruskiego miru, a giniecie za to, że go nie chcecie; przelewacie za to krew, bo go nie chcecie; pokazaliście całemu światu, że go nie chcecie – nie ma tutaj, jak pokazuje ten czas i wcześniejszy miejsc pośrednich; jak pokazuje także przykład Białorusi.

Tu nie ma państw neutralnych w tej części Europy, tu się nie da zachować neutralności. Tu musisz być albo na Wschodzie, albo na Zachodzie. Jeżeli Ukraińcy przelewają krew za to, żeby być na Zachodzie; żeby być wśród państw i społeczeństw, dla których naczelną zasadą jest wolność i które cenią sobie zasady demokracji, i Ukraińcy chcą to realizować, to trzeba im pokazać, że te państwa Zachodu mają dla nich drzwi otwarte. I – oczywiście – jeżeli spełnią pewne warunki, to zostaną do tej wspólnoty przyjęci; że ta wspólnota się dla nich nie zamyka; że ta wspólnota nie widzi ich jako części ruskiego miru.

Dzisiaj przyznanie Ukrainie statusu kandydata do Unii Europejskiej ma w tym zakresie fundamentalne znaczenie.

Dlatego walczymy o to od samego początku; dlatego trzy dni po ataku Rosji na Ukrainę wystąpiliśmy z inicjatywą, z listem, o którego podpisanie prosiłem moje koleżanki i moich kolegów Prezydentów. Dziewięcioro z nich się na to zgodziło. Wspólnie wystosowaliśmy ten list do Przewodniczącej Komisji Europejskiej, aby w ekstraordynaryjnym trybie Ukrainie właśnie został nadany ten status państwa kandydującego. Żeby pokazać, że skoro chcą być po tej, a nie po tamtej stronie, to tak – ta strona na nich czeka i jest gotowa ich przyjąć, kiedy oni będą do tego gotowi.

Oczywiście oni wiedzą o tym doskonale, że muszą przejść ścieżkę i muszą zrealizować pewne wymagania. Nie oczekują przyjęcia do Unii Europejskiej w tym tygodniu. Ale oczekują tego, że ta Unia pokaże im, że te drzwi są otwarte. Walczymy o to, żeby im pokazała – i to w tym momencie, dosłownie w tych dniach, jest absolutnie jednym z naszych priorytetów.

Bo za dwa dni, 23 czerwca, rozpocznie się spotkanie Rady Europejskiej i mamy nadzieję, że ta decyzja ws. przyznania statusu kandydata Ukrainie zostanie tam podjęta. Ale bez względu na ostateczną decyzję Polska będzie wspierać zbliżenie Ukrainy do Unii Europejskiej, którego zwieńczeniem w przyszłości, mamy nadzieję, będzie pełne członkostwo.

Zadaniem dla Państwa jest przekonywanie tych spośród naszych partnerów, którzy wyrażają wątpliwości. Stawką jest nie tylko członkostwo Ukrainy. Chodzi bowiem przede wszystkim o jeszcze silniejsze zaszczepienie europejskich standardów, a także stabilności i dobrobytu na wschód od Polski, co bez wątpienia jest korzystne dla naszego kraju, bowiem odsuwa to właśnie, z czym absolutnie nie chcemy mieć do czynienia; odsuwa russkij mir. Im dalej russkij mir będzie od naszej granicy, tym dla nas lepiej, dla Polski bezpieczniej. Nie tylko dla tej, w której my żyjemy, ale – mam nadzieję – także dla tej, w której będą żyły następne pokolenia naszych dzieci i wnuków.

Jednocześnie nie możemy zapominać o pozostałych krajach aspirujących do członkostwa w Unii Europejskiej i w NATO. Polska nadal będzie pełnić rolę adwokata dla takich państw, jak Mołdawia. Mam nadzieję, że Mołdawia też w tej chwili uzyska status kandydata, bo wszyscy Państwo wiedzą, gdzie Mołdawia leży, jaka jest jej sytuacja. Wydaje się to wraz z Ukrainą niemalże automatyczne i logiczne, aby też ten status uzyskała. Ale także takich państw, jak Gruzja czy Macedonia Północna.

