30 kwietnia 2004
30 kwietnia 2004 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski spotkał się z Prezydentem Republiki Federalnej Niemiec Johannesem Rau’em.
Tematem rozmowy obu Prezydentów było zbliżające się członkostwo Polski w Unii Europejskiej oraz stosunki dwustronne naszych krajów. Prezydent RP podziękował Prezydentowi Rau’owi i Niemcom za wsparcie naszych dążeń na drodze do Unii Europejskiej.
Po rozmowach obaj Prezydenci udali się do Sejmu RP gdzie wzięli udział w uroczystym zgromadzeniu Posłów i Senatorów RP.
Zwracając się do zebranych Prezydent RFN Johannes Rau powiedział m.in.:
Dziękuję Państwu za zaproszenie do wystąpienia przed obydwiema Izbami Parlamentu Rzeczypospolitej Polskiej dzisiaj, w przeddzień przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.
Zaproszenie takie jest wyróżnieniem dla każdego zagranicznego polityka. Dla mnie, Prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, ma ono - w obliczu zmiennej historii naszych narodów - bardzo szczególne znaczenie. Jestem głęboko poruszony tym, że mam możliwość wystąpienia tu w Warszawie, w Sejmie.
Warszawa - imię tej wielkiej europejskiej metropolii przywołuje w nas wiele obrazów, budzi wiele skojarzeń:
Z jednej strony - nowoczesna, elegancka stolica okresu przedwojennego, a z drugiej - wspomnienie niemieckiej okupacji i polskiego ruchu oporu, zniszczenia i zagłady. Ze stolicą Polski łączą się we wszystkich językach świata nierozerwalnie dwa pojęcia: "Getto Warszawskie" i "Powstanie Warszawskie". W tym roku w szczególny sposób pamiętamy o Powstaniu Warszawskim, które wybuchło w dniu l sierpnia 1944 roku.
Powojenna odbudowa miasta z ruin, również tej sali, dowodzi woli przetrwania i samostanowienia Narodu Polskiego.
Dla obu naszych narodów nazwa tego miasta łączy się również z obrazem Willy`ego Brandta klęczącego przed Pomnikiem Bohaterów Getta, obrazem wyrażającym tak wiele, że nie da się wypowiedzieć tego słowami.
Dzisiaj Warszawa jest stolicą niezawisłej i pewnej siebie Polski, stolicą narodu, który nigdy nie przestał walczyć o należne mu miejsce wśród wolnych narodów Europy.
W dniu jutrzejszym Polska stanie się członkiem Unii Europejskiej. Dla Niemców i Polaków otworzy się zupełnie nowy rozdział w naszych sąsiedzkich stosunkach, rozpocznie się nowa epoka wspaniałych możliwości i rozległych perspektyw.
Po okropnościach II wojny światowej początkowo tylko mieszkańcy Europy Zachodniej mieli szansę sprzymierzenia się w działaniach na rzecz pokoju, dobrego sąsiedztwa i dobrobytu dla wszystkich. Odwieczne narody europejskie, takie jak naród polski, zostały z tego wykluczone pod przymusem.
Ale arbitralny podział naszego kontynentu, aczkolwiek przeprowadzony przy pomocy ogromnej ilości broni, okazał się ostatecznie nie do utrzymania w obliczu pragnienia wolności narodów. Nigdzie nie przejawiło się ono silniej i bardziej wyraziście niż w "Solidarności". Naród polski dowiódł rzadko w świecie spotykanej spójności i jedności.
A jednak taki bieg historii byłby nie do pomyślenia bez zaangażowania i przykładu, bez wiary i siły przekonywania wielkiego syna Narodu Polskiego. Pierwsza wizyta Papieża Jana Pawła II w Polsce w 1979 roku zmieniła bieg historii. Komunistyczny rząd bał się tej wizyty - i jak to dzisiaj wiemy, w pełni słusznie.
Urodziłem się w 1931 roku. Świadomie doświadczyłem tragedii i rozdarcia Europy na przestrzeni całych dziesięcioleci. Niech mi, zatem wolno będzie dać z tego miejsca wyraz temu, co odczuwam do dnia dzisiejszego:
To, w jakim kierunku pobiegła historia, graniczy dla mnie niezmiennie z cudem; wprawia mnie w zdumienie i napawa głęboką wdzięcznością za ten wspaniały dar.
