Menu rozwijane

07 marca 2005

7 marca 2005 roku odbyła się konferencja prasowa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego.
Podczas spotkania z dziennikarzami Prezydent RP wygłosił oświadczenie, w którym powiedział:

Jak Państwo pamiętacie 7 września ub. roku w specjalnym oświadczeniu przedstawionym polskiej opinii publicznej zaproponowałem sejmowej Komisji Śledczej ds.PKN Orlen spotkanie. Pragnąłem jak najszybciej przekazać jej moją wiedzę dotyczącą tej sprawy. Chciałem również wyjaśnić nieporozumienia, położyć kres kłamstwom, pomówieniom i zarzutom, które już wtedy, przypominam we wrześniu ub. roku, zaczęły pojawiać się w życiu publicznym. Podjąłem taką decyzję, chociaż zgadzam się z opiniami wielu wybitnych konstytucjonalistów, że Prezydent nie może stawać przed organem pomocniczym Sejmu, jakim jest komisja śledcza. Pozwólcie Państwo, że przytoczę te opinie raz jeszcze, ponieważ są ważne, a dla mnie było trudno je zbagatelizować. Oto najwybitniejsi polscy znawcy prawa m.in: prof. Leszek Kubicki, prof. Janusz Trzciński, prof. Jerzy Makarczyk, prof. Wojciech Sokolewicz, prof. Stanisław Gebethner, prof. Maciej Kudej czy Pani prof. Maria Kruk-Jarosz podkreślali w opiniach do mnie przekazanych, iż prawo i konstytucja RP są tutaj jednoznaczne. Prezydent nie jest zobowiązany stawać przed komisją śledczą jako świadek. Ta zasada wynika: po pierwsze z artykułu 10 Konstytucji, w którym expressis verbis czyli wprost wyrażona jest fundamentalna dla ustroju RP zasada trójpodziału władzy. Konsekwencją tego jest po drugie przepis artykułu 170 ustęp 1 Regulaminu Sejmu, który wyraźnie stwierdza, że Prezydent uczestniczy w posiedzeniu Sejmu, gdy uzna to za celowe. Jeśli Sejm nie jest władny wezwać Prezydenta do stawienia się przed Wysoką Izbą w wyniku znanych Konstytucji procedur, to tym bardziej nie jest władna uczynić tego komisja, czyli organ pomocniczy. Takim organem jest komisja śledcza. Powtarzam tę opinię, żeby powiedzieć, że wykazałem maksimum gotowości. Wykazałem się wielką dozą cierpliwości i odporności. Przez 6 miesięcy czekałem na to spotkanie i w tym czasie spotkały nas oto takie wydarzenia:
- jeden z członków Komisji namawiał świadka, aby dostarczył „haki” i „kwity” na prezydenta i nie wahał się czynić to w tak świętym miejscu jak Jasna Góra;
-cześć Komisji uczestniczyła, a często inicjowała intrygi polityczne i kampanie medialne, które miały zdyskredytować mnie, moją rodzinę, a przede wszystkim Urząd Prezydenta;
-upowszechnione zostały raporty dwóch członków Komisji zawierające niczym nie uzasadnione, ciężkie zarzuty pod moim adresem;
-niektórzy członkowie Komisji publicznie wysunęli groźbę impeachmentu.
Ale to wszystko można byłoby jeszcze przyjąć jako część nieuzasadnionej, niewłaściwej, nagannej walki politycznej, którą komisja śledcza, a przynajmniej część komisji śledczej prowadzi wobec Prezydenta. Chcę jednak powiedzieć zupełnie szczerze i stąd to moje spotkanie dzisiaj z Państwem, że czarę goryczy przelała rozpoczęta w ostatnią sobotę, w moim przekonaniu, zorganizowana i sterowana, nie wiem przez kogo, ale w sposób świadomy i celowy akcja ataku na Prezydenta, której znakiem są rozpowszechnianie - kłamliwe wypowiedzi panów Dochnala i Wieczerzaka, a także artykuł jednego z tygodników znanych z takich akcji, że Prezydent Aleksander K. jest prezydentem aferzystów i w istocie jest to przygotowanie do ataku na posiedzeniu komisji śledczej. Dodatkowo chcę powiedzieć, że czymś dla mnie obrzydliwym są doniesienia gazet, które – tu cytuję - mówią „poseł Giertych obiecał Dochnalowi, że jeśli ten będzie „korzystnie, dobrze” zeznawał, to Komisja przekaże korzystną dla niego opinię do prokuratury, prosząc o złagodzenie sankcji”. To nie była informacja tylko jednej gazety. To jest dowód, że mamy również w działaniach Komisji do czynienia z głęboką demoralizacją, z przekonaniem, iż można wszelkich metod stosować , aby atakować nie tyle prezydenta co jego Urząd.
