Menu rozwijane

16 lutego 2004
16 lutego 2004 roku w Pałacu Prezydenckim została zainaugurowana pierwsza debata pt. „Silna Polska w silnej Europie”. W konferencji udział wzięli m.in. wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz, wicemarszałek Senatu Ryszard Jarzembowski, wicepremier-minister spraw wewnętrznych i administracji Józef Oleksy, minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, ambasadorowie państw członkowskich Unii Europejskiej i państw przystępujących 1. maja, ministrowie Kancelarii Prezydenta, a także Andrzej Olechowski, Dariusz Rosati, Jarosław Kalinowski, parlamentarzyści – obserwatorzy w Parlamencie Europejskim, członkowie Grupy Refleksyjnej ws. Przyszłości Unii Europejskiej, przedstawiciele świata nauki, sygnatariusze Listu 250 i Listu 100. Rozpoczynając obrady Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksnader Kwaśniewski powiedział m.in.: Silna Polska w silnej Europie – to hasło najlepiej opisuje nasze plany i aspiracje. Chcemy Polski silnej gospodarczo, stabilnej politycznie, wpływającej na politykę europejską i regionalną. Chcemy silnej Europy, czyli Europy rozwijającej się, bezpiecznej, liczącej się w polityce globalnej. Stwierdzenie „silna Polska w silnej Europie” wyraża zatem patriotyzm polski, ale i europejski. Z takim nastawieniem zamykaliśmy negocjacje w Kopenhadze i podpisywaliśmy Traktat Akcesyjny w Atenach. W tym duchu otwieraliśmy prace Konferencji Międzyrządowej w Rzymie i prowadziliśmy rozmowy na ostatnim szczycie unijnym w Brukseli. Dotarły do mnie uwagi o tym, że być może to hasło „silna Polska w silnej Europie” brzmi zbyt buńczucznie, że może lepiej byłoby, abyśmy mówili o sprawnej Polsce w solidarnej Europie. Jestem przekonany, że oba hasła nie wykluczają się nawzajem a dobrze się uzupełniają. Chcemy oczywiście sprawnej Polski, bo jest to warunek silnej Polski. Wiemy bardzo dobrze, że do tej sprawności, a więc i siły, jeszcze długa droga. Z drugiej strony silna Europa będzie wtedy, kiedy będzie solidarna, kiedy będzie umiała patrzeć na całe swoje zróżnicowanie, wspomagać kraje słabsze a jednocześnie traktować wszystkich, od tych najmniejszych do największych, według tych samych reguł. Zapamiętałem zdanie wyrażone parę dni temu, tu w tej sali, przez Kanclerza Kohla, którego odznaczaliśmy nagrodą św. Wojciecha, a który wspominając swoje europejskie zaangażowanie, mówił, iż tłumaczył Niemcom, że Niemcy, przede wszystkim powinni być czujni w tej Europie, na to jak różne sprawy postrzega Luksemburg. Dlaczego? Bo to najmniejszy partner. Dopiero, kiedy nauczymy się patrzeć przez pryzmat tego najmniejszego, można budować rzeczywiście Europę solidarną i wspólną. Wierzę, że silna Polska w silnej Europie jest odpowiednim mottem dla naszego wspólnego działania, ponieważ z jednej strony kładzie obowiązek na nas samych, aby ta Polska była coraz silniejsza i jak najlepiej przygotowana do współpracy europejskiej, a z drugiej strony, owo wyznanie o silnej Europie świadczy o wierze w Europę zjednoczoną, w instytucje unijne, politykę unijną i w znaczenie Europy w planie globalnych przemian, jakie dokonują się w świecie. Dlatego zgadzam się, abyśmy używali tych dwóch haseł, „silna Polska w silnej Europie”, która pozostaje mottem naszych spotkań, a także żebyśmy rozumieli to jako „sprawną Polskę w solidarnej Europie”. Drodzy Państwo! Brak porozumienia wokół projektu Konstytucji Europejskiej przyjęliśmy bez radości. Nie ma też jednak powodu, by po brukselskim szczycie popadać w pesymistyczny nastrój. Wiele trudnych kwestii przed Brukselą udało się przecież uzgodnić. Projekt Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy jest dokumentem, który – choć jeszcze nie przyjęty – już kształtuje myślenie polityków i obywateli o wspólnej, europejskiej przyszłości. Z doświadczeń Unii wiemy, że poprzednie Konferencje Międzyrządowe trwały znacznie dłużej – nigdy w dwa miesiące nie zdołano wypracować wspólnych decyzji. I okazało się, że w Brukseli, w grudniu 2003 roku dotychczasowe i nowe państwa członkowskie nie dojrzały jeszcze do kompromisu. Ale przecież nie oznacza to, że stanęliśmy w miejscu. Uważam, że po prostu daliśmy sobie więcej czasu. Bardzo cennego czasu. Od stycznia toczą się intensywne konsultacje, prowadzone przez prezydencję irlandzką. Już w marcu – kiedy przedstawiony będzie raport w tej sprawie – okaże się, czy możliwe będzie zbliżenie stanowisk i uzgodnienie tekstu Traktatu w najbliższych miesiącach. Celem debaty, którą dziś podejmujemy w Pałacu Prezydenckim, jest jak najlepsze wykorzystanie tego właśnie czasu, który mamy do dyspozycji. Zdajemy sobie sprawę ze znaczenia przyszłej Konstytucji Europejskiej. Przygotowuje ona bowiem Unię – poszerzoną o dziesięć państw – do podejmowania nowych zadań i sprawniejszego działania. Ale skoro uzyskaliśmy ten właśnie