Droga Polski do Unii Europejskiej była wyboista i stroma, a tempo było szybkie. Przystąpienie do Unii Europejskiej wymagało ogromnych zmian, by dostosować się do nowego porządku. Polska dokonała godnego podziwu wysiłku, wytyczając w tak krótkim czasie dla tak wielu spraw nowy kierunek. Ale to bynajmniej jeszcze nie koniec, przed nami jest jeszcze trudny proces zmian.
Polska otrzymała na przygotowanie akcesji różnorodną pomoc, w tym również finansową. Także i my, Niemcy, chętnie przyczyniliśmy się do tej pomocy. Przystąpienie nowych państw członkowskich do Unii nie jest jednak w żadnym wypadku aktem łaski ze strony Europy Zachodniej. Jest ono historyczną koniecznością leżącą w naszym wspólnym interesie, jakim jest dobra przyszłość całego naszego kontynentu.
Również w przyszłości w naszych działaniach powinniśmy kierować się zasadą solidarności. Zarówno dawni jak i nowi członkowie są częścią europejskiej rodziny, w której solidarności nie tylko się doświadcza, ale i oczekuje. Oznacza to, że pomimo konkurencji również i w tej rodzinie trzeba zachowywać się fair, i to na wszystkich polach polityki.
Żadne inne zjednoczenie polityczne nie zależało tak żywotnie od umiejętności wczucia się w położenie partnerów i gotowości do kompromisu, jak to ma miejsce w przypadku projektu integracji europejskiej. Żaden inny projekt polityczny nie jest w sumie tak udany jak Unia Europejska, przy wszystkich jej słabościach i niedociągnięciach, ponieważ faktycznie zawsze podchodziła ona poważnie do tej zasady. Również w przyszłości w naszych działaniach i przy podejmowaniu decyzji musimy zadać sobie pytanie: co jest dobre dla całej Europy? Bo tylko wówczas przyniesie to w ostatecznym rozrachunku korzyści każdemu z krajów członkowskich.
Kraje członkowskie przenoszą na Unię cześć swych klasycznych praw suwerenności państwa narodowego, ponieważ tylko w ten sposób każde państwo z osobna odzyskuje przestrzeń kształtowania swej polityki, której - zdane samo na siebie - już by nie posiadało.
Jeżeli nie chcemy, aby w wyniku koncentracji władzy politycznej i gospodarczej w rękach nielicznych doszło do powolnego i niezauważalnego podkopywania suwerenności naszych państw, musimy przekazywać prawa suwerenności zgodnie z wolą polityczną i pod kontrolą polityczną.
Zarówno w Polsce jak i w Niemczech nastroje są na ogół mało optymistyczne. Każdy wie, że nie wszyscy mieszkańcy Polski i Niemiec lub pozostałych krajów cieszą się z rozszerzenia Unii Europejskiej. Ludzi nękają problemy gospodarcze, dochodzą do głosu dawne i nowe leki. Wielkość Wspólnoty i odległość od ośrodków decyzyjnych budzą nieufność. Ma to wpływ również na politykę poszczególnych rządów.
Te trudności i zmartwienia nie powinny jednak w opinii publicznej przysłonić faktu, że przystąpienie nowych kandydatów do Unii ma epokowe znaczenie. Musimy nieustannie uzmysławiać ludziom, co to oznacza, że sporna przez długie lata granica na Odrze i Nysie stanie się w dniu jutrzejszym wewnętrzną granicą Unii Europejskiej, a więc granicą, która przestanie dzielić.
Warto również ustawicznie wskazywać na ogromne korzyści i rozkwit gospodarczy w krajach, które w przeszłości przystąpiły do Unii Europejskiej - często wbrew złowieszczym prognozom i czarnowidztwu, których świadkami jesteśmy także i dzisiaj. Irlandia, Portugalia, Hiszpania i Grecja to przykłady, które mogą napawać nas odwagą.
Musimy jednak traktować poważnie obawy i leki mieszkańców regionów przygranicznych. Albowiem po jednej stronie granicy ludzie obawiają się utraty miejsc pracy i przemieszczenia przedsiębiorstw, po drugiej zaś odczuwają lęk przed rewindykacjami własnościowymi lub wyprzedażą. Ufam jednak, że uda nam się przekonać tych, którzy mają wątpliwości, pokazując im, jak wygląda europejska rzeczywistość.