Proszę Państwa
Prawda jest nam wszystkim potrzebna, ale prawda, która jest wolna od gry politycznej, prawda, która nie służy interesom jednego czy drugiego ugrupowania, która nie oznacza, iż oto tworzy się takie iunctim: powiesz coś złego na prezydenta, spotka cię mniejsza kara za twoje czyny. Jest to coś, na co jako Prezydent RP, Głowa Państwa zgodzić się nie mogę.
W tej sytuacji, wobec moich rodaków chcę powiedzieć: wycofuję swoją wcześniejszą propozycję spotkania z Komisją. Odmawiam, podkreślam: odmawiam spotkania w dniu jutrzejszym. Odmawiam, bowiem zlekceważono moją dobrą wolę, odmawiam, bowiem użyto argumentów i metod niegodnych. Odmawiam, bowiem mamy do czynienia z grą polityczną, w której nie mogę i nie mam prawa uczestniczyć
Chcę jednocześnie z całą mocą podkreślić: nie mam nic do ukrycia, ani przed opinią publiczną, ani przed wymiarem sprawiedliwości, jeżeli będzie takich informacji potrzebował i w jakimkolwiek zakresie, w jakim będzie mógł ode mnie tych informacji uzyskać. Ale odmawiam uczestniczenia w awanturze politycznej prowokowanej przez niektórych członków Komisji Śledczej ds. Orlenu. Chcę powiedzieć, że jako ten, który już naprawdę przeżył w Polsce demokratycznej wiele lat nie pozwolę, żeby jej dorobek był marnowany. Jeżeli był potrzebny człowiek, który w Polsce powie tej Komisji: dość takich metod, powie niektórym członkom Komisji: nie ma zgody na wasze sposoby, to jestem tym człowiekiem. I wiem, że będziecie się mścili. Wiem, że podejmiecie różne ataki na mnie, na moją rodzinę, na moich współpracowników. Ale z tymi, którzy są wokół mnie mówię wam „nie”. Nie ma zgody. Nie będziemy demoralizować demokratycznej Polski i będziemy wyjaśniać wszystko, co jest do wyjaśnienia. Będziemy tłumaczyć wszystko, co wymaga wytłumaczenia. Ale nie w atmosferze pomówień ataków, kłamstwa i tego wszystkiego, co dzisiaj część z państwa reprezentuje.
Wiem, że w tym momencie, główna informacja jest przekazana, ale liczę na państwa cierpliwość i pozwólcie, że jeszcze powiem o sprawach o zasadniczym zupełnie znaczeniu, a które są związane z pracą Komisji.
Szanowni Państwo!
Blisko 10 lat wypełniam Urząd Prezydenta RP. Mam poczucie pełnej odpowiedzialności za to wszystko, co działo się w tym czasie. Mam pełne poczucie naszych sukcesów, radości, a także i porażek. Nigdy nie zapomnę tych chwil, kiedy radowaliśmy się z wejścia do NATO i UE , kiedy przyjmowaliśmy Konstytucję RP, kiedy sukcesy odnosili poszczególni Polacy. Ale też wiem, że wielu przeżywało dramaty, kłopoty, brak pracy, nieszczęścia. Też mam poczucie tej odpowiedzialności. Jako Prezydent, który wypełnia ten urząd 10 lat jestem odpowiedzialny za Polskę w tym najpiękniejszym wymiarze, ale także w wymiarze Komisji Śledczej, czyli tego co tam się dzieje. Nie unikam tej odpowiedzialności. I biorę ją na siebie i będę ją nosić do końca moich dni. Ale nie mogę się zgodzić na to wszystko, co dzieje się złe i nieprawdziwe. Jeżeli moi przeciwnicy muszą posługiwać się kłamstwem, żeby mnie oskarżać, oznacza to, że te 10 lat wypełniłem właściwie. Chcę Państwu powiedzieć wobec zarzutów, które były formułowane przez Komisję Śledczą kilka uwag zasadniczych.
