04 grudnia 1998
Omówienie wywiadu Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego dla "Der Tagesspiegel", który przeprowadził 4 grudnia br redaktor Christoph von Marschall.
"Jest to kwestia bardzo drażliwa i trudna, która wymaga wiele odwagi. To, co teraz mówię, wywoła wiele krytyki i kontrowersji" - podkreślił prezydent Polski w rozmowie dotyczącej problemu zwrotu dzieł kultury narodowej utraconej podczas II Wojny Światowej, a obecnie znajdujących się m.in.w zbiorach polskich i niemieckich.
"Dzieła sztuki, które w ewidentny sposób zostały zrabowane, muszą być zwrócone. Jednocześnie winniśmy zagwarantować, że będą one ogólnie dostępne. Potrzebujemy rozwiązań, dzięki którym nikt nie będzie się czuł ogołocony do cna. W stosunkach polsko-niemieckich powinniśmy podjąć inicjatywę, która byłaby dla świata przykładem, jak respektować prawa własności, a jednocześnie szanować powszechne, humanistyczne prawo dostępu do dóbr kultury" - powiedział Aleksander Kwaśniewski.
Polacy - podkreśla z naciskiem Aleksander Kwaśniewski - nie zrabowali "Biblioteki Berlińskiej". Dla ochrony przed nalotami podczas wojny Biblioteka Państwowa ewakuowała najcenniejsze zbiory na Śląsk. Były wśród nich autogramy Bacha, Beethovena i Mozarta, średniowieczne rękopisy, spuścizna po Alexandrze von Humpoldt, Gustavie Freytagu, Hoffmannie von Fallersleben i wiele innych unikatów. W wyniku przesunięcia granic na zachód skarby te znalazły się po wojnie na terytorium Polski i zostały przewiezione do Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Odwrotnie niż w stosunkach z Rosją, gdzie Duma wyklucza jakikolwiek zwrot dzieł sztuki, w komisji polsko-niemieckiej panuje przyjazna atmosfera, ale jak dotąd nie osiągnięto konkretnych porozumień. Trudne zadania tego rodzaju wymagają symbolicznych gestów. Zdaniem Prezydenta, planowane na 2000 rok uroczystości upamiętniające spotkania cesarza Ottona III z polskim władcą Bolesławem Chrobrym, przed 1000 laty w Gnieźnie, mogłoby stanowić dobrą okazję po temu, by strona niemiecka zwróciła zaginione polskie dzieła sztuki, a rękopisy z pruskiego zbioru znalazły drogę powrotną do Berlina. " Ale pierwszy krok musi uczynić strona niemiecka". (...)
O stosunkach polsko-niemieckich Polski prezydent powiedział, iż w związku z przeprowadzką niemieckiego rządu oczekuje nowych impulsów dla integracji europejskiej. "Ludzie, którzy przybędą z Bonn, odkryją na swoich mapach Polskę i nie będą już zwracać wzroku wyłącznie na Zachód, lecz także na wschód". Dla Jego generacji Berlin nie jest już synonimem polskich cierpień od czasu Fryderyka Wielkiego, który był motorem rozbiorów, poprzez germanizację w okresie Bismarcka. Ludzie, którzy cierpieli w czasach Fryderyka i Bismarcka, już dawno nie żyją.
"Są jeszcze tacy, którzy przeżyli hitleryzm i należy rozumieć ich uczucia. Ale młodzi ludzie traktują Berlin jak europejskie miasto, które - jak oni - wyciągnęło lekcję z podziału i dzięki temu doświadczeniu odgrywa konstruktywną rolę w przeciwdziałaniu sztucznym granicom i agresji, w poszukiwaniu dróg dialogu i porozumienia. Wizerunek Berlina jako miejsca zagrożenia, należy w Polsce do przeszłości" - podkreślił prezydent.(...)
Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego najważniejszym zadaniem w stosunkach dwustronnych jest "likwidacja wzajemnych uprzedzeń". Oba rządy muszą poprawić sytuację na granicy, "poświęcić więcej uwagi wymianie młodzieżowej, którą - trzeba przyznać - strona polska nieco zaniedbała". "Jest cały szereg nowych impulsów". Dzięki reformie administracji na przełomie roku powstaną w Polsce województwa podobnej wielkości, co kraje związkowe. Umożliwi to "jakościowy skok" we współpracy. "Za kilka miesięcy będziemy mieli wspólny niemiecko-polsko-duński korpus z siedzibą w Szczecinie, jest to zmiana, którą trudno dziś przecenić. Prywatne spotkanie z kanclerzem Schröderem w Berlinie daje możliwość "nowej formy głośnego myślenia nad dalszymi zmianami na lepsze" - powiedział prezydent Aleksander Kwaśniewski.