Musimy przy tym wyraźnie przeciwstawić się hasłom populistów, którzy w wielu krajach Europy zamierzają czerpać korzyści z tych leków i zmartwień. Populiści znają odpowiedź na wszystkie pytania, nie oferując przy tym żadnych rozwiązań.
Działajmy odważnie: dajmy ludziom w regionach przygranicznych większą swobodę w ramach współpracy transgranicznej. Niemcy i Holandia mają w tym względzie bardzo pozytywne doświadczenia.
Na Odrze kikuty wysadzonych w powietrze mostów przypominają nam skutki zniszczonego sąsiedztwa. Po obu stronach rzeki regiony przygraniczne odwrócone były do siebie plecami. Jutro zewnętrzna granica Unii Europejskiej stanie się jej wewnętrzną granicą. Mieszkańcy Frankfurtu i Słubic, Görlitz i Zgorzelca, Guben i Gubina przybliżą się do siebie. Zrosną się na nowo dawne obszary gospodarcze. Ludzie po obu stronach granicy będą mogli zyskać coś od sąsiada, nie pozbawiając go przy tym niczego.
Jako prezydent Republiki Federalnej Niemiec żadnego innego kraju nie odwiedzałem tak często jak Polski. Wynikało to z potrzeby serca. Pierwszy raz przyjechałem wkrótce po moim zaprzysiężeniu, w dniu l września 1999 roku, w sześćdziesiątą rocznice niemieckiej napaści na Polskę, i jestem tu również dzisiaj, na kilka tygodni przed złożeniem urzędu. Szczególnie dobrze pozostały mi w pamięci dwie inne wizyty:
• W marcu 2000 roku byłem w Gnieźnie z okazji uroczystości upamiętniających spotkanie Bolesława Chrobrego i cesarza Ottona III przed tysiącem lat. Był to początek trwających przez wiele stuleci owocnych stosunków dobrosąsiedzkich miedzy Polakami i Niemcami.
• We Wrocławiu w listopadzie 2002 roku wziąłem udział w obchodach trzechsetnej rocznicy powstania Uniwersytetu i byłem świadkiem faktu, że duch otwartości na świat panujący na tej uczelni przetrwał wszelkie przełomy i cezury.
Często odwiedzałem Polskę, a Pan, Panie Prezydencie, często bywał w Niemczech, gdyż z jednej strony chętnie gościmy w kraju naszego partnera, z drugiej zaś wiemy, że Polacy i Niemcy powinni o siebie zabiegać.
Musimy o siebie zabiegać i wychodzić sobie naprzeciw, nieustannie i w każdym pokoleniu od nowa. Musimy też rozmawiać ze sobą o wielkich tragediach minionego wieku. Decydujące znaczenie ma tutaj, w jakim duchu to czynimy.
Na płycie pamiątkowej umieszczonej na ścianie kościoła w Trzygłowiu widnieje dwujęzyczny napis: „Ku pamięci wielu pokoleń niemieckich Trzygłowian, którzy tu żyli i byli szczęśliwi, i z dobrymi życzeniami dla tych, którzy dziś znaleźli tu swój dom."
W tym duchu prezydent Kwaśniewski i ja zwróciliśmy się z Gdańska do mieszkańców Polski, Niemiec i Europy. Wezwaliśmy do szczerego europejskiego dialogu na temat ucieczek i wypędzeń oraz ich przyczyn. Powiedzieliśmy, że trzeba pamiętać o ofiarach i zadbać o to, by były to ofiary ostatnie.
W Deklaracji Gdańskiej czytamy:
"Jest naturalnym prawem każdego narodu czcić ich pamięć, lecz jest też naszym
obowiązkiem zapewnienie, że pamięć i żałoba nie zostaną nadużyte, by ponownie podzielić Europę. Tak wiec nie mogą mieć więcej miejsca materialne roszczenia, wzajemne oskarżenia i przeciwstawianie sobie doznanych strat i popełnionych przestępstw."
Oto fragment naszej wspólnej Deklaracji.
To nadal obowiązuje. Dlatego też niech Państwo nie dają posłuchu podejrzanym głosom wyrażającym partykularne interesy, nawet jeżeli chcą one poprzez swą nazwę wywołać zupełnie inne wrażenie. Próbom zakłócania spokoju ze strony nielicznych osób nie powinniśmy zapewnić oddźwięku, na jaki nie zasługują i nie powinniśmy również wypominać sobie wzajemnie wypowiedzi ekstremistów w naszych krajach!