Po pierwsze, jako Prezydent od początku swojej kadencji uznałem, że nie ma polityki bez dobrej gospodarki. Nie ma polityki bez wspierania pozycji gospodarczej Polski, wspierania eksportu, zachęcania inwestorów zagranicznych, budowania pozytywnego klimatu wobec naszych inwestorów. Nie chcę wycofywać się z niczego, co uczyniłem, a było to prawie 6 tysięcy ludzi, którzy przewinęli się w różnych miejscach w spotkaniach ze mną tu w Pałacu i poza nim, ludzi biznesu. To było kilkaset forów gospodarczych, które organizowaliśmy w kraju i zagranicą. To było światowe Forum Ekonomiczne w Davos, Targi Poznańskie, Forum Ekonomiczne w Krynicy, Europejski Szczyt Gospodarczy, w którym wzięło udział 1200 ludzi w ubiegłym roku. Tak, Drodzy Państwo, zawsze byłem zaangażowany w promowanie polskiej gospodarki i są tego efekty. Poprzez tych 10 lat Polska zajmuje inną pozycję na mapie eksportu, inwestycji, współpracy gospodarczej. I będę czynił to dalej do końca swoich dni prezydenckich i w przekonaniu, że mój następca będzie czynił to samo.
Wizyty biznesmenów polskich na różnych forach były organizowane we współpracy z KIG . To oni byli tymi, którzy głównie przedstawiali kandydatury osób, które jeździły na te wyjazdy. Stąd dzisiaj pytanie, czy na jakimś wyjeździe znalazł się biznesmen A, B, C czy D jest niepoważne wobec mnie. Jest poważne wobec KIG, jest poważne wobec tych, który zajmowali się danym rynkiem, ale nie wobec mnie. Ja mogę z dumą powiedzieć, że dzięki właśnie takiej polityce Polska osiągnęła sukces gospodarczy. Zwiększył się wielokrotnie polski eksport na zachód i na wschód. zwiększyło się zainteresowanie inwestorów zagranicznych. Gdybym nie miał czasu i nie chciał spotykać z tymi ludźmi, którzy pragnęli poznać Polskę bliżej, a także polskiego prezydenta i wysłuchać jaka jest perspektywa Polski, jakie są nasze plany na przyszłość prawdopodobnie tych inwestycji byłoby dużo mniej. I dzisiaj wyciąganie jednego, czy drugiego zdjęcia pokazującego, że takie spotkanie się odbyło znaczy tylko tyle: polski prezydent Aleksander Kwaśniewski pomagał w budowaniu zaufania inwestycyjnego do Polski. Natomiast nie jest, nie może być obwiniany, że w tym gronie znalazł się jeden, drugi, czy trzeci człowiek, który w roku 1997 był niewinny, a w roku 2004 znajduje się na czołówkach gazet. Protestuję przeciwko tej metodzie, protestuję przeciwko takiej dezawuacji planu politycznego, który każdy polski prezydent powinien mieć na obronę naszej pozycji gospodarczej.
Sprawa druga.
Jestem oskarżany przez Komisję Śledczą, iż zaniedbałem, bądź zajmowałem niewłaściwe stanowisko w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego kraju. Chcę, Panów, Panie poinformować: bezpieczeństwo energetyczne kraju – zgodnie z kompetencjami – zawsze znajdowało się w gestii rządu RP. W czasie swojej prezydentury współpracowałem z rządami kilku premierów: Józefa Oleksego, Włodzimierza Cimoszewicza, Jerzego Buzka, Leszka Millera i Marka Belki. W tym czasie było jedenastu ministrów skarbu i czterech ministrów gospodarki. Sprawami bezpieczeństwa energetycznego zajmował się rząd i jego wyspecjalizowane agendy. Podczas wizyt zagranicznych Prezydenta ten temat, tam gdzie było to potrzebne i uzasadnione był włączany do planu moich rozmów. Ale zawsze, podkreślam - zawsze wtedy przedstawiałem stanowisko wypracowane przez rządy, kolejne rządy RP i obok mnie zazwyczaj był przedstawiciel rządu RP odpowiedzialny za te sprawy.
