10 czerwca 1998
Prezydent Rzecyzpsopolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski 10 czerwca 1998 roku w Berlinie, wziął udział w uroczystości wrączenia prezydentowi Niemiec Romanowi Herzogowi nagrody im. Leo Baecka, przyznanej przez Centralną Radę Żydów w Niemczech.
Podczas uroczystości prezydent Aleksander Kwaśniewski wygłosił laudatio:
Wielce szanowny Panie Prezydencie Federalny - drogi przyjacielu!
Propozycja Przewodniczącego Centralnej Rady Żydów, pana Ignatza Bubisa, by polski prezydent wygłosił laudację na cześć tegorocznego laureata nagrody imienia doktora Leo Baecka, Prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, prof.Romana Herzoga to był pomysł zaiste europejski, a dla mnie osobiście niezwykle zaszczytny.
Możemy przy okazji tej prestiżowej nagrody i europejskich zasług jej tegorocznego laureata, porozmawiać o sprawach niezwykle ważnych dla naszej wspólnej przyszłości. Porozmawiać tu - w środku Europy - w mieście, które jeszcze niedawno było symbolem podziału Niemiec, Europy i świata na dwa przeciwstawne bloki, a dziś, niemal na naszych oczach, Berlin staje się wielką metropolią, stolicą Niemiec i jednym z głównych miast naszego kontynentu, w mieście położonym dziś niemal na pograniczu polsko-niemieckim.
Berlin, był zawsze miastem wielu kultur, budowanym w ciągu minionych ośmiuset lat przez Niemców i Słowian, przez francuskich hugenotów i holenderskich rzemieślników, a dziś przez tureckich, portugalskich, a także polskich robotników, pracujących w Berlinie na "czarno" i na "biało", nielegalnie i legalnie....
Nie można też wyobrazić sobie dziejów Berlina bez berlińskich Żydów, którzy przybywali do tego miasta z zachodu i ze wschodu, przyciągani przez liberalną politykę osadniczą kolejnych władców pruskich, w czasie gdy w innych rejonach Europy szalały wojny i nietolerancja.
Nie można pisać historii tego miasta pomijając wkład berlińskich Żydów do jego kultury, nauki, gospodarki i polityki.Nie można pisać historii Berlina nie wspominając o tym, że to miasto na przełomie wieków dla tysięcy Żydów ze wschodu było bramą na Zachód, czego po dziś dzień można znaleźć pamiątki w przydworcowej dzielnicy S c h e u n e n v i e r t e.
Kim był Salomon Majmon ?
Nie można też pisać historii Berlina pomijając fakt, że to tu w dzielnicy rządowej w latach 1933-45 siedzieli ludzie, którzy nie tylko wymyślili diabelski plan podboju świata, zniewolenia i zdziesiątkowania narodów słowiańskich oraz wytępienia "rasy żydowskiej", ale że też stąd ten diabelski plan w dużej mierze zrealizowali.
Drodzy państwo, nie chcę - jak to się mówi po niemiecku - "przynosić sów do Aten" czyli po polsku ?wwozić drzew do lasu? i opowiadać w Berlinie historię niemieckich Żydów, zwłaszcza w obecności tak świetnych jej znawców. Ponieważ jednak z okazji nagrody Leo Baecka chcę powiedzieć parę słów o stosunkach żydowsko-niemiecko-polskich, niechaj wolno mi będzie przypomnieć jednego z najciekawszych żydowskich myślicieli epoki Oświecenia, Salomona Majmona, który w wieku XVIII również się znalazł w Berlinie.
Salomon Majmon pochodził ze wschodnich kresów dawnej polsko-litewskiej Rzeczypospolitej. Na przypadkowo znalezionej książce nauczył się języka niemieckiego i pchany głodem wiedzy wyruszył na studia do Berlina. Nie wpuszczono go jednak do stolicy Prus jako "obdartego Polaka", więc pieszo wrócił do Poznania, skąd po trzech latach ponownie, już jako student, przybył do Berlina, gdzie zaopiekował się nim Moses Mendelssohn, ten sam o którym w roku 1743 celnik berliński zapisał słynne słowa, że: tego dnia przez jego bramę "przeszło sześć wołów, siedem świń i jeden Żyd. (?sechs Ochsen, sieben Schweine und ein Jude? sein Tor passierten). Z czasem Majmon stał się filozofem, o którym Immanuel Kant wyrażał się w samych superlatywach, i którego Goethe zaprosił do Weimaru. Pod koniec życia, gdy rozszarpywana przez Prusy, Rosję i Austrię Rzeczpospolita Obojga Narodów rozpaczliwie, ale nieskutecznie, ratowała się reformami przed zgubą, Majmon w 1790 roku zadedykował swój "V e r s u c h ü b e r d i e T r a n s c e n d e n t a l p h i l o s o p h i e" polskiemu królowi-reformatorowi, Stanisławowi Augustowi, wzywając naród żydowski, by dzięki oświacie i sprawiedliwości "starał się o pozyskanie coraz to większego poważania u narodu, wśród którego żyje".
