Menu rozwijane

21 kwietnia 2004
21 kwietnia 2004 roku w Pałacu Prezydenckim odbyła się konferencja z cyklu „Silna Polska w silnej Europie” poświęcona Traktatowi Europejskiemu Unii Europejskiej. Dyskusję poprzedziły wystąpienia zaproszonych gości: - Bronisław Geremek, Kompromis w gronie 25 państw członkowskich – poszukiwanie równowagi między interesami narodowymi a interesem Wspólnoty, - Włodzimierz Cimoszewicz, Stanowisko Polski wobec Traktatu Konstytucyjnego po ostatnim szczycie UE w Brukseli (25-26 marca 2004 r.), - Jan Barcz, Pozycja Polski w systemie instytucjonalno – decyzyjnym rozszerzonej Unii Europejskiej. Podsumowując obrady Prezydent RP powiedział m.in. Ta dyskusja była wyjątkowo bogata, wielowątkowa i wartościowa. Dziękuję prelegentom i dyskutantom. Cieszę się, że w Pałacu Prezydenckim rozmawiamy tak bardzo merytorycznie i interesująco na ważne tematy. Mogę tylko żałować, że takich miejsc, gdzie tego typu debata się odbywa jest w Polsce ciągle mało, ale wierzę, że będzie ich więcej. Rad jestem, że są tutaj młodzi ludzie z uczelni i warszawskich i pozawarszawskich; to też może być dla Was interesujące posłuchać tak kompetentnych wypowiedzi. Nie sposób ustosunkowywać się ani do tego wszystkiego, co zostało powiedziane, ani do różnych nawet bardzo kontrowersyjnych wypowiedzi w dyskusji. Dlatego ograniczę swoją wypowiedź do kilku zaledwie uwag. Po pierwsze, Unia Europejska jest procesem. To jest wielka wartość tego tworu, tej wspólnoty, dlatego, że ona ma umiejętność przystosowywania się do zmieniających się warunków. Zaczynało się od Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, teraz Piętnastka, jutro dwudziestka piątka, a za chwilę prawdopodobnie dwadzieścia osiem państw. Sądzę bowiem, że prognoza prof. Barcza, że w 2008 roku będziemy renegocjować Niceę jest nieprawdziwa. Będziemy to musieli zrobić w 2006, jeżeli w 2007 Chorwacja, Bułgaria i Rumunia mają wejść do Unii Europejskiej. Więc zadanie to jest dużo bardziej bliskie, a co to oznacza? To oznacza, że Unia ma cały czas zdolność do dostosowywania się do warunków, korzystania z doświadczeń, które już zebrała i odpowiedzi na te wyzwania, które powstają; tal jak chociażby rozszerzenie. Unia nie jest tworem, który został wymyślony przez mędrców i narzucony, w moim przekonaniu ważne jest zatem, że mamy tu do czynienia z procesem. Chciałbym zatem żeby Traktat Konstytucyjny traktować również jako jego część. Kiedy kilkanaście dni temu Giscard d`Estaign był w Warszawie, mówiłem, że rozumiem jego zaangażowanie, że on tworzy w jakimś sensie swój pomnik w integracji europejskiej, ale żeby był przekonany, że Traktat Konstytucyjny jest dziełem, które przetrwa ileś tam lat, a nie wieki. On nie jest w stanie odpowiedzieć na to wszystko co będzie działo się na kontynencie i w integracji europejskiej za 20 czy 30 lat, ale jest moim zdaniem, ważny, potrzebny i to jest istotne, żeby został przyjęty. W tym procesie dla nas kluczową rzeczą jest, że doprowadziliśmy do rozszerzenia i że ono ma miejsce. To wartość Nicei, że otworzyła drzwi dla rozszerzenia i to jest tego wszystkiego co się dzieje. Traktat Konstytucyjny ma szanse aby to rozszerzenie lepiej zorganizować, lepiej zinstytucjonalizować, nadać pewną efektywność, a przede wszystkim nadać elementy aksjologiczne, który są bardzo istotne, a mówiąc szczerze mało znane wszystkim społeczeństwom – nie tylko tym nowym, ale także obecnym członkom UE. Uważam zatem, że jest miejsce dla Traktatu Konstytucyjnego i warto żebyśmy w Polsce o Traktacie myśleli właśnie w tych kategoriach, jako o kolejnym kroku, który jest potrzebny i wspierali wszystko co tam jest, dyskutując o kontrowersjach, które tam występują. Drugim elementem jest zaufanie. Też była o tym mowa i zgadzam się z tym, że głównym deficytem, jaki dziś występuje w sprawach Traktatu Konstytucyjnego to jest niedostatek zaufania po obu stronach. Kraje silne obawiają się wejścia krajów małych i średnich państw o niższym poziomie ekonomicznym oraz kłopotów, które mogą wystąpić. A nowowstępujące kraje małe i średnie boją się dyktatu wielkich, który może być dyktatem jednostronnym