Celami polityki bezpieczeństwa energetycznego Polski zawsze były dwie kwestie:
-stabilizowanie dostaw i ekonomizowanie kosztów tych dostaw
-oraz dywersyfikacja ich źródeł.
Pierwszy cel został w pełni zrealizowany. I chciałbym zapytać tu obecnych, a także Państwa przed telewizorami: czy w ostatnich 9 latach mojej prezydentury mieliście choć przez jeden dzień poczucie, że jest zagrożenie dostaw prądu do Waszego domu, że nie ma gazu w Waszych kuchenkach, że nie ma benzyny na stacjach paliwowych, że nie macie poczucia, że wszystko dzieje się normalnie. Mogliście zawsze oponować wobec wzrastających cen, opłat, mogliście się zastanawiać czy to jest za drogo, czy za tanio, ale chcę powiedzieć z całą mocą i przeciwstawić się uproszczeniom i kłamstwom, które płyną ze strony niektórych członków komisji – Polsce przez ostanie lata nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo energetyczne. Polska była bezpieczna energetycznie tak jak wiele krajów europejskich, które ma podobną strukturę importu energii czyli gazu i nafty. Tak jak Duńczycy, jak Niemcy, jak Austriacy , jak Węgrzy, jak inni, którzy są w bardzo podobnej sytuacji.
Nie czyńmy z czegoś, co nie jest problemem, problemu. Z drugiej strony oczywiście chcieliśmy i chcemy cały czas i jest to elementem polityki władz RP niezależnie od tego czy rządy były prawicowe czy lewicowe, żeby Polska była bardziej bezpieczna, żeby była większa dywersyfikacja źródeł energii i paliw, żebyśmy mieli tu poczucie stu procentowej wręcz pewności. Podejmowaliśmy i podejmujemy w tym względzie wiele wspólnych projektów z krajami zakaukaskimi, z Kazachstanem, z Ukrainą, z UE, z Norwegią. Wszystkie one są aktualne i dyskutowane. Z Ukrainą linia Odessa-Brody jest na porządku dnia. O tym ostatnio mówił pan premier Belka w rozmowach z premierem rządu ukraińskiego. Tylko pamiętajmy, że wszystkie te projekty nie mogą dotyczyć wyłącznie Polski. Są to projekty bardzo kosztowne w związku z tym wymagające wsparcia wielkich grup kapitałowych w całej Europie. Te rozmowy trwały, trwają i nie można wobec mnie i rządów, z którymi współpracowałem sformułować zarzutu, że nie było troski o dywersyfikacje źródeł energii dla Polski.

Po trzecie. Informuję, że prywatyzacja – w tym także w sektorze energetycznym i paliwowym – zawsze należała do kompetencji rządu. Urząd Prezydencki był informowany – i to nie zawsze – o podejmowanych działaniach. Stąd wszystkie informacje, które dzisiaj nie wiedzieć czemu płyną tak szeroko tym strumieniem, że o to Pałac Prezydencki decydował o prywatyzacjach są zwyczajnym wytłumaczeniem samych siebie – mówię o autorach tych wypowiedzi – wobec trudnej sytuacji, w której się znaleźli. Prywatyzacje podlegały rzetelnym, określanym przez prawo i kontrolowanym przez Sejm zasadom, które w pełni ja i moi współpracownicy respektowali.
Po czwarte. Prezydent i jego kancelaria nie miała też wpływu na kształt Rad Nadzorczych spółek Skarbu Państwa, lub z udziałem Skarbu Państwa. Poza nielicznymi przypadkami, kiedy Ministerstwa oficjalnie zwracały się do nas z prośbą o wyznaczenie przedstawiciela Kancelarii Prezydenta do poszczególnych instytucji, np. do Banku Gospodarstwa Krajowego.
