21 lutego 2001
W Polsce zaufanie dla mediów elektronicznych, czy w ogóle dla mediów, jest nadzwyczaj duże. Mówię o tym nie dlatego, że stanowi to kapitał sam w sobie, to stanowi wielką możliwość działania, która, moim zdaniem, jest niedoceniana. 80 proc. często poparcie jest to kapitał, który jest solidnym fundamentem dla wszystkich działań związanych z podejmowaniem problematyki europejskiej. Także tej, która nie będzie popularna, i także tej, która może wzbudzać kontrowersje (...) Wiem, iż dzisiaj media głównie rozliczają się z słuchalności, oglądalności, sprzedawalności reklam itd. i to są reguły, których nie ominiemy. Natomiast ten wysoki poziom startu pozwala na podejmowanie większego ryzyka. Stąd chciałbym zaapelować, aby z ogromnego kapitału zaufania, jakim cieszycie się Państwo skorzystać i żeby działania wobec Unii Europejskiej, a szczególnie przekonywanie polskiego społeczeństwa do referendum, które jest przed nami, było nie tylko aktywne , ale też podejmowane z pewnym niezbędnym ryzykiem (...).
Jeśli chodzi o opinię publiczną jest faktem pozytywnym, że mimo pewnych drgań i wahań poparcie dla wejścia do Unii Europejskiej utrzymuje się na poziomie dobrym. Relacja między zwolennikami a przeciwnikami kształtuje się co najmniej na poziomie 2 do 1 na rzecz zwolenników (...). Na tym tle oczywiście musimy z jednak całą powagą potraktować powszechną opinię o tym, że społeczeństwo jest niedoinformowane, że ciągle wiadomości na temat Unii Europejskiej są zbyt generalne, zbyt powierzchowne i że właściwie nie udało nam się wprowadzić do obiegu takiego sposobu dyskutowania, czy myślenia o Unii Europejskiej, który byłby bardziej konkretny, powszechny (...).
Co zrobić, żeby informowanie o Unii, o członkostwie Polski w Unii było nie tylko rutynowe, ale trafiało do widzów, do odbiorców i co zrobić, żebyśmy jednocześnie potrafili różnicować ten przekaz? Trzeba zdawać sobie sprawę, że czego innego od Unii Europejskiej spodziewają się mieszkańcy Warmii i Mazur, Pomorza Środkowego, czyli tych rejonów, które są zagrożone bezrobociem, gdzie strefy biedy są bardzo wysokie, a czym innym Śląska, Wielkopolski czy Warszawy, gdzie inwestycje zagraniczne przychodzą, gdzie właściwie już jedną nogą są wszyscy w Unii Europejskiej i inaczej formułują swoje obawy czy definiują swoje oczekiwania. Dlatego zależy nam na tym, żeby ta informacja była dużo bardziej skuteczna i powszechna niż do tej pory(...). Tutaj politycy nie zastąpią dziennikarzy, nie zastąpią mediów, dlatego bardzo liczymy na bliskie współdziałanie tych środowisk. Chciałbym poprosić wszystkich polityków, żeby w tej sprawie byli do dyspozycji mediów bardziej niż w jakichkolwiek innych sprawach. Jeżeli uznajemy wspólnie, że Unia Europejska: po pierwsze - jest najważniejszym celem dla nas, po drugie - cieszy się poparciem ponadpartyjnym i jest objęta consensusem politycznym, po trzecie - jest potrzeba informowania opinii publicznej na ten temat, to trzeba uznać, że obecność polityków, osób, które mają ważne rzeczy do powiedzenia w tej mierze, jest po prostu obowiązkiem. Nazywam rzecz wprost - nie jest przywilejem tylko obowiązkiem. I bardzo bym prosił, żeby moi koledzy działający w polityce tak to przyjęli (...).