Menu rozwijane

17 marca 2004
17 marca 2004 r. w Pałacu Prezydenckim odbyła się – z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego – konferencja „Silna Polska w silnej Europie”, poświęcona polityce zagranicznej i bezpieczeństwu Unii Europejskiej. Podczas konferencji swoje wystąpienia wygłosili:  Sekretarz Stanu w MSZ, Adam D. Rotfeld - „Czy Unii Europejskiej potrzebna jest Europejska Polityka Bezpieczeństwa i Obrony?”.  Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Marek Siwiec – „Stosunki transatlantyckie po rozszerzeniu Unii Europejskiej – implikacje dla Polski”.  Ambasador Janusz Reiter - „Wkład Polski w kreowanie Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE” Podsumowując konferencję Prezydent RP powiedział m.in.: Przede wszystkim chciałbym serdecznie podziękować za wystąpienia, za bardzo interesujące głosy w dyskusji. Cieszę się , że ta dyskusja miała taką wysoką jakość, dlatego że, to jest dowód, iż debata europejska w Polsce może się odbywać, może wzbudzać zainteresowanie i może być naprawdę na bardzo wysokim poziomie. To jest bardzo istotne i wszystkim Państwu serdecznie dziękuję. Po drugi, chce się przyznać, że kiedy Pan Minister Szymczycha przysłał mi propozycje tego dzisiejszego spotkania, które jak wiecie ma być całym cyklu spotkań, pierwsze miało już miejsce, dzisiaj jest drugie „Silna Polska w Silnej Europie” to ja napisałem „zgoda, ale trzeba będzie bardzo szybko zająć się Traktatem Konstytucyjnym”, ponieważ wydawało mi się, i do tego się przyznaję, że dyskusja o wspólnej polityce bezpieczeństwa Europy jest trochę taką rutynową, że ona nie wnosi niczego zasadniczego. I to świadczy o tym, że nawet takim politykom jak ja brakuje czasami wyobraźni, bowiem nasza dyskusja odbywa się w momencie zupełnie zasadniczym, po wydarzeniach w Madrycie, po kolejnym niespotykanym zupełnie akcie terroru, który stawia wiele pytań dotyczących bezpieczeństwa europejskiego, dotyczących naszej współodpowiedzialności, zupełnie na nowo, bardzo dramatycznie i wymaga to szybkich reakcji. Tym bardziej dobrze, że nasza rozmowa miała miejsce i mam nadzieję, że będzie z niej wiele interesujących wniosków do rozmyślań, ale także dla konkretnych decyzji politycznych. Nie mogę oczywiście tej dyskusji podsumowywać, było tu za wiele wątków i nawet nie byłbym w tej chwili przygotowany, żeby do każdego z nich się ustosunkować, więc pozwólcie Państwo na kilka refleksji osobistych. Pierwsza rzecz: XXI wiek rozpoczął się fatalnie. Ja nie wierzę w żadne takie znaki, ale gdybyśmy w tym optymizmie, który został w dużej mierze stworzony także przez nas tutaj w Polsce w latach 90-tych mogli trwać dalej, wierząc że oto udadzą się wielkie projekty zjednoczenia europejskiego, otwarcia Europy na nowe kraje, że będziemy potrafili budować i jedność europejską, i jedność transatlantycką, że będziemy umieli likwidować źródła niepokojów, to tu bylibyśmy niewątpliwie w dużo bardziej radosnych nastrojach, tym bardziej, że pamiętam te nastroje związane chociażby z rozszerzeniem NATO i Polską obecnością, z naszą akcesją do UE, tym wszystkim co dokonywało się na naszych oczach od obalenia starego systemu, likwidacji, czy upadku Związku Radzieckiego i tak dalej. Ta sala jest świadkiem bardzo wielu naprawdę zasadniczych historycznych wydarzeń. I oto rozpoczęliśmy XXI wiek, kiedy okazuje się, że z jednej strony te wielkie pozytywne procesy wyczerpują się, a z drugiej strony jesteśmy konfrontowani zupełnie nowymi wydarzeniami, których nie spodziewaliśmy się. To jest terroryzm, to są nierówności wynikające z