Redaktor Krzysztof Ziemiec: Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór panie Prezydencie.
Prezydent Andrzej Duda: Dobry wieczór, witam pana Redaktora, witam naszych Widzów.
Dziękujemy za zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego, a dokładnie chyba do gabinetu, w którym pan na co dzień urzęduje, pracuje tak?
Tak, od niedawna, to rzeczywiście jest gabinet Prezydenta Rzeczypospolitej, i dotychczas prezydenci właśnie tutaj pełnili swoją służbę. Może Cię zainteresować "Polityka zagraniczna wymaga profesjonalizmu i spokoju"
Czyli to jest to miejsce, gdzie też odbywają się ważne narady i ważne rozmowy międzynarodowe? Skoro tak to zapytam o to jak odebrał pan słowa ukraińskiego prezydenta, który dosłownie dzień po pana wizycie w Tallinie mocno skrytykował pańskie starania o to, żeby Polska usiadła przy tym stole negocjacyjnym w sprawie pokoju na Ukrainie. Jak pan je odebrał?
Ja przede wszystkim nie będę komentował słów prezydenta, jego wypowiedzi, prezydenta sąsiedniego kraju, który jest moim partnerem. Jeżeli chodzi o komentarz, to komentarz został wczoraj przedstawiony przez jednego ze współpracowników pana prezydenta Poroszenki, bliskich współpracowników, jednego z najwyższych jego urzędników, który wyjaśniał, że te kwestie będą przedmiotem naszych rozmów, już zaplanowanych, bo ja rzeczywiście wcześniej odbyłem rozmowę telefoniczną z panem prezydentem Poroszenką, z tego telefonu, który właśnie jest tam za moimi plecami, i rozmawialiśmy, właśnie o międzynarodowym wsparciu dla Ukrainy, także o tym, że Polska mogłaby w tym wsparciu międzynarodowym uczestniczyć, wsparciu które zmierza do osiągnięcia trwałego pokoju na Ukrainie, i te rozmowy mają będą kontynuowane wkrótce, we wrześniu mają się spotkać nasi przedstawiciele, z mojej strony będzie to pan minister profesor Szczerski, wszystko jest ustalone, spotkania naszych przedstawicieli są zaplanowane, one mają prowadzić do tego, że my z panem prezydentem Poroszenką się spotkamy.
Tylko, dlaczego panie Prezydencie ukraiński prezydent powiedział to, co powiedział w Berlinie? To były bardzo mocne słowa?
To była taka wypowiedź, która zresztą została wycięta z szerszego kontekstu, ja bardziej ubolewam nad tym, że u nas w kraju mnóstwo ludzi wzięło się do komentowania tego, przede wszystkim polityków, trochę niestety jest to temat kampanii wyborczej, ja boleję nad tym, bo polityka zagraniczna wymaga profesjonalizmu i spokoju. Sprawami polskiej polityki zagranicznej dzisiaj, bardzo aktywnie, zajmuję się ja, jako Prezydent Rzeczypospolitej, właśnie mój przedstawiciel, minister w mojej kancelarii - pan profesor Szczerski, we współdziałaniu z przedstawicielami ministerstwa spraw zagranicznych i przedstawicieli polskiej dyplomacji, także poza granicami, z polskimi ambasadorami. Pan minister wczoraj był w Berlinie, dzisiaj był w Paryżu. Polityka zagraniczna wymaga spokoju i zachęcam do tego, wręcz apeluję, żeby nie dać się w tych sprawach ponosić emocjom, a zwłaszcza naprawdę odseparujmy od kampanii wyborczej. Ja rozumiem, że dla niektórych polityków ważne jest to żeby pojawić się w tej chwili w mediach, ale prosiłbym o to, żeby brać inne tematy.
Pan mówi te słowa, które dosłownie wczoraj też wypowiadał minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna, on też mówił o spokoju i też mówił o tym, że polityka zagraniczna nie lubi mediów.
