24 lutego 2000
24 lutego 2000 roku w Pałacu Prezydenckim z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego odbyła się konferencja pt. "Wieś - Edukacja - Unia Europejska". Konferencja została zorganizowana przez Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Barbarę Labudę i podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Śmietanko przy współpracy Konferencji Rektorów Uczelni Rolniczych, której przewodniczącym jest rektor SGGW Włodzimierz Kluciński .
W konferencji wzięli udział m.in.: Tadeusz Mazowiecki, przewodniczący Sejmowej Komisji Integracji Europejskiej, podsekretarz stanu w ministerstwie edukacji narodowej Jerzy Zdrada, sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Henryk Wujec, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich Jerzy Woźnicki, przedstawiciele wyższych uczelni, parlamentu, samorządów, przedstawiciele instytucji i placówek z całego kraju, przedstawiciele organizacji pozarządowych, dziennikarze.
Zwracając się do uczestników konferencji prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.
Chcę przede wszystkim wyrazić wdzięczność pomysłodawcom tego spotkania, bo sądzę, że mówimy o bardzo ważnej sprawie i we właściwym czasie. Ta triada - wieś, edukacja, Unia Europejska, mimo że dotyczy różnych spraw, jest bardzo bliska, spójna i wymaga takiego właśnie wspólnego potraktowania. Po tylu głosach, które były bardzo kompetentne i dotyczyły edukacji wiejskiej, młodzieży wiejskiej, jej aspiracji, wyzwań, które stoją przed nami, ograniczę się tylko do kilku uwag natury polityczno-strategicznej.
Unia Europejska jest celem historycznym, do którego dążymy, który mamy szansę spełnić w wyobrażalnej perspektywie. Czy to będzie perspektywa roku 2003 czy nieco później - oczywiście trudno prorokować, ale fakt że Polska w istocie jednomyślnie głosami większości społeczeństwa , głównych ugrupowań politycznych i naczelnych organów władzy mówi, że chce na koniec roku 2002 być przygotowaną do wejścia do Unii Europejskiej, jest faktem pozytywnym, wiążącym, ambitnym i do spełnienia. Niewątpliwie ten napięty kalendarz powinien być impulsem dla nas wszystkich, żeby poszukiwać rozwiązań jeszcze szybciej, bowiem nikt nam czasu w tej mierze nie podaruje. Polska ma szansę być w Unii Europejskiej, jeżeli zapewnimy sobie długookresowy rozwój, kiedy również uczynimy wszystko, żeby nie być tylko dobrym wśród nowo przyjmowanych członków Unii Europejskiej, ale w przyszłości odgrywać w Unii rolę, którą możemy ze względu na nasz potencjał, ponad tysiącletnią tradycję, położenie geograficzne, doświadczenia historyczne wypełnić. To jest bardzo ważne, bo z pewną przykrością obserwuję taki nazwałbym "polski minimalizm". Dotyczy on np. spraw NATOwskich, kiedy mnie jako Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych niektórzy z radością meldują, że wśród nowych państw NATO, czyli Czechów, Węgrów i Polski jesteśmy najlepsi. Bardzo dobrze, że jesteśmy najlepsi, ale to nie ma dzisiaj żadnego większego znaczenia. Potencjał Polski jest porównywalny z potencjałem Hiszpanii i powinniśmy zastanawiać się, na ile możemy dzisiaj równać się w swoich wpływach politycznych i możliwościach działania właśnie z tym krajem. A to porównanie nie wypada tak dobrze jak chcielibyśmy.
To samo dotyczy Unii Europejskiej. Będziemy w grupie pierwszych kilku krajów, ale naszym celem nie może być porównywanie się z Maltą, Cyprem, Estonią, Łotwą, Litwą, bo chociaż wszystkie te kraje bardzo cenię, dobrze znam, to musimy mieć ambicje, aby Polska w przyszłych dziesięcioleciach była liczącym się partnerem i współkreatorem wydarzeń w Europie. Żeby to się stało musimy przekroczyć próg w postaci Unii Europejskiej i musimy Polsce zapewnić wieloletni rozwój.