i zmierzającym do Europy „twardego jądra” lub Europy dwóch prędkości. A więc do koncepcji rozumianych jako dezintegracja europejska czy współpraca strukturalna, która wyprowadza państwa wysokorozwinięte w struktury europejskie. Niedostatek zaufania jest dzisiaj problemem, mamy z nim do czynienia po obu stronach i to nie tylko w świecie politycznym, ale przede wszystkim wśród społeczeństw. I gdybyście państwo zobaczyli jak reaguje się na różne sygnały europejskie to zobaczycie, że ten deficyt zaufania jest ogromny, a nawet, momentami patologiczny. Zaufanie to trzeba zatem odbudowywać, trzeba wspólnie wzmacniać poprzez osiąganie kompromisu. Kompromis moim zdaniem jest bowiem niezbędny i fundamentalny w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości UE. Z uwagą słuchałem ministra Cimoszewicza – tu są dyplomaci, więc proszę przekazanie swoich krajach, że z ministrem Cimoszewiczem lepiej rozmawia się o kompromisie na początku spotkania, niż na końcu – bo tak odczytałem jego wstęp i zakończenie. Ale ja jestem bardzo zdecydowanym zwolennikiem kompromisu, który jest takim istotnym fundamentem i ten kompromis jest wartością samą w sobie, a jednocześnie buduje kulturę relacji między partnerami. I w tym kontekście chcę powiedzieć, że dla mnie cała dyskusja o liczeniu głosów, o systemie nicejskim jest w istocie dość teoretyczna. Chcę Państwu powiedzieć, że gdyby system nicejski miałby być stosowany w UE permanentnie, czy system podwójnej większości (minimum połowa państw i 60% populacji) to w krótkim czasie doprowadzamy do końca UE i destrukcji tej organizacji. Zdecydowana większość decyzji musi być podejmowana na drodze konsensusu, porozumienia się do interesów, wartości, celów. Oczywiście sytuacje te mogą być ułatwiające rozwiązanie problemów mniej ważnych, o których opinia publiczna nie będzie prawdopodobnie nawet wiele wiedziała, ale tam gdzie będzie dochodziło do problemów zasadniczych musi być zgoda. Bez zgody czy w jednym, czy w drugim systemie będziemy zmierzać do katastrofy i do zniweczenia tej integracji. Pamiętajmy, że system nicejski, ten który wejdzie w życie w listopadzie i ma obowiązywać do roku 2009 ma w swoich przepisach zapisaną klauzulę, że gdyby nie zgadzano się na system nicejski, można przejść na system podwójnej większości z limitem bodajże 62% populacji w trzecim liczeniu. Ta klauzula specjalna jest na przypadki bardzo dyskusyjne i trudne do przewidzenia. Nie wierzę, żeby weto w ramach UE było wykorzystywane przez jakiekolwiek państwo częściej niż dwa razy. A te dwa razy to jest po raz pierwszy i ostatni. Jeżeli bowiem któreś państwo korzystając z weta, a więc przejścia na inny system, mogłoby wygrać to prawdopodobnie znajdzie się kompromis i nikt nie będzie chciał takich głosowań przegrywać. A jeżeli nie będzie miał szansy wygrać a zdecyduje się na wykorzystanie takie instrumentu, to po prostu marginalizuje się w układzie wspólnotowym. W moim przekonaniu jest możliwość znalezienia kompromisu między systemem nicejskim i podwójną większością – takiego, który by nie ograniczał naszego wpływu na decyzje i tu w pełni zgadzam się ze słowami eksperta, prof. Barcza i chcę powiedzieć, że pracujemy nad tym. Nie chcę mówić o szczegółach dlatego, że nie mówił o nich minister Cimoszewicz, który jest głównie za to odpowiedzialny, ale wierzę, że możemy znaleźć takie rozwiązanie, które nie zmniejszy wagi głosów, a jednocześnie będzie pozwalało wyjść z tego zakrętu, który moim zdaniem jest przesadnie odbierany, szczególnie jeśli chodzi o naszą opinię publiczną. Ale przecież ten kompromis będzie potrzebny również w bardzo wielu innych sprawach jeżeli chcemy się porozumiewać. I ten kompromis będzie również konieczny wobec negocjacji, w których my staniemy się już stroną gdy idzie o przyjęcie Rumunii, Bułgarii czy Chorwacji. I ten kompromis będzie potrzebny gdy będziemy dyskutować o Turcji. Myślę, że dla nas dzisiaj słowo kompromis musi być rozumiane dużo szerzej aniżeli tak, jak do tej pory sądziliśmy, że to ma być zgoda między nami a Unią Europejską. To musi być również zgoda między UE a innymi krajami i w innych