26 czerwca 1998
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski, 26 czerwca 1998 roku rozpoczął dwudniową wizytę na Ukrainie.
W pierwszym dniu wizyty prezydent Aleksander Kwaśniewski spotkał się z prezydentem Ukrainy Leonidem Kuczmą oraz zwiedził Charkowskie Zakłady Lotnicze. Na spotkaniu w Akademii Prawa wygłosił odczyt nt. "Perspektywy pojednania polsko-ukraińskiego".
Panie Rektorze, Szanowni Państwo!
Jestem niezwykle rad, że mogłem odwiedzić Charków. Wasze miasto - pierwsza po 1918 roku stolica Ukrainy - to wielki ośrodek nauki, techniki, przemysłu i kultury. Wasza uczelnia - charkowska Akademia Prawa - znana jest szeroko w waszym kraju oraz poza jego granicami, także w Polsce. Pozwólcie, że pobyt u was i nasze obecne spotkanie wykorzystam do przedstawienia moich opinii na temat najważniejszych wyzwań czekających świat, Europę, Polskę i jej sąsiadów w najbliższych latach. Z oczywistych względów przedstawię Państwu spojrzenie z perspektywy polskiej. Sądzę jednak, że nie będzie ona uderzająco odmienna od Waszej perspektywy. Mam bowiem silne poczucie, że - jak to mówi polskie porzekadło - "jedziemy razem na jednym wózku".
Szanowni Państwo!
Odwraca się niedobra passa, która ciążyła nad dziejami naszej części kontynentu przez ostatnie dwa - trzy stulecia. Jeśli postęp mierzyć dokonaniami - to w ciągu kilku zaledwie lat przebyliśmy całą epokę. W swojej dynamice historia nie zadowala się jednak nigdy żadnym status quo. Jest nawet takie powiedzenie, że nic na świecie nie jest stałe, oprócz zmian. W ciągu ostatnich lat Polska i Ukraina przebyły długą i trudną drogę. Była to droga ku lepszemu, choć pozytywne rezultaty przemian ciągle nie są jeszcze powszechnie odczuwane. W naszej części Europy transformacja jest nie tylko procesem porządkowania gospodarki. To także otwieranie się na świat. Warto więc bliżej przyjrzeć się temu, jak ten świat wygląda, zastanowić, co go czeka.
O ile w poprzednim okresie sytuacja kształtowana była przez strategie polityczne dwóch wielkich mocarstw, to obecnie myślenie w kategoriach Wschód - Zachód nie zapewnia rozumienia procesów i zjawisk globalnych. Anachroniczne i pozbawione sensu jest też rozumowanie w kategoriach sfer wpływów i stref specjalnych interesów. Ciężar stosunków międzynarodowych coraz wyraźniej przenosi się z tradycyjnie rozumianej polityki na gospodarkę. System powiązań gospodarczych jest coraz bardziej złożony. Dziś świat znalazł się w kształtującej się epoce wielobiegunowej. Kryteria powstawania tych biegunów są różnorakie: od kulturowo - cywilizacyjnych poprzez geopolityczne do ekonomicznych. Trudno obecnie powiedzieć ile i jakich biegunów powstanie, i jakie siły będą między nimi działać. Wiek XX nie spełnił pokładanych w nim przez ludzkość nadziei. Sądzę również, że jest wiele powodów, aby na nadchodzące stulecie patrzeć bez przesadnego optymizmu. Po raz pierwszy od czasów rewolucji przemysłowej wytrąceni zostaliśmy z przekonania, że mechanizmy rozwoju gwarantują synom lepsze warunki życia niż ojcom. Jak w opowieściach Lewisa Carrolla, trzeba będzie, być może, biec jak najszybciej, aby udało się pozostać w tym samym miejscu. Wiek XXI będzie bowiem, jak sądzę, wiekiem partnerstwa i współpracy, ale będzie też stuleciem rosnącej konkurencji.