Polska odniosła niewątpliwy sukces w ostatnich dziesięciu latach. Dokonaliśmy wielkiej zmiany ustrojowej, gospodarczej, odnotowujemy rozwój ekonomiczny, ale musimy wiedzieć, że rezerwy proste, jakie tkwiły u podstaw wielkiej polskiej zmiany, wyczerpują się. Rezerwami prostymi było odrzucenie starego i nieefektywnego błędnego systemu, była polska elastyczność w stosowaniu nowych metod, było nasze otwarcie na świat, była możliwość skorzystania ze znaczącej liczby osób, które znały inne mechanizmy działania, była możliwość włączenia się w działania kooperacyjne z wysoko rozwiniętymi sąsiadami . Istnieje jeszcze cały czas rezerwa prosta w postaci niższych kosztów, które przecież głównie są związane z niższymi płacami jakie w Polsce mamy. Te wielkie możliwości, które tkwiły na polskim rynku, spowodowały, że stał się on wielkim motorem rozwojowym dla wielu dziedzin gospodarki, nie tylko przemysłów konsumpcyjnych, rolno-spożywczych, ale także dla wielu przemysłów o wysokiej technologii. Bardzo dobrze, że mogliśmy z tych rezerw skorzystać i bardzo dobrze, że Polacy okazali się wystarczająco otwarci, elastyczni i zdolni, żeby te rezerwy mogły być użyteczne. Dzisiaj widzimy, że część z nich została wyczerpana, a część się wyczerpuje. Powiem tylko o eksporcie - to że jesteśmy w stanie już nie tylko nierównowagi w handlu zagranicznym koniunkturalnej, ale także strukturalnej, wynika właśnie z faktu, że nie potrafimy dziś zaproponować produktów, które byłyby produktami polskimi i na tyle konkurencyjnymi na rynkach światowych i dotyczącymi dziedzin, najbardziej zyskownych, żeby można było mówić o wielkiej szansie eksportowej Polski. A Polska musi eksportować. Musimy stać się przede wszystkim uczestnikiem globalnej gospodarki, musimy mieć więcej towarów, które kojarzyłyby się z Polską. To jest zadanie, które na najbliższe lata będzie - kto wie, czy nie najtrudniejszym i nie najważniejszym, obok konkurencyjności, będącej także naszą słabą stroną.
Wchodzimy w okres bardzo wymagający tzn. szukania rezerw trudnych, które będą dawały nam pozycję odpowiednią do naszego potencjału , zarówno w gospodarce jak i w polityce. Nie zrobimy jednak wiele, jeżeli nie będziemy mieli odpowiedniego programu rozwoju reformy edukacyjnej w Polsce. Doceniam to, co wydarzyło się w ostatnich latach i to, że mamy nie pięćset tysięcy ale milion trzysta tysięcy studentów. Sądzę również, że reforma edukacyjna, która z bólami ale dokonuje się, powinna w dłuższej perspektywie przynieść wyższy poziom edukacji młodzieży, większą powszechność edukacji, wyrównanie szans edukacyjnych w całym kraju, a jednocześnie zwiększyć możliwości konkurencyjne młodych ludzi, którzy z systemu szkolnictwa średniego i wyższego będą wychodzić. Zdaję sobie sprawę z wielu krytyk, które reform dotyczą, ale w moim przekonaniu w długim czasie powinniśmy zauważyć wyraźny postęp. Niewątpliwie jest to początek drogi i starań, żeby edukacja stała się poważną rezerwą rozwojową Polski. Żeby edukacja stała się doceniana przez decydentów rządowych i parlamentarnych. Żebyśmy stworzyli nowoczesny system edukacyjny, który zwiększy istotnie stopień skolaryzacji, da lepsze wykształcenie, system edukacyjny, który musi spełniać konstytucyjną zasadę sprawiedliwości społecznej. Co w przypadku edukacji oznacza dostępność młodego człowieka do systemu kształcenia niezależnie od statusu materialnego, miejsca zamieszkania i urodzenia. Tu mamy dużo do dokonania i cieszę się, że starania są podejmowane.
Sygnały i postulaty, które płyną ze środowiska rektorów szkół akademickich w Polsce są pełne troski, ale także propozycji, jak to zrobić, żeby edukacja stała się nową i konieczną rezerwą rozwojową Rzeczypospolitej w kolejnych latach. My, ze względu na niższe koszty, będziemy jeszcze swoją rentę wykorzystywać przez może 7 lat, nie więcej niż 10, osiągając w tym czasie poziom portugalski czy grecki. Co będzie oznaczało, że jeżeli nie wprowadzimy nowych elementów rozwojowych z większym wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii, wysokiej jakości produktów eksportowych, to wszystko, co przez 10 lat ostatnich stanowiło czynnik postępu w Polsce przeniesie się zgodnie z logiką na wschód. Trzeba się liczyć z tym, że taki proces będzie miał miejsce, jeżeli nie dodamy istotnego czynnika intelektualnego, który wynika z edukacji, nakładów na naukę, na postęp naukowo techniczny.