Bardzo wielu wybitnych berlińskich i niemieckich Żydów miało - i ma - swe korzenie w Polsce, lub we wschodnich prowincjach Prus, które dziś są częścią Polski. Patron dzisiejszej nagrody, dr Leo Baeck, urodził się w Lesznie, mieście, w którym w XVII wieku znalazł schronienie Amos Comenius, wielki czeski pedagog, następnie studiował we Wrocławiu, a rabinem został w 1897 roku w Opolu. Myślę, że zetknął się tam również z językiem polskim.
Cieszę się, że polscy mieszkańcy dawnych niemieckich miast na Dolnym Śląsku czy Pomorzu powoli zaczynają odkrywać te korzenie i przyznawać się do swoich poprzedników. Tak jest dziś we Wrocławiu, gdzie przed aulą uniwersytetu znowu wiszą portrety wrocławskich noblistów z czasów niemieckich, jak na przykład Theodora Mommsena czy Maxa Borna, i gdzie pieczołowicie odnawiany jest stary cmentarz żydowski, między innymi z grobem Lassalle`a. Tak jest w Barlinku, gdzie powstaje muzeum Emanuela Laskera, szachowego mistrza świata. Tak może, czy powinno, też stać się w Jarocinie, skąd pochodził liberalny polityk XIX w.Eduard Lasker i w wielu innych polskich dziś miastach i miasteczkach, w których niezafałszowana lokalna historia - polska, niemiecka, żydowska - powinna się odzywać pełniejszym głosem. Jest to historia wspaniała i tragiczna zarazem, pełna wzajemnych fascynacji i animozji, przenikania i odpychania, w której po stronie niemieckiej antysemityzm stykał się z antyslawizmem, po stronie polskiej natomiast z wrogością do wszystkiego, co niemieckie. A jednak przez całe wieki w Europie środkowo-wschodniej ta niemiecko-żydowska symbioza była faktem. Zniszczyło ją dopiero nazistowskie szaleństwo. Ofiarą całopalenia padły miliony Żydów tak polskich, jak niemieckich. Ofiarą eksterminacji padły miliony Polaków. Ofiarą działań wojennych, oraz wojennej i powojennej zawieruchy padły miliony winnych i niewinnych Niemców. Wymieniam te ofiary jednym tchem, choć wiem, że tego robić nie wolno. Czymś innym - mówi się - jest ofiara planowego, przemysłowego ludobójstwa na całym narodzie, czymś innym ofiary bestialskiej polityki wyniszczenia całej warstwy przywódczej jakiegoś narodu, a pozostałych upodlenie i zamienienie w niewolników, i wreszcie czymś innym są ofiary zemsty ofiar. Tak mniej więcej toczy się dyskusja tu w Berlinie w związku z planowanym mauzoleum ofiar Holocaustu. Nie chcę się do tego sporu włączać.
Chcę natomiast - podejmując myśl Milana Kundery i György Konrada z lat osiemdziesiątych - powiedzieć, że zniszczenie tej naszej symbiozy niemiecko-żydowsko-polskiej, podobnie jak i niemiecko-żydowsko-czeskiej czy niemiecko-żydowsko-węgierskiej sparaliżowało całą tą naszą Europę Środkową, która została pozbawiona kulturowej wymiany, mentalnego przenikania i cywilizacyjnej osmozy. Ta nasza część Europy zawsze była mieszanką kultur, religii, języków, i temperamentów, a Żydzi, Niemcy, i Polacy bardzo często należeli tu do ludzi pogranicza, mieszkających w różnych państwach i zadomowionych w różnych kulturach. Stąd - przy wszystkich różnicach - tak łatwo możemy znajdować analogie postaw i porównywać poszczególne losy. Na przykład postawę doktora Leo Baecka, przewodniczącego berlińskiej gminy żydowskiej w czasie III Rzeszy, więźnia Theresienstadtu, choćby z postawą Adama Czerniakowa, Senatora Rzeczypospolitej, przewodniczącego warszawskiej gminy żydowskiej - od września 1939 do samobójczej śmierci na początku likwidacji Getta Warszawskiego w 1942 roku - w jego gabinecie w Judenracie do końca wisiał portret marszałka Piłsudskiego.
