Menu rozwijane

13 sierpnia 2015
Wywiad prezydenta dla dziennika "Fakt" (1)
Wywiad prezydenta dla dziennika "Fakt" (2)
Wywiad prezydenta dla dziennika "Fakt" (3)
Wywiad prezydenta dla dziennika "Fakt" (4)
o668601537.jpg
o2037460851.jpg
o212087589.jpg
o1324488271.jpg

Wywiad ukazał się w dzienniku "Fakt" 13 sierpnia 2015 r.

FAKT: Okres miodowy minął, gdy był pan prezydentem elektem i mógł się delektować smakiem zwycięstwa. Teraz liczymy dni kadencji, którą zapowiadał pan jako ciężką pracę. To kiedy ja, jako frankowy kredytobior­ca, będę mógł pójść do banku i po­wiedzieć: „Ja z polecenia prezydenta, proszę przewalutować mi kredyt we­dług kursu z dnia wzięcia"?

ANDRZEJ DUDA, prezydent RP: By­ły dwie podstawowe obietnice, so­lennie złożone: podwyższenie kwoty wolnej od podatku i obniżenie wie­ku emerytalnego. Oczywiście mówiłem także o frankach, ale pew­ną kolejność ważności spraw trze­ba utrzymać. Te są dwie pierwsze. Ale też zajmę się kwestią problemu z frankami szwajcarskimi. Mówiąc o tej sprawie, odwoływałem się do wypowiedzi szefa Komisji Nadzoru Finansowego. W wielu przypadkach ludzie zostali wprowadzeni w błąd!

Jeden projekt ustawy pomagający kredytobiorcom już jest w Sejmie, ma trafić kolejny. Podpisze je pan?

Każde rozwiązanie, które pomaga ludziom i realizuje ideę wyrówna­nia szans miedzy bankami a kredy­tobiorcami, jest rozwiązaniem do­brym. Natomiast muszę zastrzec - będę się uważnie przyglądał każ­dej ustawie. Dziś nie wiem, w jakim kształcie ona wyjdzie.

Były dwie główne obietnice, ale naj­większe emocje wzbudziła ta, która dla wielu ludzi przekładałaby się na życie: 500 zł na każde drugie dziecko, a w biednych rodzinach też na pierw­sze. Z pańskiej sobotniej wypowiedzi wynika, że to rząd ma złożyć ten pro­jekt. W kampanii słyszeliśmy, że to pierwszy krok, jeszcze niewystarcza­jący, ale o rządzie nie było ani słowa.

O tym pomyśle mówiłem już w kampanii do europarlamentu i podtrzy­muję, że on jest potrzebny. Jeśli jednak popatrzymy na kompeten­cje prezydenta, relacje prezydenta z rządem, to oczywiście: ja się zwra­cam do rządu ze swoistym apelem, żeby to rozwiązanie wprowadzić, bo uważam, że ten program jest wręcz niezbędny. Zwłaszcza w rodzinach na wsi. I niech mi nikt nie opowia­da, że w Polsce nie ma dzieci niedo­żywionych, bo wystarczy pojechać do siostry Małgorzaty Chmielewskiej, gdzie ja wczoraj byłem, by za­uważyć ten problem. To są wstydli­we fakty dla Polski i dla rządu, ale to nie oznacza, że nie można tych pro­blemów rozwiązać. Rozwiązaniem jest realne wsparcie. Zwróciłem się z apelem do rządu. Trzeba przyjąć kryteria dochodo­we, stworzyć system realizacji. Jed­ną rzecz chcę z całą mocą zadekla­rować: jeżeli rząd do tego nie przy­stąpi i nie będzie się na ten program zgadzał, a jasnej deklaracji podjęcia szybkich prac nad tą sprawą nie bę­dzie do końca tego roku, to ja oso­biście przystąpię do przygotowa­nia projektu ustawy. Wierzę w to, że znajdę takich ekspertów, którzy po­mogą mi ją napisać z całą serią ak­tów wykonawczych. Jeśli rząd tego nie zrobi, potraktuję to dosłownie ja­ko swoją obietnicę wyborczą. Solen­nie to obiecuję.