Szybki rozwój innych regionów świata wymusza również na Europie przyspieszenie. Czeka nas w XXI wieku globalne wyzwanie konkurencyjności i -zapewne - pokojowe "zderzenie cywilizacji". Coraz bardziej natarczywe staje się w takiej sytuacji pytanie, czy Europa jest w stanie sprostać światowej konkurencji. Czy model polityczny, społeczny i gospodarczy, który przez tak długi czas był europejską siłą napędową, teraz się już aby nie wypalił? Czy w Europie możliwy jest dalszy dynamizm cywilizacyjny? Lub - w języku bardziej technokratycznym - czy Europa sprosta światowemu wyścigowi w dążeniu do obniżki kosztów wytwarzania? Spróbujmy zastanowić się w tym momencie, czym jest dzisiaj europejskość. Wśród doświadczeń historycznych, które w ciągu wieków połączyły nasz kontynent były osiągnięcia ogromnej miary. Były także sprzeczności, dramaty i niepokoje. Ani jednych, ani drugich nie możemy się wypierać. Wszystkie one złożyły się na to, kim dzisiaj jesteśmy. Europejskość - to postawa aktywna, otwarta i twórcza. To demokracja, wolność, krytycyzm, tolerancja. Europejskość to zdolność do zmiany. Europejskość to uznanie równorzędności i równowartości wszystkich kultur. Europejskość - to także partnerskie, cywilizowane stosunki pracy, społeczna gospodarka rynkowa, silne lokalne wspólnoty obywatelskie. Europejskość - to przedsiębiorczość, ale i wrażliwość społeczna, solidarność wobec słabszych i potrzebujących pomocy. Te wszystkie wartości, jeśli są chronione i upowszechniane, czynią świat lepszym. Nie okłamujemy się, że taki był zawsze i wszędzie obraz Europy, ale bez wątpienia te wartości są owocem europejskiej gleby. Jestem przekonany, że ludzka cywilizacja byłaby dużo uboższa, gdyby nie czynnik europejski.
Europa, aby pozostać sobą, musi bronić swoich dokonań. Nie możemy jednak tracić z pola widzenia prawdziwych i bardzo głębokich problemów. Na przykład - koszty systemu opieki socjalnej zaczynają ciążyć na zdolnościach konkurencyjnych Europy, równocześnie chroniczne bezrobocie może zagrozić więziom społecznym.
Tradycja liberalnej demokracji musi być gotowa do zmierzenia się ze zjawiskami, jakich przedtem nie doświadczaliśmy: zorganizowaną na wielką skalę przestępczością, coraz większą brutalnością i agresją wdzierającą się do naszego życia, olbrzymiejącą falą imigracyjną, narastającą ksenofobią. Konkurencyjność nie może uderzyć w podstawy solidarności społecznej. Walka z przestępczością nie może zaszkodzić wolności indywidualnej. Troska o skuteczność nie może prowadzić do ograniczania wolności i tłumienia rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
Zmieniając na moment ton na bardziej żartobliwy, przypomnę, że Europa wzięła swe imię od mitycznej piękności porwanej przez byka. Był nim, jak się później okazało, sam bóg Zeus. Nie znaczy to jednak, że Europejczyków tak samo łatwo uwieść jak ową pannę. Zwróćmy uwagę - zazwyczaj to nasz kontynent był w stosunkach z innymi częściami świata stroną aktywną. Może więc i w tej legendzie wszystko było inaczej i to piękna księżniczka upatrzyła sobie władcę Olimpu, by zniewolić go swym urokiem. Tak, czy owak - Europejczyków nie powinien krępować lęk przed przyszłością. Ani dziś, ani jutro nikt Europy nie porwie, jeśli ona sama tego nie zechce. Nie pójdziemy drogą rozwoju Malezji, Tajwanu czy Singapuru. To raczej mieszkańcy innych kontynentów będą się upominali o europejskie standardy u swoich rządów, parlamentów i pracodawców. Czyż nie świadczy zresztą o tym przebieg obecnego kryzysu społecznego w niektórych krajach azjatyckich?
