18 marca 2004
18 marca 2004 roku odbyło się w Belwederze posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Oprócz stałych członków RBN w posiedzeniu wzięli udział: wicepremier, minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Józef Oleksy, minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, minister Obrony Narodowej Jerzy Szmajdziński, Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, Podsekretarz Stanu w MON Andrzej Towpik oraz Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Andrzej Majkowski.
Podczas spotkania omówiono m. in. kwestię rozwoju stosunków polsko – ukraińskich w kontekście przygotowania do oficjalnej wizyty Prezydenta RP na Ukrainie.
Kolejnym poruszanym tematem było przeciwdziałanie i reagowanie w wypadku ataku terrorystycznego z zastosowaniem broni biologicznej.
Uczestnicy posiedzenia RBN omówili także stopień przygotowania odpowiednich służb państwowych do podjęcia działań prewencyjnych lub ewentualnie neutralizujących skutki zamachu terrorystycznego z użyciem broni biologicznej.
Bezpośrednio po posiedzeniu Rady odbyła się konferencja prasowa, podczas której Prezydent RP powiedział m. in.:
Zakończyliśmy posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które poświęciliśmy kilku ważnym kwestiom. Po pierwsze mówiliśmy o zagrożeniu bioterroryzmem dla Polski oraz o sposobach analizowania sytuacji i przeciwdziałania. Został przedstawiony przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego materiał – bardzo kompetentny, z wnioskami, które przekażemy odpowiednim strukturom państwa i tutaj nie tylko wsparcie, ale i zaangażowanie Pana Premiera Oleksego, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, ma zasadnicze znaczenie.
Po drugie – mówiliśmy o naszych relacjach z Ukrainą i przygotowaniach do mojej oficjalnej wizyty na Ukrainie, która ma mieć miejsce na przełomie marca i kwietnia. Mówiliśmy także o znanej kwestii zainteresowania ukraińskiego prywatyzacją huty w Częstochowie oraz konsekwencjami decyzji, jakie rząd polski podjął. Chcemy, żeby te strategiczne, partnerskie kontakty z Ukrainą były rozwijane i żeby nasi partnerzy ukraińscy mieli pełną jasność co do motywów decyzji, które podejmujemy.
Po trzecie mówiliśmy o sprawach związanych z wyborami w Hiszpanii, konsekwencjach zmiany rządu w Hiszpanii zarówno dla naszej wspólnej obecności z Hiszpanią w misji stabilizacyjnej w Iraku, jak i kwestii Konstytucji europejskiej.
Odpowiadając na pytania w sprawie swojej wypowiedzi – dla przedstawicieli mediów francuskich i akredytowanych w Brukseli - dotyczącej broni masowego rażenia w Iraku, Prezydent RP powiedział:
Powiedziałem dokładnie tak – to była długa wypowiedź dotycząca spraw irackich i powiedziałem: „uważam, że Irak dzisiaj bez Saddama Husajna jest naprawdę lepszym Irakiem niż z Saddamem Husajnem, ale oczywiście też mam dyskomfort polegający na tym, że byliśmy zwodzeni informacjami o broni masowego rażenia”.
Później, w dalszej części wypowiedzi, tłumaczę dlaczego i Polska, i Hiszpania powinny nadal być obecne w Iraku. Mówię o tym, że jeżeli dzisiaj mielibyśmy taką sytuację, że możemy wyjść i oddać władzę Irakijczykom, to przecież my jesteśmy za tym, aby tak to uczynić. Ale jeżeli – cytuję sam siebie, co może nie wypada, ale żeby była już jasność - wycofanie miałoby oznaczać, że wracamy do wojny, do etnicznych czystek, do walk między poszczególnymi grupami społeczeństwa irackiego, do agresji na kraje sąsiedzkie, jaki sens byłby wtedy wycofywania się.
Natomiast jeśli chodzi o broń masowego rażenia, z informacji, które mamy i posiadamy wynika, że słowo „zwodzenie” wydaje mi się właściwe(...)
Byliśmy – i myślę, że jest to problem zarówno Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, wielu krajów - informowani o tym, że jest broń masowego rażenia w Iraku, że jest prawdopodobieństwo istnienia tej broni. Dzisiaj nie ma tych informacji potwierdzonych i to jest wszystko, co mam do powiedzenia. Więc oczywiście opieranie dzisiaj, utrzymywanie, że to był główny i podstawowy motyw naszego zaangażowania byłoby po prostu nielogiczne. Natomiast jeżeli pytamy, czy w ramach walki z terroryzmem te działania – wojskowe, a później stabilizacyjne – w Iraku podjęte, miały sens, to ja mówię: tak, zdecydowanie miały sens. Ja bronię tej decyzji, uważam, że ona w wymiarze historycznym będzie miała pozytywne znaczenie, choć – jak mówię – była to jedna z najtrudniejszych decyzji w moim politycznym życiorysie(...).
Informacje, na których opieraliśmy nasze decyzje przecież nie były informacjami, które płynęły z naszej intuicji czy naszych doświadczeń, tylko wynikały z działań wywiadów, odpowiednich służb, które takie dane przekazywały. I w tym sensie oczywiście to jest problem dla nas wszystkich. Mamy informacje, opieramy się na nich, nie mamy żadnej możliwości weryfikowania ich. Być może nawet w jakimś sensie miałem tę przewagę, że wiele miesięcy przed decyzjami o Iraku spotkałem się z poprzednikiem Hansa Blixa na stanowisku szefa inspektorów w Iraku, z którym w Pałacu Prezydenckim spędziłem dwie godziny i on mi wtedy powiedział bardzo ważną rzecz – czy tam jest broń masowego rażenia, czy nie, bo o to go pytałem, ja na to nie mogę zdecydowanie odpowiedzieć. Natomiast w jednej sprawie powiem na pewno: Saddam Husajn czyni wszystko, żeby było wrażenie, że on broń masowego rażenia ma. Dlatego, że to jest element jego polityki – zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. On musi czynić takie wrażenie, żeby szachować własne społeczeństwo – Kurdów, Szyitów i żeby odgrywać tę rolę wobec swojego otoczenia w Iranie, Turcji, Kuwejcie(...). Być może on nie ma dzisiaj technologii, które mu pozwalają tę broń stworzyć, ale on będzie robił wszystko, aby takie wrażenie było. I teraz pytanie do polityka jest bardzo poważne – jak znaleźć ten moment, w którym wrażenie nie jest już wrażenie, a jest faktem. I czy można zlekceważyć wrażenie, które nagle okaże się faktem i staje się przyczyną wojny i nieszczęścia. I to jest ta różnica między intelektualistami, publicystami, dziennikarzami a realnymi politykami, którzy muszą podejmować decyzje. My musimy jako stan zagrożenia przyjmować zarówno fakt istnienia broni masowego rażenia, jak i również pewną aurę, że ta broń masowego rażenia może być, albo może być uruchomiona, albo może być sfinansowana(...) W polityce to jest czasami jak w pokerze – jest „sprawdzam” i nie ma, jest „sprawdzam” i jest wojna. To są takie bardzo skomplikowane kwestie. Ja nie bronię tu, żeby też dobrze mnie zrozumieć, nie chcę usprawiedliwiać tych wszystkich dylematów, które mieliśmy, ale trzeba je też wziąć pod uwagę.