Menu rozwijane

10 maja 2001
Polska jest niezwykle dumna z faktu, że była pierwszym państwem w Europie, które 3 maja 1791 r uchwaliło konstytucję, co dokonało się na cztery miesiące przed uchwaleniem francuskiej ustawy zasadniczej. Konstytucja 3 maja była nowoczesnym dokumentem, który w 11 artykułach usunął wiele nadużyć ancien regime, przyznał mieszczanom prawa obywatelskie i objął chłopów ogólnym systemem prawnym. Edmund Burke napisał o polskiej konstytucji, że była to najczystsza forma dobra publicznego, jakie kiedykolwiek przypadło w udziale rodzajowi ludzkiemu. Prasa europejska nazwała ją cudem. 210 lat historii polskiej konstytucji to duże zobowiązanie. Akt Najwyższy jest czymś więcej niż tylko porządkującym zbiorem norm. Określenie `konstytucja` nie jest świętością, niemniej jednak nie powinno być dewaluowane. Proces konstytucyjny to nie tylko opracowywanie kolejnych projektów. Powstały już przecież dobre projekty Konstytucji Europejskiej, co jednak w żadnej mierze nie czyni ich Konstytucją. Nie mówię tego jednak, aby zniechęcić do prowadzenia prac konstytucyjnych. Moim zdaniem, w pewnym punkcie w przyszłości będziemy mieli Konstytucję Europejską. Będzie ona potrzebna, w miarę jak Unia Europejska nabierze politycznego charakteru. Jednakże powinna to być właściwa konstytucja - taka, pod którą z pełnym przekonaniem podpiszą się wszystkie państwa członkowskie. Właściwą metodą prac nad kwestiami konstytucyjnymi nie są mechanizmy wzmocnionej współpracy. Dlatego też chciałbym wskazać, na działania, które, moim zdaniem, można byłoby podjąć w ramach realizacji tego procesu. Moim zdaniem powinniśmy rozpocząć właściwy proces konstytucyjny, jednakże bez wyznaczania wiążących terminów jego zakończenia. Proces ten powinien przebiegać na trzech płaszczyznach. Najistotniejsza debata odbyłaby się na poziomie państw członkowskich, zarówno tych obecnych jak i przyszłych, a dotyczyłaby celowości wprowadzenia Konstytucji europejskiej i jej zgodności z najwyższymi aktami prawa danego państwa. Na tym etapie kluczową rolę do spełnienia miałyby parlamentarne komisje konstytucyjne w poszczególnych krajach. Kolejnym etapem byłyby regularnie odbywane, już na płaszczyźnie europejskiej, konsultacje przewodniczących wszystkich komisji konstytucyjnych. To właśnie oni powinni prowadzić prace nad osiągnięciem porozumienia co do kształtu głównej części tekstu. Na obu tych etapach nie może zabraknąć jak najszerszego dialogu i konsultacji z ekspertami, partiami politycznymi i szeroko pojętą opinią publiczną. Finalnym, trzecim krokiem w tym procesie byłoby zwołanie konferencji międzyrządowej celem rozwiązania utrzymujących się sporów i podjęcia decyzji otwierającej drogę do wejścia w życie traktatu konstytucyjnego. Funkcjonowanie mechanizmu, który właśnie nakreśliłem opiera się na przekonaniu, że rozwój procesu konstytucyjnego na poziomie europejskim nie będzie możliwy bez zapewnienia mu odpowiednio silnej demokratycznej legitymizacji, a ta może mieć swoje źródło jedynie w parlamentach narodowych. Uruchomienie procesu konstytucyjnego byłoby elementem uzupełniającym agendę trwającej debaty postnicejskiej, nie zastępując jednocześnie żadnego z określonych już tematów.