Powrót do normalności
Jeśli mówimy dziś, że nasza część Europy po czterdziestoletniej izolacji - którą wielu porównywało do biblijnej wędrówki Żydów przez pustynię - wraca dziś do normalności, to musimy zdać sobie sprawę z tego, że sprawdzianem tej normalności jest również odradzanie się gmin żydowskich w Europie środkowej, również w Polsce, która przed wiekami była nazwana "rajem Żydów", a w której w wyniku hitlerowskiego ludobójstwa znajdują się największe cmentarzyska milionów Żydów z całej Europy, w tym trzech milionów Żydów polskich. Dziś, nasza normalność to również poczucie wstydu za haniebną kampanię antysemicką w roku 1968, której skutki staramy się wyrównać, przywracając, zmuszonym wówczas do emigracji polskim Żydom, polskie obywatelstwo. Odradzanie się gmin żydowskich, jak i mniejszości niemieckiej w Polsce, oraz - miejmy nadzieję - polskiej grupy kulturowo-etnicznej mieszkającej w Niemczech, to dowód europeizacji naszych społeczeństw, otwierania się narodów mniej lub bardziej zamkniętych w czasach ?zimnej wojny?, wzajemnego przenikania i ruchliwości społecznej.
Nie chciałbym tu podejmować dyskusji na temat społeczeństw wielokulturowych, ani na temat zagrożeń ze strony nowych egoizmów skrywanych za hasłami "priorytetu polityki wewnętrznej nad zagraniczną", nowego określania interesów narodowych, ograniczania obcokrajowcom dostępu do rynku pracy przy równoczesnym domaganiu się ułatwień dla zbytu własnych towarów zagranicą itd. To wszystko są tematy, które będą nas zajmować w niedalekiej przyszłości.
Jeśli zapuściłem się przedtem w historię, to dlatego, że wymagała tego pamięć berlińskiego rabina, Leo Baecka, podobnie jak jego czeskiego krajana z XVII-wiecznego Leszna, Amosa Comeniusa, wielkiego humanisty. Mówiłem o akceptacji "cudzej" historii w Polsce, i wspomniałem o akceptowaniu "cudzej" historii tu w Berlinie, ale przecież ani u nas w Polsce, ani tu w Berlinie nie jest ona tak zupełnie "cudza". Nic bowiem w Europie nie jest ani wyłącznie "swojskie" ani wyłącznie "cudze". W końcu wszyscy jesteśmy spadkobiercami całej historii europejskiej. Jeśli mówię o tym wszystkim bez lęku, bez ważenia słów, czy aby nie popełnię faux pas porównując nieporównywalne i przerzucając mosty tam, gdzie niejeden strażnik narodowych wyłączności woli się okopać w wyobrażeniu wyjątkowości swego własnego narodu, to dlatego, że starsi i bardziej doświadczeni ode mnie ludzie w ciągu ostatnich lat mieli odwagę i charakter, by wypowiedzieć właściwe słowa, we właściwym czasie, na właściwym miejscu. Mam tu na myśli wszystkich tych, którzy po tej straszliwej wojnie mieli odwagę, mimo ruin, cmentarzysk, potwornych urazów wrogości i nienawiści, wyciągnąć rękę do sąsiada i poprosić go o przebaczenie, mieli odwagę, a zarazem potrafili w sposób wiarygodny, ujmujący i szczery naszkicować wizję przyszłości wartą zabiegów i starań.
Proste słowa Romana Herzoga
Do grona tych osób należy nasz dzisiejszy Laureat. Można powiedzieć, że Roman Herzog nie miał łatwego startu jako prezydent. W roku 1994 zwrotnice polityki niemieckiej i europejskiej po roku 1989 były już nastawione. Jego poprzednik na tym urzędzie, wiele razy z ogromnym wyczuciem i przenikliwością nadawał sensy niemieckim sporom z przyszłością i teraźniejszością. A jednak to Roman Herzog już w czasie swej pierwszej wizyty zagranicznej jako głowa państwa niemieckiego - było to w Warszawie z okazji 50. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego - znalazł proste, jednoznaczne słowa, na które od niemal trzydziestu lat czekały miliony Polaków. Przez trzydzieści lat słowa polskich biskupów - "przebaczamy i prosimy o przebaczenie" skierowane do biskupów niemieckich - były zawieszone w powietrzu.
