Menu rozwijane

25 marca 2002
25 marca 2002 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski udał się z roboczą wizytą do Rumunii, gdzie spotkał się z Prezydentem tego kraju Ionem Iliescu, a następnie – jako gość honorowy – wziął udział w Szczycie Grupy Wileńskiej „Wiosna nowych sojuszników”. Po spotkaniu z prezydentem Ionem Iliescu obaj prezydenci złożyli oświadczenia dla prasy. Prezydent Rumunii Ion Ilescu dziękując Prezydentowi RP za przybycie na Konferencję Grupy Wileńskiej stwierdził m. in.: Obecność Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego współbrzmi z jego deklaracjami poparcia dla naszego kraju w perspektywie Szczytu NATO, który odbędzie się w listopadzie. Podczas spotkania podkreśliliśmy naszą dobrą współpracę, zarówno w ramach NATO, jak i w walce z terroryzmem oraz w ramach współpracy z Unią Europejską. Wysoko oceniliśmy inicjatywę Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zorganizowania w ubiegłym roku spotkania szefów państw Europy Centralnej i Wschodniej poświęconego walce z terroryzmem. Jesteśmy gotowi zorganizować podobne spotkanie w Bukareszcie w październiku tego roku, by sprawdzić, jak następuje implementacja decyzji podjętych w Warszawie. Wymieniliśmy także uwagi na temat negocjacji z UE, chcemy wykorzystywać doświadczenia Polski dla przyspieszenia naszego wejścia do Unii. Rozmawialiśmy o dwustronnych stosunkach gospodarczych, uznając je za nader skromne. Te sprawy zostaną bardziej konkretnie omówione podczas wizyty premiera Rumunii w Warszawie w lipcu. Omówiliśmy również sprawę złożenia wizyty w Rumunii przez Prezydenta RP na jesieni tego roku, prawdopodobnie w październiku. Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział dziennikarzom m. in.: Dziękuję za zaproszenie i możliwość uczestniczenia w tak ważnym dniu w Bukareszcie. To spotkanie ma ogromne znaczenie, gdyż odbywa się siedem miesięcy przed szczytem NATO w Pradze i niemal siedem miesięcy po tragedii 11 września. Rozmowy, które nas dziś czekają, będą miały ogromne znaczenie dla historycznego zadania, jakim jest decyzja o kolejnym rozszerzeniu Paktu. Polska jest przekonana, że proces rozszerzania powinien trwać dalej. Uważamy, że służy to bezpieczeństwu w naszym regionie, jak i w całej Europie oraz całej strefie euroatlantyckiej. Polska udziela pełnego politycznego poparcia dla starań Rumunii. Nie tylko rozumiemy aspiracje tego kraju jeśli chodzi o wejście do NATO, ale w pełni je podzielamy – ze względu i na doświadczenia historyczne, i na współczesną oraz przyszłą rolę, jaką Rumunia będzie odgrywać w Europie. Jestem przekonany, że nasza współpraca polityczna, a także w dziedzinie wojskowej, dobrze służy temu celowi – obecności Rumunii w Pakcie Północnoatlantyckim. Bardzo doceniamy pozytywne zmiany, jakie zaszły w ostatnim roku w Rumunii i aktywność, jaką przejawia Prezydent Iliescu, premier i ministrowie rządu rumuńskiego na arenie międzynarodowej. To także dobrze służy temu celowi. W wystąpieniu podczas Szczytu Grupy Wileńskiej Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział m. in.: Z radością i satysfakcją przyjąłem zaproszenie na kolejną konferencję Grupy Wileńskiej. Uważam tę formę współpracy państw aspirujących do Sojuszu Północnoatlantyckiego za niezwykle cenną i potrzebną. Jeśli dziesięć krajów, o tak różnym charakterze i specyfice wewnętrznej, podejmuje praktyczną kooperację, aby osiągnąć wspólny cel, to bardzo dobrze wróży Sojuszowi. Wymieńmy te kraje, wyliczając od północy na południe: Estonia, Łotwa, Litwa, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, Słowenia, Chorwacja, Macedonia, Albania. Oznacza to bowiem, że kraje te potrafią współpracować ze sobą i z innymi, są w stanie znaleźć kompromis w trudnych sprawach oraz gotowe są solidarnie dzielić współodpowiedzialność za bezpieczeństwo wszystkich. Uważam to za jedno z najważniejszych osiągnięć europejskich w ostatnim dziesięcioleciu. Cieszę się również, że spotykamy się