czas, decyzje są odsunięte, to podyskutujmy wspólnie o tym, jak najlepiej, najrozsądniej – mimo wszystkich problemów i wątpliwości – ten cel osiągnąć. Skorzystajmy z nadzwyczajnej możliwości, która otworzyła się przed nami, w Europie, w Polsce a także przed nami, tymi którzy są tak bardzo zaangażowani w problematykę europejską i w ten wielki projekt europejski, aby wszystkie elementy omówić i jak najlepiej przygotować się do chwili, w której trzeba będzie decyzje podejmować. Na siedemdziesiąt cztery dni, podkreślam 74 dni, przed akcesją, czyli przed 1 maja, mamy w Polsce wciąż do odrobienia naszą „pracę domową”. Silna argumentacja polityczna za przystąpieniem do Unii, musi być poparta dobrym przygotowaniem do akcesji. Wielkość kraju, skala podjętych zadań dostosowawczych nie może usprawiedliwiać opóźnień – czy to organizacyjnych, czy legislacyjnych. Apeluję więc, proszę wszystkich polityków, z koalicji rządzącej i z opozycji, z rządu i samorządów, ale także apeluję do ekspertów i dziennikarzy – o mobilizację i współpracę dla tego wielkiego narodowego zadania, jakim jest przygotowanie Polski do akcesji, do korzystnej akcesji. Udowodnijmy, że potrafimy nie tylko twardo negocjować, ale przede wszystkim – że umiemy wypełniać zobowiązania, reagować na pojawiające się problemy, być odpowiedzialnymi i konsekwentnymi. Mówię o tym, gdyż w ostatnich miesiącach dyskusję europejską w Polsce zdominowała sprawa Nicei. Jestem przekonany, że obecnie potrzebujemy debaty mniej emocjonalnej a bardziej praktycznej. Katalog kwestii europejskich jest dalece bogatszy, niż tylko podejmowanie lub blokowanie decyzji w poszerzonej Unii. Jeżeli chcemy być wiarygodni w naszych debatach na temat systemu głosowania w Unii, podejmowania decyzji, tym bardziej musimy być dobrze przygotowani do naszego wstąpienia i musimy pokazać, że jako nowy partner jesteśmy bardzo rzetelni w wypełnieniu tych zadań, które sami przyjęliśmy na siebie. Szanowni Państwo! Musimy zastanowić się, i być może jest to czas odpowiedni, bo krótki, a Polacy są tymi ludźmi, którzy im bardziej napięty kalendarz, im bardziej zadanie bliskie, tym lepiej je wykonują, wspomniałem o tych siedemdziesięciu czterech dniach, za chwilę już będą tylko siedemdziesiąt trzy, ale być może to jest taki właśnie scenariusz, w którym my się czujemy najlepiej, a więc korzystając z tego bardzo napiętego czasu, warto zastanowić się, co my, Polacy chcemy wnieść do wspólnoty. Jakie wspólne zadania powinny być dla nas najważniejsze, i w jakich możemy odgrywać taką naszą polską, szczególnie twórczą i aktywną rolę. Trzeba w tym miejscu wskazać na trzy kluczowe kwestie, które powinny stać się przedmiotem kolejnych debat, które chciałbym w tym czasie co miesiąc, dość regularnie, organizować w Pałacu Prezydenckim. A więc bez wątpienia potrzebujemy głębszej dyskusji o polityce zagranicznej Unii, zwłaszcza o jej wschodnim wymiarze. Potrzebujemy debaty o polityce bezpieczeństwa i obrony. Nowy impuls daje nam, przyjęta w grudniu 2003 roku, Europejska Strategia Bezpieczeństwa. I to pierwszy pakiet. Po drugie, powinniśmy zastanowić się, jaki jest i jaki powinien być polski wkład w realizację Strategii Lizbońskiej, czyli tej zwiększającej konkurencyjność Unii Europejskiej, stawiającej na edukację, na naukę, na wykształcenie młodych pokoleń. I wreszcie, i to kwestia trzecia, stajemy przed kluczowym pytaniem o model finansowania rozszerzonej Unii Europejskiej po roku 2006 a debata o budżecie Unii, to więcej niż tylko negocjacje finansowe. Określając politykę budżetową Unii, rozstrzygniemy – de facto – o modelu jej działania w długiej perspektywie. I te najbliższe lata pokażą, czy fundamentem rozwoju Unii pozostanie zasada solidarności i wspierania równomiernego rozwoju państw członkowskich, czy zapowiadana koncepcja „dwóch prędkości”, czy „twardego jądra”, czy inne, które w istocie, choć są deklaracją integracji europejskiej, będą oznaczały dezintegrację „dwudziestki piątki”, a w przyszłości dwudziestu siedmiu czy dwudziestu ośmiu państw. Oczywiście, tych pytań jest więcej. Do nich należą takie: jak wzmocnić wspólnotową politykę regionalną, tak bardzo istotną z polskiego punktu widzenia? Jak połączyć kolejne rozszerzenia Unii z poprawą jej konkurencyjności na arenie światowej? Jak zapewnić równowagę między dużymi, średnimi i małymi państwami? I oczywiście ten katalog nadal nie jest wyczerpany, bowiem można tutaj dodawać kolejne istotne tematy, o których możemy i powinniśmy rozmawiać. Pragnę jednak szczególnie podkreślić pewną zasadę, którą powinniśmy wszyscy pielęgnować – tak dotychczasowe kraje Piętnastki, jak i nowe, Dziesiątka, państwa członkowskie. Tą zasadą powinno być wzajemne zaufanie. Mam osobiste przekonanie, że wiele sporów podczas Konferencji Międzyrządowej wynikało z braku wiary, że większa Unia