Jak określić dzisiaj granice Europy i kto ma o nich decydować? Europa jest naszą wspólną własnością. Nas wszystkich: Brytyjczyków, Francuzów, Niemców, Polaków, Ukraińców, Rosjan. Wszyscy wnieśliśmy swój wkład we współczesny kształt Europy i jej dzisiejszą tożsamość. Nikt więc nie może zostać z niej arbitralnie wykluczony. Dziś Europa integruje się. Żaden z krajów europejskich pojedynczo nie jest w stanie sprostać globalnym wymaganiom konkurencji i zagrożeniom. Poszerzający się Sojusz Północnoatlantycki oraz większa i bardziej zintegrowana Unia Europejska - to najlepsza odpowiedź naszej starej cywilizacji europejsko - atlantyckiej na wyzwania przyszłości.
Pozwólcie Państwo, że nieco czasu poświęcę dwu kwestiom - bezpieczeństwu regionalnemu i odpowiedzi na pytanie, co robić, aby uniknąć tworzenia nowych linii podziału w Europie. Jestem przekonany, że nie można dziś posługiwać się aparatem pojęciowym z minionych dekad. Wówczas wszelkie bloki budowane były przeciw komuś. W jakiejś mierze dotyczyło to także ugrupowań gospodarczych. Dzisiaj sytuacja jest inna. Nie możemy bagatelizować tego, jak bardzo świat się zmienił. W tym zmienionym świecie nowe są także sposoby zapewniania sobie bezpieczeństwa. Cenimy swoją niepodległość, troszczymy się o swoje bezpieczeństwo, ale nie izolujemy się od siebie. Nikt nikomu nie może też przeszkadzać w suwerennym i samodzielnym kształtowaniu swojej polityki. Najważniejszą i najlepszą dzisiaj metodą budowy zaufania i bezpieczeństwa międzynarodowego jest umacnianie demokracji, tak wewnątrz państw, jak i w stosunkach pomiędzy nimi. Demokracja oznacza jawność. Demokracja czyni bardziej czytelnymi intencje polityków. Istotą metody demokratycznej jest dialog i rozmowa nawet o najtrudniejszych problemach.
W warunkach narastania złożoności świata trzeba zakładać wzrost znaczenia najważniejszych organizacji oraz instytucji międzynarodowych. Czy jednak instytucje te, ich styl działania, odpowiadają już potrzebom współczesności? Państwa wysoko rozwinięte powinny w większym niż dotychczas stopniu, zaangażować się w przekształcenie organizacji międzynarodowych, w ich unowocześnienie. Dzięki temu powiększyć się może grupa państw nowocześnie zorganizowanych i w efekcie zwiększy się szansa na pomyślny rozwój wszystkich.
Szanowni Państwo!
Ton polskiemu życiu nadają dziś aspiracje młodego, otwartego i coraz lepiej wykształconego pokolenia. Polacy masowo się dokształcają. Młodzi ludzie widzą, że sukces jest w zasięgu ręki i zależy także od nich samych. Uczestnictwo w NATO, Unii Europejskiej jest pojmowane przez większość Polaków jako kolejny etap rozwoju Polski i zwiększona szansa ich osobistego sukcesu. Polska jest zainteresowana przystąpieniem do silnego NATO i do silnej Unii Europejskiej. Siła tych organizacji nie jest skierowana przeciwko krajom nie należącym do nich. Rozszerzając się na wschód obydwie te struktury zmieniają zarazem swój charakter. Zadaniem Paktu Atlantyckiego nie jest dziś przygotowywanie się do prowadzenia wojny. Nie jest on nawet tylko organizacją do "zarządzania" sytuacjami kryzysowymi. Jego najważniejszą dziś funkcją jest "zarządzanie" pokojem, podtrzymywanie go i umacnianie. Dlatego tak ważnym dla nas zagadnieniem jest kształt współpracy międzynarodowej w naszej części Europy.