procesu globalizacji, to jest niezdolność bardzo wielu struktur do podjęcia zadań, które na nich powinny spoczywać, mówię tu choćby o Organizacji Narodów Zjednoczonych, to są choroby, to jest głód, bieda i to jest ten cały obraz świata, który dzisiaj wzbudza uzasadniony - podkreślam uzasadniony niepokój. Mówiąc krótko miało być lepiej. Jest tak jak jest i to nakłada na nas wszystkich wielki obowiązek poszukiwania rozwiązań, poszukiwania odpowiedzi i działania. Przede wszystkim działania żeby można było z tego niewątpliwie trudnego zakrętu, w którym wszyscy na całym świece znaleźliśmy się, wyjść naprzód. Ta lista nie jest pełna. Słuchałem w Gnieźnie Premiera Mazowieckiego, który do tych zagrożeń dołączył między innymi eksperymenty biologiczne, to jest tak samo wielki problem z którym nie wiadomo jak sobie poradzić. Ale żeby nie rozciągać tej myśli chcę przejść do następnej i powiedzieć: świat zmienił się zasadniczo po 80 i 90 roku i rzeczywiście ten układ bipolarny, który powodował pewną równowagę strachu jak to zwykło się mawiać, na naszych oczach i przy naszym udziale zniknął i nie wytworzył się dzisiaj, dopiero tworzymy ten model świata multilateralnego, który byłby w stanie zapewnić powrót już nie do równowagi strachu, ale do równowagi współpracy, równowagi konkurencji, do dialogu, do współdziałania nie zamazując różnic, które będą istnieć. Ja myślę, że ten proces trwa i to jest tylko kwestia czasu, kiedy będziemy mieli w świecie kilka istotnych centrów cywilizacyjnych, gospodarczych, politycznych, które będą odgrywać rolę w pewnej współpracy czasami także konkurencji. To na pewno będzie Ameryka Północna ze Stanami Zjednoczonymi, to na pewno będzie integrująca się coraz szersza UE, to na pewno będą Chiny, to na pewno będzie Azja Pacyfiku i to na pewno będzie Ameryka Łacińska, która również dysponuje potężnym potencjałem, który będzie coraz bardziej wykorzystywany. Pozostanie wielki problem Afryki - i do rozwiązania i do większej aktywności niż do tej pory, ale tak mniej więcej można wyobrazić sobie ten układ wielo polarny, ten układ wielu uczestników ale zintegrowanego ładu światowego w najbliższych dekadach. Teraz oczywiście trzeba doprowadzić, żeby ten model, który w moim przekonaniu jest dobry, korzystny, mógł mieć miejsce. I te procesy są oczywiście bardzo zagrożone ze względu na to wszystko co się dzieje, a od terroryzmu należy zacząć. Jeśli chodzi o terroryzm: czy dyskusja w UE, czy dyskusja w Polsce, czy dyskusja gdziekolwiek - ona musi przede wszystkim przyjąć za zasadę, iż z terroryzmem walczymy i na pewno nie możemy przyjąć do wiadomości, że nie jesteśmy nim zagrożeni. W Polsce już ta świadomość jest powszechna. Terroryzmem jesteśmy zagrożeni wszyscy, terroryzm ma charakter przenikania wszędzie i jest trudny do skontrolowania. On jest tym bardziej trudny o ile mamy do czynienia z terroryzmem, który jest oparty o zanik instynktu samozachowawczego. Dlatego, że my jesteśmy w stanie przeciwdziałać zachowaniom ludzkim, które rozumiemy. Człowiek, który jest gotów zginąć, żeby zniszczyć niewinnych ludzi w autobusie, tramwaju, pociągu, czy gdziekolwiek indziej jest już poza jakąkolwiek kontrolą, bo cóż można z nim zrobić, jak można do niego trafić, jaki można dialog z nim nawiązać. A więc terroryzm pozostaje w tej chwili tym zadaniem najistotniejszym, ponieważ skutki terroryzmu mogą okazać się dramatyczne zarówno dla struktur państwowych, zasad demokratycznych, praw człowieka, dla zaufania międzynarodowego, dla wszystkiego co obserwujemy. I jak głębokie rany może powodować terroryzm