Szanowni Panowie Ministrowie,
Szanowni Panowie Komendanci,
Szanowny Panie Rektorze, z Władzami Szkoły,
Wielce Szanowni Państwo przybyli na dzisiejszą uroczystość,
ale przede wszystkim Wielce Szanowni Panowie, Wielce Szanowni Państwo Odznaczeni, dzięki którym ta uroczystość dzisiaj ma tak ważny i tak podniosły charakter!
Dziękuję, że zechcieliście Państwo nas zaszczycić przybyciem do Pałacu Prezydenckiego. Jest dzisiaj szczególny dzień – 38. rocznica ogłoszenia stanu wojennego. 13 grudnia 1981 roku, jak mówili przez te 38 lat Polacy, jak mówią w większości do dzisiaj – 38. rocznica wywołania wojny jaruzelsko-polskiej, to znaczy wypowiedzenia wojny przez Wojciecha Jaruzelskiego i komunistyczny reżim – można powiedzieć – całej reszcie polskiego społeczeństwa. Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę, że choćby tylko ruch „Solidarności” w swojej części oficjalnej miał wtedy 10 mln członków, to biorąc pod uwagę, że mogły do niego należeć tylko osoby dorosłe, śmiało można mówić, że – jako, że tak naprawdę to tym ludziom wypowiedziano wtedy wojnę, to w istocie wypowiedziano wojnę całemu polskiemu społeczeństwu. – jeżeli doda się do tego całe rodziny, jeżeli doda się także wszystkich tych, którzy nie byli wprawdzie członkami „Solidarności”, ale byli zwolennikami tego, czego „Solidarność” dla Polski i dla Polaków chciała.
A oczywiście chciała lepszych warunków pracy, lepszych warunków płacy, ale wśród wielu postulatów – jak dobrze pamiętamy – były także postulaty wolnościowe: wolności słowa, wolności zgromadzeń, wolności zrzeszania się. I tych, które dzisiaj znamionują, stanowią fundament rzeczywiście demokratycznego państwa. Bez których po prostu nie ma dzisiaj demokratycznego państwa, i którego właśnie wtedy powszechnie, po ponad 30 latach ustroju komunistycznego w Polsce, chciano. Chciano po prostu z powrotem wolnej Polski. Ci najbardziej śmiali mówili o uniezależnieniu się spod wszechwładzy Związku Sowieckiego, o wyrwaniu się zza „żelaznej kurtyny”. To byli ci najodważniejsi, ci, których oczekiwania, marzenia sięgały najdalej. W tej podstawowej warstwie były to rzeczywiście te postulaty o charakterze socjalno-bytowym, ale także postulaty o charakterze wolnościowym. Tej wolności zwykłej, dnia codziennego. Żądano prawdy, żądano uczciwości w życiu publicznym – tego wszystkiego, czego przecież do dzisiaj ludzie tak bardzo pragną i o czym mówi się, że albo państwo jest uczciwe, albo bez tego państwo nie jest uczciwe.
Obchodzimy dzisiaj pamięć tamtego dramatycznego wydarzenia, które położyło się cieniem na całych latach 80., które – co tu się oszukiwać – cofnęło nas na pewno w państwowym rozwoju. Gdyby „Solidarność” mogła wtedy zwyciężyć, gdyby dalej mogła prowadzić proces zmian Rzeczypospolitej, wiele trudnych dla nas momentów dziejowych pewnie by się nie zdarzyło. To zostało brutalnie przerwane. Dyskutują oczywiście historycy, dyskutuje się w przestrzeni publicznej, jakie były przyczyny wywołania stanu wojennego, często są tacy, którzy próbują wybielać jego autorów, jego sprawców.
Jednak generalnie nie mamy wątpliwości: stan wojenny to była po prostu próba ostatecznego zniewolenia Polaków, zepchnięcia naszego społeczeństwa i narodu z drogi ku wolności. Próba zaciągnięcia garoty na szyi, zaciśnięcia łańcuchów, którymi byliśmy pętani od 1945 roku, mimo wszystkich prób, często krwawych, tak jak walka Żołnierzy Niezłomnych, o to, by się wyrwać znów do wolnej Polski. To się nie udawało. Stan wojenny był kolejnym tragicznym przykładem, w jak straszliwe popadaliśmy, po II wojnie światowej, losy.
Bardzo trudny czas, czas, który niestety nie był również wolny od ofiar. Władza komunistyczna nie wahała się przed tym, aby ludzi zabić – czy po to, aby przerwać wolnościowe dążenie, czy po to, żeby zastraszyć innych – po prostu zwyczajnie ich zamordować.
