Menu rozwijane

12 stycznia 2001
Szanowni Państwo! Mamy za sobą szczególny rok w historii integracji europejskiej. Została zamknięta reforma instytucjonalna. Tworzenie nowego kształtu Unii, rozpoczęte w Maastricht, kontynuowane w Amsterdamie, otrzymało w Nicei nowy wymiar. Rok 2000 upłynął także pod znakiem głębszego, wizjonerskiego oddechu w sprawach europejskich. Dzięki majowemu wystąpieniu Ministra Joschki Fischera na forum Uniwersytetu Humboldta, rozpoczęła się debata o dalekich perspektywach integracji europejskiej. Wprowadzając w życie wielkie projekty, jak choćby wspólna waluta, musimy stawiać sobie stale pytanie: Europo, dokąd podążasz? Taka debata jest dzisiaj potrzebna jak nigdy dotąd, bo od politycznej istoty Unii Europejskiej zależy powodzenie projektu integracyjnego. Fischer rzucił kotwicę daleko, więc opadła ona głęboko. Znany, także w Niemczech, polski aforysta Jerzy Lec przestrzegał kiedyś: "Uważaj wychodząc z własnych snów. Możesz znaleźć się w cudzych." Tę myśl warto mieć w pamięci, rozważając przyszłość Unii. Każdy kraj członkowski wnosi do niej swoje tradycje polityczne, swoje dziedzictwo. Stąd bierze się cała złożoność organizmu europejskiego. Dlatego tak skomplikowany okazał się system podejmowania decyzji, wypracowany w Nicei. Unia gospodarcza i walutowa oraz projekty współpracy w dziedzinie obronności noszą cechy rozwiązań federalistycznych. Nie oznacza to centralizacji ale jest raczej sposobem radzenia sobie ze złożonością materii, przy uznaniu zasady: tyle różnorodności, ile możliwe, i tyle jednorodności, ile potrzeba. Nie ma konieczności i nie ma przyzwolenia obywateli, aby rozmontowywać państwo narodowe. Wszelkie rozmowy i debaty o przyszłości integracji europejskiej dopiero wtedy zyskają na znaczeniu, gdy Unia zdobędzie się na dokończenie procesu rozszerzenia. Cała polska transformacja ostatnich dwunastu lat stanowi okres przygotowywania się do członkostwa w Unii Europejskiej. Podejmujemy wysiłek przygotowawczy, którego skali nie da się porównać do żadnego innego w dotychczasowej historii integracji europejskiej. Podjęliśmy ten wysiłek z pełnym przekonaniem, że przyszłość Polski leży w zjednoczonej Europie. Nasze oczekiwania są dobrze znane. Zamierzamy zakończyć w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy dostosowanie polskiego prawa. Skala tego wysiłku jest ogromna i dotyczy całego społeczeństwa. Tym większe jest nasze przekonanie, że nastąpi - nie waham się tego powiedzieć - przełom w negocjacjach w roku bieżącym, w czasie szwedzkiej, a następnie belgijskiej prezydencji w Unii. Aby tak się stało, potrzeba woli politycznej na rzecz obustronnie korzystnych rozstrzygnięć. Liczę, że Niemcy, tak jak dotąd, będą działali, aby taka wola polityczna się pojawiła! Szanowni Państwo! Jest szereg kwestii negocjacyjnych, które budzą spore emocje. Chciałbym odnieść się dzisiaj do trzech z nich, bowiem nadszedł czas na rozmowę o konkretach. Kwestią drażliwą, najczęściej w ostatnich tygodniach poruszaną, jest swoboda przepływu osób. To jedna z fundamentalnych wolności, na których opiera się jednolity europejski rynek. Decyduje o pełnym członkostwie w Unii Europejskiej. Poprzednie rozszerzenia UE pokazały wyraźnie, że rozwiązania przejściowe wynikają z wyolbrzymionych obaw. Widmo masowej emigracji to mit, którym eurosceptycy straszą społeczeństwa krajów "piętnastki". Co więcej, obserwujemy u nas w Polsce inny proces. Otóż coraz więcej Polaków powraca do kraju z emigracji, co dowodzi, że Polska jest przez nich postrzegana jako kraj szans i możliwości. Druga kwestia, o której chciałbym mówić, to swoboda przepływu kapitału, a więc między innymi kwestia zakupu nieruchomości przez cudzoziemców. Przesłanki, jakimi kierował się polski rząd przy wystąpieniu o okres przejściowy, mają charakter psychologiczno-ekonomiczny. Polacy są narodem historycznie przywiązanym do ziemi. Zmiany muszą nastąpić w sposób ewolucyjny, a nie z dnia na dzień. I wreszcie sprawa rolnictwa. Polska zdecydowanie opowiada się za udziałem we Wspólnej Polityce Rolnej. Jest to jedna z najważniejszych polityk wspólnotowych i bez pełnego udziału w niej trudno mówić o równoprawnym członkostwie w Unii. Polscy rolnicy przygotowują się do otwartej konkurencji na unijnym rynku, gotowi są przyjąć na siebie wiążące się z tym zobowiązania i ryzyko, ale zarazem chcą mieć równe warunki startu. Warto przy tym podkreślić, że unijne myślenie o polskim rolnictwie też często obciążone jest stereotypami. Stąd wiele obliczeń dotyczących kosztów rozszerzenia Unii jest wygórowanych. Bierze się bowiem pod uwagę całość ludności wiejskiej stanowiącej ok. 25% ludności czynnej zawodowo, gdy tymczasem rolnicy rzeczywiście produkujący na rynek stanowią mniej niż połowę tej grupy. Apeluję więc do wszystkich polityków zachodnich, apeluję do opinii publicznej w krajach Unii Europejskiej, apeluję przede wszystkim do Niemców by mity i stereotypy nie determinowały poglądów na rozszerzenie. Przypomnijmy sobie jak bardzo "na wyrost" były obawy towarzyszące wprowadzeniu ruchu bezwizowego. Oceniajmy więc ryzyko, kalkulujmy koszty i zyski stojąc twardo na ziemi. Jestem pewien, że bilans będzie dodatni i dla Polski, i dla Niemiec, i dla całej Europy. Szanowni Państwo! Po Nicei nadszedł czas konkretnych decyzji. Polskie społeczeństwo ma prawo do wyrażania własnych oczekiwań w związku z wejściem do UE. Dotyczą one przede wszystkim równoprawnego traktowania. Jesteśmy gotowi poszukiwać kompromisu. Jest to przecież istotą Unii Europejskiej. Musimy tylko to robić wspólnie, przy jednym stole. Mało jest w nowoczesnej historii ludzkości związków tak bogatych, a jednocześnie tak brzemiennych w wydarzenia, jak stosunki polsko - niemieckie. Mało jest jednocześnie przykładów sytuacji, w których - z podobną intensywnością - zbiorowa pamięć narodu uzupełniana byłaby konstruktywnym spojrzeniem w przyszłość. Jest historyczną zasługą naszego pokolenia, że potrafiło ono dostrzec potrzebę tego procesu i nadać wysokie tempo jego realizacji. Teraz chcielibyśmy to tempo jeszcze wzmocnić. Życzę Państwu i sobie, abyśmy wkrótce byli razem w Unii Europejskiej i by była to lepsza, pełniejsza Unia.