Menu rozwijane

12 lipca 2022

Szanowne Panie i Szanowni Panowie – Wielce Szanowni Państwo ocalali z tamtej pacyfikacji 1 czerwca 1943 roku tutaj, we wsi Sochy,
Wielce Szanowni Kombatanci,
Szanowni Panie i Panowie Posłowie i Senatorowie,
Szanowny Panie Wojewodo,
Szanowni Panie i Panowie Komendanci,
Szanowni Państwo Starostowie, Wójtowie,
Szanowni Państwo Przewodniczący,
Czcigodni Księża,
Wszyscy Dostojni Przybyli Goście,
Wszyscy Wielce Szanowni Państwo!

Dziękuję za zaproszenie na tę dzisiejszą uroczystość tutaj rzeczywiście w kolejny dzień święta państwowego – Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej – ustanowiony na 12 lipca, na dzień, w którym doszło do straszliwego męczeństwa mieszkańców świętokrzyskiej wsi Michniów. Wsi, w której w zeszłym roku odsłoniliśmy piękne – tak, piękne – Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich. Piękne muzeum, które zebrało już mnóstwo nagród za swoją niezwykłą jakość artystyczną.

Może Cię zainteresować Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej

Jedna z małych wtedy mieszkanek tutaj, tej wsi – wsi Sochy – pani Teresa Ferenc, która przeżyła tamten dramatyczny dzień i dramatyczny czas, która straciła najbliższych, straciła rodziców zamordowanych na jej oczach, uratowała swoje rodzeństwo, napisała potem wiersz o tym dramatycznym wydarzeniu, które tak przeniknęło jej duszę, że nie była w stanie przejść nad nim do porządku dziennego swojego życia już nigdy.

Napisała właśnie o 1 czerwca 1943 roku jako dniu, w którym na skraju zwierzynieckich lasów rozstrzelano jej wieś. I wspomniała o swoich Sochach, że te Sochy są jak we Francji Oradour, jak w Czechach Lidice; znane w wielu miejscach na świecie miejscowości, które tam, daleko poza granicami Polski – we Francji, w Czechach – zostały spacyfikowane w czasie II wojny światowej, gdzie wymordowano mieszkańców. Wszędzie znane.

A przecież tak niewielu ludzi słyszało o Sochach. A przecież w sumie też tak niewielu ludzi słyszało o Michniowie. A przecież w sumie też tak niewielu ludzi zwłaszcza na świecie słyszało o prawie tysiącu polskich wsi, które zostały spacyfikowane przez Niemców w czasie II wojny światowej, a ich mieszkańców pomordowano; którzy za swój patriotyzm, za swoje bohaterstwo, za swoją służbę dla Rzeczypospolitej i dla drugiego człowieka, także dla swojej rodziny, na roli, za pracę, za odwagę, zapłacili cenę najwyższą – cenę życia.

Zawsze podkreślam tę niezwykłą wartość, jaką niosą w sobie polska wieś i ludzie polskiej wsi – polski chłop, polski rolnik, który własnymi rękami dotyka ziemi po to, żeby dała ona plony. Ale to są także właśnie ci, o których w naszej historii wielokrotnie mówiliśmy „żywią i bronią”. Bo wtedy, kiedy trzeba było stawać w obronie ojczyzny, i wtedy, zwłaszcza w XX wieku, kiedy było naprawdę poważnie – to nie dało się obronić Polski bez polskiej wsi; nie dało się skutecznie walczyć bez polskiej wsi; to nie dało się skutecznie walczyć bez rąk mężczyzn, chłopców i kobiet, którzy na co dzień – właśnie dotykając tej ziemi i zbierając z niej plony – gdy trzeba było, umieli chwycić za karabin i walczyć.

Cóż wiele mówić: to przecież oni stanowili trzon polskiej armii podziemnej, Armii Krajowej, oddziałów partyzanckich we wszystkich ich rodzajach – i w Armii Krajowej, i w Batalionach Chłopskich. Nie byłoby tej prawdziwej i skutecznej walki podziemnej, której bał się okupant, gdyby nie oni.