Polska może odgrywać rolę mediatora w rozwiązywaniu sporów między naszymi sojusznikami – i stara się tę rolę odgrywać. Choćby szukając możliwości zwolnienia znanej niektórym z Państwa blokady, jaką władze bułgarskie dzisiaj stawiają aspiracjom unijnym właśnie Macedonii Północnej. Są tam problemy, które trzeba rozwiązać. Staramy się aktywnie pomagać w rozwiązywaniu tych problemów. Szukamy rozwiązań, rozmawiamy z obydwoma stronami. Mam nadzieję, że w niedługim czasie takie rozwiązanie – także dzięki naszemu wsparciu – zostanie uzyskane.

Proszę Państwa, chciałbym zwrócić uwagę na to, że kolejnym wielkim wyzwaniem, w którego realizację będzie z całą pewnością włączona polska dyplomacja – i proszę, żeby się ona włączyła – jest szeroko pojęta odbudowa Ukrainy po ustaniu działań wojennych. Rosja zaczęła tę wojnę, jej wojska dokonują zniszczeń infrastruktury cywilnej i dlatego odbudowa Ukrainy powinna być w pierwszej kolejności finansowana ze środków rosyjskich – po prostu Rosja powinna zapłacić za to, co niszczy.

Uważamy i mówimy to otwarcie w przestrzeni międzynarodowej, że w pierwszej kolejności powinny być to te środki, które zostały przez społeczność międzynarodową w różnych miejscach po prostu zablokowane. To jest – jak się szacuje – kwota chyba ok. 750 mld dolarów, więc kwota niemała, która z pewnością w odbudowie Ukrainy znacząco by pomogła.

Ale miejmy świadomość, że pewnie te pieniądze nie wystarczą i że trzeba będzie szukać różnych możliwości tworzenia funduszy i poszukiwania środków na odbudowę Ukrainy. Chciałbym, żebyśmy byli w tym zakresie aktywni, i chciałbym, żebyśmy w tym procesie odbudowy Ukrainy wzięli udział – żeby wzięły w tym udział nasze firmy. Żebyśmy byli tymi, którzy nie tylko skorzystają w tym znaczeniu, że będzie praca dla polskich firm, zadania dla nich do wykonania. Ale także to, że nasi sąsiedzi z Ukrainy będą widzieli, że polskie ręce pomagają w odbudowywaniu Ukrainy.

To jest bardzo ważne dla budowania przyszłych więzi w naszej części Europy, dla budowania dobrosąsiedzkich relacji. Ta cała dramatyczna, trudna sytuacja stworzyła okazję do wielkiej zmiany w relacjach pomiędzy naszymi narodami w stosunku do tego, co było w tej relacji, zwłaszcza przez ostatnie dziesięciolecia, ale tak naprawdę – wiemy doskonale – śmiało można mówić, że pewnie i przez stulecia. Być może jest szansa na dokonanie w tej relacji zmiany, jakiej od stuleci nikt nie widział. Gdybyśmy tę szansę zaprzepaścili, byłby to z pewnością nasz wielki grzech wobec przyszłych pokoleń. Powinniśmy czynić wszystko, aby tę szansę wykorzystać, rysuje się ona bardzo wyraźnie.

Proszę Państwa, cóż jest naszym zadanie dzisiaj? Przede wszystkim przekonywanie nieprzekonanych, tych, którzy uważają, że nie wolno ruszać rosyjskich środków itd., itd. Wolno. Wolno, proszę Państwa. Tak samo jak żenujące jest, kiedy słyszę, że nie wolno poniżać Rosji, że trzeba pozwolić Rosji zachować twarz. Wiedzą Państwo, Rosja napadła i morduje. Przecież nikt nie napadał Rosji.