Rad jestem, iż "Deklaracja Gdańska" spotkała się z tak pozytywnym oddźwiękiem. Cieszę się, że w ubiegłym tygodniu tu w Warszawie przedstawiciele sześciu państw europejskich rozmawiali na temat europejskiej sieci pamięci i odpowiedzialności.
Wszyscy ludzie dobrej woli w Niemczech i Polsce zgodni są, co do tego, że musimy prowadzić dialog w duchu pojednania i dobrego sąsiedztwa, mając świadomość historii i patrząc w przyszłość. Szczególnie cieszy mnie fakt, że w dialogu tym w obu krajach uczestniczy tak wielu ludzi bezpośrednio dotkniętych tragediami.
W Niemczech i Polsce jest wiele historii o cierpieniu i żałobie, o sąsiedztwie i przyjaźni, które należy opowiedzieć. To dobrze, że można je opowiedzieć i że się je opowiada. Ponieważ w przeciwnym wypadku działają one pod powierzchnią jak powolna trucizna. Musimy wysłuchać ludzi, którzy przeżyli tak wiele strasznych rzeczy. I jesteśmy wdzięczni za sposób, w jaki Günter Grass czy Andrzej Szczypiorski opowiadają nam te historie.
Na początku lat dziewięćdziesiątych wiele mówiło się o niemiecko-polskiej wspólnocie interesów. Dzisiaj w obliczu aktualnych rozbieżności podnoszą się glosy poddające tę wspólnotę w wątpliwość.
Nie dajmy się zwieść koniunkturze takich opinii! Jesteśmy sojusznikami i partnerami w NATO i Unii Europejskiej, nasza wspólnota interesów zacieśniła się. Zyskała ona nową jakość. W tej Unii tak ściśle powiążemy ze sobą nasze sprawy, że dobro partnera będzie leżało również w naszym własnym interesie. Jeżeli Polsce wiedzie się dobrze, to i w Niemczech jest lepiej. A z ożywienia gospodarczego w Niemczech korzysta też Polska. To nie zmieni się w przyszłości. Będziemy dla siebie niezawodnymi, ufającymi sobie partnerami.
Zjednoczenie Europy było przesłanką pojednania między Niemcami a Francją. Stosunki między naszymi obydwoma krajami już dawno wyszły poza etap uroczystych deklaracji: Niemcy i Francuzi współpracują ściśle i z wzajemną korzyścią w wielu dziedzinach i na różnych szczeblach. Takiej samej ścisłej współpracy życzyłbym sobie między Polakami i Niemcami.
Cieszę się także z każdego niemiecko-polskiego partnerstwa miast, wspieranego przez ich mieszkańców. W ten sposób Europa rośnie od dołu. Życzyłbym sobie, aby w naszych krajach znalazło się dużo więcej osób zainteresowanych krajem sąsiada i jego mieszkańcami, którzy z przekonania i sympatii włączą się do polityki.
Decydujące znaczenie będzie miało pozyskanie młodych ludzi. Wielu z nich zachwyca się krajem sąsiada i jego językiem, jego kulturą i jego krajobrazami. Zainteresowanie polskiej młodzieży, również naszym językiem, jest bardzo duże. Chętnie wspominam ożywioną dyskusje z polskimi uczniami, którą prezydent Kwaśniewski i ja odbyliśmy w Berlinie w 1999 roku.
W rozmowach z młodymi ludźmi z Polski i Niemiec nauczyłem się, że Europa w sercach i umysłach młodego pokolenia jest często zakotwiczona w stopniu o wiele silniejszym, niż sądzi wiele osób. Młodzi ludzie w Polsce i Niemczech myślą na swój sposób po europejsku - odświeżająco prosto i praktycznie. Entuzjazmu, z jakim młodzi Polacy odkrywają w sposób całkiem naturalny Niemcy, życzyłbym sobie również w większym stopniu u moich rodaków. Ale i w Niemczech są już dobre początki. W Berlinie powstaje pierwsza dwujęzyczna szkoła europejska, a niedawno temu jedna z gazet doniosła, że w Berlinie w kontekście rozszerzenia Unii nie ma już wolnych miejsc na kursach jeżyka polskiego prowadzonych na Uniwersytetach Ludowych. Wyjątkowo szczególne znaczenie dla współdziałania Polaków i Niemców ma Europejski Uniwersytet Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Zasługuje on na naszą wspólną uwagę i sympatię.