może być lepszą Unią, że tu jest ta podstawowa bariera, która tkwi w świadomości wielu polityków, obywateli, krajów, a także bardzo zaangażowanych w ideę europejską, „ojców integracji”. To jest zadanie dla nas, dla Polski, największego z krajów wstępujących. Udowodnić bardzo konkretnie, że większa Unia nie tylko może być lepszą Unią, ale będzie lepszą Unią. Wiemy, że w „piętnastce” narastają obawy, iż zasadnicze różnice w poziomie rozwoju gospodarczego, mogą być źródłem konfliktów, a także niemożliwości spełnienia oczekiwań państw wstępujących. Wiemy, że po emocjach związanych z przełomem lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, upadkiem komunizmu i muru berlińskiego, euroentuzjam zastępuje eurosceptycyzm, który niektórzy nazywają eurorealizmem. Jest pytanie czy koszty tego rozszerzenia nie będą zbyt wysokie. Wiele lat będzie potrzeba, żeby skutecznie włączyć nowe kraje Unii do reguł, do standardów, które obowiązują w Unii Europejskiej już kilka dekad. I tych obaw, tych stereotypów w jakimś sensie, nie należy lekceważyć. One istnieją i nawet gdybyśmy się bardzo nad nimi zżymali i protestowali, to od nas, od Polski należy oczekiwać spokojnych, ale bardzo wiarygodnych wyjaśnień, dlaczego niesłuszne są te obawy i dlaczego te stereotypy należy odrzucić. Z drugiej strony przecież, też trzeba jasno powiedzieć, że i w Polsce i w innych krajach Dziesiątki występuje obawa przed traktowaniem nas jako członków drugiej kategorii, jak ubogich krewnych, jako tych, którzy jeszcze nie dojrzeli, jako tych którzy nie są gotowi przyjąć wysokie standardy prawne czy ekonomiczne, czy społeczne obowiązujące w krajach Piętnastki. Istnieje obawa przed dominacją. Główny spór toczony wokół zasad głosowania wynika, z jednej strony, z obawy silniejszych, że ich decyzje będą blokowane przez słabszych, a z drugiej strony z obawy słabszych, że możemy znaleźć się w Europie zdominowanej, w Europie która będzie kierowana przez ów, już tak nazwany, Dyrektoriat. Mówię o tym, żebyśmy nie tworzyli w naszej debacie, polskiej debacie, jakichkolwiek tematów tabu. Uważam, że powinniśmy o wszystkim mówić z absolutną szczerością, bowiem trzeba zbudować zaufanie, zaufanie między nami wszystkimi, bowiem brak zaufania wpływa nie tylko na atmosferę naszych ostatnich przygotowań, ale również wpływa na prace Unii, w tym niewątpliwie na przebieg ostatniej Rady Europejskiej w Brukseli, gdzie właśnie tyle było obaw, z jednej strony przed dyktatem, z drugiej strony przed różnymi blokadami. A tam gdzie brakuje zaufania, wzmacnia się egoizm. Dlatego – szukajmy nowych pomysłów, nowych rozwiązań, a przede wszystkim zastanówmy się co my jako Polska możemy do tej poważnej, bardzo istotnej dla przyszłości Europy, debaty wnieść. Chcemy Unii rozwijającej się wspólnie, solidarnie, jesteśmy przeciwni linii dwóch prędkości, jesteśmy przekonani, że 1 maja 2004 roku dokona się jedna z najważniejszych historycznych decyzji w dziejach całego kontynentu przez tysiąclecia. Możemy zbudować Europę wspólną, która była marzeniem, do której, czasami, i to dawno temu, zbliżaliśmy się, ale nigdy nie była faktem. Zbudować Europę, która będzie w swojej różnorodności silna i właśnie bardzo twórcza. Chcielibyśmy, aby 1 maja 2004 roku to było wielkie europejskie święto, satysfakcja dla tych, którzy tyle uczynili dla wspólnej Europy, którzy marzyli, jakże wielu z nich nie doczekało tej chwili. I żeby było to święto ponownego zjednoczenia Europy, święto, w którym pokażemy, iż otwarte drzwi to jest wielka siła naszego kontynentu. Żebyśmy 1 maja 2004 roku, zgodnie z proroctwem Jana Pawła II, powiedzieli, że oto znowu Europa oddycha dwoma swoimi płucami. Żebyśmy potrafili na tych wielkich dniach, ale i później poprzez codzienną pracę, udowodnić, że motto, że hasło naszej dyskusji „Silna Polska w silnej Europie” jest nie tylko osiągalne, ale jest bardziej realne, niż się komukolwiek wydawało, i że jest bliżej nas wszystkich. I chciałbym Drodzy Państwo, żeby nasza debata, wierzę, że przekazywana szeroko przez media, służyła również jeszcze jednemu, bardzo istotnemu celowi. 1 maja 2004 roku jako obywatele, jako mieszkańcy Rzeczypospolitej, zmieniamy jakościowo swoją obecność w Europie. Nie tylko dlatego, że stajemy się formalnie członkami Unii Europejskiej. Nie tylko dlatego, że będziemy oczekiwać środków finansowych na różnego rodzaju projekty regionalne, czy na bezpośrednie dopłaty dla rolników, czy inne formy wsparcia, które będziemy uzyskiwać z Unii Europejskiej. Ponieważ to ustawia nas ciągle w roli tego proszącego, czy beneficjenta tej zmiany, żeby nie powiedzieć klienta tej zmiany. Natomiast chciałbym, żeby moi rodacy uwierzyli, że od 1 maja nie tylko wchodzimy ponownie do rodziny europejskiej, w której nasze miejsce jest od tysiąca, ponad tysiąca lat oczywiste. I nie tylko, że