Opowieści propagandy rosyjskiej o zagrożeniu, jakie stwarza dla niej NATO w kontekście morderstw, których Rosja dopuszczała się w Londynie na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, w kontekście napaści rosyjskich na Ukrainę, wcześniejszej napaści rosyjskiej na Gruzję, napaści tak naprawdę na Syrię, tego, co Rosjanie robili w Syrii. Proszę Państwa, to jest po prostu żenująca propaganda.

To Rosja jest odpowiedzialna za tę wojnę, to Rosja będzie odpowiedzialna, jeżeli dojdzie do klęski głodu spowodowanej brakiem dostaw płodów rolnych z Ukrainy do Afryki i do innych części świata, to Rosja jest odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia, które z wojny na Ukrainie wynikają.

Bo to ona ją zaczęła bez żadnego powodu – poza jednym oczywistym, czyli swymi imperialnymi mrzonkami, które władze rosyjskie próbują realizować jako politykę wielkoruską, mocarstwową.

Otóż trzeba jasno powiedzieć: taka polityka kosztuje. Tym kosztem musi po prostu być to, że Rosja za to zapłaci – za to, co zniszczy. I trzeba naszym sojusznikom, zwłaszcza tym, którzy marzą o powrocie do business as usual, bardzo twardo to powtarzać, choćby byli z tego niezadowoleni, choćby się krzywili i nie chcieli słuchać.

No jest, proszę Państwa, tak, że dyplomacja nie polega na tym, żebyśmy mówili innym to, co właśnie chcą usłyszeć.

Czasem jest tak, że trzeba powiedzieć to, co jest oczywistym także naszym interesem, a co oni niekoniecznie chcą usłyszeć. Ale dobrze byłoby, żeby usłyszeli wielokrotnie. Prosiłbym, żeby Państwo się nie obawiali tego powtarzać. Jeżeli będą jakieś skargi na to, że Państwo to powtarzają, to wierzcie mi, że będzie to Wam zapisywane do kategorii zasług tutaj, u Prezydenta Rzeczypospolitej.

03_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK013938.jpg [331.68 KB]
Proszę Państwa nie chodzi tylko o przedstawicieli władz, ale również chodzi o zachodnie społeczeństwa. Na szczęście w wielu przypadkach wyniki badań opinii publicznej pokazują przeważające zrozumienie dla tych racji wśród obywateli poszczególnych europejskich państw. Zwłaszcza w dobie kryzysu oczywistą sprawą jest – i trzeba to wykorzystać – że także zachodnie zamożne społeczeństwa nie chcą płacić, skoro może zapłacić ten, kto zniszczył. To jest oczywiste w regułach zachodnich.

Jeżeli ktoś spowodował szkodę, to powinien za nią zapłacić. Nie trzeba tutaj wiele tłumaczyć w mediach na zachodzie Europy, żeby ludzie, którzy tych mediów słuchają czy oglądają, zrozumieli, co Państwo chcą wyrazić.

To raczej oponenci mają problem z wytłumaczeniem, dlaczego Rosja ma nie zapłacić za to, co zniszczyła i zburzyła na Ukrainie. Dlaczego ma nie zapłacić za odbudowę tych bloków mieszkalnych, dlaczego ma nie zapłacić za odbudowę tych fabryk, mostów itd., itd.? Dlaczego ma nie zapłacić odszkodowań rodzinom, których najbliżsi zostali po prostu zabici, zwłaszcza jeżeli nie byli żołnierzami, nie zginęli w walkach, tylko zostali zamordowani? Dlaczego ma za to nie zapłacić? Dlaczego nikt ma nie ponieść za to odpowiedzialności?

Jest to naturalne dla wszystkich ludzi żyjących w państwach demokratycznych – zwłaszcza właśnie na zachodzie Europy – że ta odpowiedzialność powinna być. Więc jest to zadanie, które powinni Państwo realizować, bo ono nie jest bardzo trudne, choć może być nieprzyjemne w relacjach z naszymi partnerami na zachodzie Europy, zwłaszcza tymi, którzy – powtarzam – patrzą na Rosję wyłącznie przez pryzmat interesów.