Dokładnie tak.
I te słowa odnosiły, jak zrozumiałem dobrze, do pana wypowiedzi.
Mówię do polityków polskich, mówię przede wszystkim do polityków dzisiaj obozu rządzącego, którzy bardzo ochoczo się w ostatnich dniach wypowiadali na ten temat w mediach, zgadzam się z panem ministrem Schetyną, ale myślę, że jednak chyba zwracał się do swoich kolegów, a nie do mnie. Rozmawiałem z prezydentem zaprzyjaźnionego z nami kraju, Estonii, z panem prezydentem Toomasem Ilvesem, i w tym kontekście padały moje słowa, w kontekście spotkania z panem prezydentem Ilvesem.
Proszę panie Prezydencie powiedzieć Polakom w takim razie, rząd i Kancelaria Prezydenta, Prezydent, grają w tej sprawie do jednej bramki? Jest porozumienie, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną czy nie ma?
Jestem przekonany, że tak, ja miałem przecież spotkanie z panem ministrem Schetyną. Omawialiśmy plan moich wizyt, omawialiśmy pewne koncepcje w polityce zagranicznej, przecież sam pan minister Schetyna miał swego czasu wypowiedź przypomnianą ostatnio na ten temat, gdzie też mówił, że tutaj powinno być większe zaangażowanie ze strony polskiej.
To była dawna wypowiedź sprzed roku.
Właśnie nad tym zaangażowaniem w tej chwili pracuję i jestem przekonany, że osiągniemy tutaj pozytywne efekty. Mówiłem od samego początku, że chciałbym, żeby polska polityka zagraniczna stała się bardziej aktywna, chciałbym żebyśmy się w tej przestrzeni międzynarodowej zaczęli poważnie liczyć, w tym znaczeniu, żeby artykułować swoje stanowisko i starać się o to, żeby nasz punkt widzenia także był uwzględniany. Tak chcę działać, tylko powtarzam jeszcze raz, to wymaga spokoju, pewnej konsekwencji, a już zwłaszcza nie emocji.
A te słowa wczorajsze nie świadczą o tym, że ta kohabitacja polityczna nie będzie łatwa między panem Prezydentem a rządem?
No cóż no, rząd w tej chwili uczestniczy w kampanii wyborczej, ja jestem prezydentem od niedawna, z ugrupowania, które konkuruje dzisiaj z partią rządzącą, i widocznie niektórzy politycy, także którzy są w rządzie, traktują to jako element kampanii wyborczej. Mogę tylko powiedzieć tyle, że ubolewam nad tym.
A z czym panie Prezydencie, jedzie pan w piątek do Berlina? Z jakimi ofertami? Z jaką propozycją, bo tych, wydaje się, lista oczekiwań jest bardzo długa i priorytetów też jest dużo, co będzie dla nas najważniejsze?
Na pewno będziemy rozmawiali o sytuacji na Ukrainie, na pewno będziemy rozmawiali o tym jak skutecznie doprowadzić do tego, żeby tam został uzyskany trwały pokój, bo dziś jasno i wyraźnie, to też wynika z mojej rozmowy z panem prezydentem Poroszenką, mamy tam ciągle tlący się konflikt, tam giną ludzie, giną żołnierze, ale giną także i cywile, strzały słychać codziennie, więc to nie jest sytuacja, którą można zaakceptować. Porozumienie mińskie w zasadzie gaśnie 31 grudnia, pytanie co dalej? I o tym właśnie także chcę rozmawiać w Berlinie, bo przecież to jest coś, co dzieje się za naszą granicą, i jest ważne dla naszego bezpieczeństwa. Będę też rozmawiał o tym jak zwiększyć gwarancję bezpieczeństwa dla Polski w ramach sojuszu północnoatlantyckiego, to są też tematy o których mówię od dawna, będę chciał tą sprawę omówić z panią kanclerz Merkel.