Jeżeli ktoś chce traktować moje sło­wa z kampanii, że przyjąłem na sie­bie zobowiązanie i że przygotuję wszystkie projekty ustaw, które do­prowadzą do tego, że poprawi się sytuacja gospodarcza w Polsce, to bę­dzie to zwykłe nadużycie. Powołam Narodową Radę Rozwoju i liczę na jej dobre współdziałanie z rządem. Prezydent samodzielnie wszystkie­go nie zrealizuje. Może być inspira­torem - i do tego się zobowiązuję.

Na razie rząd się do tego nie garnie. A sama premier mówi: „No jakże to, najpierw prezydent mówi, żeby nic waż­nego nie robić, a teraz chce, żebyśmy pro­jekty ustaw zgłaszali".

To kolejny przykład wypaczenia mo­ich słów: nie „nic ważnego", ale „nie do­konywać istotnych zmian ustrojowych w okresie przejściowym". Wiem, co mó­wię. To, o czym teraz rozmawiamy, to poważne zmiany o charakterze społecz­nym, ale nie zmiany ustrojowe.

Co pan myślał, mówiąc tamte słowa?

Krążyły wtedy różne pogłoski w kulu­arach polityki, że są planowane zmiany dotyczące np. charakteru instytucji pre­zydenta. Ostatecznie ich nie dokonano.

Czeka nas za niespełna miesiąc referen­dum. Jeśli nie zostanie poszerzone o do­datkowe pytania, to myśli pan, że ludzie pójdą na nie chętnie?

O przeprowadzeniu tego referendum zdecydował mój poprzednik z Sena­tem - i ono jest faktem. Zapoznałem się z wnioskiem o poszerzenie referendum i w najbliższych dniach będzie mo­ja decyzja w tej sprawie, choć chciałbym przed nią jeszcze spotkać się ze środowi­skami, których postulaty są w tym wnio­sku de facto zawarte. To jest sprawa oby­watelska i absolutnie godna rozważenia. Uważam, że referenda w tych sprawach powinny zostać przeprowadzone.

Nie odrzuca pan tej interpretacji, która pozwalałaby 6 września zorganizować de facto dwa referenda?

Pojawiły się różne ekspertyzy. Odpo­wiedź będzie w najbliższych dniach.

Europa się ostatnio zaniepokoiła. „The Economist" martwi się, czy pogorszenie stosunków z Niemcami to woda na młyn Rosji, a pan musi udowodnić, że nie jest  marionetką Jarosława Kaczyńskiego. Co 'by pan odpowiedział tym publicystom?

Wszyscy doskonale wiemy, że są różne i gazety, różne poglądy mają też dziennikarze, którzy w nich piszą. Tak jest u nas, tak jest za granicą. Ja jako prezydent realizuję politykę zagraniczną w kontaktach politycznych. Myślę, że politycy - nie tylko w Brukseli, ale także w Niemczech - jasno odczytali moje słowa, że absolutnie nie będzie żadnej rewolucji. Potrzebna jest nam korekta. Chodzi mi o zwiększenie naszej aktywności. Akcentowałem konieczność poprawy relacji z sąsiadami. A Niemcy są przecież jednym z naszych sąsiadów, i zresztą chyba najpotężniejszym. Mam zamiar dbać, aby te stosunki były jak najlepsze. Wierzę, że można tak kierować polityką, żeby pewne kwestie uzgadniać, i by uwzględniały polski punkt widzenia i nasze aspiracje. Oczywiście we współdziałaniu z szefem MSZ i premierem.

Kiedy pani Agata Duda zadebiutuje samodzielnie w roli pierwszej damy?

Zobaczymy. Moja żona zawsze była bardzo samodzielna. Miała swoją i pracę, do której 1 września nie wróci. Podejmie służbę, ale w tej chwili formuje grupę swoich współpracowników i rozważa, czym konkretnie się będzie zajmować.