Menu rozwijane

03 maja 2017

Michał Adamczyk, witam państwa. To jest specjalne wydanie programu „Gość Wiadomości”. Jesteśmy w Pałacu Prezydenckim. Dobry wieczór, Panie Prezydencie.

Witam serdecznie pana redaktora i witam serdecznie naszych widzów.

Panie Prezydencie, w dniu święta Konstytucji 3 maja chciałbym zapytać Pana, czy trudno jest być prezydentem wszystkich Polaków.

Trzeba się starać, by być prezydentem wszystkich Polaków ‒ w bardzo specyficznym rozumieniu tego słowa. To znaczy trzeba się starać szukać takich elementów, które łączą, i powodują, że wszyscy jesteśmy razem, elementów, które budują wspólnotę. Chociaż nie da się – przynajmniej moim zdaniem – być prezydentem wszystkich Polaków, bo nigdy nie będzie tak, że wszyscy Polacy na pana zagłosują, wszyscy Polacy pana wybiorą, wszyscy będą się z panem zgadzali, będą aprobowali itd. ‒ to jest niemożliwe. Nie było jeszcze takiego prezydenta do tej pory w Polsce po 1989 roku i chyba nie będzie. Bo to nierealne. Zawsze znajdzie się jakiś rodak czy grupa rodaków, większa czy mniejsza, która powie: „Nie, nie zgadzamy się z tym prezydentem. Nie głosowaliśmy na niego. Nie jesteśmy z niego zadowoleni” itd. Taką sytuację miał i pewnie będzie miał każdy prezydent Rzeczypospolitej.

Natomiast dla mnie ważną rolą prezydenta Rzeczypospolitej jest znajdowanie tego, co wspólne, i wydaje mi się, że ważne elementy naszej historii, ważne momenty naszej historii ‒ państwowotwórcze, narodowotwórcze – prezydent właśnie powinien akcentować. To jest np. rocznica Konstytucji 3 maja i sama Konstytucja 3 maja, to jest każda rocznica odzyskania niepodległości przez Rzeczpospolitą w 1918 roku, to powstania narodowe – to są te elementy, które powodują, że Polacy czują się razem, że Polacy się z tymi momentami utożsamiają, że w większości są z tego dumni.

Czyli polityka historyczna, która – Pana zdaniem, Panie Prezydencie – jest bardzo ważna.

Tak, uważam, że jest bardzo ważna i że polityka historyczna ma ważny element państwowotwórczy, ważny element wychowawczy, przede wszystkim dla młodych, postawotwórczy, bo polityka historyczna ma kreować postawy patriotyczne ‒ takie jest moje przekonanie ‒ a postawy patriotyczne to są postawy, które powodują, że obywatele są oddani ojczyźnie, jej sprawom. A tego typu postawy wzmacniają państwo.

To teraz fragment ostatniego wywiadu, który odbił się szerokim echem. Powiedział Pan: „Za heroizm należy się nagroda, za brak heroizmu nie należy się potępienie. Potępienie należy się za zdradę. Tak powinniśmy patrzeć na PRL”. Zastanawiał się Pan, Panie Prezydencie, dlaczego te słowa, które nie wykluczają nikogo, poza tymi zdrajcami, wywołały tak wielkie emocje?

Mnie się wydaje, że większość ludzi zachowała się wtedy właśnie w taki sposób, bo po prostu chciała żyć. Czyli nie zachowała się ani heroicznie, ani nie dopuściła się zdrady – byli po prostu zwykłymi obywatelami, którzy chcieli przetrwać bardzo często w trudnych czasach. I to jest ‒ moim zdaniem ‒ zdecydowana większość Polaków. Natomiast że byli zdrajcy? No byli. Ktoś w końcu mordował Polaków w okresie komunizmu. Ktoś strzelał do Polaków w tamtym czasie. Więc to byli ludzie, którzy utrwalali u nas ustrój komunistyczny i – co najgorsze – utrwalali rosyjską strefę wpływów tutaj, w Polsce, i coś, co niektórzy nazywają sowieckim zniewoleniem Polski. No ale byli też tacy, którzy potrafili się zachować heroicznie, i o nich powinniśmy absolutnie pamiętać i ich powinniśmy czcić. Jeżeli nie żyją, to powinniśmy czcić ich pamięć. A jeżeli żyją, powinniśmy ich czcić jako bohaterów.