Przekona ją pan w tej kwestii?
Na pewno będę artykułował nasze stanowisko, liczę na zrozumienie, bo na takich właśnie relacjach, polegających na wzajemnym zrozumieniu uzasadnionych interesów, powinny się opierać dobrosąsiedzkie stosunki. Dlatego będę rozmawiał o tym z panią Kanclerz, będę rozmawiał o tym, aby kontynuować działanie NATO, które zostało rozpoczęte w Newport, ale prowadzące do pewnego trwałego rozszerzenia obecności sojuszu północnoatlantyckiego na naszych terenach. No to jest standard, że Sojusz Północnoatlantycki rozwijał swoją obecność, robił to przez ponad czterdzieści lat na zachodzie Europy, ale dzisiaj NATO jest znacznie szersze, bo między innymi my w nim jesteśmy, tam wtedy powstawała infrastruktura NATO, tam wtedy były lokowanie jednostki wojskowe, uważam, że ten proces powinien teraz postępować stosownie do tego jak doszło do rozszerzenia NATO. NATO powinno żyć.
Niektórzy komentatorzy twierdzili, że pan wycofał się z tej tezy, że w Polsce powinny stałe bazy NATO i troszkę pan ją zmiękczył, w wersji teraz nowej, że wystarczą takie bazy w postaci tylko sprzętu wojskowego, a nie żołnierzy.
Od samego początku mówiłem, że potrzebujemy tak zwanej krytycznej infrastruktury, czyli właśnie sprzętu wojskowego NATO na naszym terenie, i od początku też mówiłem, że uważam, że należy dążyć do tego, aby tutaj znalazły się bazy, na przykład polsko-amerykańskiej, mówiłem tak, natomiast to są cele, które można osiągać stopniowo, i o tym trzeba rozmawiać. Ja chcę takie propozycje przedstawiać, przekonywać do tego naszych sojuszników, bo uważam, że jest to logiczne następstwo tego, że my, i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, znaleźliśmy się w Sojuszu Północnoatlantyckim. Mój pogląd podziela zdecydowanie pan prezydent Toomas Ilves, z którym też na ten temat rozmawiałem, i sądzę, że trzeba zmierzać w tym kierunku. Mam nadzieję, że znajdę w tym zakresie zrozumienie naszych partnerów z zachodu Europy. Będę, tak jak powiedziałem, rozmawiał na ten temat także z panią kanclerz Angelą Merkel.
To jeszcze jedno niemieckie pytanie, jeśli mogę tak powiedzieć, co pan zrobi jeśli Angela Merkel będzie chciała przekonać pana i Polskę, żebyśmy przyjęli więcej imigrantów?
Będę mówił o tym, że oczywiście my chcemy być solidarni z Europą, ale chcemy też, żeby Europa, myślę cała Unia Europejska, w której jesteśmy, była solidarna z nami. Konflikt na Ukrainie jest pewnym problemem również dotyczący kwestii uchodźców, bo jeżeli mamy taką sytuację, że ten konflikt cały czas trwa i - oby nie, ale gdyby tam nastąpiła jakakolwiek eskalacja, to przecież jeżeli gdzieś będą się udawali uchodźcy z terenów, na których toczy się wojna, bo będą chcieli opuścić swój kraj, to jednym z tych krajów, do których przyjdą, na pewno będzie Polska. Już dzisiaj mamy w Polsce tysiące obywateli Ukrainy, którzy przyjechali tutaj do nas, występują o zalegalizowanie swojego pobytu, i to jest dzisiaj problem, który nas dotyka, choć oczywiście powinniśmy rozmawiać także o tym jak w sposób humanitarny pomóc ludziom, którzy dzisiaj przybywają do Europy na różnego rodzaju przede wszystkim pontonach i tak dalej, którzy uciekają choćby z Syrii, pogrążonej w wojnie, ratując swoje życie, szukając bezpieczeństwa, oni faktycznie wymagają pomocy, ale Europa powinna również zająć się zwalczaniem przyczyn, bo to, że oni się znajdują na terenie Europy, że tutaj przebywają, powtarzam, szukając bezpieczeństwa i szukając pomocy, to jest skutek, natomiast przyczyną jest to, co dzieje się w ich krajach i tutaj powinna być również zdecydowana, wspólna reakcja, ze strony Unii Europejskiej, tu należy szukać rozwiązań, by w jakiś sposób zakończyć ten konflikt.
