20 stycznia 2005 roku na Zamku Królewskim Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w konferencji inaugurującej konsultacje społeczne „Narodowego Planu Rozwoju 2007-2013”.
W konferencji uczestniczyli m.in.: Prezes Rady Ministrów Marek Belka, Komisarz UE ds. polityki regionalnej Danuta Huebner, Minister Gospodarki i Pracy Jerzy Hausner.
Zwracając się do zebranych Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.:
Są chwile w życiu każdego państwa i każdego polityka, kiedy trzeba spojrzeć na swój dorobek i jednocześnie zastanowić się, co dalej. Co osiągnęliśmy, w którym miejscu jesteśmy, dokąd zmierzamy. I właśnie dzisiaj jest taka okazja, inaugurujemy bowiem dyskusję nad Narodowym Planem Rozwoju naszego kraju na lata 2007-2013. Zaczynamy mówić o sprawie naprawdę najważniejszej dla Polski – o jej przyszłości. Ale nie mówimy w oderwaniu od tego co już się stało, czego dokonaliśmy. Mamy przecież za sobą dorobek, a przed sobą scenariusz pozytywnych wydarzeń, jedną z najlepszych wizji jutra polskiej historii. Mamy osiągnięcia z których jesteśmy zadowoleni, choć czasami je krytykujemy, ale także mamy unikalną szansę aby przenieść nasz kraj na inny zdecydowanie wyższy poziom cywilizacyjnego rozwoju.
Tym razem nie w marzeniach czy w snach poety, lecz w realnym świecie europejskiej wspólnoty. Mamy bowiem plan oparty na mocnych podstawach – na liczbach, datach, konkretnych kwotach pieniędzy.
Ta nasza dziejowa szansa, ten optymizm i uzasadniona wiara w dobrą przyszłość nie wzięły się znikąd. Są dorobkiem pokoleń. Są efektem odwagi i odpowiedzialnego działania tych, którzy budowali III Rzeczpospolitą; którzy zainicjowali ruch „Solidarności” i którzy usiedli przy Okrągłym Stole; którzy podjęli ryzyko reform gospodarczych i którzy potrafili rozwijać demokrację, państwo prawa, społeczeństwo obywatelskie. Są to niezaprzeczalne osiągnięcie wszystkich tych, którzy z całą mocą dążyli, aby Polska znalazła godne miejsce w NATO i Unii Europejskiej.
Te wielkie osiągnięcia mają swoje znane i poważane nazwiska, ale mają również całą rzeszę osób bezimiennych, którym się należą dzisiaj słowa najwyższego uznania. Nie da się osiągnięć III Rzeczypospolitej przyłączyć czy przyznać tylko jednej formacji politycznej. Bowiem na ten sukces pracowała i to ciężko zarówno lewica, jak i prawica, które w minionym piętnastoleciu dzieliły się obowiązkami rządzenia. I nie ma znaczenia to, że dzisiaj niektórzy próbują zdezawuować dorobek III RP – fakty mówią za siebie i te fakty są polskiej opinii publicznej, jak i międzynarodowym obserwatorom dobrze znane. Polska jest państwem, które w naszym regionie, w porównywalnych warunkach, dokonało największego postępu niemal w każdej dziedzinie życia. Nie miejmy w tej kwestii ani wątpliwości, ani skrupułów, ani udawanej skromności. Tak się stało. Oczywiście nie zamykamy oczu, ponieważ mieliśmy swoje kryzysy, mamy niedociągnięcia, ale przecież nikt rozsądny nie może zaprzeczyć, że te ostatnie półtorej dekady zostało wykorzystane dla Polski dobrze. Potrafiliśmy się porozumieć w sprawach dla kraju najważniejszych i dlatego osiągnęliśmy więcej niż inni.