sprawach aniżeli te, które mamy w tej chwili i musimy być również gotowi do przyjmowania tego rodzaju kompromisowych rozstrzygnięć, pod warunkiem, że będą one oczywiście prowadziły do rozwoju. Doświadczenia Unii Europejskiej pokazują, że z trudnościami, ale jest to możliwe. Uwaga ostatnia – zgadzam się z tym, o czym tu mówiono – my musimy wierzyć w siebie, my musimy walczyć o swoją pozycję, my nie mamy powodów, żeby wpadać w jakieś kompleksy europejskie, oczywiście to wszystko to jest prawdą, ja jestem za tym. I nie zgadzam się z opiniami, że takie twarde stanowisko polskie czy nasze zaangażowanie w sprawy transatlantyckie, ono spowodowało oczywiście kłopoty, ale ono spowodowało też podniesienie rangi i wagi polskiego głosu i w Europie, i w świecie. Gdybyśmy wysłuchali uwag znanego prezydenta, że mamy siedzieć cicho i milczeć, to byśmy dzisiaj milczeli, nikt by się Polską nie zajmował. Ponieważ nie milczeliśmy i nie dość, że mówiliśmy, to jeszcze pokazaliśmy czyny, jesteśmy dzisiaj jednym z tych partnerów, których krytykują, z którymi się nie zgadzają – jedni się zgadzają, bo przecież ten podział nie biegnie między Polską a resztą Europy, on biegnie w poprzek Europy, Brytyjczycy, niedawno jeszcze Hiszpanie, ale ciągle Włosi, Holendrzy – mamy tutaj bardzo różne układy głosów. Polski głos jest słyszalny i z tego nie należy rezygnować. Oczywiście to nie może być machanie szabelką, to musi być bardzo udokumentowany i przemyślany głos w różnych sprawach. W sprawach amerykańskich nasza postawa wynika z przekonania, że Europa także 60 lat po zakończeniu II wojny światowej potrzebuje silnej współpracy, silnej więzi transatlantyckiej i że mamy obowiązek, żeby o to walczyć. Ktoś powiedział o roli moderatora, czy mediatora, nie wiem na ile my możemy spełniać rolę mediatora, bo to już jest bardzo ambitne zadanie, natomiast niewątpliwie nasze zaangażowanie w utrzymanie więzi transatlantyckiej ma swoje znaczenie i na pewno jest pomocą dla siły tej więzi a nie osłabianiem jej. Natomiast kiedy mówimy o wierze w siebie – i za tym jestem – pamiętajmy także, że musimy oduczyć się, wyleczyć się z prowincjonalizmu, nacjonalizmu i takiej fobii europejskiej, która istnieje. Nie będziemy wiarygodnym partnerem tak długo, jak będą odbywały się w Polsce zupełnie niezrozumiałe, czasami absurdalne, tragifarsowe dyskusje na temat Unii Europejskiej, zagrożeń, które z tego tytułu płyną, w stosunku do naszych sąsiadów itd. Jak się czyta gazety, to momentalnie można odnieść wrażenie, że tu się dokonuje jakaś straszliwa inwazja europejska na Polskę, która musi się zakończyć całkowitą tragedią, że tu dokonuje się wyprzedaż interesów narodowych, że my już prawie zrezygnowaliśmy z własnej tożsamości. Jeżeli ja słyszę dyskusje, czy rzeczywiście z jednego wspólnego spotkania premier Polski, Czech i kanclerz Niemiec powinni lecieć jednym samolotem do Dublina, to nie wiem, jak to traktować. Bo przecież jeżeli szukamy symboli, to to jest znakomity symbol. Zresztą na marginesie – te same gazety, gdyby oni nie polecieli jednym samolotem a trzema, pisałyby, co to jest za zjednoczona Europa, jak z jednego spotkania lecą trzema samolotami do Dublina. Ale przecież to jest podszyte prowincjonalizmem, że oto samolot niemiecki, że oto Luftwaffe, przecież oni lecą tym samolotem Luftwaffe do Dublina w pokojowych celach! Powiem więcej, żeby jeszcze dodać smaku tego rodzaju debacie, to główną gazetą, która prowadzi tę dyskusję, z takim nieukrywanym podtekstem antyniemieckim, jest gazeta „Fakt”, która jest wydawana przez koncern Axela Springera. Trzeba się tego wyzbyć! Dyskutując o suwerenności trzeba również myśleć w kategoriach, o których była mowa, że to jest przyjęcie przez nas samych, suwerennie, decyzji o tym, że uczestniczymy we Wspólnocie Europejskiej i oczywiście jesteśmy państwem suwerennym w ramach tej Wspólnoty. Natomiast – powiedzmy to sobie szczerze – jeżeli przyjęcie standardów europejskich, certyfikatów i norm, które mówią żeby było czyściej, lepsza była jakość produktów żywnościowych, lepiej były respektowane normy weterynaryjne, zdrowotne, żeby był chroniony lepiej