Dlatego witamy z zadowoleniem, że rozszerzeniu NATO towarzyszy budowa strategicznego partnerstwa Sojuszu i Rosji, a także rozbudowa środków wzajemnego zaufania między nimi. Sednem integracji nie jest mechaniczne wprowadzanie w życie takich, czy innych dyrektyw, ale zbliżenie pomiędzy narodami europejskimi dla osiągnięcia konkretnych celów - gospodarczego wzmocnienia, umożliwienia ludziom bezpośrednich kontaktów oraz zapewnienia im spokojnego i bezpiecznego bytu. Idea integracji, urzeczywistniona w Unii Europejskiej, ma trzy filary. Jednym z nich jest refleksja wobec tragicznej przeszłości. Europa zrozumiała, że nie sposób żyć przeciw sobie; że tylko otwartość i współpraca wyprowadzić mogą z bezdroży nacjonalizmów, narastających konfliktów i przemocy, będącej orężem silniejszego. Drugim filarem jest wizja przyszłości. Trzecim - wspólna przestrzeń duchowa, do której każdy z narodów Europy może się odwołać. Pozbawiona tych wsporników jedność europejska jest nie do pomyślenia. Bez nich Europa byłaby tylko pojęciem geograficznym.
Jestem zdania, że Ukraina i Rosja - a także inne kraje postradzieckie - nie pozostaną na uboczu procesów integracyjnych. Już obecnie uczestniczą one w coraz większym stopniu w globalnych i europejskich procesach gospodarczych, w międzynarodowym podziale pracy. Podobnie jest w sferze politycznej. Ukraina i Rosja są członkami Rady Europy. Standardy prawne, których przez lata dopracowały się kraje demokratyczne, stają się w coraz większym stopniu wspólne dla obu części podzielonego przez dziesięciolecia kontynentu. W momencie akcesji do NATO i UE Polska przyjmie na siebie szereg zobowiązań. Niektóre z nich mogą mieć bardzo konkretne konsekwencje dla naszej obecnej współpracy z państwami sąsiednimi. Każda zmiana stanowi wyzwanie dla tych, którzy muszą się do niej dostosować. Nie wolno nam się jednak zrażać. Najistotniejsza jest wola pogłębienia współpracy, a taka wola istnieje po stronie Polski. Powtórzę - członkostwo Polski w NATO i Unii Europejskiej to dla państw sąsiednich szansa, a nie powód do obaw. Szansę tę wspólnie wykorzystamy o ile wcześnie i z wystarczającą determinacją zaczniemy przygotowywać się do nowej sytuacji, o ile wystarczy nam wyobraźni politycznej. Chcę zapewnić, że uzyskanie członkostwa w europejskich i euroatlantyckich strukturach integracyjnych będzie dla nas Polaków dodatkowym impulsem do aktywności w regionie. Będziemy inspirować otwarcie poszerzonej Unii Europejskiej na przyległe kraje. Polska jest przeciwna nowym podziałom w Europie, zaś rozszerzenie struktur europejskich i euroatlantyckich rozumiemy jako proces otwarty. To znaczy - bez niedomówień - dzisiaj my, jutro wy, jeśli będziecie tego chcieli.
Szanowni Państwo!