Część z tych osób, które mogą się mieścić w definicji słowa „zdrajca”, wciąż piastuje jakieś ważne stanowiska w kraju?

Może nie tyle, że piastują ważne stanowiska, bo lata mijają, natomiast często jest tak, że mają wpływ na życie publiczne.

Panie Prezydencie, Jacek Saryusz-Wolski, który gościł niedawno u nas w telewizji, powiedział: „Czego należy wymagać od polityków francuskich?”. Już nie będę pytał Pana Prezydenta o Macrona, skoro tacy Polacy jak Donald Tusk błogosławią sankcje wobec Polski. Jak Pan, Panie Prezydencie, rozumie te słowa?

Bardzo prosto je rozumiem – dokładnie tak, jak zostały wypowiedziane. Uważam, że zawsze trzeba pamiętać, z jakiego kraju się pochodzi. Jeżeli ktoś tego nie pamięta i nie działa w interesie tego kraju, to wystawia sam sobie świadectwo, także przed naszymi partnerami poza granicami. Bo tam jest to czymś, co absolutnie wyklucza polityka. Jeżeli nie realizuje interesów swojego kraju, swojego państwa – niezależnie od tego, kto w danym momencie w nim rządzi – to jest to dla niego absolutnie wykluczające, mówimy oczywiście o polityce.

Natomiast jeżeli chodzi o kandydata na prezydenta Francji, pana Macrona, biorąc pod uwagę jego wypowiedzi, powiem tak: jeżeli wygra wybory prezydenckie, to będzie musiał zacząć pracować nad tym, aby Polska odzyskała zaufanie do niego i do Francji.

A z czego wynikają Pana zdaniem, Panie Prezydencie, wypowiedzi niektórych polityków – bo nie tylko francuskich – nieprzychylne Polsce? Które można odbierać jako obraźliwe dla nas, Polaków, dla Polski.

Przede wszystkim z obaw i wojny ideologicznej, którą prowadzą. To są ludzie, którzy służą innej ideologii, są przekonani co do innej ideologii niż ta, w którą ja wierzę ‒ to jest inny system wartości.

Co się kryje pod tym pojęciem „inna ideologia”?

Ideologia liberalna a służba takim wartościom jak właśnie postawa patriotyczna, jak jednak to, żeby budować silne państwo, jak to, że istnieją pewne zasady i pewne wartości, które muszą być przestrzegane. Jak to, że ja uważam, że te wartości to przede wszystkim wartości chrześcijańskie, że to na wartościach chrześcijańskich została zbudowana Europa, a Polska jest państwem chrześcijańskim od 1051 lat – i to jest dla nas ważne, bo pozwoliło nam przetrwać wiele bardzo trudnych momentów w naszej historii. Że to jest wtopione w to, co według mnie, najlepsze ‒ w naszą mentalność, naszą tradycję, kulturę ‒ i to jest coś, co ma dla mnie ogromne znaczenie, i to jest coś, co chciałbym bardzo, bardzo pielęgnować. A wielu polityków, przede wszystkim na Zachodzie Europy, z takim systemem wartości się nie zgadza.

A dlaczego mieliby się obawiać Polski? Przecież nie jesteśmy wielkim krajem.

Obawiają się, że zwycięstwo wyborcze w Polsce takiego kandydata na prezydenta, jakim byłem wtedy, a dzisiaj jestem prezydentem – a więc w Polsce taki prezydent, który mówi wprost takie rzeczy ‒ że zwycięstwo partii politycznej, która ma takie same poglądy, która takie same wartości w związku z tym głosi i takim samym wartościom służy, może wpłynąć negatywnie na ich wybory. Ponieważ wyborcy w ich krajach mogą dojść do wniosku: „No tak, to są wartości słuszne”. Że wartości budujące rodzinę, budujące państwo, dumę są wartościami słusznymi. No i że odsuną ich od władzy.

Czy możemy mówić o pewnym froncie, który powstaje w ramach Unii Europejskiej? Oczywiście nieformalnym. Który spowoduje, że Polska w jakiś sposób będzie zwalczana.

