17 września 1998
17 września br., prezydent RP Aleksander KWAŚNIEWSKI był gościem, trwającej na Zamku Królewskim, Międzynarodowej Konferencji "100-lecie odkrycia polonu i radu".
Prezydent RP, zwracając się do uczonych, powiedział:
Serdecznie witam wszystkich, którzy przyjechali do Polski na spotkanie ludzi nauki w setną rocznicę odkrycia polonu i radu przez Marię Skłodowską - Curie i jej męża Piotra Curie.
Biografia Marii Skłodowskiej - Curie jest dla Polaków powodem do wielkiej i słusznej dumy. Jest ona postacią z naszej narodowej legendy, jednym z tych bohaterów przeszłości, o których dzieci czytają w szkolnych lekturach. Jej droga życiowa, jej naukowa kariera były wzorem dla kolejnych pokoleń polskich uczonych. Setna rocznica odkrycia radu i polonu to niezwykła okazja złożenia hołdu naszej wielkiej Rodaczce. To także okazja do wyrażenia słów wdzięczności dla Francji - kraju, który przygarnął młodą Polkę i zapewnił jej warunki naukowego rozwoju. Dziękuję, szczególnie serdecznie dziękuję, za uświetnienie naszego spotkania swoją obecnością laureatom Nagrody Nobla. To dla nas, to dla Polski wielki honor, że możemy was, szanowni państwo gościć.
Dziękuję za obecność profesorom Helenie Langevin - Joliot i Pierre`owi Joliot ? wnukom Marii i Piotra Curie. Serdecznie dziękuję również przedstawicielom honorowych patronów naszego spotkania - panu Federico Mayorowi, Dyrektorowi Generalnemu UNESCO, oraz Jamesowi Dooge`owi reprezentującemu Międzynarodową Unię Naukową.
Jestem wdzięczny, że zechcieliście Państwo przybyć do Warszawy. Obecność tylu znamienitych umysłów to dla nas powód wielkiej satysfakcji. Mamy wyjątkową szansę wysłuchania Państwa opinii oraz sugestii na temat rozmaitych implikacji badań naukowych, na temat roli środowiska ludzi nauki we współczesnej cywilizacji.
Cieszę się jako prezydent Rzeczypospolitej, że mogę powitać Państwa w Polsce - w kraju, który w przyspieszonym tempie odrabia dystans do wysoko rozwiniętych państw Europy. Dzisiejsza Polska wstępuje do NATO i negocjuje warunki swego członkostwa w Unii Europejskiej. Ostatnie 5 lat to dla nas czas szybkiego wzrostu gospodarczego. Maleje inflacja i zmniejsza się bezrobocie. Rosną, mimo kryzysu na świecie, także w Rosji, nasze rezerwy dewizowe. Z dumą mówimy - Polska dziś to jeden z najbardziej stabilnych krajów w tej części Europy. Osiągnięcia te są dziełem ludzi i kolejnych rządów, które reprezentowały bardzo różne opcje polityczne.
Polska ma wspaniałe tradycje nauki i ceni pamięć swych wielkich uczonych. Przyjechaliście Państwo do kraju, który dobrze rozumie, jak wielkie znaczenie ma nauka, edukacja i postęp technologiczny dla naszej pomyślnej przyszłości.
Ta konferencja nasza poświęcona jest stuleciu odkrycia polonu i radu. Rocznicowy charakter tego spotkania oraz bliski przełom stulecia skłaniają dziś do historycznych porównań, podsumowań i refleksji. "Nic na świecie nie jest stałe, oprócz zmian" - to popularne w kręgach futurologów powiedzenie nigdy nie było bardziej aktualne niż obecnie. Świat bowiem stanął przed problemami, których głębokości i zasięgu nie przewidywał, ale które musi pilnie rozwiązać.
