Menu rozwijane

22 marca 2001
    li>Panie Prezydencie, według Ministerstwa Skarbu, realizacja reprywatyzacji drogą sądową będzie kosztowała budżet, skarb państwa ćwierć biliona złotych. To są szacunki ministerstwa. Czy nie obawia się Pan, że droga sądowa znacznie bardziej obciąży budżet państwa i dlaczego nie wystąpi Pan z własną inicjatywą ustawodawczą proponując własną wersję reprywatyzacji? Prezydent RP: Moim zdaniem szacunki Ministerstwa Skarbu są całkowicie wyssane z palca. Otóż dotychczasowa praktyka pokazuje, że o takich kwotach w ogóle nie sposób mówić, i że kiedy ograniczy się grono tych, którzy są uprawnieni do ubiegania się o majątek skutki finansowe nie są tak wielkie. Dlatego chcę powiedzieć, że ja odkładam między bajki te wszystkie argumenty, które były w dużej mierze wykorzystywane dla wsparcia proponowanej ustawy. Dlaczego nie wychodzę z propozycją ustawową? Dlatego, że uważam, że nie ma dobrej ustawy reprywatyzacyjnej. Mówię to we własnym imieniu jako Prezydent RP, a gdyby okazało się, że są ludzie, którzy mają wystarczająco dużo inteligencji, bądź geniuszu, żeby taką ustawę stworzyć, to chętnie ją przeczytam i być może podpiszę. Moim zdaniem najlepsza droga jaką dzisiaj możemy zaproponować to jest droga sądowa, bowiem procedury odbywają się w sądach niezawisłych, są niepodważalne, nie podlegają koniunkturom politycznym i jest to, choć uciążliwa niewątpliwie, ale moim zdaniem najbardziej sensowna droga, żeby ten wyjątkowo skomplikowany problem w polskich warunkach rozwiązać. Każda ustawa, czy na poziomie 50 procent czy 40, czy 30 może być z jednej strony nazywana ustawą reprywatyzacyjną, a z drugiej strony nacjonalizacyjną. Przecież nikt dzisiaj nie jest w stanie ze względu na stan ekonomiczny zaproponować pełnego zwrotu, więc raz jeszcze podkreślam, w moim przekonaniu droga sądowa, trzymanie się obecnych przepisów jest rozwiązaniem najlepszym. Ale nie zamykam drzwi dla tych ludzi, którzy chcieliby podejmować próby w przyszłości, bo być może są wśród nich tak wyrafinowani prawnicy i ekonomiści, którzy potrafią sobie z tym problemem poradzić. Ja wątpię. Ale mamy zdolny naród.
  • Panie Prezydencie , mówił Pan cały czas o byłych właścicielach. Co pan w takim razie powie zabużanom. To oni będą w większości dochodzili czy dochodzą swoich roszczeń. Im droga sądowa raczej nie przysługuje a uprawnienia które gwarantuje im prawo są w praktyce na papierze w tej chwili. Jeśli Pan pozwoli to jeszcze drugie pytanie, czy Pan poprze ewentualnie rozwiązania, które lansuje SLD tzn. wypłatę skromnych rekompensat w bonach tylko tym osobom, które utraciły mienie niezgodnie z prawem. Prezydent RP: Uważam, że propozycja bardzo minimalnej rekompensaty nie jest dobrą propozycją. Droga sądowa jest tu dużo lepsza, bo sprawiedliwsza i wolna od politycznych decyzji. Pamiętajmy sądy w Polsce są rzeczywiście niezawisłe i są dobrą drogą. Jeśli chodzi o zabużan proszę pamiętać, że mamy do czynienia z sytuacją, w której wiele kwestii było już załatwionych, rozstrzygniętych. Oczywiście być może w sposób nieadekwatny czy niegodny z oczekiwaniami tego środowiska ale było. Uważam, że dla tego grona ludzi można poszukiwać również rozwiązań, które nie muszą być włączone w całą wielką ustawę reprywatyzacyjną. W sprawie zabużan mam wiedzę bardzo osobistą, bo cała moja rodzina pochodziła z Wilna i pamiętam swoje rozmowy z prezydentem Brazauskasem, który wręcz zachęcał, żeby tym majątkiem, który pozostał zainteresować się. Ale myślę, że jesteśmy w tym szczególnym miejscu Europy, a wręcz świata, jesteśmy w tym szczególnym miejscu historii, w którym naprawdę jest strasznie trudno zawracać bieg wydarzeń. Nie ma takiego kraju w Polsce o tak zmienionych granicach. Pamiętajmy o tych wydarzeniach, które miały tu miejsce, pamiętajmy o zabużanach, którzy ze Wschodu przyszli do Polski, pamiętajmy, że mieliśmy ludność niemiecką, która wyjechała na Zachód w wyniku przecież decyzji politycznych. Na naszym terytorium miał miejsce Holocaust, ogromne zniszczenia. Później akty nacjonalizacyjne podejmowane przez władze PRL. Nie ma takiego miejsca w Europie, gdzie komplikacja byłaby taka wielka. Kiedy mówię o tym moim partnerom zagranicznym to oni to rozumieją. Nie da się Polski porównać ani z Czechami, Węgrami nawet ze Słowenią. Jesteśmy w sytuacji nadzwyczaj trudnej i dlatego tak trudno znaleźć dobre i skuteczne rozwiązania. Wydaje się, że skoro nie ma takich rozwiązań ustawowych to być może właśnie droga sądowa jest rozwiązaniem lepszym.