możemy uzyskać wsparcie dla różnych naszych własnych projektów, ale że jeszcze, i to chcę bardzo mocno podkreślić, zaczynamy ponosić współodpowiedzialność za przyszłość Europy. Nie możemy unikać żadnego z ważnych pytań europejskich, w żadnej sprawie nie możemy powiedzieć, że to nas nie dotyczy, że nasza chata skraja, że to nie są problemy, nad którymi mieliśmy się czas zastanowić, że nie wiemy jak odpowiedzieć. Oczekiwania wobec Polski i wobec Polaków, są takie żeby byli współarchitektami tej właśnie Europy XXI wieku, że uzyskujemy nadzwyczajną szansę by wielki dorobek i potencjał Polski włączyć do budowania wspólnej Europy. A z drugiej strony to nakłada ogromne na nas zobowiązania, bo nie da się powiedzieć „Zaczekajcie, my nie wiemy... Zastanowimy się... Może to jeszcze nie teraz...” Nie. Od 1 maja 2004 Polska ponosi ogromną współodpowiedzialność za kształt Europy, co najmniej XXI wieku, ja wierzę, że i następnych, ale to nieco wykracza poza nasze osobiste perspektywy. Natomiast podkreślam, stajemy się współodpowiedzialni, i na tę współodpowiedzialność muszą być przygotowane elity polityczne, elity intelektualne, media ale także obywatele. Jeżeli stanie się coś trudnego dla Europy, nawet na południowych, można by powiedzieć z polskiego punktu widzenia, peryferiach, gdzieś tam w okolicach Portugalii czy Hiszpanii, to też to będzie polska sprawa. Tak jak europejską sprawą i portugalską i hiszpańską sprawą będzie to jak będzie wyglądała nasza granica wschodnia, z Ukrainą, z Białorusią, jak będzie wyglądała sytuacja na Bałkanach, jak będzie wyglądało to wszystko, co dotyczy nas, tu w Europie. Stawanie się Europejczykiem na pewno nie jest procesem jednodniowym i na pewno nie wynika wyłącznie z jednej czy drugiej ceremonii związanej ze wstąpieniem do Unii Europejskiej. Stawanie się Europejczykiem musi być procesem. Jestem przekonany, że Polacy są do tego przygotowani, ale to wymaga jeszcze wysiłku edukacyjnego, informacyjnego i takiej właśnie refleksji – co będziemy czynić od 1 maja nie tylko oczekując wsparcia i „fruktów” płynących z obecności w Unii Europejskiej, ale także co będziemy wnosić do Europy, jako bardzo ważny partner, jako bardzo ważny kraj, doświadczony, który przeszedł więcej niż inni, i który chce aby Europa XXI wieku była silna, a w tej silnej Europie była silna Polska. Pewny jestem, że stać nas na to i liczę bardzo, że Państwa wypowiedzi będą dobrą inspiracją, będą budować jak najlepsze projekty dla tej właśnie silnej Polski w silnej Europie. Podczas konferencji wygłoszono następujące wystąpienia:  Tadeusz Mazowiecki pt. „Miejsce Polski w Europie – uwagi po Brukseli”,  Piotr Nowina-Konopka pt. „Debata publiczna w Unii Europejskiej”,  Wojciech Sadurski pt. „Europejskie dylematy konstytucyjne a akcesja Polski do Unii Europejskiej”,  Jan Kułakowski pt. „Zasady i wartości integracji europejskiej”,  Józef Oleksy pt. „Polska hamulcem czy szansą Europy”,  Lena Kolarska-Bobińska pt. „Dialog z opinią publiczną, oczekiwania obywateli wobec integracji europejskiej”. Podsumowując obrady Prezydent RP powiedział m.in.: Szanowni Państwo, obiecuję, że nie będzie to podsumowanie, tylko kilka refleksji ale przede wszystkim podziękowania. Podziękowania za to, że przy Waszym udziale udało nam się tę debatę rozpocząć. Będzie ona trwała gdyż chcemy żeby były to cykle comiesięczne. Dzisiejsza była z natury rzeczy bardzo szeroka tematycznie, następne będą już skoncentrowane na poszczególnych kwestiach, będzie i Strategia Lizbońska, będą kwestie czysto konstytucyjne, będą kwestie ekonomiczne, budżetowe. Mam nadzieję, że starczy nam przez ten rok i tematów a przede wszystkim Waszej aktywności oraz obecności znakomitych prelegentów. Wszystkim Państwu, pani profesor, panom i wcześniej wypowiadającym się serdecznie dziękuję, również dyskutantom. Podsumować się tego nie da, obiecuję, że materiały z tej konferencji zostaną spisane z taśmy i wydamy je, żeby były dostępne. Strona internetowa również będzie przekazywała informacje o naszej dyskusji. Różnica między Prezydentem a redaktorem gazety polega na tym, że ja dla prawdy historycznej muszę wszystko publikować, a Wy wybieracie to, co uważacie za stosowne i to jest ta dość istotna różnica określająca Waszą wolność a nasze zniewolenie. Drodzy Państwo, pierwsze – czy ta debata była możliwa wcześniej? Oczywiście teoretycznie tak. Natomiast w moim przekonaniu gdybyśmy nawet rok czy dwa lata temu rozpoczęli tego typu debatę w Polsce, ona byłaby odrzucona z tego względu, że mieliśmy inne kwestie w opinii publicznej, ale też i praktycznie ważniejsze. Gdybyśmy zamiast dyskutować o warunkach naszej akcesji, co było dyskutowane w Kopenhadze włącznie z kwotami mlecznymi i tym wszystkim, co dzisiaj Państwo uważacie za drugorzędne, dyskutowali o wielkich ideałach Unii Europejskiej, to