Unia Europejska zyskuje wraz z rozszerzeniem wymiar, o którym chyba nawet nie śniło się jej założycielom. Wymaga to jednak również powstania nowych struktur w Unii, tak aby zapewnić jej dalsze sprawne, a w niektórych dziedzinach wręcz sprawniejsze funkcjonowanie oraz akceptacje jej obywateli, potrzebną dla odniesienia sukcesu. Jedynie wspólnie możemy dziś stawić czoła globalnym wyzwaniom. Jeżeli zamierzamy trwale zachować nasz dobrobyt, jeżeli głos Europy ma zostać wysłuchany w świecie, jeżeli nasz ład pokojowy ma zachować swoją atrakcyjność, musimy dalej rozwijać Unie Europejską.
Jedno nie może ulegać tutaj wątpliwości: chcemy pozostać wspólnotą równouprawnionych partnerów, w której nikt nie będzie chciał wieźć prymu.
Ufam, że niebawem uda się nam uzgodnić konstytucję dla Europy, na którą będą mogli zgodzić się wszyscy i która wzmocni naszą umiejętność podołania wewnętrznym i zewnętrznym wyzwaniom. Cieszę się, że podstawowa europejska zasada wzajemnego zabiegania o osiągnięcie kompromisu zdaje się zwyciężać. Chciałbym za to podziękować szczególnie wyraźnie również Państwu.
Wraz z konstytucją Europa zyska też lepsza zdolność działania w polityce zagranicznej. Potrzebujemy jej, to oczywista nauka z niedawnej przeszłości. Tylko zjednoczona Europa wzmacnia sojusz transatlantycki. Tylko połączeni jesteśmy prawdziwym partnerem Stanów Zjednoczonych, partnerem o znaczeniu politycznym. My Europejczycy tylko wspólnie jesteśmy w stanie przejąć odpowiedzialność za świat i w świecie.
Jedna zasada procesu zjednoczenia Europy odgrywa dla mnie szczególną rolę. Pragniemy pogłębienia naszej współpracy. Jednak nie powinno to w żadnym wypadku oznaczać, iż zrezygnujemy z różnorodności i odmienności narodów i regionów, że rozpłyniemy się w jakiejś europejskiej jednakowości. To w różnorodności tkwi bogactwo Europy.
Nowa Europa jest potężną ideą wyrosłą z pełnej cierpienia historii, ideą, której kolejna cześć jutro stanie się rzeczywistością. Obywatelki i obywatele zaakceptują długofalowo Europę tylko wówczas, gdy będą pewni, że ich tradycje i specyfika będą trwałe zachowane również w dużej Europie. Jest to szczególnie ważne zwłaszcza dla Polski, kraju z tak silną i bogatą tradycją. Nie stracimy swojej ojczyzny, z której wywodzimy swe korzenie i z której czerpiemy swą siłę, na rzecz większej Europy.
Tak sformułował to również Papież Jan Paweł II, kiedy niedawno otrzymał nagrodę Karola Wielkiego. „Myślę o Europie bez egoistycznych nacjonalizmów, w której narody postrzegać się będzie jako żywe ośrodki bogactwa kultury. Zasługuje ono, by dla pożytku wszystkich było chronione i promowane."
Pozwalam sobie dodać w tym miejscu uwagę, która szczególnie leży mi na sercu.
Obydwa nasze narody i nasze kultury zakorzenione są głęboko w tradycji chrześcijańskiej. Nawet, jeżeli to i owo się zmienia, a związki z kościołem słabną, to żadna idea i żadna władza nie ukształtowały bardziej naszych krajów i ich historii, naszej kultury, naszego współżycia oraz sposobu myślenia ludzi w Niemczech i w Polsce niż wiara chrześcijańska w jej różnych postaciach.
Dlatego powinniśmy zakotwiczyć odwołanie do Boga w Konstytucji Europejskiej -dlaczegoż by nie według polskiego wzorca? Odwołanie się do Boga odpowiada chrześcijańskiej tradycji Europy, nie wykluczając jednak łudzi innej wiary lub niewierzących. Preambuła Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wyraźnie wymienia wszystkich obywateli, „zarówno wierzących w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna jak i nie podzielających tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzących z innych źródeł".