Dzisiaj przed Polską otwierają się ogromne szanse. Po okresie bolesnego, koniunkturalnego spowolnienia, gospodarka ponownie weszła w fazę szybkiego wzrostu. W najbliższych latach będziemy obserwować silny spadek bezrobocia, wzrost płac, poprawę nastrojów społecznych. Będą szybko rosły inwestycje, a proces modernizacji kraju ulegnie przyspieszeniu. Niestety ostatnie kilka lat nie zapisało się dobrze w naszej pamięci. Ale pamięć to jedno, a wzmocnienie fundamentów, na których opiera się rozwój kraju to jest sprawa druga, która miała miejsce. To jest swoisty rozdźwięk między poczuciem codziennym stanu państwa i stałych spraw, a tym co dokonało się w ekonomii, finansach, wskaźnikach, które są najbardziej charakterystyczne dla oceny sytuacji kraju. Na pierwszych stronach jesteśmy atakowani skandalami, nieszczęściami, korupcją, aferami, ale w tym czasie - o czym pisze się już nie na stronach pierwszych tylko na ostatnich, zwiększyła się wydajność pracy, podwoił się eksport, istotnie spadła inflacja. Gospodarka zyskała dynamikę rozwojową na poziomie wyższym niżeli w Europie czy UE. Mamy inwestycje i mamy wiele przesłanek, iż to wszystko co dzieje się da dobre efekty w kolejnych latach.
Zastanowić się więc trzeba co czynić wobec takiego narzucanego powszechnie stanu zniechęcenia, odrzucenia, a tym co jest elementem zasadniczym polskiej gospodarki i tego co w Polsce się dzieje. Czy należy schodzić z drogi? Czy należy szukać nowych eksperymentów? Czy należy zakwestionować dorobek III Rzeczypospolitej? Czy należy uznać, że to nam się wszystko nie udało? Czy zastąpić to co wypróbowane, co się sprawdza i co przyniosło dobre rezultaty, ryzykownymi koncepcjami, eksperymentami, a często zwyczajną demagogią i populizmem. Otóż chcę powiedzieć Państwu jako Prezydent, który kończy swoją dziesięcioletnią działalność, bardzo jasno i zdecydowanie – nie, tego zrobić nie można, to są fałszywe recepty, to są błędne koncepcje, które przyniosą stratę czasu i które przyniosą wiele negatywnych zjawisk, a które trzeba będzie odrabiać latami. Musimy wykorzystać to co jest przed Polską, a więc unikalną szansę. Musimy z tej szansy rozwoju, obecności w UE, instrumentów, które stają się dostępne dla nas stworzyć skuteczny plan. Plan konkretny, realny i plan narodowy, który będzie ponad podziałami i który będzie wiązał działania kilku kolejnych pokoleń prezydentów, parlamentarzystów, rządów i który w finale umocni naszą pozycję w europejskiej Wspólnocie. Mówiąc najkrócej, przy całym krytycyźmie zjawisk, które powszechnie odrzucamy i uważamy za choroby naszego świata społecznego i politycznego, mówię jasno – nie ma miejsca w Polsce na żadne nieodpowiedzialne, ryzykowne eksperymenty. W Polsce jest miejsce na wykorzystanie tej szansy, która jest silnie obudowana naszą obecnością w UE, NATO i która powinna - objęta zgodą narodową, pozwolić wykorzystać nam to wszystko co otwiera się przed Polską, w postaci zarówno środków finansowych, jak i projektów modernizacyjnych i współdziałaniu z innymi krajami europejskimi. Natomiast mówię zdecydowane „nie” dla Polski, która będzie chciała dzisiaj dla swoich ideologicznych racji wrócić do historii, podziału, sądów, lustracji, wrócić do wszystkiego co niewątpliwie gdzieś na marginesie życia powinno mieć miejsce, ale nie może stać się głównym nurtem polskiego życia społecznego i politycznego przez najbliższe lata. Nie ma naprawdę żadnego usprawiedliwienia dla zniweczenia tych szans i możliwości, które uzyskujemy w tej chwili.
Chcę przejść do Narodowy Plan Rozwoju na lata 2007-2013. W moim przekonaniu jest to jeden z najważniejszych dokumentów, jaki powstał w Polsce na przestrzeni ostatnich lat. Po trudach rozwiązywania najpilniejszych, bieżących problemów, podjęliśmy wreszcie wysiłek stworzenia długofalowego planu zmierzającego do wyraźnego wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki i zamożności Polaków. Oczywiście, nadal są problemy i niedokończone reformy. Wszystko to wymaga cierpliwej pracy. Nadszedł jednak czas, kiedy możemy wrócić do stawiania sobie kolejnych ambitnych celów.