Tak się stało w kopalni Wujek, zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego, kiedy w trakcie pacyfikacji kopalni specjalne oddziały milicji zabiły, zamordowały – tak trzeba to jasno nazwać – nieuzbrojonych w żadną przecież broń palną górników, zwykłych ludzi pracy. Tak się stało wiele razy. I później ci, którzy badają dzieje stanu wojennego i późniejsze, cały czas jeszcze komunistycznej Polski, działań komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i milicji, mówił o prawdopodobnie około 100 ofiarach tamtego reżimu. Wśród nich wymienia się m.in. wówczas ucznia warszawskiego XI Liceum im. Mikołaja Reja, Emila Barchańskiego, z którego mamą miałem wielki zaszczyt i przyjemność spotkać się dzisiaj rano. Po to, żeby ją po prostu uścisnąć. Po 37 latach, bo on zginął 3 czerwca 1982 roku, cały czas przeżywa śmierć syna i cały czas nie może się z nią pogodzić. Śmierć syna, który był prawdopodobnie najmłodszą ofiarą stanu wojennego i najmłodszą ofiarą tamtego strasznego czasu.
A zginął tak, jak wielu jemu podobnych, czasem tylko trochę starszych, zamordowany przez nieznanych – jak to wówczas określano – sprawców. Tamten czarny czas, kiedy część Polaków, czy to ufającą, czy to taką, która podjęła decyzje życiowe o wyborze drogi służbowej, zawodowej, ustawiano przeciwko drugim. Było takie straszne powiedzenie, z przekąsem, żartobliwe. Pamiętam je jako chłopiec, który miał wtedy 10 lat, powtarzano je u nas w szkole podstawowej: „Wstąp do milicji, wyjdziesz na ludzi”. Wszyscy wiedzieli dokładnie, co to oznacza: „wyjdziesz” na tych, którzy chcą wolności, na tych, którzy protestują, i będziesz ich okładał pałami. Jak wiemy, były przypadki, że po prostu ludzi mordowano. Tak jak zamordowano błogosławionego księdza Jerzego i wielu innych księży.
Tamten czas, 13 grudnia 1981 r., czarny czas stał się czarny od tych internowań, od tamtej chwili, kiedy walono do drzwi, zabierano nad ranem ludzi „Solidarności” – bo przecież jeszcze nie opozycji, oni działali legalnie, tak naprawdę opozycją podziemną stali się dopiero od momentu, kiedy zdelegalizowano „Solidarność”, kiedy ich internowano, uwięziono, wydarto ich z domów, kiedy nie wiadomo było, czy w ogóle wrócą i kiedy wrócą – jeśli już. Kiedy nie wiadomo było, gdzie są. Mówię o tym także na podstawie pamięci mojej żony i jej rodziny, kiedy zabrano tatę. To był z całą pewnością najstraszniejszy czas w ostatnich dziejach Rzeczypospolitej. Najbardziej dramatyczny i najbardziej traumatyczny.
Nie ma podobno jasności co do tego, skąd dokładnie wziął się tamten strajk – młodych podchorążych, studentów Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej. Czy dlatego, że gdzieś przeciekła informacja, że zbliża się taki właśnie czas i że są ku temu przygotowania i jest niebezpieczeństwo, że w związku z tym również podchorążowie mogą zostać wykorzystani do walki przeciwko ludziom.
Czy może młodzi wtedy chłopcy „przez skórę” poczuli, patrząc na otaczającą ich rzeczywistość, że może się zdarzyć coś takiego? Patrząc także na zmiany, które następowały w obowiązujących wtedy przepisach. Może tak, może inaczej. Trudno dzisiaj, a w każdym razie mnie trudno tego dociec. Pytałem o to ostatnio kilka razy, ale tak naprawdę nikt na to pytanie nie umiał mi odpowiedzieć. Jedno jest pewne: 25 listopada młodzi studenci, młodzi adepci sztuki pożarniczej, przyszli oficerowie, taką przecież wszyscy mieli nadzieję, ku temu wszyscy się uczyli i służyli, powiedzieli: nie, nie będziemy kontynuowali nauki, jeśli uczynicie z nas szkołę wyższą podległą Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i będącą w jego gestii, a nie zwykłą polską uczelnię. Nie będziemy podlegali temu, bo dla nas to prawdopodobnie oznacza militaryzację czy może „milicyzację” szkoły.
Zbuntowali się bardzo ostro. Dla władzy ludowej rzekomo był to szok, że [powiedzieli] to chłopcy, bardzo często pochodzący z ludu, często po służbie w Ochotniczej Straży Pożarnej, których marzeniem życia było zostać strażakiem, po to, żeby służyć ludziom, bo przecież taka jest misja strażaka i takie jest jego największe marzenie. Strażak decyduje się na służbę drugiemu człowiekowi: na ratowanie jego życia, zdrowia i mienia. To jest jego największe przesłanie, życiowa misja i jego duma. Dlatego z dumą nosi mundur, z dumą idzie służyć i jest gotowy o każdej porze dnia i nocy, czy to wzywany przez wezwanie służbowe w jakiejkolwiek postaci, czy to przez przysłowiową syrenę strażacką, zerwać się i biec z narażeniem życia, wykonując swój obowiązek.
Ci właśnie chłopcy powiedzieli: Nie. W tę stronę tak, ale nie przeciwko ludziom. Nie po to decydowaliśmy się na służbę, nie takie jest nasze przekonanie, nasze przeświadczenie, choćby nie wiem, co się działo, żeby stawać przeciwko ludziom. Nie pozwolimy się tak ustawić nigdy w życiu ani nawet nie pozwolimy przygotować się do tego, żeby tak się ustawiać.