dzisiaj w Bukareszcie. Mieście szczególnie doświadczonym przez najnowszą historię, symbolizującym dążenie do zmian i zwycięstwo demokratycznych pragnień rumuńskiego społeczeństwa. To doskonałe miejsce do dyskusji o sprawach dotyczących europejskiego bezpieczeństwa i przyszłości naszego kontynentu. Bukareszt, to jeden z wiosennych pąków odradzającej się Europy. W tym sensie widzę, jak właściwe jest hasło obecnej Konferencji - „Wiosna nowych sojuszników”. Widzę w tym haśle realistyczny optymizm i determinację. Kiedy żegnaliśmy wiek XX, wszyscy mieliśmy nadzieję, że pozostawiamy już za sobą największe tragedie, wojny i rewolucje, które dotknęły niemal wszystkich narodów. Niestety początek nowego wieku szybko nam uświadomił, że świat oparty na pokoju i sprawiedliwości to ciągle przedmiot naszych marzeń i dążeń. 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone, ale przecież także my wszyscy, stanęliśmy w obliczu niewyobrażalnego aktu terroru. Nowe zagrożenie wywołało konieczność przedefiniowania naszych planów i wyobrażeń o przyszłości. Wyzwanie rzucone światu przez terrorystów spotkało się z natychmiastową i powszechną reakcją. Okazało się oczywiste, że w konfrontacji obowiązuje logika „zero – jedynkowa” tzn. jeśli nie jesteś przeciw terrorowi, to znaczy, że jesteś za. Ta logika obowiązuje do dzisiaj. Powstała koalicja antyterrorystyczna. Główne zadanie walki zbrojnej z nowym zagrożeniem wzięły na siebie Stany Zjednoczone i osobiście prezydent George Bush. Należy docenić ten wysiłek, a zarazem wspierać go z całych sił. Walka ze światowym terroryzmem nie zakończy się wraz z kampanią w Afganistanie. Już dzisiaj zmagania trwają w kolejnych państwach i na wielu frontach. Wiemy, że do finału droga daleka. Nasza determinacja i solidarność, zaufanie do sojuszników oraz ścisłe współdziałanie z liderem antyterrorystycznego frontu - Stanami Zjednoczonymi, są nieustająco potrzebne. Terroryzmu nie zwalczy jedna organizacja, ani jeden kraj. Niezbędne jest współdziałanie oraz bliska współpraca wielostronna i dwustronna. Niesłabnącą rolę ma do odegrania most transatlantycki, który łączy sojuszników europejskich ze Stanami Zjednoczonymi. Wspólna odpowiedzialność i partnerska współpraca w walce z terrorem, to dużo więcej, niż tylko wyrazy współczucia. Europa nie może w tym konflikcie pozostać pasywna, bo w świecie zagrożonym przez terror żadne państwo nie może czuć się bezpiecznie. Wojnie z terrorem i pokojowi, jaki po niej nastąpi, potrzebne są dwa mocne filary: amerykański i europejski. Dla USA winno być oczywiste, że niekwestionowane przywództwo ich kraju musi uwzględniać interesy innych. Wtedy owe dwa filary zagwarantują konstrukcję stabilną. Apeluję więc do wszystkich sceptyków o unikanie taniej i łatwej krytyki działań USA. Nie zapominajmy, że to amerykańscy żołnierze pierwsi stanęli do walki ze złem. Często płacili ofiarę życia. Płacą dalej – na lądzie, na wodzie i w powietrzu. Po nich ginęli Niemcy i Włosi. Gwarancji, że lista jest zamknięta, nie da nikt. Niech to braterstwo krwi zobowiązuje polityków. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że jesteśmy zdecydowani wspólnie bronić, wszelkimi dostępnymi środkami, łączących nas wartości i osiągnięć naszej cywilizacji. Polska jako jedna z pierwszych zadeklarowała gotowość wniesienia konkretnego wkładu w kampanię antyterrorystyczną. Zorganizowaliśmy jesienią ubiegłego roku w Warszawie Konferencję w sprawie Zwalczania Terroryzmu, w której udział wzięli przywódcy 17 krajów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej. Jako członek NATO, włączyliśmy się też czynnie w operacje przeciwko terrorystom, a od kilkunastu dni specjalnie wyszkoleni polscy żołnierze przebywają w Afganistanie. Nadszedł czas na wypracowanie nowych fundamentów ładu i bezpieczeństwa światowego. Ładu opartego na bliskiej współpracy wszystkich państw demokratycznych i poczuciu współodpowiedzialności za pokój. Jego głównym elementem powinien