To starcie o charakterze – powtarzam jeszcze raz – ideologicznym. Dzisiaj wielu politykom w Europie nie podoba się to, że Polska ma swoje zdanie, że staje się coraz silniejsza, że się po prostu upodmiotawia, i to w sposób zdecydowany. Że mówi o swoich interesach, że mówi o tym bardzo twardo, że ustami polskich polityków mówi, co jej się podoba, a co jej się nie podoba i z czym się nie zgadza, i nie zgodzi się – są z tego niezadowoleni.

Brexit niesie pewne zagrożenia. Po pierwsze dla ponad miliona Polaków mieszkających na Wyspach, oni wiążą z tym obawy. Czy uzasadnione, czy nie – to już inna historia. I druga sprawa to rozkład sił w Radzie Europejskiej. Po formalnym brexicie zmieni się on na niekorzyść Polski, naszego rządu.

Przede wszystkim warunki, o jakie musimy się starać, dotyczące brexitu to takie warunki, które zapewnią, że europejskie wartości – w znaczeniu wolności – nadal będą obowiązywały. Także w relacjach pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią. I tutaj jestem zwolennikiem spokojnych negocjacji, ponieważ – według mnie – na tym również będzie zależało Brytyjczykom. Oni też będą chcieli zachować swobodę przepływu towarów, usług, także przepływu osób, pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii Europejskiej. Dlaczego? Dlatego że to służy także Brytyjczykom. I nie mam tutaj wątpliwości, że większość brytyjskiego społeczeństwa, gdy dokona chłodnej analizy tego elementu, to powie: „Tak, jednak chyba wolelibyśmy przy tym zostać, bo chcemy się nadal dobrze rozwijać gospodarczo”. I w związku z tym, moim zdaniem, te negocjacje będą trwały. Natomiast jaki będzie ich ostateczny efekt, trudno dzisiaj przewidzieć. Wiem jedno: obowiązkiem polskich władz jest starać się w jak największym stopniu zabezpieczyć interesy Polaków znajdujących się w Wielkiej Brytanii – to jest obowiązek Pani Premier, to jest obowiązek rządu, to jest także mój obowiązek jako Prezydenta. I staramy się to robić.

Jak Pan sądzi, Panie Prezydencie, dlaczego niektóre środowiska, niektórzy ludzie tak bardzo bronią konstytucji – obowiązującej – z 1997 roku. Ja tylko przypomnę, że została ona uchwalona przez siły postkomunistyczne, tak możemy powiedzieć. Premierem był wtedy Włodzimierz Cimoszewicz, prezydentem ‒ Aleksander Kwaśniewski.

Bronią jej ci – z jednej strony – którzy ją stworzyli, z drugiej – bronią jej również ci, którym ona, także w wyniku orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego narastającego przez lata na jej tle , gwarantuje dzisiaj pewne status quo, pewną pozycję społeczną. Więc z jednej strony pozycję, z drugiej ‒ przynależność do jakiejś elity, w pewnym sensie jakąś nietykalność.

O jakich grupach Pan myśli?

Chociażby o grupach prawniczych. Proszę pamiętać, że konstytucja była tworzona przez prawników, w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy. Bardzo często orzekali w sprawach dotyczących prawników – czy to prawniczych korporacji zawodowych, czy to sędziów, czy innych. I bardzo często – czy wręcz najczęściej – to oni wypowiadają się dzisiaj na temat konstytucji. Profesorowie, którzy mówią, że konstytucja jest bardzo dobra, i nie należy jej ruszać. A przecież wielu obywateli widzi, że ta konstytucja ma jednak istotne mankamenty – chociażby jeżeli chodzi o kwestie podziału władz, podziału kompetencji pomiędzy władzami. I na pewno jest wiele punktów, w których Konstytucja Rzeczypospolitej mogłaby brzmieć znacznie lepiej, mogłaby brzmieć zupełnie inaczej.

W tej chwili wolę zmiany konstytucji widać w przypadku dwóch ugrupowań parlamentarnych, ale to wciąż za mało. Czyli należy wnioskować, że zmian nie będzie.