Polska wieś zapłaciła podwójnie – zapłaciła krwią tych, którzy walcząc, polegli, broniąc Polski w kampanii wrześniowej, później w tylu miejscach na frontach II wojny światowej, tutaj, w walce podziemnej; i tych, którzy za tę walkę zostali pomordowani tak jak tutaj, w Sochach, tak jak w Michniowie, tak jak w innych miejscach, jak choćby na zachodniej ścianie Lasów Janowskich, gdzie w sposób bezwzględny zamordowano ponad tysiąc mieszkańców kilku wsi.

Bo wieś była ostoją tej walki. Nie tylko dlatego, że to z niej szedł partyzant, żołnierz, ale też dlatego, że ona właśnie żywiła, dawała oparcie i to tutaj przychodzili partyzanci po to, by dostać jedzenie i móc przetrwać w lesie. To tutaj przychodzili i w czasie II wojny światowej, i – jak dobrze wiecie – także po niej jako Żołnierze Niezłomni, którzy do końca nie złożyli broni, walcząc o prawdziwie wolną Polskę, a nie taką, która z okupacji niemieckiej przeszła pod okupację sowiecką. Z taką niby–Polską to oni się nie godzili. To nie była dla nich Polska prawdziwa. A za prawdziwą gotowi byli umierać.

Chcę to bardzo mocno podkreślić: polska wieś in gremio, czyli w szerokim tego słowa znaczeniu, zachowała się jak trzeba – zawsze i niezmiennie. Z całą mocą należy to podkreślać. Zawsze wiedziała, jak się zachować i zachowywała się jak trzeba. I to jest jej ogromna zasługa dla Rzeczypospolitej.

Dzisiaj z niezmiennym szacunkiem patrzymy na polską wieś i patrzymy na polskich rolników – dziś często bardzo młodych ludzi pracujących na roli w swoich świetnie rozwijających się, bardzo często wspaniałych gospodarstwach. Szczycimy się dorobkiem ich pracy – polską żywnością, która zdobywa międzynarodowe rynki, która jest świetnej jakości między innymi właśnie dlatego, że ta tradycja każe polskiemu rolnikowi dotknąć ziemi własnymi rękami. I tak się właśnie u nas dzieje.

Dlatego polska wieś [zasługuje na szacunek] – i za jej tradycje, za jej cierpienie, za jej martyrologię, za jej walkę, za jej bohaterstwo, odwagę i odpowiedzialność, za jej ciężką pracę i gotowość służby dla ojczyzny na tak wiele różnych sposobów, a także za głębokie, nieprzerwane trwanie przy wartościach, w czasie gdy gdzie indziej te wartości giną czy w czasie gdy w innych miejscach tymi wartościami pozwala się pomiatać. Polska wieś zawsze te wartości utrzymuje. To właśnie dzięki polskiej wsi w wielu przypadkach także i polskość trwa i polskość w wielu miejscach potrafiła przetrwać także w najtrudniejszych czasach.

Z całego serca dzisiaj na Wasze ręce – mieszkańców tej wsi, kiedyś spacyfikowanej, a dzisiaj tętniącej życiem – składam serdeczne podziękowania. I tej ziemi, która tak wiele z siebie dała po to, by Polska była wolna, niepodległa i suwerenna. Dziękuję Wam za to z całego serca.

I tak jak rok temu powiedziałem w Michniowie: może i spacyfikowano, może i chciano zabić wszystkich, może taki właśnie był cel, żeby unicestwić, wymazać z powierzchni ziemi. Bo przecież jak spojrzy się na zdjęcie praktycznie nieistniejących chałup, z których pozostały tylko kominy, to jest to zagłada. Ale Sochy trwają, są – tak jak powiedziałem – silne mocą swoich mieszkańców, ludzi tej ziemi, tej ojcowizny. Trwają i będą trwały, tak jak trwa i będzie trwała Rzeczpospolita.

Niech żyje Polska! Cześć i chwała bohaterom! Wieczna pamięć poległym i pomordowanym! Niech Pan Bóg ma w swojej opiece nasz naród! Niech Pan Bóg ma w swojej opiece polską wieś!