Już za niespełna 500 dni wejdziemy w wiek XXI. Pytanie, jakie będzie to stulecie, nurtuje nas wszystkich. Przypomnijmy - wiek XIX był wiekiem pary i elektryczności; okresem gdy zrodził się nowoczesny przemysł. Wiek XX to czas niesłychanego rozwoju nauki i wielkich odkryć, wiek atomu. Odkrycia ostatnich 100 lat miały zasadniczy udział w wielkim przekształceniu świata w XX wieku. Miały ogromny wpływ na życie ludzi na Ziemi. Miały wpływ na los każdego z nas.
Wspaniałe osiągnięcia fizyki jądrowej zapoczątkowane odkryciami Marii Skłodowskiej - Curie i Jej męża przyniosły rozwój energetyki jądrowej. Stworzyły one również zupełnie nowe możliwości w leczeniu wielu trapiących ludzkość schorzeń. Dzięki wielkim odkryciom z pierwszej połowy wieku XX, zrywających z klasycznym rozumieniem mikroświata, możliwy był rozwój nie tylko energetyki jądrowej, ale i późniejsze wielkie odkrycie tranzystora i lasera. A te wielkie wynalazki pociągnęły za sobą rozwój elektroniki, telekomunikacji i informatyki. Ich bezpośrednią konsekwencją stało się stworzenie globalnej sieci komputerowej łączącej przecież nie tylko laboratoria naukowców, ale już dzisiaj domowe komputery na wszystkich kontynentach. Równie imponujący jest rozwój chemii, biologii i medycyny i przemysłu, który wdraża te wielkie odkrycia. W drugiej połowie dwudziestego stulecia dokonano pierwszej, wydawałoby się niemożliwej i niewyobrażalnej transplantacji ludzkiego serca. A teraz, na końcu wieku udało się sklonować Dolly - owcę, której popularność jest większa niż niejednego polityka.
Z drugiej jednak strony, rozwojowi nauki towarzyszą rozczarowania i obawy. Postęp technologiczny, odkrycia i wynalazki nie zawsze służą tylko dobru ludzkości. Bez trudu zauważymy to pozostając w kręgu zainteresowań małżonków Curie. Okazało się przecież, że terapia radiologiczna pomaga, ale nie jest panaceum na raka. Nie zniknęło wiszące nad światem widmo zagłady nuklearnej, które przecież też jest bezpośrednią konsekwencją ich odkryć.
Przykład z innej dziedziny: Spektakularne osiągnięcia chemii przyniosły postęp cywilizacyjny, ale też skażenie środowiska o trudnych do przewidzenia długoterminowych konsekwencjach biologicznych, klimatycznych i cywilizacyjnych. To samo możemy powiedzieć o biologii molekularnej, to samo o genetyce. Mimo zabezpieczeń technicznych, mimo regulacji prawnych trudno uznawać, że te niezwykle szybko rozwijające się dziedziny wiedzy są całkowicie bezpieczne, że nie niosą żadnych potencjalnie niebezpiecznych skutków ubocznych. Rozwijający się przemysł i bogacenie się społeczeństw niosą za sobą kolejne zagrożenia choćby w postaci zaśmiecania naszej planety, zmianach klimatycznych. Rosnące zużycie energii pociąga za sobą zatrucie atmosfery. Narasta zagrożenie efektem cieplarnianym. Coraz szczuplejsza jest ochronna warstwa ozonowa.
I mimo wysiłków, pracy, wielu wspaniałych koncepcji, mimo upływu stu lat, który ten XX wiek zaznaczył ani politycy ani naukowcy nie potrafią skutecznie rozwiązywać problemów naszej planety. To jest wyzwanie, które stoi przed wami, szanowni państwo, które, myślę, że zrozumieją społeczeństwa i politycy, którzy z demokratycznego mandatu, na podstawie swoistej umowy tymi społeczeństwami kierują. Gdy kończył się wiek XIX na ulicach wielu stolic Europy wybuchały bomby terrorystów. Ale czy dzisiaj jest inaczej? W tej dziedzinie zmieniło się może niewiele, bo dynamit Alfreda Nobla zastąpiono semteksem, wynalazkiem czeskich naukowców. Ale jest coś w klimacie końca wieku, co nakazuje naszą troskę, wrażliwość i gotowość do podejmowania działań, często trudnych.