by powiedziano nam: „słuchajcie, wy zamiast troszczyć się o interes narodowy, dyskutujecie o jakichś teoriach, które mają bądź nie mają znaczenia”. Kiedy prowadziliśmy kampanię referendalną, gdybyśmy dyskutowali o przyszłości ze wszystkimi dylematami, które dzisiaj również były tutaj wypowiadane, prawdopodobnie spowodowalibyśmy dużo więcej zamieszania aniżeli pozytywnego efektu. A więc trzeba było niejako dojrzeć, tak jak Unia Europejska w procesie dojrzewa do kolejnych decyzji, trzeba było również dojrzeć do tej dyskusji, przeżywając chociażby i takie doświadczenie jak doświadczenie konferencji w Brukseli. Jeżeli ja mam swoje zasadnicze wątpliwości dotyczące trybu prac nad Konstytucją Europejską to je wyrażałem w rozmowach ze wszystkimi przywódcami Unii Europejskiej: w moim przekonaniu Konstytucja Europejska w jakimś sensie, tym głównym, o którym profesor Sadurski mówił czyli zmniejszenia deficytu demokracji w Europie, włączenia społeczeństw bardziej do rozumienia i akceptowania instytucji europejskich, była nietrafiona, w sensie kalendarza. Dlatego, że byłoby dużo łatwiej dla nas wszystkich gdybyśmy Konstytucję Europejską mieli już gotową kilka lat temu, gdyby akcesja nowych państw do Unii Europejskiej odbywała się na podstawie Traktatu Konstytucyjnego, który by realnie istniał, i który byłby do zaakceptowania bądź do odrzucenia, ale byłby całościowym dokumentem pokazującym sposób myślenia Piętnastki otwierającej się na kolejne kraje. Z drugiej strony, prawdopodobnie było by nam dużo łatwiej dyskutować o tym wszystkim, gdyby ta debata konstytucyjna została wywołana po 1 maja, czyli już po włączeniu nowych państw do Unii Europejskiej i pozwalała nam w sposób świadomy, już na podstawie własnych doświadczeń, może jeszcze niedługich, może całkiem świeżych wypowiadać się na temat tego traktatu, który został zapisany. Przyjęto formułę inną, w dużej mierze co podkreślam, najbardziej demokratyczną z dotychczasowych w historii Unii Europejskiej, poprzez Konwent – reprezentację zarówno krajów członkowskich jak i kandydujących, no ale niewątpliwie nie udało nam się, i to jest niestety największa słabość obecnego momentu, uzyskać to zasypanie deficytu demokratycznego po obu stronach. Ten problem dotyczy tak samo Zachodu, który nie rozumie, dlaczego tyle w ogóle sporu o sprawy wydawałoby się oczywiste, i krajów nowowstępujących, które po prostu uznały, że oto na drodze naszej akcesji zostały złamane reguły gry wcześniej przyjęte. Tego nie możemy bagatelizować. To jest bardzo trudne do wyjaśnienia, jak mówię i Niemcom i Polakom, bo słusznie Schroeder w rozmowach ze mną mówi: „No słuchaj, jak ja mam wytłumaczyć, że Nicea jest dobra skoro Niemcy mają 29 głosów a Polska 27”. Ja mówię: „No przepraszam Cię, ale kto te decyzje podejmował? Przecież nie ja, tylko ty”. „Rzeczywiście”’ mówi: „to był błąd”. Ja: „Skoro błąd, to wy popełniacie błąd dodatkowy. Przecież przez pięć lat chcecie żeby zasady nicejskie były utrzymane. Tak jest napisane w Traktacie Konstytucyjnym przyjętym przez Konwent.” Czyli tego wszystkiego łatwo się wytłumaczyć nie da i niewątpliwie znaleźliśmy się w momencie, w którym można powiedzieć, iż jesteśmy konfrontowani z sytuacją, czy z problemem, który można było rozwiązać lepiej, w innych teoretycznych scenariuszach. Tylko życie jest życiem, proces jest procesem, jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy i stąd, po pierwsze, ważne jest, że debatę w Polsce rozpoczynamy, ważne, że ona będzie się dalej toczyć, i ważne, że będziemy musieli określać swoje stanowisko na obecnym etapie droga dyplomatyczną, co czyni minister spraw zagranicznych w ramach różnych dyskusji, które się toczą a później również będziemy musieli potwierdzić to swoim stanowiskiem politycznym wyrażonym przez Parlament, wyrażonym przez Prezydenta. Mam nadzieję, że będzie to kompromis, który dzisiaj trudno jeszcze definiować ale który, wierzę, jest do osiągnięcia jeżeli chcemy uratować, to wszystko co cenne w Traktacie Konstytucyjnym a jednocześnie, właśnie Traktat Konstytucyjny uczynić elementem budowania czy likwidowania deficytu demokratycznego w Unii Europejskiej a nie źródłem wszelkich konfliktów. Stąd drodzy Państwo, debata musi trwać, uczyniliśmy ważny pierwszy krok, mam nadzieję, że media przekażą informację o tej debacie jak najszerzej. Teraz jeszcze tylko kilka uwag do meritum tej dyskusji, która miała tutaj miejsce. Otóż proszę Państwa, ja nie zgadzam się na to, żeby zmieniać hasło naszej dyskusji na „słaba Polska w słabnącej, czy osłabionej Europie” dlatego, że idee polityczne mają sens wtedy kiedy są pozytywne. Jeżeli mielibyśmy uznać, że nasza słabość ekonomiczna, nasza słabość historyczna będzie kulą u nogi Unii Europejskiej , to, po pierwsze, w ten sposób potwierdzamy tezy wypowiadane przez część środowisk politycznych