Panie Prezydencie, kiedy spotka się pan z panią premier? Bo Ewa Kopacz od kilku tygodni apeluje o zwołanie Rady Gabinetowej, dzisiaj zaapelowała żeby zwołał pan Radę Bezpieczeństwa Narodowego, między innymi także właśnie w kwestiach bezpieczeństwa na Ukrainie.
Radę Bezpieczeństwa Narodowego zwołał wtedy, kiedy uznam to za stosowne, jako prezydent. Oczekuję informacji w sprawie tego, co dzieje się na Ukrainie, informacji, które znajdują się w gestii rządu i podległych mu instytucji, po to, żebym mógł na podstawie tych informacji także podejmować decyzje. Tak jak powiedziałem, spotkałem się już z dwoma ministrami, którzy bezpośrednio zajmują się sprawami leżącymi także w gestii Prezydenta Rzeczypospolitej, myślę tutaj o ministrze spraw zagranicznych i ministrze obrony narodowej, miałem z tymi ministrami, uważam, dobre rozmowy, w związku z czym z mojej strony, jeżeli chodzi o współpracę z rządem, jest otwartość.
Bo pani premier sugeruje, jeśli dobrze ją rozumiem, że pan trochę unika spotkania właśnie z nią albo z całym rządem, wybiera pan sobie tylko tych ministrów, których pan uznaje za stosowne, żeby się z nimi spotkać.
Pani premier prowadzi kampanię wyborczą, a ja prowadzę polskie sprawy. Podchodzę do swoich zadań bardzo poważnie, rozmawiam z tymi ministrami, którzy bezpośrednio dotyczą tych obszarów, którymi ja się zajmuję, bo uważam, że powinienem tak robić jako Prezydent Rzeczypospolitej.
Czy dopisze pan pytania do tego drugiego referendum, jeśli ono by miało się odbyć? Bo też pani premier Ewa Kopacz apeluje, żeby pan, po spotkaniach ze wszystkimi siłami politycznymi, dopisał kilka pytań, bo te które są nie reprezentują wszystkich, a ja przypomnę, że pan też obiecywał w kampanii wyborczej, że będzie starał się być prezydentem wszystkich Polaków, będzie starał się odbudować taką wspólnotę narodową, więc myślę, że może to jest ten moment kiedy można to udowodnić?
Tak, mówiłem o reprezentatywnych grupach społecznych, przybyli do mnie przedstawiciele takich reprezentatywnych grup społecznych, którzy zebrali, w sumie licząc, prawie sześć milionów podpisów pod swoimi postulatami. Wnosili do mnie o to, aby zwrócić się do Senatu o zgodę na referendum w tych sprawach, i ja to uczyniłem, powtarzam jeszcze raz, prawie sześć milionów podpisów poparcia naszych obywateli, to jest także konsekwencja właśnie tego, co mówiłem wcześniej, również w kampanii wyborczej, że uważam, że w polskiej konstytucji powinna nastąpić zmiana, czy też uważam, że być może powinno się to znaleźć w nowej konstytucji, bo myślę, że powinniśmy nad nową konstytucją pracować, zmiana, która będzie mówiła jednoznacznie, że jeżeli obywatele zbiorą milion podpisów pod jakąś swoją inicjatywą, to ta inicjatywa powinna być poddana pod referendum, niezależnie od tego, czy to się Sejmowi czy Senatowi, podoba, czy rządzącym się to podoba, czy też nie. I pozostaje cały czas przy tym. Przyszli do mnie ludzie, którzy takie inicjatywy mieli w swoich rękach, którzy zebrali prawie w sumie sześć milionów podpisów, i to są dla mnie reprezentatywne grupy społeczne, prosili mnie o to, żeby zawnioskować w tej sprawie o zgodę na referendum i ja to zrobiłem, uważam, że wypełniłem swój obowiązek jako Prezydent Rzeczypospolitej, który do takich działań się zobowiązywał. Jeżeli dostanę kolejne takie wnioski, również będę się nad nimi pochylał i z takimi reprezentatywnymi grupami społecznymi, z ich przedstawicielami, się spotkam.
