Menu rozwijane

28 sierpnia 2015
Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla Die Welt (1)
Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla Die Welt (2)
Wywiad prezydenta Andrzeja Dudy dla Die Welt (3)
o1217514910.jpg
o1296384460.jpg
o410870567.jpg

Wywiad ukazał się w dzienniku Die Welt 28 sierpnia 2015 r.

Die Welt: „Wybaczyliśmy Niemcom zbyt szybko i zbyt łatwo” – napisał niedawno Jarosław Marek Rymkiewicz, o zbliżonych do Pańskich podglądach, w książce o swoim dzieciństwie w Warszawie. Czy podziela Pan jego zdanie?

Andrzej Duda: Nie, nie podzielam tego poglądu. Potrzebujemy natomiast uczciwej polityki historycznej, a nasze stosunki muszą zawsze opierać się na prawdzie historycznej. Dotyczy to odpowiedzialności za II wojnę światową oraz los milinów ludzi, którzy stracili życie, między innymi w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Jaki jest Pana stosunek do Niemiec?

Dla mnie to jest również sprawa osobista. Wujek mojego ojca był partyzantem w AK. Na pomniku w Starym Sączu widnieje jego nazwisko, gestapo zamęczyło go na śmierć. Nie zmienia to faktu, że mam wielu przyjaciół w Niemczech i że wielu moich rodaków ma dobre relacje ze swoimi niemieckimi sąsiadami.

Pana żona jest nauczycielką języka niemieckiego i współorganizowała wymianę szkolną z Heidelbergiem i Dortmundem …

… stąd też i ja miałem corocznie kontakt z niemiecką młodzieżą. Co roku niemieccy uczniowie będący w Polsce odwiedzali również Auschwitz. Te spotkania młodych ludzi mają duże znaczenie. Tym bardziej bolesne są dla mnie próby zafałszowania prawdy historycznej.

Niektórzy z Pana rodaków całkiem świadomie nigdy nie odwiedzili Niemiec. A Pan?

Nie ma drugiego kraju na świecie, który odwiedzałem częściej niż Niemcy. Po tym, gdy w roku 1990 poznałem moją przyszłą żonę, jeździliśmy po Niemczech autostopem i ludzie często zapraszali nas do siebie do domu. Ja osobiście nie doznałem od Niemców nigdy niczego złego.

Cała Europa przysłuchiwała się polskiej debacie o pogromie w Jedwabnem, gdzie w czasie niemieckiej okupacji Polacy zamordowali swoich żydowskich sąsiadów. W trakcie kampanii wyborczej wypowiedział się Pan krytycznie o tej debacie.

Ja tylko skomentowałem słowa mojego poprzednika, Bronisława Komorowskiego, który powiedział o Jedwabnem, że naród ofiar „bywał także sprawcą”. Taki osąd o całym narodzie jest znieważający i fałszywy. Oczywiście, byli również źli i podli ludzie. Ale to były wyjątki. Większość drzewek w Instytucie Pamięci Yad Vashem, upamiętniających ludzi ratujących Żydów, poświęconych jest Polakom. Czy wie Pan, że w czasie niemieckiej okupacji Polakom, którzy pomagali Żydom, groziła kara śmierci?

W obliczu fali uchodźców rosną pośród polityków i obywateli obawy, szczególnie wobec muzułmańskich emigrantów. O co w tym chodzi?

Jako prezydent państwa jestem świadom tego, że trzeba pomóc uchodźcom, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Potrzeba tutaj europejskiej solidarności. Każde państwo powinno włączyć się do działań pomocowych w miarę jego możliwości. Polska sama jest również bezpośrednio skonfrontowana z problemem uchodźców. W ostatnim czasie tysiące Ukraińców przyjechało do Polski z powodu wojny. Jeżeli tam nie będzie trwałego pokoju, to emigracja będzie trwała dalej. Oprócz pomocy dla uchodźców Europa winna również zwalczać przyczyny uchodźctwa.

Ale to jest trudne i wymaga czasu.

Europa musi skuteczniej przeprowadzać działania pokojowe oraz udzielać pomocy rozwojowej najuboższym krajom. Europa powinna również skuteczniej zwalczać bandy zajmujące się przemytem ludzi. To są grupy przestępcze, które obiecują cierpiącym ludziom przewiezienie ich do raju, aby wyłudzić od nich oszczędności całego życia. Czy Europa robi wystarczająco dużo w tej sprawie?

Jeszcze niedawno zasiadał Pan w Parlamencie Europejskim…

To dobrze, że jesteśmy w UE. I dobrze, że jesteśmy w NATO. To nasze dwa największe sukcesy od roku 1989…

… ale czy nie ma Pan nieraz takiego wrażenia, że UE zagalopowała się w integracji?

Faktycznie uważam, że w niektórych dziedzinach narody powinny silniej stanowić same o sobie. Jestem zwolennikiem Europy ojczyzn. Zauważam jednak wiele korzyści płynących z integracji. Dla wielu Polaków jest to przede wszystkim swoboda podróżowania. Ale również środki pomocowe z UE są bardzo ważne.

A wady?