i opiniotwórczych na świecie, a poza tym to rzeczywiście nie ma zupełnie sensu. Silna Polska to jest postulat, do którego powinniśmy dążyć, który jest do spełnienia. Oczywiście z wieloma bardzo warunkami, i wewnętrznymi i zewnętrznymi i ekonomicznymi i tymi, które jeszcze są przed nami. Ale też nie wpadajmy tutaj w nastrój pesymizmu, dlatego że akurat w tej sali warto przypomnieć, że myśmy o Polsce zmieniającej się mówili 15 lat temu i 15 lat temu nie był wśród nas nawet takich proroków, którzy wierzyli, że po 15 latach będziemy mówić o silnej Polsce w silnej Europie. O Polsce, która już jest dawno w NATO i jest członkiem za chwilę Unii Europejskiej. A więc możemy osiągać rzeczy niewyobrażalne, a tutaj duch tego miejsca bardzo dobrze służy takim właśnie rozważaniom, żeby osiągnąć to, co bywało w przeszłości niewyobrażalne. Mówiąc o silnej Europie, zgadzając się z tymi uwagami, słusznymi, że Europa dzisiaj musi być bardziej konkurencyjna wobec innych ośrodków globalnej gospodarki, że musi być bardziej wyedukowana, że musi być bardziej oparta na wiedzy a nie na wieprzowinie, że trzeba więcej pieniędzy w przyszłych budżetach dawać na rozwój nauki a mniej na wspólną politykę rolną, co moim zdaniem zresztą będzie miało miejsce i to w stosunkowo krótkim czasie, o tym też będziemy rozmawiali, no to zdajmy sobie jednak sprawę, że mówimy o Europie, która przynajmniej z naszego punktu widzenia musi być charakteryzowana następująco: rozszerzanie Unii Europejskiej, rozszerzanie tej przestrzeni europejskiej określonej standardami Unii do 450 mln ludzi, do całej przestrzeni w której również jest Europa Środkowa i Wschodnia, zagwarantowanie tej części świata bezpieczeństwa, możliwości rozwoju, i o tym o czym słusznie tu mówiono, wyrównania opóźnień cywilizacyjnych jakie miały miejsce jest budowaniem silnej Europy. Nawet, jeżeli jest to kosztowne, nawet, jeżeli to oznacza mocne zaakcentowanie idei solidarności, i o tym, o czym pan premier mówił, że te dwie prędkości mają oznaczać, że ta prędkość tych krajów słabszych jest większa niż tych krajów silnych, no bo na tym polega to doganianie i zmniejszanie różnicy cywilizacyjnej. A więc jeżeli z Warszawy, jeżeli z Polski będzie płynął taki wniosek, że rozszerzenie nie oznacza silniejszej Europy, to zaprzeczamy samym sobie. To moim zdaniem doprowadzamy do bardzo poważnego problemu w myśleniu o przyszłości Europy. Moim zdaniem stawiamy nietrafną tezę i doprowadzamy do tego, że rzeczywiście dla wielu zamożnych, sytych państw zasadniczym pytaniem będzie: „po co te kłopoty? Być może można je rozwiązywać w innym trybie i w zupełnie innej przestrzeni politycznej, którą budujemy?” Stąd ta silna Europa jest naprawdę silniejsza poprzez rozszerzenie, a nie słabsza. Nawet, jeżeli na drodze napotkamy rozliczne trudności i kłopoty. I pokazują to i przykłady ostatnich dziesiątek lat integrowania europejskiego, jak i myślę to doświadczenie, które rozpocznie się 1 maja. To, co powinno dla nas być sprawą zasadniczą i to, uwaga kolejna, sens wejścia do Unii Europejskiej, sens korzystania z tej możliwości to jest przede wszystkim nadrobienie opóźnień rozwojowych, jakie mają swoją historię, nie tylko, jak słusznie tu podkreślano, w ostatnich pięćdziesięciu latach ale kilkuset lat. Ja mówiłem tutaj na boku, że dla mnie takim spektakularnym wydarzeniem, wiele, wiele lat temu, jeszcze w latach osiemdziesiątych, była obecność na wystawie o historii Niemiec, która była zorganizowana bardzo nowocześnie, z różnymi bardzo ciekawymi przedmiotami, w Reichstagu, który dzisiaj jest znowu niemieckim Bundestagiem. Dotyczyła przede wszystkim końca XVIII wieku i XIX wieku aż do zjednoczenia Niemiec po wojnie francusko – pruskiej. Pokazywano najważniejsze wydarzenia tamtego okresu. Ale jakie to były wydarzenia – z 6 km drogi żelaznej do 6.000 km, powstanie pierwszego banku Dresdener Bank, powstanie pierwszej firmy ubezpieczeniowej, powstanie Siemensa, powstanie fabryki produkującej sprzęt dla rolników. I wtedy zadałem sobie trud, żeby tę litanię, że tak powiem, osiągnięć tamtego okresu porównać z tymi najważniejszymi wydarzeniami w polskiej historii. Powstanie listopadowe, Wiosna Ludów, Powstanie styczniowe, kolejne powstania itd. Proszę Państwa, nauka z tego płynie dość prosta, lecz bardzo istotna. Jeżeli któryś z narodów ominie falę tej rewolucji naukowo – technicznej, tego dystansu może już nigdy nie nadrobić. Dla nas wejście do Unii Europejskiej, dla nas obecność w całych globalnych procesach, które mają miejsce dzisiaj stwarza nadzwyczajną szansę. Nie tylko włączenia się do rewolucji naukowo – technicznej, którą przeżywamy w XXI wieku, to jeszcze w jakimś sensie przeskoczenie, podkreślam przeskoczenie tych opóźnień, jakie mamy, bo my nie musimy, krok po kroku, powtarzać wszystkich doświadczeń związanych z