Polską politykę zagraniczną, cechuje od 1989 roku konsekwencja i stabilność. Jej główne cele pozostają niezmienne. Koncentrują się one wokół uzyskania statusu pełnoprawnego członka NATO, sprawnego przebiegu rozmów akcesyjnych z Unią Europejską, rozwijania współpracy z sąsiadami oraz aktywnego udziału we współpracy regionalnej. W tych sprawach istnieje w Polsce szeroki ponadpartyjny konsensus polityczny. Ten konsensus obejmuje też główne cele polskiej polityki wobec naszych wschodnich sąsiadów. Dlatego też dokonujące się w Polsce zmiany na stanowisku prezydenta, premiera, czy ministra spraw zagranicznych nie wywoływały dążenia do redefiniowania tej polityki, jej założeń i głównych zadań. Problemem i przedmiotem dyskusji będzie natomiast zawsze znalezienie - odpowiedniego do sytuacji i do pytań, które przynosi życie - szczegółowego i skutecznego instrumentarium politycznego. Wszelkie inicjatywy międzypaństwowe i regionalne muszą napotykać na podatny grunt społeczny. Muszą być podejmowane i uzupełniane siecią międzyludzkich kontaktów i wspólnych przedsięwzięć. To w tym obszarze mamy najwięcej do zrobienia. Kontakty gospodarcze i turystyczne pozytywnie kształtują ludzką mentalność i zachowania. Zanika wrogość, pojawia się zaufanie, sympatia i coraz częściej przyjaźń.
Z drugiej strony, nasza wzajemna wiedza o sobie pozostawia wiele do życzenia. Znany polski pisarz, Sokrat Janowicz, Białorusin ale polski obywatel, powiedział niedawno, że wiedza przeciętnego Polaka o Białorusi da się z powodzeniem zapisać na odwrocie znaczka pocztowego. To samo można powiedzieć i o znajomości Ukrainy w Polsce. To samo dotyczy też, niestety, wiedzy o współczesnej Polsce u naszych wschodnich sąsiadów. Nawet jeśli obserwacja ta wyda nam się zbyt emocjonalna, mówi ona o brakującym ogniwie naszej sąsiedzkiej rzeczywistości.
Dlatego warto zatrzymać się nad jeszcze jedną sprawą. Na obszarach środkowej i wschodniej Europy historia przepływała wyjątkowo skomplikowanymi nurtami. Zostawiła bolesne ślady, które do dnia dzisiejszego widoczne są w stosunkach między państwami. Zachodnia Europa uwolniła się już od widm przeszłości. Wspólne wysiłki Niemiec i Francji w kierunku przezwyciężenia złego dziedzictwa historii, pojednania oraz nawiązania wszechstronnych więzi politycznych, gospodarczych i społeczno - kulturalnych spowodowały, że dzisiaj przyjaźń i współpraca obu tych krajów jest fundamentem Unii Europejskiej. Również Polska i Niemcy kierując się europejskimi standardami sąsiedzkiej współpracy osiągnęły bardzo pozytywne rezultaty na drodze przezwyciężania przeszłości. Dlatego i naszym obowiązkiem, nas Europejczyków ze środkowej i wschodniej części kontynentu, nie jest rozpamiętywanie historycznych krzywd, ale - przepraszam za kolokwialne określenie - posprzątanie po historii. Bądźmy optymistami. Osiągnęliśmy już w tej dziedzinie znaczące sukcesy. Szczególne znaczenie, także emocjonalne, miały dla nas traktaty oraz wspólne deklaracje polityczne z Rosją, Ukrainą i Litwą. Nie osiągnęliśmy ich łatwo. Tym większą więc mamy nadzieje, że stanowić one będą podstawę dobrosąsiedzkich stosunków w długiej perspektywie. Wolą demokratycznej Polski zawsze było dążenie do dobrych stosunków z Rosją. Rosja jest ważnym uczestnikiem przemian na naszym kontynencie. Pamiętamy, że pieriestrojka w ZSRR pomogła Polakom w 1989 roku samodzielne określić własną przyszłość. Dzisiaj także z postępami Rosji na drodze demokracji i reform rynkowych związane są nasze i nie tylko nasze nadzieje na europejską stabilność.
Panie i Panowie,
Nie muszę chyba mówić, jak bardzo leży mi na sercu rozwój stosunków polsko