02 czerwca 2000
Prezydent RP: Planowaliśmy to spotkanie dużo wcześniej. Jest ono związane z 10 rocznicą wprowadzenia samorządu w Polsce i doświadczeniami, jakie udało nam się zebrać. Jestem przekonany, że wielką rolę dla umacniania samorządności odegrały również media regionalne. Chciałbym skorzystać z tej rocznicy, aby wyrazić wam podziękowania, a jednocześnie o problematyce samorządności porozmawiać. Nie tak dawno gościłem w Pałacu przedstawicieli prasy, dzisiaj jest kolej na media elektroniczne. Ustalając ten termin, nie spodziewałem się, że wydarzenia w Polsce będą biegły tak szybko i że niewątpliwie zajmą uwagę zarówno waszą, jako dziennikarzy jak i opinii publicznej. Zdaję sobie sprawę, że pytania również będą tego dotyczyły. Natomiast proszę, aby dzisiejszego spotkania nie wiązać z inną okolicznością aniżeli sprawa samorządności i 10 lat wprowadzenia samorządności w Polsce.
Jestem przekonany, że Polski sukces i osiągnięcia jakie mamy przez te 10 lat są oparte o trzy filary. Pierwszym filarem był okrągły stół i ustalenia okrągłego stołu. Pokojowa, bezkrwawa zmiana ustroju politycznego dokonana w roku 1989. Drugim filarem były reformy ekonomiczne, które zostały dokonane na przełomie roku 1989/1990, znane jako "plan Leszka Balcerowicza", ale zmiany, które przecież były przeprowadzone i zaakceptowane przez Sejm Kontraktowy i które zmieniły ustrój gospodarczy Polski. Trzecim filarem, o którym dość często się zapomina, a który chciałbym przy tej okazji wydobyć z cienia, to jest właśnie samorządność - wprowadzenie samorządnej gminy i stworzenie podstaw dla rozwoju władzy lokalnej. Było to dzieło nadzwyczajne, bo przecież ostatnie samorządy w Polsce zniknęły w roku 1950 i okazało się, że po 39 latach , w roku 1989 bardzo szybko odtworzyliśmy samorządność i już w maju 1990 roku odbyły się wybory do utworzonych samorządowych gmin. Zaledwie rok i miesiąc po zakończeniu okrągłego stołu rozpoczęliśmy polską drogę ku samorządności, drogę, która została ostatnio uzupełniona wprowadzeniem 2 i 3 szczebla samorządu lokalnego, a więc powiatu i województwa. Kiedy porównuję Polskę i nasze doświadczenia z krajami, które tak samo wychodzą z ustroju totalitarnego, z gospodarki centralnie planowanej, to okazuje się, że te, które postawiły na samorządność odniosły sukces, a te, które tego nie zrobiły, przeżywają do dzisiaj kłopoty. I łatwo to wyjaśnić. Samorządność jest najlepszym sposobem na wydobywanie inicjatywy obywatelskiej, na zmniejszanie drogi między obywatelem, petentem a urzędem. Jest również dobrą drogą dla ograniczania i biurokracji i korupcji. Jest bardzo dobrym sposobem na włączanie obywateli do współdecydowania, a więc jest wręcz podstawą dla budowania społeczeństwa obywatelskiego. To wszystko 10 lat temu zaczęliśmy i niewątpliwie możemy mieć satysfakcję, że bardzo wiele nam się udało, choć oczywiście to nie oznacza, że samorządność nie przeżywa swoich kłopotów i nie ma swoich słabości. Sytuacja w Warszawie jest tego dowodem. Narzekania mimo wszystko na biurokrację samorządową są argumentem. Korupcja, które dotyka struktur samorządowych jest wirusem, którego nie wolno lekceważyć. I to, że często wybrane zarządy, wybrane rady oddalają się od swoich wyborców bardzo szybko i nie utrzymują kontaktu ze środowiskiem jest także słabością polskiego samorządu. Ale ważąc plusy i minusy muszę powiedzieć, że to nam się udało i wierzę, że Polska będzie w przyszłości nie tylko samorządowa, ale jeszcze dobrze zarządzana na szczeblach lokalnych i dzięki rozwojowi samorządności zbudujemy rzeczywiście społeczeństwo obywatelskie, w którym będzie naturalna chęć uczestnictwa we współdecydowaniu, podejmowaniu ryzyka, dzieleniu się odpowiedzialnością, a także kreowaniu idei i pomysłów.