Nikt nie odważy się dziś, jak to miało miejsce pod koniec XIX wieku, twierdzić, że w nauce nie ma już nic do odkrycia. Najwspanialsze odkrycia są najprawdopodobniej przed nami. Przez minione stulecia nauczyliśmy się eksploatować Naturę. Myślę, że wiek XXI przyniesie nam wiedzę jak ją szanować i jak korzystając z jej wciąż odnawialnych zasobów, nie zaburzyć równowagi środowiska naturalnego, a więcej harmonijnie z nim współżyć. Przekazywanie wiedzy kolejnym pokoleniom jest obowiązkiem odchodzących generacji. Nadszedł czas aby myśleć nie tylko o gromadzeniu i przekazywaniu wiedzy, ale i warunkach w jakich tę wiedzę możemy spożytkować i pomnażać. A to oznacza przede wszystkim myślenie o środowisku i jego zasobach.
Nie było winą uczonych, że okrzyknięty stuleciem nauki i postępu wiek XX nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Przed stu laty, w czasie la belle epoque, wierzono, że będzie on stuleciem wolności, pokoju, rozwoju i postępu. Tymczasem okazał się okresem dwóch wojen światowych, brutalnej siły i przemocy, podbojów i grabieży. I z tego trzeba wyciągnąć naukę. Trzeba uczynić wszystko, aby nadchodzące stulecie było inne. Nie ulegajmy przesadnemu optymizmowi. Ale także nie lękajmy się i nie ograniczajmy się w myśleniu, które może paraliżować wolę działania. Wiek XXI może być dobrym czasem dla świata, dla ludzi, dla środowiska, dla nas wszystkich. To będzie wieki konkurencji, ale to będzie i powinien być wiek współpracy. To powinien być wiek dialogu oraz poszukiwania rozwiązań, które mogą być rozsądnym kompromisem między różnymi racjami, interesami i potrzebami. Ale wiele, i chciałbym tę myśl przekazać państwu, zależy od tego, jak właśnie wy, ludzie nauki , ale także jak politycy, jak menedżerowie, jak wszyscy, którzy wpływają na losy naszego globu będą myśleć, będą pracować, co zrobią z władzą, z wiedzą, z pieniędzmi . Czy władza, wiedza, pieniądze będą służyć wspólnemu pożytkowi czy będą wykorzystywane egoistycznie. To jest moralny wymiar tego wielkiego wyzwania przed którym stoimy wobec nowego stulecia.
Nauka przyniosła wielki postęp, ale nauka również przyniosła wiele obaw. Katastrofa Czarnobyla była nie tylko katastrofą na dużą skalę, ale uświadomiła nam wszystkim do czego może doprowadzić arogancja i ludzkie błędy. Czarnobyl przyniósł wyraźną niechęć wobec energetyki jądrowej, uznawanej przez wiele autorytetów naukowych za najbardziej proekologiczną i bezpieczną formę pozyskiwania energii. Polska jest dobrym przykładem, ta katastrofa spowodowała odłożenie na dziesiątki lat programu energetyki jądrowej. Czarnobyl jest symbolem, ale pytanie, które płynie z tego wydarzenia jest takie: co robić, aby nie utrwalał się sprzeciw ludzi i żeby nie było powodów do sprzeciwu wobec nauki , procesu naukowego i tego, co on powoduje? Trzeba zrobić wszystko, aby nie dopuścić do utrwalenia negatywnego syndromu społecznego zwłaszcza sprzeciwu wobec postępu naukowego i technologicznego. Trzeba niewątpliwie osłabić wpływ rozmaitych fałszywych proroków pseudonauki operujących uproszczonymi uogólnieniami, półprawdami, kreujących mity i zbiorowe lęki. Aby to się stało, i to jest mój apel do państwa, środowiska nauki muszą przy współudziale i pomocy mediów, poprawić swą komunikację społeczną z szerokimi kręgami społecznymi. Trzeba umieć odejść od hermetycznego niekiedy języka nauki, trzeba upowszechniać to, co robicie, wasze osiągnięcia, które są bezdyskusyjne. To nie jest łatwe zadanie. Wiem, że fałszywym prorokom jest łatwiej być na pierwszych stronach gazet, ale powinniście tak działać, aby ten sposób myślenia odmienić.