Wielkim rozczarowaniem jest debata o polityce energetycznej. Z jednej strony ubolewa się, że my jako UE importujemy energię i nie jesteśmy samowystarczalni. A z drugiej strony pewne źródła energii są blokowane. Przede wszystkim węgiel w ramach walki z emisjami CO2. Rozwiązanie jest proste: rozwój czystej technologii węglowej! Tam powinniśmy zainwestować w badania. Korzystajmy z naszych własnych źródeł energii, zamiast nakładać na europejską gospodarkę najsurowsze normy, wskutek czego wkrótce nie będziemy konkurencyjni wobec reszty świata.

Podobnie jak większość Polaków jest Pan przeciwny szybkiemu przystąpieniu do strefy euro. Dlaczego?

Ponieważ mamy polskiego złotego, który jest dla naszej gospodarki rodzajem buforu na zewnątrz. Przecież kryzys euro jeszcze się nie skończył. Czyli, po pierwsze należy przeczekać kryzys, a po drugie poczekać, aż istotnie wzrośnie nasz standard życia. Przynajmniej do poziomu średniej UE, tak, aby polski emeryt na koniec nie szedł do domu z 200 euro. I niech o tym zadecyduje naród.

Czyli żąda Pan referendum w sprawie euro?

Jak przyjdzie na to czas, powinniśmy to poważnie rozważyć. Tak, w tej sprawie decyzję powinien podjąć naród.

W Parlamencie Europejskim był Pan w jednej frakcji z Berndem Lucke, założycielem AfD. Jakie zrobił on na Panu wrażenie?

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na bezpośrednie kontakty, ja byłem dość zajęty pełnieniem funkcji w dwóch komisjach. W niektórych sprawach mieliśmy opinie zbieżne z AfD, w innych nie. Lucke jest natomiast bardzo inteligentny.

Czy sądzi Pan, że za 20 lat będzie jeszcze strefa euro?

To zależy od tego, czy będzie prowadzona mądra polityka, która wzmocni UE. W polityce gospodarczej winniśmy zadbać o spójność, o wzrost konkurencyjności, o tworzenie nowych miejsc pracy i podniesienie dobrobytu Europejczyków.

Panie Prezydencie, czy jedzie Pan do Berlina z bagażem pewnych życzeń …

Nie mam życzeń, mam propozycje. Przede wszystkim chcę rozmawiać z prezydentem federalnym i panią kanclerz o sytuacji na Ukrainie oraz o zwiększeniu obecności NATO w Polsce. O obecności w szerokim znaczeniu tego słowa. Nie chcę żadnych gwałtownych zmian w naszych dobrych stosunkach. Chciałbym natomiast rozmawiać o partnerskim pogłębieniu tych stosunków, o wymianie młodzieży i współpracy gospodarczej.

Zwiększona obecność NATO.  A może obawia się Pan jeszcze bardziej agresywnej Rosji w przyszłości?

Nie obawiam się niczego. Polska jest członkiem UE i NATO. Uważam, że NATO powinno wzmocnić swoją wschodnią flankę, aby również państwom Europy Środkowej i Wschodniej zapewnić realne gwarancje sojusznicze – takie, jakie od dawna obowiązują dla Zachodu.

Jak widzi Pan perspektywicznie rozwiązanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego?

Przede wszystkim powinniśmy działać w tym kierunku, aby ten konflikt nie został zamrożony, lecz aby zakończył się trwałym pokojem. Ogólnie mówiąc, jeżeli jakieś państwo anektuje wbrew prawu jakiś obszar, najlepszym rozwiązaniem jest powrót do status quo sprzed konfliktu. Gdybyśmy zaakceptowali przesunięcie granic z użyciem siły, byłoby to groźnym precedensem w Europie.

Czyli w kwestii przyszłości zaanektowanego Krymu należy podjąć nowe decyzje. Czy zawieszenie broni z Mińska skończyło się niepowodzeniem?

Postanowienia z Mińska obowiązują do końca roku. A konflikt toczy się dalej, ludzie giną, i to po obu stronach, również cywile. Porozumienie z Mińska ograniczyło zakres działań bojowych, ale nie zakończyło konfliktu. Czyli: co dalej Europo? Uważam, że musimy rozważyć nowe regulacje pokojowe. Moim zdaniem, Niemcy i Francja, ale również inne państwa, w tym i Polska, powinny działać wspólnie i poszukiwać skutecznych rozwiązań.

Jeżeli Rosja będzie nadal wysyłać na wschodnią Ukrainę ciężką broń i najemników, to czy Zachód powinien również dostarczyć broń?

Zachód powinien zrobić wszystko, aby odwieść Rosję od takich działań.

Były polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski postulował w roku 2008, że jeżeli Rosja będzie jednostronnie zmieniała przebieg granic, wówczas Zachód powinien „zgodnie i odpowiednio” zareagować. Czy sankcje są taką reakcją?

Moim zdaniem, skuteczne sankcje są najlepszym sposobem dla zatrzymania agresywnych działań. Ubolewam nad tym, że politycy europejscy nie mówią w tej sprawie jednym głosem.