Chcę raz jeszcze podziękować wam za wasze zainteresowanie problematyką samorządów, za wielką rolę, którą odgrywacie w swoich środowiskach. To też jest polski fenomen, że powstało tak wiele miejscowych gazet, czasopism, wydawnictw, to, że mamy tak wiele regionalnych telewizji, rozgłośni, innych form kontaktu z ludźmi, zarówno publicznych, jak i komercyjnych. Przeglądałem ostatnio dane Unii Europejskiej na ten temat, nie ma żadnych wątpliwości, że w Polsce bogactwo medialne, jeśli chodzi o szczebel samorządowy, jest największy.
- Radio Vigor ze Słupska - Czy poprze Pan, Panie Prezydencie ideę powstania województwa środkowopomorskiego? Prezydent RP: To, że nie powstało województwo środkowopomorskie traktuję jako osobistą porażkę w batalii o samorząd wojewódzki. Być może ta porażka wynikała z przekonania, iż moja walka o to województwo ma czysto emocjonalny podtekst. Jest to błędna ocena, gdyż moim zdaniem region środkowopomorski ma wystarczająco dużo odrębnych cech od zachodniopomorskiego, czyli szczecińskiego i gdańskiego, żeby ubiegać się o własne województwo, a co za tym idzie o własną regionalną politykę. Jest to jednak niższy poziom rozwoju gospodarczego aniżeli w województwach obok. To jest problem miejscowości, wiosek, terenów popegeerowskich, których było tam bardzo dużo i których stopień degradacji jest dzisiaj niewątpliwie jednym z największych problemów do rozwiązania. Region środkowopomorski był również bardzo nasycony obecnością wojsk radzieckich, a więc kwestia zagospodarowania tego majątku, naprawienia szkód ekologicznych, jakie nastąpiły też jest specyficzna, jest dużo większa niż w województwie gdańskim czy szczecińskim. Moim zdaniem są to wystarczające powody, żeby wyodrębnić specyficzną politykę regionalną dla Środkowego Pomorza. Nie udało się. Prosiłem zarówno włodarzy województwa gdańskiego jak i szczecińskiego, żeby zaopiekowali się terenami, teraz użyję mocnego słowa, zaanektowanymi, ale rzeczywiście ta współpraca wygląda różnie. Na mój wniosek w ustawie o samorządzie o podziale administracyjnym Polski zapisano, iż te wszystkie rozwiązania mają podlegać ocenie i analizie do końca roku 2000. To jest bardzo ważne, dlatego że powinniśmy do końca roku 2000 zgromadzić wszystkie argumenty za i przeciw i przedstawić propozycje zmian. W moim przekonaniu nic nie jest tutaj wyjęte spod tej analizy: ani liczba województw, ani kształt tych województw, ani liczba powiatów, która też jest bardzo krytykowana, sposób finansowania. Powinniśmy rzeczywiście na koniec roku 2000 rzetelnie i ponad podziałami partyjnymi i politycznymi taką analizę przeprowadzić. Moim zdaniem z tego wyniknie czy utrzymujemy obecną mapę czy dojdzie jakieś województwo, czy może jakieś województwo zniknie, bo i takie wnioski do mnie wpływają, jaka będzie liczba powiatów, jaki będzie system finansowania, jaka będzie relacja między subsydiami a środkami własnymi powiatów, województw i gmin. To są wszystko kwestie, które trzeba bardzo rzetelnie przeanalizować bo to był eksperyment, to było jednak tworzenie nowych bytów, a z tym wiąże się bardzo wiele niewiadomych. Uważam, że są powody, aby województwo środkowopomorskie stworzyć i aby oddalić zarzuty o prywatę - wcale nie uważam, żeby stolicą województwa środkowopomorskiego musiał być Białogard.