to mamy przykład na Bliskim Wschodzie. Moim zdaniem mamy przed sobą nie tylko problem znalezienia tych „road maps”, czy zbudowania murów, czy ochrony między jedną społecznością, a drugą - izraelską i palestyńską. My mamy całkowicie doczynienia z całkowicie zdruzgotanym zaufaniem wzajemnym. To nie jest tylko kwestia, która jest sprowadzana często do tego, że jak starsza generacja odejdzie to ci młodsi się porozumieją. Nie, tu mamy do czynienia ze zniszczoną tkanką wzajemnego zaufania. Jak ją odbudować to wielkie pytanie, a przecież to może wkrótce stać się zjawiskiem, które będzie również i nas dotyczyć. Walka z terroryzmem więc pozostaje tym zadaniem, mówię o tym także w kontekście Madrytu, gdzie potrzebna jest solidarność, gdzie potrzebne jest współdziałanie różnych służb i różnych państw i gdzie Polska nie może się z tego wycofać. Dlatego na pytania, czy Polska powinna wycofać wojska z Iraku, moja odpowiedź jest zdecydowana i jasna. Oczywiście, że chcemy wycofać wojska i zrobimy to wtedy, kiedy będzie to tylko możliwe i warunki dojrzeją do tego, ale nie uczynimy niczego, co by misję stabilizacyjną zamieniało w misję destabilizacyjną i nie uczynimy niczego, co spowodowałoby, że zagrożenie terroryzmem może się zwiększać, a nie zmniejszać. Tak rozumiemy naszą współodpowiedzialność za losy świata, przy całej krytyce, która płynie z różnych, także polskich środowisk. To ja rozumiem, ale nie podzielam i to jest to stanowisko. Wierzę również, że nasi hiszpańscy partnerzy, którzy przecież nie są tylko związani z sytuacją wewnętrzną Hiszpanii, ale są również członkami NATO, są członkami Narodów Zjednoczonych, będą działać tak, aby nie zmienić tej misji stabilizacyjnej w destabilizacyjną. W sensie czysto logistycznym wymiana 1300 żołnierzy nie musi stanowić większego problemu, szczególnie dla Stanów Zjednoczonych. W sensie politycznym byłby to naprawdę istotny błąd, który zachęcałby środowiska terrorystyczne, ośrodki terrorystyczne do takiego właśnie wpływania na zachowanie suwerennych państw, które mogłyby podlegać tej presji, tej agresji terrorystów. Sprawa druga - to jak w tym globalnym świecie powinniśmy wspomagać, czy budować wspólną politykę europejską obronności, bezpieczeństwa, politykę zagraniczną. Ja nie mam żadnych wątpliwości, ja mówiłem wielokrotnie, powtórzę więc krótko raz jeszcze: Europa po 60 latach od zakończenia wojny dojrzała do tego, aby mieć własną politykę zagraniczną, własną politykę bezpieczeństwa i obronności. Europa nie musi w tym stopniu jak wcześniej korzystać z parasola amerykańskiego, ponieważ Europa przez te 60 lat dokonała wielkiego wysiłku integracyjnego, rozwojowego i Europa niewątpliwie tak jak było to mówione dzisiaj jest tu nie wielkim partnerem Stanów Zjednoczonych, ale także wielkim konkurentem Stanów Zjednoczonych i to dla tej równowagi wielopolarnej uważam, że jest całkowicie korzystne, choć czasami z natury nieprzyjemne, gdy mówimy o stanie, o różnych elementach, o euro, czy relacjach euro- dolar, czy innych które wywołują naturalne napięcie. Natomiast niewątpliwie Europa dojrzewa do tego, aby ta polityka była dużo bardziej zdefiniowana, konsekwentna, wspólna i prowadzona rzeczywiście razem. Natomiast prawdziwy problem Europy, dzisiaj gdyby patrzeć na to jaki jest zasadniczy argument, żeby ta polityka była rozwijana i dlaczego jak mówi profesor Kuźniar, w ostatnich pięciu latach tyle udało się uzyskać postępu jeśli chodzi o politykę europejską to naprawdę jedynym czynnikiem, który przyśpiesza ten proces budowania polityki europejskiej są Stany