Chciałbym, żeby wykorzystali Państwo właśnie tę zbieżność ocen, tak aby zachodnie społeczeństwa miały większą wiedzę na temat działań podejmowanych przez Polskę i na temat polskiego stanowiska, a także żeby wzbogacić zachodnią debatę na temat bezpieczeństwa Europy Środkowej i polityki względem Rosji o nasz punkt widzenia, czyli największego środkowoeuropejskiego państwa, sąsiadującego z Rosją i mającego długą tradycję prowadzenia polityki wschodniej.

Proszę Państwa, naszą historię w dużym bardzo uproszczeniu – historycy pewnie powiedzą, że to trochę prymitywne – można sprowadzić do dwóch elementów. Nasza historia, te ponad 1050 lat, to jest de facto – jakby tak ścisnąć i mocno się przyjrzeć – 1050 lat wojen z Niemcami i 500 lat wojen z Rosją. 500 lat wojen z Rosją! Powiedziałem to wczoraj w Rydze. 500 lat wojen z Rosją i cały czas tu jesteśmy; i Bałtowie, i my, i Białorusini, i Ukraińcy też. Więc ja jestem generalnie optymistą, tylko musimy po prostu robić swoje, nie wolno nam zapominać o tym, jakie są nasze zadania.

I proszę, by Państwo spokojnie i konsekwentnie naszym partnerom i społeczeństwom na zachodzie Europy to tłumaczyli, kiedy tylko macie okazję być w mediach. Proszę się przed tym nie uchylać. Akurat mamy w tej chwili czym się jako Polska szczycić i mamy o czym powiedzieć – co robimy jako państwo. Więc jeżeli mają Państwo zaproszenia w swoich krajach, gdzie reprezentujecie Polskę, z mediów lokalnych czy regionalnych, czy zwłaszcza mediów tych ogólnokrajowych, bardzo proszę, żeby Państwo z tych zaproszeń korzystali.

I proszę twardo mówić o tym, jaką realizujemy politykę i co powinno być, bo jest to bardzo ważne. Jest duże zrozumienie dla tego, proszę mi wierzyć – naprawdę duże zrozumienie. Dzisiaj jako Polska możemy o pewnych sprawach mówić zupełnie otwarcie i powinniśmy to robić. I bardzo proszę, by Państwo to czynili.

Ostatnią ważną kwestią dotycząca rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie jest bezwzględne utrzymanie polityki sankcyjnej, również w okresie po zakończeniu działań wojennych.

Powiedziałbym nawet więcej – uważam, proszę Państwa, że sankcje powinny być utrzymane dotąd, dopóki Ukraina nie powie, że można je zdjąć; Ukraina, która została napadnięta. Jeżeli Ukraina powie: „Tak, można zdjąć sankcje, bo wraca normalność i uważamy, że już wystarczy”. Ukraina przecież też miała swoje interesy, i to bardzo poważne – to uważam, że wtedy wspólnota Zachodu powinna rzeczywiście myśleć poważnie o zdjęciu sankcji. A dopóki nie, to te sankcje trzeba zwiększać.

Przemawia za tym racjonalna, osadzona na twardych faktach ocena zagrożenia, jakie dla Europy i światowego porządku stanowi Rosja. Zdaję sobie sprawę, że wielu już teraz z niecierpliwością czeka na ustanie działań wojennych, żeby znów robić w Rosji interesy. Znamy również ich argumenty. Zresztą Państwo też pewnie słyszeli je wielokrotnie.

Dlatego trzeba naszej żmudnej pracy, żeby nie dopuścić do popełnienia przez Zachód starych błędów, ponieważ to nam przyjdzie w pierwszej kolejności za te błędy zapłacić wzrostem niepewności, wzrostem ryzyka, a w konsekwencji, proszę Państwa, oby tylko obniżeniem bezpieczeństwa. Bo wiecie o tym, że zagrożenie prawdziwe jest dalece bardziej poważne.

Na szczęście mamy silnych sojuszników podzielających nasze oceny. Dlatego ważnym priorytetem polskiej polityki zagranicznej pozostaje umacnianie więzi transatlantyckich.