- TVP - Wrocław - Czy możliwe jest odpartyjnienie wyborów samorządowych i zorganizowanie bezpośrednich wyborów przynajmniej do najwyższych władz wykonawczych w samorządzie i czy utopią byłaby taka myśl o całkowitej likwidacji subwencji na rzecz przekazania tych przychodów całkowicie w ręce działaczy samorządowych, którzy w ciągu tych 10 lat wykazali się chyba lepszą sprawnością w gospodarowaniu pieniędzmi od administracji państwowej? Przynajmniej taka jest obiegowa opinia. Prezydent RP: Subwencje powinny zanikać, choć moim zdaniem, jako instrument, nie zanikną, chociażby, jako instrument wyrównawczy. Pamiętajmy, że w Polsce mamy bardzo istotne różnice w rozwoju ekonomicznym i infrastrukturalnym, i tego się nie da załatwić przez zatrzymywanie dochodów własnych, bo inne są dochody własne Wrocławia, a inne są dochody własne Białegostoku. Inna jest sytuacja gminy Kleszczów a inna gminy Białogard. Gdyby zachować tylko i wyłącznie metodę i sposób zdobywania środków własnych to okaże się, że te dysproporcje rosną. W tym sensie, moim zdaniem, zarówno dotacje jak i subwencje będą musiały pozostać istotnym czynnikiem wyrównywania dysproporcji między poszczególnymi regionami, ale głównie w tej części. Natomiast te subwencje, które dzisiaj wynikają z finansowania, nazwijmy to rutynowych, tradycyjnych, związanych z ustawą, działań gmin czy miast, one powinny zanikać. Tu nie ma powodów, aby najpierw był podatek odprowadzany do budżetu, a później budżet kierował środki na szkoły, na szpitale czy na podstawowe funkcje, które samorządy spełniają. Uważam, że bardzo długo będziemy jeszcze czekać na dzień, w którym samorządy będą dysponować wyłącznie własnymi środkami. To w sposób nieuchronny powodowałoby zasadnicze dysproporcje w rozwoju miast i regionów. To dotyczy także najbogatszego regionu - Gminy Centrum w Warszawie. Nie można przyszłości województwa mazowieckiego budować na rozwoju Warszawy z zaniedbaniem nie tylko otoczenia warszawskiego, ale także tych miejscowości jak Łomża czy Garwolin, które też powinny mieć możliwość rozwoju. Uważam, że odpartyjnienie samorządu w całości jest oczywiście niemożliwe, dlatego że jednak partie spełniają organizującą życie publiczne rolę, po to zresztą zostały wymyślone. Natomiast niewątpliwie trzeba doprowadzić do tego, żeby podejmowanie decyzji nie było uzależnione od jednego, dwóch czy trzech nielojalnych członków jakiejś partii, którzy w zależności od swojego widzimisię mogą zrywać porozumienia, budować inne porozumienia, czyli zarząd zamiast zajmować się sprawami wykonawczymi, sprawami swojej gminy, głównie prowadzi taką działalność polityczną na poziomie małej koalicji czy małego parlamentu. To jest błąd i widzę bardzo efektywny sposób - bezpośredni wybór szefów miast, gmin itd. To spotyka się z niechęcią partii politycznych. W 1997 roku, kiedy tworzył się obecny rząd, przedstawiłem wszystkim propozycję wobec wyborów samorządowych, żaden z liderów partii politycznych nie wykazał w tej mierze entuzjazmu z bardzo prostego względu: wybór bezpośredni powoduje, że prezydent, burmistrz czy wójt zaczną uzyskiwać pozycję, która jest silna i nie musi ulegać wpływom partyjnym. Jestem przekonany, że jest taka konieczność, jeżeli nawet nie bylibyśmy w stanie tego przeprowadzić jednym ruchem to, moim zdaniem, na pewno trzeba to rozpocząć od Warszawy. W moim przekonaniu to się stanie jeszcze przez kolejnymi wyborami samorządowymi, bo rozwiązaniem sytuacji w Warszawie jest nie tylko oczekiwanie na werdykt NSA, ale szybka zmiana ustawy warszawskiej, stworzenie ustawy, która oddawałaby metropolitalny charakter tego miasta, która tworzyłaby jedną radę i bezpośredni wybór