pierwszą falą informatyzacji, drugą falą informatyzacji, trzecią, czwartą, dziesiątą. My możemy wejść od razu do kolejnej, która będzie na najwyższym poziomie światowym. To jest ten cel, to jest ta gra, którą w tej chwili prowadzimy. Ona musi być związana i z odpowiednimi nakładami na naukę, na edukację, na pracę z młodzieżą i ona musi właśnie być gdzieś w tej naszej świadomości, że tutaj, tu zyskujemy nadzwyczajne możliwości , które stwarza dla nas również Unia Europejska. I wierzę, że ta silna Polska w silnej Europie, to jest przede wszystkim wykorzystanie tej wielkiej zmiany dokonującej się w świecie. To już widać, to już widać kiedy patrzymy na to co się dzieje, chociażby w polskiej informatyce, i na młodych Polaków, którzy właściwie są jedną z najlepszych grup we wszystkich konkursach informatycznych na świecie. O tym się też za mało pisze. Proszę Państwa, my w informatyce, która jest dziedzina dużo powszechniejszą, odnosimy większe sukcesy niż w skokach narciarskich, które są piękne ale mało popularne na świecie. Więc doceńmy to. Mamy wspaniałych, że tak powiem idoli, ale możemy mieć również tych związanych z zupełnie innymi dziedzinami zapoznanymi na razie przez opinię publiczną i mało interesującymi, niestety, dla mediów. To jest w tej koncepcji „silna Polska w silnej Europie” zadanie zasadnicze i wierzę, że uda nam się je spełnić. Kończąc chce jeszcze tylko jedno zdanie powiedzieć. Jakie są najbliższe zadania dla nas, bo rozumiem, że od Prezydenta oczekujecie Państwo, pewnej informacji o działaniach politycznych. Nie ma wątpliwości, że Polska powinna bronić tego dorobku Konwentu i koncepcji Traktatu Konstytucyjnego, który w ogromnej, podkreślam, w ogromnej części jest niedyskusyjny i przyjęty przez wszystkie państwa, czyli Dwudziestkę Piątkę. Mamy kilka punktów spornych, w których Polska powinna wykazać gotowość do kompromisu, ale kompromisu, który spotyka się również z odpowiedzią z drugiej strony. Przedwczoraj bodajże, czy trzy dni temu była wypowiedź ministra spraw zagranicznych Niemiec Fischera, że o kompromisie mówi ta druga strona, więc dajmy czas dyplomatom, dajmy czas ministrowi Cimoszewiczowi na rozmowy, które się bedą toczyły w poszukiwaniu rozwiązania, które byłoby rozwiązaniem do przyjęcia, właśnie wzmacniającym Unię Europejską i oddalającym te niepokoje, wynikające z uzasadnionych moim zdaniem argumentów: z jednej strony obawa przed dominacją, z drugiej strony obawy przed blokowaniem. Wydaje się, że nie ma innego sposobu, jak tylko rozmawiać na ten temat i wykazać wobec siebie więcej zaufania. Mam nadzieję, że prezydencja irlandzka, pani ambasador jest tu obecna, dołoży wszelkich starań, aby takie próby podjąć. Później mamy prezydencję holenderską, jeżeli inicjatywa płynęłaby ze stron różnych to wtedy większa szansa jest na sukces. O jednym też chcę powiedzieć, bowiem byłoby czymś całkowicie niewłaściwym gdyby Polska wyłącznie na siebie przyjmowała odpowiedzialność za to, że Bruksela, i że Traktat znalazł się w takiej sytuacji, dlatego że jak mnie pytają zachodni dziennikarze, ja mówię: „jeżeli mamy poczucie to nie winy, ale mamy poczucie współodpowiedzialności, za to co się wydarzy, no i chętnie podzielimy się tym poczuciem współodpowiedzialności z Hiszpanami, którzy reprezentowali takie same stanowisko jak my, z Francuzami, Niemcami którzy mieli stanowisko odwrotne, no i także Włochami, którzy kierowali Unią Europejską w tym momencie”. Więc jeżeli już mówimy o sprawach współodpowiedzialności to można ją już dość szeroko podzielić. Natomiast oczywiście byłoby bez sensu, gdybyśmy tkwili jedynie w dyskusji, kto winny, natomiast nie zastanawiali się nad tym jaki sensowny, do zaakceptowania, także do zaakceptowania przez opinię publiczną krajów Unii Europejskiej kompromis jest do wypracowania. Ja wierzę, że taka możliwość jest, wysłuchałem dzisiaj uwag ambasadora Greli tu obecnego, który nas reprezentuje w Brukseli. Wydaje mi się, że moment jest do bardzo poważnej dyskusji, poważnych inicjatyw politycznych. Namawiam do tego, rozmawiam w tym duchu, wierzę, że pan minister spraw zagranicznych będzie tę politykę aktywnie, tak jak do tej pory, kontynuował. Na tym tle sprawa amerykańska – otóż proszę Państwa, polska polityka zagraniczna opiera się na kilku filarach, jednym z tych filarów jest Unia Europejska, ale tym drugim filarem są więzi transatlantyckie i w moim przekonaniu, my nie popełniamy błędu w tej polityce i nieprawdą jest, to co jeden z panów w dyskusji powiedział, iż stanowisko proamerykańskie z naszej strony zniszczyło jedność europejską. Dlatego, że w stosunku do działań amerykańskich mieliśmy od początku istotny podział wewnątrz Unii Europejskiej. Gdybyśmy dołączyli się, czy tak jak nam radził jeden z wybitnych przywódców Europy, siedzieli cicho, no to byśmy siedzieli cicho, ale