– Bez wątpienia jedną z pierwszych decyzji, która powinna zostać podjęta przez rząd w związku z wynikiem wyborów w Stanach Zjednoczonych, to wycofanie się z kandydatury Bogdana Klicha na ambasadora w Waszyngtonie – mówiła Małgorzata Paprocka, Szef KPRP w Telewizji Republika.
– Forsowanie dzisiaj takiego kandydata na naszego przedstawiciela w Waszyngtonie jest po prostu jednym wielkim nieporozumieniem. To będzie osoba, z która nikt nie będzie chciał z nim rozmawiać. To będzie osoba, którą nie będzie w stanie załatwić żadnej sprawy – powiedziała Minister KPRP.
Jak dodała, Prezydent RP oczekuje „tylko jednego: przestrzegania konstytucji, w tym zapisów, że powoływanie i odwoływanie ambasadorów jest jego prerogatywą”.
Zdaniem Minister Paprockiej, trudno zrozumieć, dlaczego akurat ta prerogatywa jest deptana przez przedstawicieli rządu. Jak zauważyła, przy podobnej konstrukcji prawnej bez żadnych przeszkód i kontrowersji nominowani są generałowie Wojska Polskiego (co wymaga uzgodnień między Prezydentem RP a Szefem MON) oraz generałowie Policji i Straży Pożarnej (co wymaga uzgodnień między Prezydentem RP a Szefem MSWiA). – Naprawdę, trudno zatem Panu Prezydentowi przypisać tu złą wolę – zaznaczyła Małgorzata Paprocka.
Pozostaje pytanie, czy aby na pewno w interesie naszego kraju jest, by przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej w Waszyngtonie był chargé d'affaires, którego wypowiedzi uderzające wprost w przyszłego Prezydenta Stanów Zjednoczonych bardzo łatwo jest pokazać – dodała.
Szefowa KPRP krytycznie oceniła też informacje o wydaniu przez Ministra Sprawiedliwości Adamem Bodnara wytycznych dla prokuratorów, by wnioskowali w sądach o wyłączenie ze składów orzekających sędziów powołanych od 2018 r. – Postępowania sądowe trwają długo, na skutek takich działań prokuratury będą się jeszcze bardziej przeciągać, a ofiara przestępstwa będzie jeszcze dłużej czekać na sprawiedliwość – przestrzegła.
Jej zdaniem zmiany, które Adam Bodnar wprowadza do wymiaru sprawiedliwości powodują chaos i są pozbawione logiki. – Tu nikt nie bierze pod uwagę dobra obywateli, ani dobra wymiaru sprawiedliwości. Liczy się tylko osobisty interes wąskiej grupy sędziów, którym się wydaje, że to im należą się awanse i że to oni są predestynowani, by zasiadać na tych stanowiskach – oceniła.