Po drugie - należy jednoznacznie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy konieczne jest samoograniczenie ludzi nauki i zaprzestanie badań w dziedzinach potencjalnie niebezpiecznych? Uważam, że odpowiedź musi być w tym wypadku negatywna. Inaczej doświadczylibyśmy, w moim przekonaniu, prawdziwej katastrofy brzemiennej w skutki dla przyszłości rodzaju ludzkiego, bowiem dążenie do prawdy i odkrywanie praw rządzących naturą jest immanentną cechą ludzkiego umysłu i niezbywalnym prawem człowieka do źródeł jego rozwoju.
Więc jako polityk uważam , że świat nauki musi mieć prawo do ryzyka, musi mieć prawo do eksperymentu, musi mieć prawo pójść w nieznane. Szerokim kręgom społecznym i opinii publicznej trzeba pomóc w wyrobieniu sobie wolnego od nierozumnych obaw obrazu świata oraz sytuacji w badaniach naukowych. Może to przede wszystkim uczynić wy, szanowni państwo. Nikt lepiej niż od naukowców nie rozumie przecież wszelkich możliwych zagrożeń - ale i wielkich szans rozwojowych będących wynikiem rozwoju nauki i techniki. Nauka i naukowcy mogą i powinni być swoistym "systemem wczesnego wykrywania" i zagrożeń wynikających z nowych odkryć i wynalazków, ostrzegającym przed ślepymi uliczkami. Taka przestroga, płynąca ze środowiska naukowców dociera lepiej do społeczeństwa aniżeli formułowane opinie polityków. To jest wielkie wasze zadanie.
Polityk to człowiek, który odpowiada przed zbiorowością, który ma poczucie odpowiedzialności wynikające z demokratycznego mandatu wyborczego, jakim dysponuje. Stara się w swym działaniu reprezentować interesy tych ludzi, którzy zawarli z nim swoistą społeczną umowę. Polityk w systemie demokratycznym realizuje szanse spełnienia swych idei wyłącznie poprzez przyzwolenie społeczne. Dlatego też kompromis w działalności polityka jest czymś ważnym, powiedziałbym nawet o najwyższej wartości.
Uczony może i musi postępować inaczej. Nie da się poszukiwać wspólnego mianownika między różnymi naukowymi poglądami. Nie ma możliwości ustalania prawdy naukowej metodą głosowania. Jeżeli czasami tak się dzieje to zazwyczaj prowadzi to do fałszywych konstatacji. Uczony musi w każdej chwili być gotów do porzucenia swej dotychczasowej drogi i sposobu myślenia, jeśli zgromadzone fakty zaprzeczają jego hipotezom. O ile więc dla naukowca niedopuszczalny jest kompromis w dążeniu do odkrywania praw natury i poszukiwaniu prawdy, to polityk tak zachowujący się byłby niebezpiecznym fundamentalistą..
