Menu rozwijane

13 maja 2001
Dzięki ogromnemu wysiłkowi polskiego społeczeństwa duża część przygotowań do członkostwa jest już za nami. Dysponujemy mocnymi argumentami, aby uzyskać miejsce w Unii Europejskiej na miarę naszych aspiracji. Jedną z zasadniczych wartości jest szerokie poparcie największych sił politycznych. Jestem głęboko przekonany, że dzięki ogólnopolitycznej zgodzie w kwestii integracji, okres kampanii wyborczej nie wypłynie negatywnie na kalendarz procesu akcesyjnego i realizację zobowiązań podjętych przez nasz kraj. (...) a po wyborach parlamentarnych nie będziemy redefiniować naszej polityki wobec Unii Europejskiej. W okresie przedwyborczym cały czas utrzymywane jest współdziałanie rządu z przedstawicielami opozycji, a opozycja udziela rządowi w działaniach dostosowawczych i negocjacyjnych niezbędnego wsparcia. Daje to gwarancję, że prawdopodobne przemiany na polskiej scenie politycznej będą w kwestiach integracji europejskiej niczym innym jak tyko sprawną zmianą w wieloletniej sztafecie naszych dążeń. Wierzę, że polska klasa polityczna jest w pełni świadoma, że dotychczasowy postęp procesu integracji był możliwy dzięki konsekwencji działań kolejnych polskich rządów i parlamentów. Udany finisz w tym długodystansowym biegu do Unii będzie wspólnym sukcesem nas wszystkich, zaangażowanych w ten proces od początku lat dziewięćdziesiątych. Wejście do Unii Europejskiej będzie zwycięstwem Polski, Polaków przy udziale wszystkich liczących się sił politycznych. Nie może tu być zawłaszczenia tego sukcesu przez żadną formację czy siłę polityczną. Ten sukces, którego tak bardzo oczekujemy, nie będzie jednak możliwy, jeżeli deklaracjom politycznym nie będzie towarzyszyła codzienna `praca u podstaw`. `Praca domowa`, którą muszą wykonać nasi legislatorzy, parlamentarzyści, urzędnicy, przedsiębiorcy i całe społeczeństwo. Nikogo nie trzeba przekonywać, jak ważne będzie utrzymanie do końca obecnej kadencji parlamentu intensywnego tempa prac legislacyjnych. Wysiłek ostatnich kilkunastu miesięcy budzi szacunek, a liczby mówią same za siebie. Ponad 90 aktów prawnych dostosowujących polskie prawo do ustawodawstwa wspólnotowego przyjętych przez parlament w latach 2000-2001 to imponujący wynik. Z uznaniem mówią o tym przywódcy państw unijnych. Bilans dokonań polskiego parlamentu w dziedzinie legislacji europejskiej może wyglądać jeszcze okazalej. Kontynuowanie obecnego tempa prac będzie najlepszym dowodem świadczącym o odpowiedzialności, dojrzałości i silnej determinacji polskiej klasy politycznej w drodze do Unii Europejskiej. Dostosowanie prawa jest niezwykle istotne, jednak uwagę opinii publicznej znacznie bardziej przyciągają negocjacje akcesyjne. Te negocjacje znajdują się na etapie, w którym nieuchronne jest rewidowanie stanowisk obu stron na rzecz bardziej elastycznych rozwiązań w konkretnych kwestiach. Negocjacje zakładają znalezienie kompromisu, a to oznacza, że może mieć miejsce rozczarowanie. Negocjacje zakładające stuprocentową realizację własnej wizji przestają być negocjacjami, a stają się dyktatem. Dlatego chciałbym przekonać polską opinię publiczną, że na negocjacje trzeba patrzeć z właściwą miarą, że uzyskanie porozumienia oznacza gotowość do uelastycznienia stanowiska w każdej kwestii. Nasi negocjatorzy muszą pamiętać, że nie prowadzą negocjacji w próżni społecznej, w oderwaniu od sił politycznych i podmiotów gospodarczych. Nie sposób jednak przecenić spójnego stanowiska wobec partnerów `piętnastki` Jednak rządy - i ten obecny, i każdy następny - nie powinny wyciągać stąd błędnego wniosku, że każda wymiana opinii i każda konsultacja może zachwiać jednolitością naszego stanowiska w negocjacjach. Mandat negocjacyjny musi być wsparty jak najszerszymi konsultacjami z wszystkimi siłami politycznymi i partnerami społecznymi, kompleksową argumentacją popartą fachową wiedzą o skutkach poszczególnych decyzji.