To jeszcze panu muszę zadać jedno trudne pytanie i poprosić o odpowiedź: jak wytłumaczy się pan z zarzutów tygodnika „Newsweek”, który opublikował w poniedziałek artykuł i naczelny apelował, żeby pan wytłumaczył się z tego, czy „poświadczał nieprawdę, wyłudzał pieniądze i oszukiwał” – tu cytat.
Więc to jest potwarz, kolejna, i kolejne oszustwo, ubolewam nad tym, ale w tym tygodniku pisano o mojej rodzinie, oczerniając moją rodzinę. Redaktor naczelny oczerniał, swego czasu, w telewizji moją córkę. Wszystko okazało się fałszem, pomówieniem, pisano o moim teściu, który w stanie wojennym był internowany za swoją działalność na rzecz suwerennej i niepodległej Polski.
A w tej konkretnej sprawie?
A tutaj jest taka sytuacja, chcę to powiedzieć jasno i wyraźnie, to dotyczyło moich pobytów w Poznaniu, ja w Poznaniu nigdy żadnych zajęć ze studentami nie prowadziłem. Kiedy byłem w Poznaniu realizowałem tam moje zadania poselskie. Zresztą wystąpili tam w mediach lokalnych, i w centralnych, można było przeczytać w Internecie, ludzie, którzy się ze mną wtedy spotykali i, którzy mówili mi: Pan Duda z nami rozmawiał, był tutaj jako poseł, poruszaliśmy sprawy polityczne, poruszaliśmy sprawy dla nas ważne. Wystąpił jeden z działaczy samorządowych, wystąpił pan profesor, który jest szefem akademickiego klubu obywatelskiego w Poznaniu. Wypowiedź dał także prawnik z którym spotykałem się w kwestii zmian w polskim prawie karnym, jako posłem na Sejm. Ja się zajmowałem w Poznaniu działalności poselską, nie prowadziłem tam zajęć dydaktycznych, nie miałem tam zajęć ze studentami.
Czyli to, co napisał tygodnik, rozumiem, że jak pan teraz mówi – nie jest zgodne z prawdą tak?
Nie jest to zgodne z prawdą, oczywiście, jestem w tym przypadku oczerniany, no ale cóż no? Powiedziałem jeszcze raz no, mamy kampanię wyborczą i niektórzy na się usiłują mnie w tą kampanię wyborczą wciągnąć w sensie negatywnym.
To jeszcze na koniec spytam: czy 6 września pójdzie pan na referendum? To pierwsze, które na pewno wiemy, że będzie.
Tak, oczywiście, oczywiście, że pójdę na referendum, skoro zostało ono ogłoszone, to była decyzja mojego poprzednika, potwierdzona przez Senat, bo Senat wyraził zgodę na to referendum. W związku z powyższym, jeżeli ono jest, ja jako Prezydent Rzeczypospolitej oczywiście wezmę w tym referendum udział i udzielę takich odpowiedzi na te pytania, które uważam za słuszne. Głosowanie jest tajne.
Dziękuję za rozmowę, dziękuję za zaproszenie, dziękuję panie Prezydencie, dziękujemy Państwu.
Dziękuję.