przecież ani Brytyjczycy ani Hiszpanie by cicho nie siedzieli, i gdybyśmy nie zajęli żadnego stanowiska w sprawie irackiej, to być może dzisiaj nie dyskutowalibyśmy na ten temat, ale niewątpliwie byłby to element marginalizowania Polski w polityce zagranicznej, a nie traktowania nas jako poważnego partnera. Bo byśmy siedzieli cicho jak kilkanaście państw europejskich. Tylko, kiedy mówi się o siedzeniu cicho, łatwiej przyjąć to stanowisko krajowi małemu, a trudno czterdziestomilionowemu, który ma jednak jakąś rolę do odegrania, jeżeli już nawet nie w Europie, to przynajmniej w rejonie Europy Środkowo – Wschodniej. I przy wszystkich komplikacjach, a przeżywam je chyba najdosłowniej z tu obecnych uważam, ta koncepcja, ta polityka była trafna i my nie powinniśmy do końca wyprowadzić się z tej trudnej równowagi, jaką zachowujemy w obronie koncepcji transatlantyckiej i koncepcji europejskiej, dlatego że moment, w którym będziemy zmuszeni, żeby określić się tylko po jednej stronie, nie dość, że nie przyniesie żadnego pożytku dla Europy ani dla Stanów Zjednoczonych, ani dla więzi transatlantyckich, to nas, że tak powiem wprowadzi gdzieś na peryferia polityki i europejskiej i globalnej. Wierzę, że wszystko to, co wydarzyło się w Iraku będzie tylko epizodem w historii świata, a nie przełomem, a nie żadnym nowym otwarciem, czy wojną cywilizacji, czy wojną religii jak to się zapowiada. Ja myślę, że to ma szansę na w miarę szczęśliwe zakończenie i wtedy niejako wrócimy do pewnych standardów w relacjach amerykańsko – europejskich, polegających na tym, że tam gdzie trzeba będzie współpracować, będziemy współpracować, a tam gdzie będzie konkurencja, będzie konkurencja. Jest ona przecież nieuchronna i kiedy patrzymy na świat XXI wieku, to te trzy centra cywilizacyjne wyłaniają się coraz wyraźniej. To jest Ameryka Północna, to jest Europa zintegrowana i to są Chiny i otoczenie azjatyckie, no i musimy liczyć się z tym, że przy takiej konkurencji, w takim układzie, że tak powiem równowagi, przyjdzie nam żyć przez najbliższe dekady. Drodzy Państwo, nie chcę mówić o sprawach wewnątrzpolskich, bo niewątpliwie warunkiem spełnienia silnej Polski jest bardzo wiele spraw, które dotyczą naszego wnętrza. Dane, które podał pan premier Oleksy, a które ze względu na jego pozycje rządową mają swoją wagę i są w pełni autoryzowane, trudno z nimi wręcz polemizować, pokazują zakres naszych opóźnień, a w związku z tym i zadań, przed jednym wszakże przestrzegam mojego dobrego znajomego z Komisji Konstytucyjnej, żeby nie wierzyć za bardzo w uzdrowieńczą siłę wyborów jednomandatowych, dlatego że to może tak być, ale nie musi tak być, i zobaczymy jak będzie w Senacie. Traktuję moją propozycję jednomandatowych wyborów do Senatu jako ciekawy eksperyment, który warto przeżyć, dlatego że jak pokazują doświadczenia także i polskich wyborów do Senatu, które zawsze miały charakter większościowy, wybory w okręgach jednomandatowych, czy wybory większościowe, one w dużej mierze dają przewagę tym, którzy w danym momencie są najpopularniejsi. Dopóki o tych najpopularniejszych myśli się o swoich to mniej jest może przykre, ale kiedy myśli się o tym, że ugrupowanie zyskujące trzydzieści procent czy dwadzieścia parę procent mogłoby w wyniku wyborów większościowych zyskać sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt procent głosów, to to już jest pytanie o jakość demokracji, jakość tej reprezentacji, która będzie w Parlamencie. Ale to jest temat na osobną dyskusję. Myślę, że gdybyśmy w najbliższych wyborach spróbowali wybierać w okręgach jednomandatowych do Senatu, to to będzie ciekawe doświadczenie dla nas wszystkich, i dobra później podstawa do decydowania o następnych zmianach w wyborach do Sejmu, a więc także zmiana w konstytucji, bo tego wymagałoby to. Minister Szymczycha będzie z Państwem w stałym kontakcie. Myślę, że ta dyskusja była naprawdę bardzo interesująca biorąc pod uwagę postaci, które tu się pojawiły, była nadzwyczaj pluralistyczna, za co też wyrażam swoją wdzięczność. Jestem pewny, że jeżeli wspólnie będziemy działać, jeżeli najlepsze polskie umysły zostaną zaangażowane do pracy, to jest realne, jest bardziej realne niż się komukolwiek zdaje, żebyśmy mieli silną Polskę w silnej Europie i żebyśmy to mogli przeżyć razem i żebyśmy mogli mieć wspólną satysfakcję, a to miejsce Pałac Prezydencki, czy Pałac Namiestnikowski w Warszawie, jak wtedy się nazywał, który 15 lat temu był gospodarzem Okrągłego Stołu i z którego wyszło tyle nowych pomysłów, które tak bardzo zmieniły rzeczywistość i Polski i Europy, świata, jest, jak myślę dobrą zapowiedzią, że również z naszych debat mogą wypływać znakomite projekty. Obyśmy tylko wykazali wyobraźnie, odwagę, a później konsekwencje w ich realizacji. Dziękuję Państwu i do zobaczenia na kolejnym spotkaniu.