Zjednoczone, bo bynajmniej nie gotowość Europy do rozwiązywania problemów europejskich, i bynajmniej nie wyzbycie się europejskiego egoizmu, czy narodowych egoizmów. Można powiedzieć że gdyby Ameryki nie było to trzeba byłoby ją wymyślić na potrzeby tej wspólnej polityki europejskiej, dlatego że, i przykład Bałkanów najbardziej dramatyczny, który rozwijał się na oczach Europy świadczy o całkowitej nie dość że bezsilności, ale i o fałszywych sygnałach. Gdyby ocenić po kolei politykę zagraniczną poszczególnych krajów UE w stosunku do wydarzeń w Chorwacji, w Serbii to ta polityka nie dość że nie była spójna, ale była wręcz szkodliwa. Nazywajmy rzeczy wprost. Ale nie tylko Bałkany, ja mam swój test na to kiedy Europa będzie gotowa do prowadzenia wspólnej polityki europejskiej. Ten test składa się z trzech punktów. Pierwszy punkt jest taki: kiedy uda nam się rozwiązać problem Naddniestrza to jest Mołdawia, to jest Europa proszę państwa to jest bardzo niedaleko. Ta kwestia od bardzo wielu lat właściwie nie wychodzi z punktu dramatu, który się rozstrzyga. Drugi jak długo Europa będzie uważała, że nie jest zobowiązana do żadnych aktywnych działań dla wsparcia instytucji demokratycznych na Białorusi. Przypominam: Białoruś też w Europie. I trzeci już najbardziej na marginesie, ale przecież istotny czy państwo wiecie że już od wielu lat nie rozstrzygnięty jest spór bodajże o dwa kilometry linii brzegowej między Słowenią i Chorwacją, który powoduje zasadnicze kłopoty w relacjach między już za chwilę członkiem UE Słowenią i prawdopodobnie przyszłym członkiem UE Chorwacją. To nie są problemy wymagające takiego zaangażowania, czy takich działań jak w Afganistanie, czy w Iraku. To nie są porównywalne problemy do wojny na Bałkanach, to są problemy które wymagają inicjatywy politycznej, ale przede wszystkim działań wspólnych i jednoznacznych. To są sytuacje, które tak długo jak Europa będzie realizowała swoje pojedyncze interesy poszczególnych państw, a nie wspólne interesy, nie będą rozwiązane. Nie mówię, żeby w wątpliwość poddawać sens Europejskiej polityki obronności, bezpieczeństwa, wspólnej polityki zagranicznej, mówię dlatego, że po prostu tak to dzisiaj wygląda. I tak długo jak my tych egzaminów nie zdamy, tak długo będzie bardzo trudno być wiarygodnym uczestnikiem wielkiej globalnej gry w której Europa powinna się liczyć jako istotny partner. To samo dotyczy relacji tego wymiaru wschodniego, który jest bardzo ważny. Dorobkiem UE niewątpliwie jest wymiar śródziemnomorski, Afryka Północna, dorobkiem UE są inne wymiary, przed nami jest ten wymiar wschodni. Ja chcę powiedzieć z ręką na sercu proszę państwa nie ma polityki UE, być może to Polska i wejście Polski do UE stwarza po raz pierwszy szansę, nie żeby przesądzić to ale żeby przynajmniej spowodować i to mówię do pana Ambasadora żeby powtarzał to swoim partnerom jak ma wyglądać polityka europejska w stosunku do Ukrainy, Rosji i Białorusi. Dlatego, że Panie Ambasadorze i szanowni Państwo dzisiaj ta polityka jest polityką poszczególnych partii. My mówimy, jesteśmy przeciwni żeby polityka z Rosją, współpraca odbywała się ponad głową Polski i Warszawy. Ona czasami przez niektóre kraje odbywa się ponad naszymi głowami, ale chcę powiedzieć, że ona odbywa się ponad głowami Brukseli, ona naprawdę odbywa się ponad głowami. I jeżeli nie będzie tu wspólnego działania, wspólnego myślenia o relacjach Rosja - UE, o relacjach Ukraina - UE, nie będzie determinacji, pomocy dla Ukrainy żeby utrzymywała swoją suwerenność, swoją tożsamość: to żebyśmy nie wiem jak dużo