Ale także i my politycy musimy wiedzieć, że trzeba zawołać "non possumus", bo przecież moralność polityka nie może być inna niż moralność ludzi nauki. Polityk, podobnie jak uczony, powinien mieć rozbudowane poczucie odpowiedzialności, a w tym również odpowiedzialności wobec przyszłości. Nie tylko wobec tego, co dzieje się dziś, nie tylko tego, co jest popularne w tej chwieli, ale odpowiedzialności za kolejne pokolenia. Powinien mieć wyobrażenie przyszłości w perspektywie znacząco dłuższej niż kolejne kadencje i wybory. Powinien widzieć szanse i zagrożenia towarzyszące społecznemu rozwojowi. A ten, który myśli o kadencji, ten który myśli o przyszłości jest politykiem pozostawiającym trwały ślad. W tym sensie widzę podobieństwo między waszą pracą a działalności ludzi polityki.
Szanowni Państwo!
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu uprawianiem nauki zajmowało się wąskie grono skupione z reguły w uczelniach. Laboratoria były niewielkie i raczej skromnie wyposażone. Żadne władze państwowe nie zajmowały się problemem funduszy na naukę, gdyż były to wydatki stosunkowo niewielkie. Wystarczało zadekretowanie środków na budowę i wyposażenie uniwersytetów, a badania poszczególnych uczonych finansowane były albo ze źródeł uczelnianych albo z mecenatu prywatnego. Częstokroć wielkie odkrycia były owocem osobistych pasji, finansowanych ze skromnej pensji lub też własnych zasobów. Archimedes, Kopernik, Leonardo da Vinci czy Darwin to przecież najznamienitsi uczeni swoich czasów, ale dla żadnego z nich działalność badawcza nie była zawodem, stanowiącym źródło ich utrzymania.
Prawdziwy przełom przyniosła druga wojna światowa i realizacja programu Manhattan. Po raz pierwszy zgromadzono w jednym miejscu liczną grupę fizyków, matematyków, chemików, inżynierów i wreszcie wojskowych, których jedynym celem było skonstruowanie bomby atomowej. Tylko w ten sposób była możliwa realizacja w tak krótkim czasie idei, która kilka lat wcześniej narodziła się w umysłach kilku wybitnych uczonych zajmujących się fizyką jądrowa. Była to decyzja polityczna i podjęli tę decyzję politycy na czele z ówczesnym Prezydentem Stanów Zjednoczonych Franklinem Delano Rooseveltem. Również nie naukowcy, ale właśnie polityk ? kolejny prezydent USA ? Harry Truman podjął decyzję o pierwszym i jak do tej pory jedynym wykorzystaniu straszliwej wizji i dzieła naukowców jakim była broń jądrowa. Wydarzenie to w sposób niezwykle jaskrawy ukazuje ogrom moralnego ciężaru - i dla polityków i dla naukowców - który może nieść uprawianie nauki i wykorzystanie jej owoców.
Warto zwrócić uwagę, że projekt Manhattan okazał się w historii nauki przełomowy również i pod innym względem. Otworzył on bowiem zupełnie nowe podejście nie tylko do uprawiania nauki ale i do finansowania badań naukowych. Od końca II wojny światowej badania naukowe znalazły się po raz pierwszy w budżetach państw. Również wielki przemysł zaczął tworzyć swoje laboratoria skupiające najwybitniejsze umysły, którym dano do dyspozycji środki i możliwości nie do znalezienia w jakimkolwiek laboratorium uniwersyteckim.
Paradoksalnie - od tego też momentu zaczęły pojawiać się coraz częstsze zarzuty pod adresem polityków o niezrozumienie roli nauki w rozwoju społeczeństwa. Środowisko naukowe i opinia publiczna oskarża często rządy i parlamenty o przyjmowanie złych priorytetów. Mówi się o presji elektoratu na realizację krótkofalowych obietnic wyborczych - a nauka rzadko się w nich mieści - o malejących publicznych nakładach na badania.
Ten stan rzeczy zauważalny był i w krajach demokratycznych i w systemach autorytarnych. Ten stan rzeczy jest niestety także naszym dzisiejszym polskim problemem. Ni