I stąd był ten gwałtowny proces, bardzo jednolity i bardzo jednoznaczny. Tak jak powiedziałem, z pewnością szokujący. To dlatego użyto tak brutalnych środków. To dlatego tamtego 2 grudnia dopuszczono się pacyfikacji poprzez oddziały specjalne. Oddział specjalny milicji został wysłany na studentów, nieuzbrojonych oczywiście. Na pewno fizycznie dobrze przygotowanych, bo jakby nie było, była to szkoła, która szkoliła przyszłych oficerów Państwowej Straży Pożarnej, ale z całą pewnością nie wymagało to aż takich środków, jakie zostały przedsięwzięte.
Wytrwaliście Panowie do końca, do samego końca. Czytałem przed momentem Panów, może nawet nie wspomnienia, co parę słów wypowiadanych z dzisiejszej perspektywy. Wszędzie powtarzało się jedno: Nie żałuję i nigdy nie żałowałem tego, że w tamtym czasie nie zdecydowałem się na podpisanie deklaracji lojalności po to, żeby do nowo powstałej szkoły móc zostać dopuszczonym. Wiem, że bardzo mocno wpłynęło to na moje życie, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, ale nigdy tego nie żałowałem i nie żałuję. Marzyłem o tym, żeby zostać strażakiem, życie potoczyło się inaczej, może miałbym dzisiaj wcześniej emeryturę, pewnie miałbym lepsze życie, lepsze wynagrodzenie, ale przynajmniej pozostałem sobą. Wróciłem do domu, gdzie rodzina przyjęła mnie z dumą i zawsze mnie wspierała, bo wychowałem się w domu, w którym niepodległa Polska zawsze była na pierwszym miejscu.
Można to pozostawić bez komentarza. Chylę czoła, w imieniu Rzeczypospolitej, przed Panów, Państwa rodzicami, za to wychowanie, bo dwudziesto- czy dwudziestoparoletni chłopak to nie jest jeszcze człowiek o w pełni ukształtowanej mentalności, o w pełni własnym poglądzie na świat. To jest człowiek, który wyszedł z domu, który go ukształtował i tak, jak go dom ukształtował, taki najczęściej on jest.
Chylę więc czoła przed Waszymi domami, Waszymi rodzicami, przed tym wychowaniem, które Wam dali i chylę czoła przed Panami za Waszą postawę. Tak, jak każdemu z Panów i z Państwa powiedziałem: za tamtą odwagę, niezłomność i bohaterstwo, dzięki którym dzisiaj żyjemy w wolnej Polsce. Tak, wielokrotnie słyszymy: tak mało się na ten temat mówiło. Tak rzadko się wspomina o tamtej żoliborskiej rebelii młodych podchorążych straży pożarnej. Mało, to prawda, ale się o niej słyszało. Nie mam wątpliwości, że wszystkie takie zdarzenia, które rozchodziły się zwłaszcza w środowisku – środowisku polskich strażaków, i tych zawodowych, i ochotników – one budowały określoną postawę ludzi, stawały się przykładem, co w efekcie doprowadziło nas do dzisiejszej wolnej Polski. Nie mam wątpliwości, że wszystkie dzisiejsze odznaczenia, które zostały Panom i Państwu przyznane, są za to, że dzisiaj mamy – dzięki tamtej odwadze, bohaterstwu, czynowi niezłomności – wolną Polskę. Odzyskaną na powrót, w pełni niepodległą. Za to właśnie z całego serca dziękuję.
Mogę tylko w jej imieniu z przykrością pochylić głowę, że aż 38 lat minęło od tamtego momentu; że przecież nie musiało minąć aż 38, może wystarczyłoby, gdyby minęło 8. Niestety, nie wystarczyło. Nie chcę na ten temat dyskutować, nie chcę komentować. Mogę tylko powiedzieć jedno: bardzo serdecznie dziękuję Panu Rektorowi i dzisiejszemu kierownictwu Szkoły Głównej Służby Pożarniczej za izbę pamięci, która tam jest, i która o tamtych dniach wspomina, za tę pamięć, która jest przekazywana dzisiaj studentom, za ten ryt dumy z poprzedników, którzy przyczynili się do wolnej polski. Jest w szkole ta pamięć utrwalona i utrwalana, i oni są z tego dumni, że mieli takich studentów. Tak, jak Polska jest dumna, że miała takich podchorążych. I jak Polska jest dumna, że ma takich mężczyzn, którzy – wierzę w to bardzo głęboko – tak wychowali swoich synów i swoje córki i tak wychowują dzisiaj swoje wnuki.
Z całego serca Panom za to dziękuję, także w imieniu mojego pokolenia, dziesięciolatków wtedy.
Niech żyje wolna Polska! Cześć i chwała bohaterom!
Może Cię zainteresować 38. rocznica wprowadzenia stanu wojennego