konsument, ma oznaczać rezygnację z polskiej suwerenności – prawa do niechlujstwa, brudu, niskiej jakości, bałaganiarstwa, złej organizacji, nieposzanowania drugiego człowieka – to myślę, że z tej suwerenności do złego warto zrezygnować. Bo przecież standardy, które przyjmujemy z Europy, nie są standardami przeciwko nam, przeciwko polskiemu obywatelowi, konsumentowi, przeciwko komukolwiek. Trzeba naprawdę jeszcze wielkiej pracy wychowawczej, bo nie wiem jak to inaczej nazwać, żebyśmy rzeczywiście pokazali, że w Europie – z jednej strony jesteśmy z tradycją, dorobkiem, wiarą w siebie – ale także jesteśmy wolni od kompleksów, prowincjonalizmów, nacjonalizmów i różnego rodzaju zachowań, które po prostu nie przystoją; nie tylko we wspólnej Europie na początku XXI wieku, ale nie przystoją Narodowi w XXI wieku, czy jest w Unii, czy nie. To też trzeba zrozumieć. Ja nie apeluję tutaj wyłącznie do klasy politycznej, która jest często słusznie krytykowana, ja mówię do nas wszystkich. Bo to nie prawda, że tylko klasa polityczna psuje nam opinię, zabierając – że tak powiem – turystom samochody czy okradając ich w różnych miejscach. My też spójrzmy w tym momencie, przed wejściem do Unii Europejskiej, na siebie samych! Dość samokrytycznie, ale w sensie konstruktywnym, pozytywnym. Bądźmy przygotowani na to, że w tej konkurencji jesteśmy silni swoją edukacją i determinacją, ale jednocześnie wolni od tych wszystkich słabości, które nam towarzyszą. Europa dwóch prędkości politycznie jest nie do przyjęcia i to jest jasne stanowisko, ale Europa jest oczywiście różna. Kiedy my mówimy o Europie dwóch prędkości polityczne to przede wszystkim chodzi, żeby reguły obowiązywały te same. Żebyśmy mogli działać według tych samych zasad prawnych, zasad ekonomicznych i żebyśmy mieli głos polityczny, który nam się należy. Natomiast oczywiście mamy kraje bogatsze, lepiej zorganizowane; część z nich będzie miała rolę liderów. To one będą tymi centrami, które będą proponowały, żeby iść za nimi. I to trzeba przyjąć do wiadomości. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, ja to mówię szczególnie wobec młodych ludzi, którzy są na sali, żeby Polska była wśród tych krajów, które dziś może są nie pierwszej, ale drugiej prędkości, ale w przyszłości pierwszej prędkości, która będzie decydować, kto będzie liderem; może nie we wszystkich dziedzinach, ale w wielu, w których jesteśmy lepsi czy równie dobrzy jak inni. I to jest cały pomysł Europy! Przecież Europa jednoczy się także w całym kontekście procesów globalnych, centrów cywilizacyjnych, które są we współczesnym świecie. Ona będzie miała wartość nie wtedy, kiedy będzie swoistym europejskim skansenem petryfikującym stare, dobre wartości, ale będzie właśnie wtedy liczyła się, kiedy będzie dynamiczna. A do tego potrzeba rozwoju, solidarnej pomocy tym, którzy tego rozwoju potrzebują, ale także aktywności ze strony tych wszystkich, którzy tą wspólną, już prawie półmiliardową Europę stanowią. Więc politycznie, co do reguł, nie ma zgody na dwie prędkości czy na różne prędkości, natomiast praktycznie tych prędkości jest dużo więcej niż dwie. Dzisiaj, gdyby trzymać się kryterium tylko ekonomicznego to możemy mówić o trzech czy czterech, europejskich kręgach, ale reguły muszą być te same. I te reguły muszą być właśnie pomagające rozwojowi i solidarności europejskiej. Myślę, że tak właśnie będzie. Raz jeszcze, chcę serdecznie podziękować za nadzwyczaj interesującą dyskusję. Mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana w innych kręgach i gronach przez tu obecnych, dlatego że nam potrzeba takiej właśnie poważnej debaty o Europie i o miejscu Polski w Europie. To hasło, które jest tutaj zapisane: „Silna Polska w silnej Europie” jest realne! Jest realne, ale nie jest dane. Ono wymaga wysiłku, konsekwencji, cierpliwości, a przede wszystkim zaangażowania tak wielu środowisk jak to tylko możliwe. To było ostatnie spotkanie przed wejściem do Unii Europejskiej. Od następnego spotkania, będziemy już rozmawiać jako pełnoprawni członkowie Unii Europejskiej. Do następnego spotkania. Dziękuję bardzo za spotkanie.