prezydenta miasta, który mógłby sobie ukształtować zarząd i który podlegałby kontroli rady, który musiałby wobec rady uzyskiwać absolutorium, przedstawiać budżety, projekty inwestycyjne itd. W moim przekonaniu w Warszawie można zaeksperymentować. Skoro nie boi się tego Londyn, nie boi się tego Paryż, nie boją się Ateny, Sztokholm i inne miasta, dlaczego w Warszawie nie można spróbować takiego rozwiązania? Drugi etap mógłby być taki, że dokonujemy bezpośredniego wyboru prezydentów i burmistrzów na przykład w miastach powyżej 40 tys. mieszkańców, a na końcu, trzeba by doprowadzić do bezpośrednich wyborów na wszystkich szczeblach, także gminnych. Choć trzeba powiedzieć, że w gminach ten problem występuje w mniejszym stopniu, bo ludzie się po prostu dużo bardziej znają i w gminach ten bezpośredni wybór mógłby dawać odwrotny skutek, mógłby prowadzić do tego, że wójt byłby za silny i mógłby unikać kontroli społecznej. Choć nie obawiałbym się tego, gdyż uważam, że konsekwentne wprowadzenie bezpośredniego wyboru jest w Polsce możliwe w ciągu najbliższych 5 czy 6 lat. A później byłoby tak, jak na świecie - burmistrz, który się sprawdza, wielokrotnie bywałem w różnych merostwach we Francji i tam są tablice zasłużonych burmistrzów, bo tam jest naturalne, że burmistrz rządzi 25 lat, 30 lat, są tacy co i 40 lat rządzili, więc jeżeli burmistrz jest dobry, to jest już sprawa wyborców miejscowych, niech czynią, co chcą. Ale to jest w moim przekonaniu w tej chwili metoda na dwie rzeczy - zmniejszenie partyjniactwa, tych wszystkich koalicji zawieranych, gwałconych, porzucanych i druga rzecz, w moim przekonaniu wybór, szczególnie w dużych miastach, bezpośrednio prezydenta miasta będzie powodował dużo większy związek wyborcy z samorządem, z ideą samorządności, bo on wreszcie zrozumie na kogo głosuje. Jak głosuje na swojego radnego, który najpierw jest w koalicji z "lewymi" później z "prawymi", później ze "środkowymi", a później jest w ogóle nie wiadomo gdzie, a na końcu jedzie na urlop do Turcji, to właśnie to jest prawdziwy gwałt na samorządności i na związku między obywatelem a samorządem.
- Nasze Radio - Sieradz - Za nami 10 lat samorządu - dla każdego Polaka 10 lat to bardzo dużo dla kraju to niewiele. Jak pan myśli czy szary obywatel nauczył się już czerpać korzyści z tej samorządności? Prezydent RP: Myślę, że w 50 %. Jeżeli spojrzeć na to, jak wielu ludzi podjęło działania na własny rachunek, jak wiele osób weszło do rożnych struktur samorządowych, jak wiele powstało inicjatyw tzw. pozarządowych w różnych dziedzinach i w sprawie kultury, zdrowia, ochrony środowiska, pomocy charytatywnej, to niewątpliwie widać, że samorządność uruchomiła te rezerwy aktywności, te rezerwy pomysłów, jakie mamy. Natomiast niewątpliwie jesteśmy dopiero w połowie drogi, bo jeżeli spojrzymy na frekwencję w wyborach samorządowych to ona sięga 50%, jak zobaczymy jak obywatele interesują się pracami własnych rad, radnych, jak przychodzą na spotkania z nimi, to widać, że to zainteresowanie jest ciągłe bardzo ograniczone, ale dokonał się postęp i te 10 lat to była niewątpliwie nie tylko szkoła, ale powiedziałbym uniwersytet samorządności. A poza tym proszę zważyć, że jeżeli weźmiemy kilka tysięcy gmin, trzysta kilka powiatów, jeżeli weźmiemy 16 województw, jeżeli zobaczymy ten układ osób, które są związane z samą samorządnością to jest ogromna grupa ludzi, która jednak prowadzi działalność publiczną. Jestem przekonany, że w najbliższych wyborach parlamentarnych bardzo znacząca grupa kandydatów na posłów będzie pochodziła z samorządów. Jest to droga zdobywania doświadczeń i wydaje mi się, że pod tym względem osiągnęliśmy dużo.