Jutro wiec obchodzić będziemy piąte i jak dotychczas największe rozszerzenie Unii Europejskiej. A Unia otrzyma nowych sąsiadów na wschodzie.
Polska ma z nimi ze względu na swoje położenie i historie szczególne stosunki. Wniesie ona zatem swoją specyficzna wiedzę i swe doświadczenia do wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w odniesieniu do tych sąsiadów; w każdym razie tego byśmy sobie życzyli,
W 1924 roku Josef Roth pytał w swych impresjach z podróży po Galicji, czy tutaj kończy się Europa. Nie - sam sobie odpowiedział na to pytanie. - Jest na zesłaniu, ale nie odcięta.
Nie wolno nam teraz przecinać dawnych związków ani budować nowych murów. Nie wolno nam tego robić ze względu na historie, kulturę i nasze bezpieczeństwo, a przede wszystkim ze względu na ludzi.
Jeżeli Polska zabiera głos, aby wstawić się za swoimi wschodnimi sąsiadami, każdy jej posłucha. Właśnie miedzy Warszawą a Berlinem mogę sobie wyobrazić na tym polu bardzo intensywną współprace. Nikt nie ma w tym względzie większego doświadczenia niż Polska. A Polska również, dlatego jest wiarygodna, gdyż pomimo wszystkich zmian granicy nigdy nie przedstawiła otwartych rachunków. Nie zrobiła tego po kryjomu przed 1989 rokiem, ani też wtedy, kiedy każdy mógł swobodnie wypowiadać swoje zdanie. Od Polski będzie, więc tutaj szczególnie wiele zależało!
Istnienie Polski było przez stulecia zagrożone przez jej sąsiadów. Obawa ta przestała już istnieć. Wolna Polska należy do wielkiej rodziny.
Tworzymy od Portugalii po Polskę obszar tych samych wartości demokratycznych. Naszym wspólnym celem jest dobrobyt naszych obywateli, pokój i bezpieczeństwo.
Dumny kraj ze swoją bogatą kulturą i wielką historia powraca do środka Europy.
Europa odnajduje swoją tożsamość, gdyż Europa bez przystępujących w dniu jutrzejszym krajów i narodów nie była Europą.
Bez Polski, Europa - to nie Europa.
Następnie Prezydent RP i Prezydent RFN wzięli udział w Europejskim Szczycie Gospodarczym, gdzie odbyła się konferencja prasowa.
Zwracając się do zebranych Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.:
Oceniam to forum jako bardzo treściwe, bardzo udane, bardzo żywe, jeśli chodzi o sposób prowadzenia dyskusji. Chcę podziękować prezydentom, premierom, ministrom i intelektualistom, biznesmenom, wszystkim, którzy uczestniczyli i wnieśli swój wkład do tej, naprawdę, bardzo wartościowej dyskusji. Cieszę się bardzo, że ten szczyt skorzystał z dobrej polskiej tradycji, polskich doświadczeń Okrągłego Stołu, pokojowych rozmów, bowiem to, co widzieliśmy w Warszawie mogę nazwać nowym stylem prowadzenia takich szczytów. Byli tu zarówno alterglobaliści jak i antyglobaliści, a jednocześnie nie została wybita ani jedna szyba, nie użyto ani jednej pałki policyjnej, za to dyskutowano i otwarcie manifestowano swoje poglądy. Dziękuję więc globalistom, którzy uczestniczyli w szczycie i antyglobalistom, którzy mieli swoje spotkania i alterglobalistom za to, że przyjęli takie właśnie cywilizowane formy udziału w dyskusji. Myślę, że to dobry przykład dla kolejnych tego typu spotkań w świecie. Dziękuję również tym wszystkim, którzy chronili porządku, i tym, którzy zorganizowali takie zasady, które spowodowały, że mogliśmy się wszyscy razem czuć bezpiecznie. Raz jeszcze dziękuję wszystkim organizatorom, którzy wnieśli tu ogromny wkład. Dziękuję władzom miasta Warszawy, dziękuję rządowi Rzeczypospolitej za wsparcie, dziękuję World Economic Forum za wspaniałą pracę i jestem przekonany, że następny szczyt w Warszawie będziemy mogli już organizować w bardziej przyjazny sposób i z większą obecnością mieszkańców Warszawy. Cieszę się, że Warszawa dała przykład takiego bardzo udanego, pokojowego szczytu.