Pomówieniem wobec mnie i moich współpracowników jest przypisywanie nam wpływu na zmiany dokonywane w Radzie Nadzorczej PKN Orlen. W moim osobistym przypadku jedyny raz, kiedy w tej sprawie wypowiedziałem się, dotyczyło to, wtedy omawianej, czy plotkowanej, ale jak się okazało nieprawdziwej propozycji kandydatury Jana Kulczyka na szefa Rady Nadzorczej Orlenu, przeciwko czemu od samego początku byłem i o czym informował także Komisję Śledczą ówczesny minister Skarbu Pan Wiesław Kaczmarek. Żadnych innych dyskusji na temat Rad Nadzorczych, czy osób do Rad Nadzorczych ja osobiście nie odbywałem. Czy miały one miejsca w różnych towarzyskich rozmowach moich współpracowników - oczywiście tutaj niczego nie mogę powiedzieć, ale jestem przekonany, że nie. Że to mogło mieć co najwyżej charakter konsultacji towarzyskich, natomiast nigdy nie miało charakteru formalno – prawnego i przeciwstawiam się takim opiniom, jakie są formułowane.
Na koniec, Drodzy Państwo, najtrudniej jest mówić o sprawach, które pojawiają się w tych dyskusjach, a które podniecają opinię publiczną i które są przedstawiane przez media. Rozumiem Państwa pracę. Sensacja to są dla Was tematy, brak sensacji to nuda. Rozumiem to. Ale z drugiej strony muszę niestety zaprotestować przeciwko takim jednoznacznie nieprawdziwie formułowanym tezom, na które jest bardzo trudna obrona. Ale chcę to jasno powiedzieć. Po pierwsze. Nigdy nie miałem i nie mam żadnego konta zagranicznego. To nie zdarzyło się nigdy w mojej historii, nawet wtedy, kiedy w roku 1977 miałem dwumiesięczną praktykę w RFN. Nigdy takiego konta nie było. Nie wiem jak się tłumaczyć przed takim oskarżeniami, które są całkowicie nieodpowiedzialne. Ale chcę poinformować, że takiego konta nie mam. Po drugie, nie mam żadnych wątpliwości, co do działalności Fundacji mojej małżonki. Nigdy w czasie tej długiej działalności nie rozmawiałem o jej planach i osobach, które z nią współpracują, ale w związku z działalności komisji śledczej zostałem zmuszony, żebyśmy takie rozmowy przeprowadzili. Mam pełne zaufanie do tego wszystkiego, co ta Fundacja czyni, do przejrzystości jej kont, zasad, celów. Cieszę się, że moja wspaniała żona mogła uzyskać takie środki, które pomogły dzieciom chorym, niepełnosprawnym, szpitalom, służbie zdrowia. Że mogła dla dzieci w Polsce uzyskać pieniądze, żeby można było ten niedobry niewątpliwie stan rzeczy jaki miał miejsce, zmienić. Jestem zbulwersowany stwierdzeniami, że oto ta Fundacja mogła służyć jakimkolwiek innym celom. Ta Fundacja, podobnie jak kilka innych fundacji, które również bardzo cenię starała się namawiać ludzi zamożnych do finansowania projektów, które służą ludziom, czy dzieciom w potrzebie. I za to powinniśmy być im wdzięczni.
Po trzecie. Chcę również poinformować, że mam zaufanie do swoich współpracowników. Jesteśmy przez długi czas ze sobą. Jesteśmy niemalże na co dzień i te wszystkie podejrzenia, czy oceny, które są formułowane traktuje osobiście. Otóż chcę powiedzieć wobec Państwa i wszystkich, którzy starają się znaleźć pomysł, aby wbić klin między mnie a moich współpracowników – nie. Ja tych ludzi znam. Jeżeli nawet są niedoskonali to są doskonalsi od wszystkich swoich oskarżycieli. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości i to jest stanowisko, które chciałbym bardzo jasno wyrazić.