być strategiczny sojusz Europy i Stanów Zjednoczonych w ramach NATO. Ale ważnymi składnikami powinna być także partnerska współpraca z Rosją i wszystkimi państwami, przeciwstawiającymi się terroryzmowi. Czas odesłać do lamusa stare, zimnowojenne jeszcze podziały i animozje. Dzisiaj musimy postrzegać świat realnie, oceniać każdego według czynów, budować koalicję zwolenników dobra. Musimy też pamiętać, że walka ze złem nie może toczyć się tylko na płaszczyźnie militarnej. Z równą determinacją powinniśmy dążyć do usuwania politycznych, społecznych i ekonomicznych źródeł zagrożeń. Wskazać tu trzeba zwłaszcza biedę, nietolerancję, ksenofobię, fundamentalizm polityczny i religijny, niedostateczną edukację młodzieży oraz rosnące podziały między światem zamożnym i ubogim. Szczyt w Pradze podejmie próbę nowego określenia roli Sojuszu i dostosowania jej do zmienionego środowiska bezpieczeństwa. Ta nowa rola wymagać będzie nowych instrumentów, a więc bardziej nowoczesnych armii, lepszego dowodzenia, innego planowania i, co najważniejsze, bardziej efektywnego zarządzania Sojuszu - zwłaszcza po rozszerzeniu. Na szczycie podejmiemy decyzje o zaproszeniu kolejnych państw. Zdecydujemy wreszcie o wizji i nowych jakościach współpracy NATO z Rosją i Ukrainą. Sojusz musi ewoluować i wzbogacać swoje instrumenty działania – wojskowe, polityczne i inne, przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowych funkcji paktu militarnego. Rozszerzenie NATO będzie aktem historycznej sprawiedliwości, gdyż włączy do demokratycznej wspólnoty te społeczeństwa, które wbrew własnej woli były od niej odłączone. Będzie to ważny sygnał, że wysiłki i determinacja narodów Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej są zauważone i docenione. Proces rozszerzenia wpisany jest w logikę wielkich przemian zachodzących w Europie i przełamania podziałów Zimnej Wojny. Kraje postradzieckie, po wielkim wolnościowym zrywie, stały się obszarem, na którym społeczeństwa budują demokrację i prowadzą ze sobą otwarty, nieskrępowany dialog. Państwa te stały się godnymi zaufania partnerami, gotowymi wnosić swoją kontrybucję na rzecz bezpieczeństwa regionu. W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy na ten temat z przywódcami państw bałtyckich w Wilnie. Naszym obowiązkiem jest budować więcej współpracy i współodpowiedzialności w stosunkach pomiędzy państwami także tam, gdzie sytuacja wciąż pozostaje niepewna. Mam na myśli Bałkany. To w tym regionie jest najwięcej zagrożeń dla Europy, a NATO musi przeprowadzać swoje największe operacje wojskowe. Uważam, że państwa regionu, które są zaawansowane w budowie demokracji, eksportują bezpieczeństwo i stabilność oraz prowadzą aktywną politykę regionalną, są naturalnym partnerem Sojuszu. Jeśli wyrażają wolę członkostwa i legitymują się konkretnymi i oczekiwanymi przez Sojusz osiągnięciami, powinny otrzymać możliwość wejścia do NATO. Pamiętajmy, że niektóre spośród nich, ryzykując własne bezpieczeństwo, poparły już w 1990 roku operacje w obronie Kosowian. Mówię te słowa w stolicy kraju, który dysponuje sprawną armią, modernizuje ją i jest gotowy świadczyć na rzecz bezpieczeństwa innych, czemu dał wyraz w przeszłości. Filozofia „otwartych drzwi” powinna być też drogą do celu dla tych kandydatów, którzy z powodów politycznych nie otrzymali zaproszenia do członkostwa na szczycie NATO w Madrycie, w 1997 roku. W imieniu mojego kraju pragnę serdecznie pogratulować wszystkim zgromadzonym tu kandydatom postępów w procesie przygotowania do członkostwa. Z własnych doświadczeń wiemy, że nie jest to łatwe zadanie, wymaga wiele trudu, nakładów i determinacji. Jednak wiemy również, że wszelkie poniesione koszty i wysiłki należy traktować jako najlepszą inwestycję w bezpieczeństwo i pomyślność własnego kraju. To naprawdę się opłaca. Jednocześnie trzeba pamiętać, że zaproszenie do członkostwa, a potem negocjacje sfinalizowane formalnym uzyskaniem członkostwa w