Pan, Panie Prezydencie, drogi przyjacielu, odpowiedział na nie na placu Krasińskich w Warszawie zwracając się do Polaków, ofiar wojny i prosząc ich o przebaczenie za to, co "im wszystkim zostało wyrządzone przez Niemców", a nie jak to zwykle mawiano "w niemieckim imieniu". Od tego momentu rzeczywiście pękły w Polsce ostatnie lody. Przeszłość istnieje oczywiście w świadomości wielu ludzi, ale już nas nie zatruwa, a Pan pozyskał w wielu z nas szczerych przyjaciół, którzy w tych następnych latach Pańskiej prezydentury dokładnie wsłuchiwali się w Pańskie słowa, a kiedy trzeba było - jak na przykład w styczniu w 1995 w czasie smutnego i niepotrzebnego polsko-żydowskiego sporu o to czyj jest Oświęcim - również w Pańskie taktowne milczenie. Centralna Rada Żydów w Niemczech przyznaje nagrodę im. Leo Baecka tym ludziom, którzy w szczególny sposób zasłużyli się dla wspólnoty żydowskiej w Niemczech. Pańskie zasługi w tej mierze wykraczają poza Niemcy. Przypadło bowiem Panu kontynuowanie historycznego dzieła pojednania niemiecko-izraelskiego, które rozpoczęli w minionych dziesięcioleciach Pańscy poprzednicy na urzędzie. Godne uwagi były słowa, jakie wypowiedział Pan w czasie swej pierwszej wizyty w Izraelu: "nam Niemcom przypada zadanie podtrzymywania pamięci o najbardziej ponurym okresie naszej historii i uprzytamnianie następnym generacjom, do czego byli zdolni Niemcy, do czego mogą być zdolni ludzie. Nie mówię tego, by wspierać tezę o winie zbiorowej. Nie wierzę w nią. Większość moich krajan - mówił Pan- urodziła się już po upadku III Rzeszy albo w ostatnich latach hitlerowskiej dyktatury miała na nogach dziecięce kapcie. Ta generacja jest wolna od indywidualnej winy, ale nie jest wolna od obowiązku wyciągnięcia nauk z historii." Pamiętamy te słowa Panie Prezydencie.
Jak jednak w naszych dość lekkomyślnych, szybkich i powierzchownych czasach przeciwdziałać zanikowi pamięci historycznej? Jak walczyć z rakiem amnezji, który toczy narody Europy, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o pamięć ofiar "cudzych", nawet jeśli - jak Żydzi - byli lub są oni naszymi wewnętrznymi sąsiadami od stuleci. Jako człowiek praktyczny i rzeczowy wybrał Pan nie tylko słowa - mądre i właściwe - ale również wsparł autorytetem swego urzędu konkretne przedsięwzięcie. Przejął Pan patronat nad budową w Warszawie muzeum polskich Żydów, instytucji koniecznej dla naszej polskiej, ale i europejskiej pamięci. To muzeum pozwoli choć w części odtworzyć nieistniejący już materialny świat polskich Żydów i uprzytomnić Polakom, zwłaszcza tym, którzy żyjąc w dzisiejszej Polsce wschodniej mieszkają - jak to się u nas określa nieprzetłumaczalnym na język niemiecki słowem - w "pożydowskich domach?, jak bogatego kulturowo świata są spadkobiercami. Dziećmi tamtego, zdruzgotanego przez hitlerowską barbarię świata, były tak wspaniałe postaci jak Janusz Korczak, Isaac Bashevis Singer, Ludwig Zamenhof i miliony bezimiennych chasydzkich "wschodnich Żydów", którzy niekiedy z takim zniecierpliwieniem byli odbierani przez oświeconych i nowoczesnych Żydów berlińskich. A jednak to oni, ci lekceważeni "chałaciarze" ze Wschodu stworzyli zamordowaną przez hitlerowców i ich kolaborantów wspaniałą kulturę w języku jidish. Składam Panu, panie Prezydencie Federalny, serdeczne słowa podziękowania za tę Pańską inicjatywę. Dziękuję także Panu Przewodniczącemu Ignatzowi Bubisowi, i wierzę, że w przyszłości jego osobiste zaangażowanie pomoże zatrzeć nie tylko wiele z polsko-żydowskich, ale i z żydowsko-żydowskich sporów.
Panie i Panowie, nie sposób mówić o przyszłości Europy, o zbliżeniu między naszymi narodami, o projekcie Europy otwartej głoszonym przez dzisiejszego laureata w wielu przemówieniach, o ?rozszerzaniu wyspy dobrobytu - jak to Pan powiedział - na wschód?, i o roli Polski w tym procesie, tak jak to sobie my wyobrażamy, bez odnoszenia jej do tej bogatej przeszłości naszego kontynentu. A dzisiejsza uroczystość ma charakter specjalny, ze względu na jej patrona, jej laureata i - jak sądzę - również ze względu na Wasz, Panie i panowie, wybór autora tej laudacji. Żydowsko-niemiecko-polski trójkąt, pełen tak obolałych urazów, tak nierównoboczny można by powiedzieć, wymaga bardzo delikatnego dialogu, na temat przyszłości ale i na temat przeszłości. Składając serdeczne gratulacje dzisiejszemu laureatowi dziękuję Panom za zaproszenie mnie na tę uroczystość.