Jeszcze jedna uwaga. Jestem pytany o to czy zna, nie zna, poznał - nie poznał. Proszę Państwa podtrzymuję to wszystko, co powiedziałem np. w sprawie Marka Dochnala w swoim wywiadzie dla „Polityki”. Ja go nie znam. Ja się z nim nie kontaktowałem i nie mam żadnej świadomości, że jest inaczej. Jeżeli Państwo, a Wy jesteście – ja bardzo lubię fotoreporterów, którzy są na sali, niektórzy patrzą, żeby zobaczyć coś tam za okularami, ja zdejmę okulary specjalnie dla Was, tylko proszę państwa, jeżeli tu jestem ja
( prezydent pokazuje zdjęcie publikowane w prasie), a uważacie, że znam tego Pana, który stoi tu ostatni, to pytam, kto jest tu, i kto jest tu i kto jest tu. Przecież Wy wiecie, Wy jesteście autorami tych informacji, które są przede wszystkim anonimowe. Ja nie wiem, kto jest na ogromnej większości zdjęć ze mną. Ja wiem, że ludziom ufam i wiem, że nikt, kto ma złą wolę, czy złe zamiary na takie spotkanie nie przychodzi. Ale powiedzieć, że ja znam osobę, która jest piąta, szósta, siódma, czy czwarta w rzędzie to proszę Was – drodzy przyjaciele fotoreporterzy - pomóżcie w wyjaśnieniu takich kwestii, bo ja ich sam nie wyjaśnię. Obecność Prezydenta na stadionie, gdzie jest 50 tysięcy ludzi nie oznacza, że jest znajomym 50 tysięcy ludzi i nawet obecność 10 osób w Pałacu, choćby jak tu zgromadzonych , nie oznacza, że jesteśmy znajomymi. Apeluję więc, żeby nie nadużywać tego rodzaju argumentów.
Podkreślam więc, tak jak powiedział dzisiaj również mój były szef gabinetu Pan Marek Ungier, z Panem Markiem Dochnalem nic nas nie wiązało, nie znaliśmy się, nie kontaktowaliśmy się. Podobnie jak z Panem Wieczerzakiem. Wszystko to, co wydarzyło się w sobotę traktuję jako pomówienia, jako część akcji, która jest przygotowana przeciwko Prezydentowi RP.
Jako Prezydent nie mogę na to pozwolić, bo to nie chodzi o mnie. Tu chodzi o to, żeby tamę postawić tego rodzaju metodom i żeby bronić państwo polskie. Państwo polskie, które ma jeszcze wiele do uczynienia przez ostanie miesiące mojej prezydentury. Chcę Państwu powiedzieć jasno i zdecydowanie. Ja nigdzie już nie kandyduje i nie pozwolę, żeby dorobek 10-lecia mojej prezydentury i 15 lat III RP został zmarnowany. Jestem zobowiązany stać na straży praworządności. Mam obowiązek, aby działać tak, aby Polska miała jak najwięcej korzyści tutaj w kraju i także w kontaktach z naszymi zagranicznymi partnerami. Nie narażę więc mojego urzędu na szwank , także myśląc o swoim następcy, którego nazwiska nie znam.
W związku z tym, ze względu na przyszłość demokracji, standardów państwa prawnego i autorytet najwyższego urzędu w państwie ja w tej kampanii wyborczej organizowanej przez jeden tygodnik, którego prowieniencja jest w tym gronie dobrze znana i przez ludzi, którym wszystko jedno jest kto rządzi, tyle, żeby zawsze ich było na wierzchu, uczestniczyć nie będę. I odpowiadam wszystkim moim rodakom, którzy mają jeszcze trochę wiary, że są w Polsce ludzie, którzy potrafią własny interes podporządkować sprawom nadrzędnym odpowiadam tak jest. Jestem gotowy. Mnie się złamać nie da. Odpowiadam na wszystkie pomówienia - to nieprawda, oszczerstwo i kłamstwo. I nie pozwolę, żeby nieodpowiedzialni politycy proponowali kierunek rozwoju naszej ojczyzny, która tak wiele, z tak wielkim wysiłkiem i przy tak wielu wyrzeczeniach poniosła i uzyskała w ostatnich 15 latach. To jest moja odpowiedź na to wszystko, co stało się w ostatnich tygodniach, a przede wszystkim w ostatnich kilku dniach. Tej zabawie mówię dość. I to szczególnie patrząc prosto w oczy kilku członkom komisji śledczej mówię jasno: panowie - gruba przesada, panowie – trochę opamiętania, panowie – stroszcie się o Polskę i nie szermujcie wielkimi słowami, które Wasze usta są pełne. Polska potrzebuje odpowiedzialności, faktów, a nie doniesień i nie korumpowania zatrzymanych przestępców, którzy będą przez Was składać zeznania przeciwko urzędującym władzom Rzeczpospolitej. To nie są dopuszczalne metody.