Nie jest żadną niespodzianką, również i dla naszych partnerów z Unii Europejskiej, że problemy rolnictwa, problemy wsi są trudne. Nie powinniśmy mieć z tego powodu żadnych kompleksów, czy to w negocjacjach czy dyskusjach z naszymi zachodnimi partnerami, dlatego że problemy wsi były wszędzie trudne. Z wielu powodów, między innymi dlatego, że zmiany w rolnictwie zachodzą wolniej, że rolnictwo to nie jest tylko dziedzina czysto gospodarcza, ale także sfera społeczna, w której mamy do czynienia z kwestiami kulturowymi, socjologicznymi. Nie różnimy się pod tym względem na niekorzyść od tych państw, które drogę do Unii Europejskiej przeszły.
Mówiąc bardzo generalnie o wsi powinniśmy mówić o trzech przynajmniej kwestiach, które wymagają rozstrzygnięcia i przynajmniej w dwóch edukacja ma zasadnicze znaczenie. Polska wieś jest dzisiaj wsią dobrych farmerów, dla których sprawą zasadniczą jest znalezienie zbytu dla ich bardzo dobrych produktów. Czy to na rynkach Unii Europejskiej czy poza Unią, przede wszystkim na rynkach wschodnich. Musimy mieć polityczną koncepcję negocjowania, żeby znaleźć dla nich odpowiednie miejsce także na rynkach Unii Europejskiej. W tym przypadku edukacja oznacza przede wszystkim utrzymanie się w trudnej konkurencji międzynarodowej. Ta grupa rolników wymaga szczególnej troski ze strony władz państwowych. Drugą grupę - największą, tworzą ci wszyscy, którzy produkują na poziomie poniżej zysku albo gdzieś w okolicy zera, a są jeszcze odpowiednio młodzi, żeby nie poddawać się i nie decydować się wyłącznie na korzystanie z form pomocy socjalnej. Tej grupie edukacja może przede wszystkim pomóc w znalezieniu innych zajęć, miejsc pracy i stworzeniu szansy, żeby będąc na wsi nie być związaną z nieefektywnym gospodarowaniem, jakie jest jej udziałem w ostatnich wielu latach. Tu program edukacyjny powinien pokazywać alternatywę znalezienia pracy poza samym rolnictwem. Istnieje ponadto duża trzecia grupa, która będzie obciążeniem finansowym dla państwa, ale nie jest wielkim problemem natury społecznej.
To są ci starsi ludzie, którzy produkują na własne potrzeby i którzy ze względu na przyzwyczajenie, na wiek nie zmienią swoich zainteresowań i zajęć. Trzeba ich wesprzeć, aby mogli w sposób godny żyć. Powinniśmy w reformującym się szkolnictwie podstawowym, gimnazjalnym, średnim jak i w szkolnictwie wyższym szukać jak najwięcej możliwości, aby wieś była włączona do procesów edukacyjnych. Musimy stworzyć system wsparcia dla młodzieży ze środowisk wiejskich. Tu rola samorządów lokalnych i organizacji społecznych oraz kościołów jest bardzo istotna. Trzeba stworzyć wszystkie możliwe zachęty, żeby młodzież wiejska mogła kształcić się na poziomie średnim i na poziomie wyższym.
Korzystając z tej okazji, chciałbym mocno zaapelować do rektorów wyższych uczelni o stworzenie systemu stypendialnego oraz systemu promowania studentów pochodzenia wiejskiego. Zachęcam również do spotkań wybitnych uczonych ze środowiskiem nauczycieli wiejskich.
Najgorszym zjawiskiem jaki obserwuję w tej chwili jest to, co można byłoby nazwać zaklętym kręgiem niemocy. Zły samorząd to jest najczęściej zła szkoła, zła szkoła to jest brak wykształconych ludzi, którzy z niej wychodzą, niewykształceni ludzie trafiają do samorządu, a to oznacza zły samorząd. Innym niekorzystnym zjawiskiem są nawarstwiające się patologie w rejonach popegeerowskich. Jedyną metodą na uratowanie młodzieży z tamtych rejonów jest zabrać ją stamtąd. Młodzież ta musi znaleźć się w normalnych szkołach, w normalnych internatach i zmienić otoczenie, bo inaczej będą w Polsce miejsca, do których strach będzie jeździć.
Zacząłem od optymistycznej informacji o roku 2003 i Polsce w Unii Europejskiej, po to, żeby podkreślić, jak czas szybko biegnie, ile jeszcze musimy zrobić i jakie procesy uruchomić, żeby Polska w Unii Europejskiej była tą Polską, która ma zapewniony stały rozwój. A tego bez edukacji zrobić się nie da.
Podsumowując konferencję minister Barbara Labuda podkreśliła, że jednym z warunków przybliżenia się naszego społeczeństwa do Unii Europejskiej jest zgoda narodowa ponad wszelkimi podziałami politycznymi dotycząca edukacji dzieci, młodzieży i dorosłych tak byśmy mogli być równorzędnymi partnerami w jednoczącej się Europie.