Przede wszystkim wola zmiany konstytucji powinna być wolą społeczeństwa. Jeżeli społeczeństwo polskie będzie chciało, żeby konstytucja została zmieniona, to będzie należało ją zmienić. I to właśnie społeczeństwo powinno mieć absolutnie podstawowe zdanie w tej sprawie – jako najistotniejsze powinno się liczyć zdanie, jakie mają na ten temat ludzie w Polsce. Dlatego że konstytucja jest dla obywateli. I to właśnie oni powinni zdecydować, jakiej konstytucji chcą, w jakim kierunku powinny iść rozwiązania konstytucyjne, jaka powinna być relacja pomiędzy władzami.

Referendum to dobry pomysł, by poznać opinię Polaków?

Społeczeństwo powinno się w tej sprawie móc wypowiedzieć. Może się wypowiedzieć w formie referendum.

To teraz wizyty – ta, która za nami, i ta, która przed nami. Najpierw Meksyk. Co nam dała wizyta w Meksyku?

Podpisaliśmy cały szereg umów, poczynając od umowy ‒ generalnie ‒ międzypaństwowej, którą podpisałem razem z prezydentem Meksyku, dotyczącej zmierzania w kierunku strategicznego partnerstwa, a więc podniesienia relacji pomiędzy Polską a Meksykiem, który jest olbrzymim krajem. Liczy ponad 120 milionów ludzi – a więc pod względem ludnościowym jest to kraj przeszło 4-krotnie większy niż Polska. Jest to duża gospodarka – to państwo, które znajduje się w grupie G20. Dzisiaj się mówi: 15. może 13. gospodarka na świecie. Eksperci przewidują, że w przyszłości, w 2050 roku, to może być nawet 6. gospodarka na świecie. A więc jest to partner bardzo perspektywiczny. Stąd zmierzanie do zacieśniania współpracy z Meksykiem, choć jest to państwo od nas odległe ‒ ale zmierzanie do zacieśniania współpracy, do relacji strategicznych. Plus podpisywanie umów gospodarczych, a takich różne ministerstwa podpisały w trakcie tej wizyty cały szereg. Meksyk jest więc tym kierunkiem, w którym niewątpliwie powinniśmy zmierzać. Poza tym odbyło się Forum Gospodarcze Polska-Meksyk tam, na miejscu, w Mexico City. Było wielu przedstawicieli polskiego biznesu. Cieszyło się to także dużym zainteresowaniem ze strony meksykańskiej. No i otwarliśmy w Mexico City siedzibę Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, więc bardzo się cieszę z tego, że Polska rzeczywiście zaczyna być w Meksyku obecna.

Do końca programu została nam niecała minuta. Przed Panem wizyta w Etiopii. Jaki jest cel z kolei tej wizyty?

Także przede wszystkim promocja gospodarcza, to niezwykle istotne. Jest tam obecny Ursus, chcemy Ursusa wzmocnić w Etiopii. Ale drugi element ‒ dla mnie niezwykle ważny ‒ to nasza kandydatura do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych na niestałe członkostwo w latach 2018-2019, a to właśnie w Etiopii, w Addis Abebie, mieści się siedziba Unii Afrykańskiej i także tam jest siedziba Komitetu Gospodarczego Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Afryki. Będę chciał odbyć tam spotkania właśnie z przedstawicielami Unii Afrykańskiej – to są wszystkie państwa Afryki – i także z przedstawicielami Komitetu w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Addis Abebie. To ma niezwykle istotne znaczenie, bo chcemy pozyskać głosy państw afrykańskich dla Polski w głosowaniu, które będzie miało miejsce w czerwcu. Więc cele tej wizyty także są bardzo istotne – i te polityczne, i gospodarcze.

Pozostaje mieć nadzieję, że Polska rzeczywiście uzyska ten status.

No i znów polscy biznesmeni jadą z nami.

Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie, za rozmowę.

Dziękuję serdecznie.

To było specjalne wydanie programu „Gość Wiadomości”. To tyle z Pałacu Prezydenckiego.

Dziękuję bardzo.

Prezydent Andrzej Duda jako "Gość Wiadomości" w TVP (1)
Prezydent Andrzej Duda jako "Gość Wiadomości" w TVP (2)
Prezydent Andrzej Duda jako "Gość Wiadomości" w TVP (3)
Prezydent Andrzej Duda jako "Gość Wiadomości" w TVP (4)
o52587481.jpg
o465737103.jpg
o1180628883.jpg
o1700444487.jpg