Menu rozwijane

25 stycznia 2001
25 stycznia 2001 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w uroczystym otwarciu VII Kongresu Ekonomistów Polskich w Warszawie. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Parlamentu, rządu, partii politycznych oraz ekonomiści z całego kraju. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, zwracając się do uczestników kongresu powiedział m.in.: Jest mi ogromnie miło spotkać się z Państwem - kręgiem wybitnych ekspertów ekonomicznych. Dziękuję za zaproszenie. Mam świadomość, że od ponad stu lat kongresy ekonomistów polskich zawsze były wydarzeniami, ważnymi wydarzeniami w życiu naszego kraju. Korespondowały z nurtem przemian politycznych i cywilizacyjnych, inspirowały reformy, pobudzały rozwój. Nie jesteście bowiem Państwo zwykłą korporacją zawodową. Dowodzą tego także ekonomiczne sukcesy Polski osiągnięte ostatnio, w ciągu ponad dziesięciu lat transformacji. Te osiągnięcia, nie waham się powiedzieć sukcesy, zawdzięczamy w dużej mierze Wam, Szanowni Państwo - Waszej pracy, Waszym talentom, zaangażowaniu całego Waszego środowiska. Dzisiaj rano miałem zaszczyt wręczyć kilkunastu wybitnym polskim ekonomistom wysokie odznaczenia państwowe. Wielu z nich było nauczycielami obecnych reformatorów. Mistrzowie przekazujący wiedzę mogą się dzisiaj czuć, podobnie jak całe ekonomiczne środowisko naukowe, współtwórcami polskich przemian. Bez nagromadzonego przez lata dorobku intelektualnego - o wiele trudniej byłoby zarządzać dzisiaj zarówno państwem jak i gospodarką. Raz jeszcze dziękuję wszystkim Państwu, całemu środowisku za wszystko, co zrobiliście i robicie dla Polski. Początek nowego stulecia skłania do próby bilansu, do zamykania naszych doświadczeń w syntetycznym opisie. Ważnym atutem polskiej transformacji, często nie docenianym w kraju, jest konsekwencja w działaniu. Zmieniały się rządy, następowały zmiany w międzynarodowym otoczeniu naszego kraju - lecz przez cały ten czas Polska starała się wykorzystywać swoje szanse. Oczywiście, rozumiem szereg uzasadnionych, krytycznych opinii o poszczególnych etapach naszych przemian. Ale patrząc z zewnątrz, lub też oceniając z pewnego dystansu - do czego jako prezydent jestem uprawniony - widać wyraźnie, że możemy być dumni z naszych dotychczasowych osiągnięć. Jednak skala wyzwań ciągle przerasta skalę dokonań. Zadaniem najważniejszym wydaje się utrzymanie, a nawet przyśpieszenie, wzrostu gospodarczego. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Polska jest krajem, który ma do nadrobienia wieloletnie - czy wręcz wielowiekowe - zapóźnienia. Krajem, który wciąż musi walczyć o swoje, poczesne miejsce na arenie międzynarodowej, zwłaszcza wśród krajów europejskich. Chodzi też o to, aby nasz wzrost gospodarczy był bardziej zrównoważony. Aby przyczyniał się w większym stopniu do podnoszenia poziomu życia całego społeczeństwa, a nie tylko uprzywilejowanych grup. Aby powodował łagodzenie różnic w poziomie dochodów, zmniejszał różnice w rozwoju poszczególnych regionów kraju. Przede wszystkim zaś, żeby nie prowadził do trwałej marginalizacji całych środowisk. To właśnie zjawisko uważam za wyjątkowo groźne. Bowiem dopóki ludzie mają szansę na naukę, na awans, na rozwój - mają też ambicję i nadzieję na poprawę swojej sytuacji życiowej. Kiedy takiej szansy zabraknie, rodzą się bardzo poważne problemy. Frustracje, zniechęcenie ale także agresja, przemoc. Drugim fundamentalnym wyzwaniem na najbliższe lata jest wejście Polski do Unii Europejskiej - finał negocjacji i całego procesu integracyjnego. Wiąże się to z koniecznością dostosowania naszego prawa do standardów unijnych. Musimy zarazem tak przekształcać polską gospodarkę, abyśmy byli w Unii państwem ważnym, liczącym się nie tylko z powodu znacznego obszaru czy liczby ludności. Integracja z Unią Europejską jest jednym z priorytetów mojej działalności w drugiej prezydenckiej kadencji. Jestem przekonany, że od tego, czy wykorzystamy szansę stojącą dzisiaj przed Polską, zależy historyczna ocena naszego pokolenia. Za lat kilkanaście, kilkadziesiąt, będziemy rozliczeni z tego, jak urzeczywistniliśmy ten strategiczny cel. My - to znaczy dzisiejsze pokolenie przywódców, polityków, ale także ekonomistów. Polska ma potencjał, aby zająć ważne miejsce w zjednoczonej Europie. Jest to możliwe. Tak jak możliwe było w minionym dziesięcioleciu przystąpienie do OECD czy Paktu Północnoatlantyckiego. Ta szansa jest wyobrażalna, widzialna. Musimy zrobić wszystko, aby to uczynić. Korzyści geopolityczne z integracji europejskiej są oczywiste. Ale wiem, że tu na kongresie będziecie Państwo mówili o związanych z tym problemach ekonomicznych. Często podkreśla się ogromne nakłady, jakie musimy ponieść na restrukturyzację gospodarki, przekształcenia na wsi czy na ochronę środowiska, aby spełnić unijne normy. Nie zapominajmy jednak, że te nakłady i tak musielibyśmy ponieść, bo nie ma innej drogi rozwoju cywilizacyjnego. Modernizacja tych dziedzin naszej gospodarki byłaby nieuchronna w każdych warunkach - z Unią Europejską czy bez Unii Europejskiej. Bowiem naszym ostatecznym celem jest nowoczesne państwo i nowoczesna gospodarka, zapewniające Polakom pomyślność. Oczywiście można sobie wyobrazić inne tempo realizacji tych zadań. Ale przecież, kiedy analizujemy to, nic nie wskazuje, że koszty byłyby mniejsze, a tempo przekształceń byłoby szybsze. W moim przekonaniu już sam fakt, że jesteśmy kandydatem do Unii, przynosi nam wymierne korzyści ekonomiczne - takie jak środki pomocowe czy inwestycje zagraniczne. Im bliżej będzie nam do Unii, tym będą one większe. Należy też spodziewać się wyraźnego spadku stóp procentowych. W tym środowisku nie muszę mówić, jak potężny jest to impuls rozwojowy dla gospodarki. Analizując koszty i korzyści z członkostwa w Unii, warto spojrzeć na takie kraje jak Grecja, Hiszpania czy Irlandia. Co się dzieje z ich gospodarką, jak rośnie tam poziom życia, jak rozbudowuje się infrastruktura cywilizacyjna. Przecież te kraje przeżywają największe w swojej historii prosperity. Te kraje dołączają do najwyżej rozwiniętych państw europejskich i my mamy wielką szansę na powtórzenie ich sukcesu.