Trwająca wojna pokazała znaczenie tych relacji dla bezpieczeństwa Starego Kontynentu, a także dla Polski i – szerzej – dla całej wschodniej flanki NATO. Amerykańskie przywództwo, wyrażające się w obecności żołnierzy armii Stanów Zjednoczonych w Europie, pozostaje niezmiennie jednym z głównych filarów polskiej architektury bezpieczeństwa obok własnej silnej armii.

Z łącznej liczby ok. 100 tys. amerykańskich żołnierzy, którzy są w tej chwili w Europie, ponad 10 tys. jest u nas. Więc jest to w tym momencie już bardzo konkretna siła armii Stanów Zjednoczonych, która jest dzisiaj na naszej ziemi i – co tu wiele kryć – jest gwarancją bezpieczeństwa. Tego przysłowiowego art. 5, o którym kilka tygodni temu tutaj, na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie, mówił Pan Prezydent Joe Biden.

Szanowni Państwo, argumenty zwolenników na rzecz większej autonomii strategicznej Europy przegrywają w zderzeniu z twardą rzeczywistością rosyjskiej agresji. Pomysłowi nie pomagają również wahania po stronie naszych zachodnioeuropejskich partnerów odnośnie do wojskowej pomocy dla Ukrainy, a także przedwcześnie wyrażana gotowość do rozmów z Moskwą, gdy takiej woli nie ujawniają władze w Kijowie.

Proszę Państwa, powiedziałem dzisiaj w mediach, w telewizji łotewskiej, pytany o moją krytykę rozmów prowadzonych tutaj przez liderów europejskich, z Władimirem Putinem: nie chodzi o to, żeby nie rozmawiać z Władimirem Putinem, nie chodzi o to, żeby w ogóle nie rozmawiać z Władimirem Putinem, ale chodzi o to, żeby to Władimir Putin chciał rozmawiać. A nie żeby europejscy liderzy prosili agresora o rozmowę.

Otóż trzeba tak dokręcić śrubę, tak pomóc Ukrainie i taką politykę sankcji wprowadzić, żeby to Władimir Putin prosił liderów o rozmowę. I wtedy można z nim rozmawiać – kiedy to on będzie prosił o to i szukał możliwości znalezienia jakichś warunków do zakończenia wojny, bo wtedy będzie można mu te warunki podyktować. A dopóki tego nie będzie, to każdy, kto do niego dzwoni, jest po prostu proszącym.

No nie jest to z całą pewnością strategia prowadząca do sukcesu, którym byłoby przywrócenie prymatu prawa międzynarodowego gwałconego codziennie przez Rosję i przez Władimira Putina jako tego, który nią steruje. Dla mnie jest to sprawa oczywista. Być może, że niektórzy przedstawiciele sfer dyplomatycznych inaczej to widzą.

01_PAD_Ambasadorowie_20220621_PK023865.jpg [191.18 KB]

Proszę Państwa, obiektywne dane wskazują, że to Stany Zjednoczone, Polska, Wielka Brytania i kraje naszego regionu, państwa bałtyckie w największym stopniu wzięły na siebie obciążenia związane z pomocą dla walczącej Ukrainy. Planując zacieśnianie sojuszy wzmacniających nasze bezpieczeństwo, nie możemy abstrahować od tych faktów. Wprost przeciwnie – przekonując do swoich racji partnerów mających inne priorytety niż my, musimy w dalszym ciągu konsekwentnie rozwijać bliską współpracę z krajami regionu, z którymi łączy nas podobne spojrzenie na kwestie bezpieczeństwa, często wspólna historia i wynikające stąd również cele i wyzwania.

W praktyce oznacza to zacieśnianie relacji politycznych, gospodarczych i w obszarze bezpieczeństwa z krajami tworzącymi inicjatywę Trójmorza oraz Bukaresztańską Dziewiątkę. Naszym wspólnym celem, który znalazł potwierdzenie w dokumencie podpisanym na ostatnim szczycie Bukaresztańskiej Dziewiątki, jest trwałe i znaczące wzmocnienie potencjału wschodniej flanki NATO.