Sojuszu, nie kończą procesu integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Przystąpienie do Sojuszu nie musi odbywać się jednocześnie. Zależy ono od spełnienia wyznaczonych kryteriów oraz oceny sojuszników. Konieczne są dalsze starania. Nadal ważnymi sprawami pozostaną wydatki obronne, restrukturyzacja i modernizacja sił zbrojnych, zapewnienie cywilnej kontroli nad armią, utrzymanie dobrych ocen gospodarczych kraju, dobre stosunki z sąsiadami oraz stabilność wewnętrzna państwa. Przystąpienie do NATO nie jest tylko aktem politycznej woli pojedynczych członków, lecz podjęciem praktycznej współodpowiedzialności za sprawne funkcjonowanie całego Sojuszu, a co za tym idzie - zobowiązaniem do ponoszenia niezbędnych nakładów i wysiłków. Polska jest przekonana, że równolegle z działaniami dotyczącymi rozszerzenia NATO o nowych członków, powinna rozwijać się współpraca mająca na celu poszerzanie przyjaznego otoczenia Sojuszu. W czasach globalizacji i ekspansji nowych technologii o bezpieczeństwie decyduje nie tylko stan armii, ale i dobre stosunki z sąsiadami. Dlatego powinniśmy stale zabiegać, aby rosło grono partnerów i przyjaciół Sojuszu. Z zadowoleniem odbieramy rozwój współpracy pomiędzy NATO i Rosją. Uważamy ją za ważny czynnik bezpieczeństwa europejskiego i globalnego. W obecnej formule pozwala ona Rosji włączyć się ściślej do konstruktywnej kooperacji z państwami Sojuszu, nie naruszając jednocześnie jego zwartości i zdolności do realizacji podstawowej funkcji, czyli zapewnienia bezpieczeństwa swoim członkom. Uważamy, że utrzymanie w stosunkach z Rosją zasady „tyle współdecydowania, ile współodpowiedzialności” jest krokiem w dobrym kierunku. Wierzymy, że nowa jakość stosunków między NATO i Rosją korzystnie wpłynie na stosunek tego państwa do procesu rozszerzenia Sojuszu. Liczymy także, że na majowym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych w Reykjaviku zapadną decyzje dotyczące nowej formuły stosunków NATO z Rosją. Wszystkie państwa Sojuszu oraz kandydaci powinni także rozwijać bliską i przyjazną współpracę z Ukrainą. Jest to państwo niezwykle istotne dla bezpieczeństwa europejskiego i ważny partner NATO, od którego zależy jakość stosunków w naszej części Europy. Z pełną powagą rozpatrujemy wizję członkostwa Ukrainy w Sojuszu Północnoatlantyckim. Państwo to dysponuje przecież wielkim potencjałem w zakresie przemysłu obronnego, który może być uznany przez kraje NATO, jako ważny element wzmacniający zdolności obronne Sojuszu. Liczę, że podjęte przez Ukrainę plany modernizacji armii doprowadzą do powstania znaczących jednostek wojskowych, zdolnych interoperacyjnie współdziałać z wojskami Sojuszu. Sądzę, że potencjał wojskowy Ukrainy może sprzyjać pogłębieniu kooperacji tego państwa z Sojuszem. Włączanie Ukrainy do wspólnej przestrzeni europejskiej niewątpliwie leży w naszym wspólnym interesie. Inwestowanie w pokój to najlepsza możliwa strategia. Znacznie lepsza niż reagowanie w sytuacjach braku pokoju. Rozszerzenie NATO na wschód i na południe to w rezultacie najtańszy i najefektywniejszy sposób zabezpieczenia ładu i stabilizacji w Europie. Podkreślam z całą mocą: bardziej opłaci się jednoczyć - na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej czy obronnej - niż utrzymywać armie w gotowości, bądź prowadzić niezbędne interwencje w rejonach zagrożonych. Głęboko wierzę, że nasze zamierzenia się powiodą. Że Europa będzie się jednoczyć; że NATO będzie się rozwijać; i że USA, Rosji i innym ważnym krajom nigdy już nie zabraknie woli porozumienia się i współpracy. Wierzę też, że listopadowy szczyt NATO w Pradze przyniesie dobrą wiadomość państwom, które chcą przystąpić do Sojuszu i potrafią się do tego przygotować. Jestem optymistą. Życzę wszystkim tu zgromadzonym, aby odnaleźli ten stan ducha również w sobie. Jesteśmy na dobrej drodze, aby Europie dać bezpieczeństwo i światowi dać pokój. Nie będzie równa, nie będzie krótka, ale wiemy, gdzie prowadzi.