słów powiedzieli o wspólnej polityce europejskiej, to nie będzie żadną wspólną polityką europejską ani nie będzie polityką w moim przekonaniu polityką europejską bo jest daleka od celów które powinniśmy spełnić jako właśnie zjednoczona, zintegrowana Europa. Nasze polskie stanowisko powinno być jednoznaczne: tak jest wspieramy wspólną politykę bezpieczeństwa, wspólną politykę zagraniczną. Oczekujemy że ona będzie miała wymiar dużo bardziej konsekwentny, że będziemy mogli mieć również partnerów i że będziemy mogli porozumieć się w tych wszystkich kwestiach, które dzisiaj wymagają decyzji. Problem, drodzy Państwo, w UE polega także i na tym co jest istotne do przemyślenia przed zmianami, które będą następować w komisji, że Kissinger kiedyś narzekał, iż nie ma tego Mister Europe, że nie ma do kogo dzisiaj zadzwonić. Dzisiaj gdyby patrzeć na sprawy zagraniczne, czy te sprawy, którymi komisja się zajmuje to mamy przynajmniej trzech Panów, którzy mają do tego pełnomocnictwa, to jest R. Prodi, to jest Komisarz Pater i to jest Javier Solana. Gdybyście zapytali mnie państwo jaka jest efektywność oddziaływania - to i w pojedynkę, i we trzech i w zespół jak pisał Przybora efekty są mniej więcej podobne. Nie chcę kończyć tej myśli, ponieważ jestem wielkim zwolennikiem polityki zagranicznej europejskiej. To trzeba po prostu najzwyczajniej w świecie zmienić, wieżę. że ten okres rozszerzenia, powoływania nowych struktur europejskich, wyborów europejskich będzie nam pomagał w znalezieniu odpowiedzi na te wszystkie pytania. Dlatego, że nam polityka wspólna jest potrzebna, Europa jest potrzebna jako uczestnik tego świata XXI wieku, bardzo skomplikowanego i dramatycznego jak powiedziałem, ale jednocześnie opartego o różne ośrodki na różnych kontynentach. Proszę Państwa silna Europa jest nam wszystkim potrzebna, jest potrzebna także Stanom Zjednoczonym i całemu światu. Uwaga o której Ambasador mówił, że Azja i Ameryka Łacińska są często zdegustowane postawą Europy jest prawdziwa. Wiem po swoich wyjazdach, spotkaniach, które miałem i w Ameryce Łacińskiej i w Azji odczuwa się brak aktywności ze strony Europy, odczuwa się czasami protekcjonalizm, odczuwa się takie różne, że tak powiem zachowania, które nie mogą budować autorytetu europejskiego. Stąd między innymi tak ważne jest spotykanie się, tak ważne jest spotykanie się w krajach poza Europą, dlatego że my z dumą wszędzie mówimy „Polska od 1 maja wejdzie do UE”. Jeżeli chcemy naszą wspólna politykę traktować poważnie to poważnymi partnerami są również kraje Azji, Ameryki Łacińskiej, które oczekują na te kontakty i które bardzo liczą, że będzie z tego wynikała nawet nie ekonomiczna korzyść, bo oni zdają sobie sprawę z konkurencji, ale ta polityczna jakość, która jest po prostu niezbędna. Natomiast oczywiście w tej silnej Europie jest człon, na który zwrócono uwagę na poprzednim spotkaniu, to jest ta silna Polska. Silna Polska jest rzeczywiście zadaniem dla nas, dla tu obecnych, dla wszystkich struktur władzy, ale także dla społeczeństwa żeby zrozumieć, że od 1 maja tego roku my nie tylko wchodzimy do UE, my stajemy się współodpowiedzialni. To jest zupełnie nowa sytuacja, w której nie wystarczy powiedzieć, że my chcemy tego czy tego, ale musimy powiedzieć co mamy zrobić w latach następnych i jak chcemy włączyć Polskę z naszym potencjałem do różnych kwestii. Ta współodpowiedzialność nakłada na nas ogromne zadanie – dobrego rządzenia, dobrego działania, wciągnięcia opinii publicznej do tej wielkiej sprawy europejskiej, co mam nadzieję, będzie miało miejsce.