Szanowni Państwo, kwestie twardego bezpieczeństwa w sposób oczywisty zdominowały listę priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Niemniej na koniec chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym wyzwaniu. Chodzi o zagrażający światu wybuch wspomnianego przeze mnie poważnego kryzysu żywnościowego. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, czyli FAO, w tym roku głód może dotknąć ponad 320 mln ludzi z najbiedniejszych regionów globu. Jak łatwo przewidzieć taka sytuacja będzie mieć negatywne konsekwencje dla sytuacji społecznej i politycznej w tych państwach, grożąc absolutną destabilizacją w przestrzeni być może całych kontynentów.

Jakkolwiek bogata Północ, której Polska jest częścią w jakimś sensie szczęśliwie, w najgorszym razie będzie musiała radzić sobie z gwałtownym wzrostem cen żywności. Zwłaszcza my. Przypomnę, że dzięki naszym rolnikom mamy bezpieczeństwo żywnościowe, i to od lat. Jesteśmy eksporterem żywności. Można więc jasno powiedzieć, patrząc także za okno i na to, jakie są w tym roku warunki pogodowe, że prawdopodobnie żadnego kryzysu żywnościowego w Polsce nie będzie. Ale nie ma wątpliwości, że ceny żywności będą rosły. Będą rosły także przez to, co będzie działo się na rynkach światowych.

Klęska głodu zatem nam nie grozi. Ale nie znaczy to, że możemy pozostać obojętni wobec zbliżającego się gdzie indziej kataklizmu.

Dlatego chciałbym, aby Polska wzięła aktywny udział w szukaniu, a następnie wdrażaniu rozwiązań pozwalających ustabilizować sytuację związaną z bezpieczeństwem żywnościowym na świecie. Jako kraj solidarności musimy podjąć się tego wyzwania. Proszę, by Państwo w tym aspekcie też działali. Problem jest rzeczywiście bardzo poważny.

Bo rozmawiałem na ten temat z Sekretarzem Generalnym Organizacji Narodów Zjednoczonych, Panem Guterresem, nie tak dawno rozmawiałem na ten temat z władzami Egiptu – i rzeczywiście wygląda to bardzo źle. Musimy szukać różnego rodzaju rozwiązań. Te rozwiązania na pewno nie będą tanie – zarówno jeżeli uda się uzyskać dostęp do portu w Odessie, z całą pewnością ten transport nie będzie tani, biorąc pod uwagę uwarunkowania armatorów itd., itd. Z całą pewnością nie potani tego także choćby transport zboża do Polski i przez Polskę do naszych portów czy do Kłajpedy, czy do portów w Niemczech.

Są to bardzo poważne wyzwania, ale musimy je zrealizować za wszelką cenę i szukać tutaj rozwiązań, bo sytuacja jest rzeczywiście bardzo poważna. Zwłaszcza Zachód zdaje sobie sprawę, jakie będą konsekwencje głodu w Afryce, także w Afryce Północnej, i co to będzie oznaczało także dla kwestii, którą nazywamy presją migracyjną. Nikt co do tego nie ma wątpliwości. nie wspomnę już o terroryzmie i innych dramatycznych zjawiskach.

Szanowne Panie i Szanowni Panowie Ambasadorzy!

Jak więc słychać, nie jest to czas dla pasywnych dyplomatów. Wszyscy reprezentujemy kraj w stanie długoterminowego zagrożenia agresją. Nie pozwólcie Państwo, aby w krajach, w których reprezentujecie Polskę, tego nie wiedziano i żeby to bagatelizowano.

Otwierajcie wszystkie drzwi, przekonujcie elity, pukajcie, przyjmujcie zaproszenia z media, rozmawiajcie przy każdej okazji, udzielajcie wywiadów, nie ustawajcie w pracy – bądźcie po prostu aktywni. Ogromnie o to proszę.

