22 marca 2002
22 marca 2002 roku odbyła się w Belwederze uroczystość wręczenia Nagrody im. Jana Karskiego byłemu burmistrzowi Jedwabnego - Krzysztofowi Godlewskiemu. Wyróżniony został również rabin Jacob Baker z Nowego Jorku, który - ze względu na stan zdrowia - nie przybędzie do Warszawy i odbierze Nagrodę za pośrednictwem jednego z przedstawicielstw RP w Stanach Zjednoczonych. Obaj laureaci zostali uhonorowani za budzącą nadzieję wizję sąsiedztwa polsko - żydowskiego oraz za odwagę przeciwstawienia się stereotypom i uprzedzeniom otoczenia.
W uroczystości wzięli udział m. in.: Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP min. Barbara Labuda, prof. Karol Modzelewski - przewodniczący Kapituły Nagrody oraz Andrzej Rosner - członek Kapituły.
Otwierając uroczystość min. Barbara Labuda powiedziała m. in.:
Nagroda została utworzona dwa lata temu, na krótko przed odejściem od nas Pana Jana Karskiego. Uważam, że on ciągle jest wśród nas, jest wzorem do postępowania dla bardzo wielu ludzi. Nagroda ma za zadanie pokazywać postacie wyjątkowe, które dokonały czegoś niezwykłego, a swoją postawą, odwagą cywilną, mądrością, dobrocią dla innych pokazały, że są rodzajem busoli - wskazówki, jak należy postępować w życiu. Pierwsze nagrody zostały przyznane Jackowi Kuroniowi i ks. prof. Józefowi Tischnerowi. Postanowieniem Pana Jana Karskiego laureaci stają się członkami Kapituły.
Przedstawiając sylwetki nagrodzonych przewodniczący Kapituły Nagrody im. Jana Karskiego Karol Modzelewski powiedział m. in.:
Obie wręczane dzisiaj Nagrody wiążą się ze sprawą tragiczną - rocznicą krwawego dramatu w Jedwabnem. Tam byli zamordowani i byli mordercy. Zawsze trzeba się interesować i jednymi, i drugimi - nie tylko po to, żeby potępiać, ale również po to, aby rozumieć. Każdy człowiek nosi w sobie możliwość zbrodni, również każdy naród nosi w sobie taką możliwość. Zbiorowości robią sobie czasami rachunek sumienia, który jest oczyszczający i który tworzy pewnego rodzaju system odpornościowy pozwalający te możliwości zbrodni trzymać na uwięzi i zwalczać. Jeśli takiego systemu odpornościowego nie ma - biada takiemu narodowi. Ale taki rachunek jest zawsze trudny. Trzeba mieć bardzo dużo hartu ducha i odwagi, żeby postawić wspólnocie narodowej przed oczy prawdę o niej samej. To jest zabieg leczniczy, terapia, ale zrozumiały jest także opór przeciwko przyjęciu tej prawdy.
Te dzisiejsze Nagrody są wręczane dwóm osobom, z których każda umiała się przeciwstawić się urazom i stereotypom żywym w swoich własnych środowiskach, w swoich narodach, ale przede wszystkim - w swoim własnym bezpośrednim otoczeniu. Ta odwaga musi być naprawdę wielka. Pana Krzysztofa Godlewskiego za tę cywilną odwagę, którą okazał w sprawie Jedwabnego, osobiście podziwiam. A ponieważ w Jedwabnem powstał "Komitet obrony dobrego imienia miasta", który stara się odrzucić od siebie drastyczne informacje o zbrodni dokonanej w 1941 roku, moim zdaniem Pan Krzysztof Godlewski walczył o dobre imię swojej społeczności, o ozdrowienie swojej społeczności i także o dobre imię Polaków. Krzysztof Godlewski jak mało kto przyczynił się do ocalenia honoru mieszkańców Jedwabnego. Jest to na dłuższą metę dla dobra ich wszystkich i dla dobra nas wszystkich.
Stan zdrowia i wiek nie pozwolił przyjechać tutaj rabinowi Jacobowi Bakerowi. Chciałbym przypomnieć, że jest to dziecko Jedwabian, Żydów jedwabieńskich, którzy spłonęli w tamtej stodole. Jest to nowojorski rabin, człowiek, który przyjechał na uroczystości jedwabieńskie. Trzeba mieć w pamięci, że stereotypy, zrozumiałe urazy i krzywdzące opinie, uogólnienia na temat Polaków są w środowiskach żydowskich zwłaszcza na świecie, zwłaszcza na Zachodzie, może zwłaszcza w Ameryce i Nowym Jorku bardzo silnie obecne. Trzeba mieć niemałą odwagę, żeby będąc rabinem w Nowym Jorku wybrać się na miejsce zbrodni po to, żeby poszukać tam pojednania i przebaczenia. Przez osobisty przykład rabin Baker pokazał swoim żydowskim współbraciom, na czym polega mądrość i moralna jakość sprostania dramatycznej przeszłości.
Odbierając Nagrodę Krzysztof Godlewski powiedział m. in.:
Jestem niesłychanie wzruszony, a jednocześnie zażenowany, ponieważ stanąłem w tak szacownym towarzystwie poprzednich laureatów. Nagroda została mi przyznana za to, że byłem normalnym człowiekiem, że starałem się być normalnym człowiekiem. Od początku, kiedy wybuchła sprawa Jedwabnego czułem, że mogę bezinteresownie zrobić coś pożytecznego, dobrego, co pozostanie w pamięci mieszkańców. Przyszło mi to spontanicznie, bez żadnych oporów wewnętrznych, ponieważ od początku widziałem w ofiarach dzieci, kobiety, starców. Dało mi to wielki oręż w dyskusji, ponieważ nikt nie posądzi dziecka przy piersi matki o to, że ono kolaborowało z Rosjanami. Ten sposób widzenia sytuacji, moja wrodzona dobroć i naiwność pozwoliły mi przez cały czas widzieć tylko pozytywne strony sytuacji. Wszelkie próby wpuszczania mnie w niuanse polityki czy politykierstwa odrzucałem. Naszym podstawowym zadaniem było zapewnienie ofiarom miejsca godziwego spoczynku, tak, aby spokojne były nie tylko ich dusze, ale również - sumienia ich potomków, którzy przyjeżdżają tam pomodlić się, kontemplować. Teraz miejsce, gdzie odbyły się uroczystości jest często odwiedzane, także przez mieszkańców Jedwabnego. Myślę, że każdy, kto tam pójdzie, jeśli zamyśli się przez pięć minut, odejdzie zupełnie innym człowiekiem. Lepszym.