Rozmawiajcie ze swoimi kolegami ambasadorami innych krajów, wykorzystujcie do tego wszelkie okazje, jakie są, żeby przedstawiać nasze sukcesy, żeby przedstawiać nasze działania i żeby przedstawiać nasze racje. Żeby mówić o tej sytuacji taką, jaka ona jest; taką, jaką znacie; żeby przedstawiać nasz punkt widzenia. Nasz, czyli nie tylko Polski – nasz punkt widzenia, czyli krajów, które były kiedyś za żelazną kurtyną; ludzi, którzy za żelazną kurtyną się urodzili; ludzi, którzy – niestety – posmakowali w swoim życiu ruskiego miru; ludzi, którzy w związku z tym wiedzą, co to oznacza, i którzy wiedzą, o co tak naprawdę walczą dzisiaj Ukraińcy. Że to nie jest zabawa i tu nie ma miejsca dla żadnego business as usual. Bo to są poważne sprawy, które potem ciągną się przez pokolenia.

Jestem gotowy, szanowni Państwo, przyjechać wszędzie tam, gdzie moja obecność może uczynić różnicę. Więc jeżeli będą Państwo uważali, że moja obecność gdzieś i moje spotkania – czy to z Prezydentami, czy z innymi przedstawicielami władz w krajach, w których reprezentujecie Polskę – mogą uczynić różnicę, poinformujcie nas o tym, moich współpracowników z Panem Ministrem Jakubem Kumochem na czele, odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe w Kancelarii Prezydenta, czy mnie osobiście w czasie różnego rodzaju okazji do spotkań, czy też w razie czego proszę wysłać do mnie list, jeżeli trzeba, do rąk własnych, jeżeli uważacie, że trzeba do rąk własnych – proszę, żebyście się nie wahali i czynili to. Listy od ambasadorów do mnie dochodzą, zapewniam Państwa o tym. I czytam je – też Państwa o tym zapewniam. Są to dla mnie sprawy ogromnie ważne.

Mamy też szansę na to, żeby zbudować nasz potencjał polityczny na arenie międzynarodowej. Bardzo trudną szansę, ale uważam, że również nie można jej pominąć. Powinniśmy się starać ze wszech miar ją wykorzystać. Jestem przekonany, że do końca mojej prezydentury będę w ciągłej podróży, tak jak to się właściwie teraz dzieje. I o ile będzie tego wymagało bezpieczeństwo kraju, będę to robił po prostu nieustannie. To samo zresztą robi Premier, to samo robi Pan Minister Spraw Zagranicznych. Pamiętajcie Państwo zawsze, że od naszej i Waszej aktywności – a daj Boże, hiperaktywności – zależy bardziej niż kiedykolwiek los naszego kraju. Tak to chyba dzisiaj rzeczywiście jest i bardzo wyraźnie to widać.

Szanowni Państwo, na koniec chciałbym podziękować za Waszą dotychczasową służbę dla Rzeczypospolitej i pracę każdego dnia. Chciałbym podziękować za wszystkie wysiłki, które Państwo czynią po to, żeby budować dobre imię Polski w krajach, w których nas reprezentujecie; za wszystkie wysiłki, które czynicie. Dziękuję za to z całego serca.

Zapewniam, że zarówno ja, jak i moi współpracownicy na czele ze wspomnianym Panem Ministrem Jakubem Kumochem, który kieruje pracami Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta, pozostajemy otwarci na wszelkie formy współpracy z Państwem. Mam nadzieję, że z wieloma spośród Państwa będę miał jeszcze możliwość bliżej współpracować u Państwa – na miejscu, tam, gdzie reprezentujecie Rzeczpospolitą – przy okazji planowanych i tych jeszcze nieplanowanych wizyt.

Życzę Państwu powodzenia w pełnieniu tych zaszczytnych funkcji ambasadorów Rzeczypospolitej Polskiej. I życzę Państwu po prostu sukcesów, a także osobistej satysfakcji z dobrze wykonanej służby dla Polski.

Dziękuję bardzo.