Lata 2007-2013, których dotyczy NPR, mają szczególne znaczenie. Są to lata, w których może zdecydować się przyszłość integracji europejskiej, a zwłaszcza zakres zasady solidarności. Są to też lata, w których Polska może osiągnąć niezwykle wiele na drodze do zmniejszania różnic w rozwoju gospodarczym i zamożności obywateli w stosunku do zachodniej Europy.
Przede wszystkim, należy sobie zdać sprawę z tego, że budżet Unii w latach 2007-2013 będzie dla naszego kraju najlepszym z możliwych. Będziemy głównym odbiorcą unijnych funduszy. Plan przewiduje, że do roku 2013 poziom PKB na mieszkańca Polski ma szansę wzrosnąć do dwóch trzecich średniego PKB w Unii. Będziemy więc nadal krajem mającym prawo do pomocy strukturalnej, ale zapewne nie będziemy już krajem najbardziej tej pomocy potrzebującym. Jeśli po roku 2010 do Unii przystąpi znacznie uboższa od naszego kraju Turcja, jej potrzeby przewyższą nasze. To samo, jeszcze wyraźniej, może odnosić się do Ukrainy.
Mamy więc 7 lat sytuacji komfortowej, która nie będzie jednak trwać wiecznie. Lata te trzeba dobrze wykorzystać. NPR mówi o 142 miliardach euro, które w ciągu tego okresu można będzie przeznaczyć na rozwój infrastruktury, kapitału ludzkiego, na zmniejszanie dysproporcji w rozwoju regionów i rozwiązywanie problemów restrukturyzacji obszarów wiejskich. To kwoty zupełnie nieporównywalne ze środkami, którymi dysponowaliśmy w ostatnich kilkunastu latach, pozwalające kilkukrotnie zwiększyć wydatki modernizacyjne i inwestycje publiczne. Jeżeli te pieniądze dobrze wydamy to jest to w stanie odmienić wizerunek kraju.
Problemem – w pierwszej kolejności – jest to, w jaki sposób te środki efektywnie wykorzystać. Instytucje publiczne wszystkich szczebli – zwłaszcza samorządy wojewódzkie, którym przypadnie rola dobrego wydatkowania jednej trzeciej kwot zapisanych w NPR – muszą ulec wzmocnieniu. Zadaniem tych władz jest stworzenie mechanizmów planowania i efektywnego wykorzystania środków. Tym bardziej, że liczyć się trzeba również z potencjalnymi zagrożeniami, np. ryzykiem korupcji czy brakiem ludzi o odpowiednich kwalifikacjach.
Po drugie, patrząc na ogromne liczby zawarte w NPR nie wolno zapomnieć o tym, że mówimy jedynie o działaniach, które mają ułatwić szybki rozwój – a nie zastąpić aktywność gospodarczą Polaków. Szybszy wzrost gospodarczy może się zrealizować tylko dzięki większym inwestycjom dużych i małych przedsiębiorstw. NPR ma stworzyć zachęty do inwestowania i uczynić Polskę bardziej atrakcyjnym miejscem do produkcji. Moment pod tym względem jest szczególny: dysponujemy ogromną przewagą konkurencyjną w stosunku do Zachodniej Europy, wynikającą przede wszystkim z niższych kosztów pracy. Ale jak powiedziałem to jest cel chwilowy, ta przewaga będzie stopniowo zanikać. Dlatego tak ważne jest, aby stworzyć jak najlepsze warunki do prowadzenia działalności gospodarczej, do inwestowania i do wzrostu eksportu właśnie w ciągu najbliższych kilku lat, bo raz zmarnowanej szansy możemy już nie odzyskać.
Po trzecie, lata 2007-2013 będą szczególnie istotne dla polskiego rynku pracy. To chyba ostatni okres, kiedy w Polsce nastąpi znaczny wzrost dostępnych zasobów pracy. Paradoksalnie to, co powinno być największym atutem Polski, dziś wydaje się zagrożeniem, ze względu na nierozwiązany problem bezrobocia. Bezrobocie ma w Polsce różne przyczyny, leżące zarówno po stronie popytu, jak podaży pracy. Stosując środki dostępne w NPR, w najbliższych latach trzeba zrobić maksymalny wysiłek dla rozwoju jakości zasobów pracy, którymi dysponuje nasz kraj. Poprawie musi ulec jakość edukacji na wszystkich poziomach, oraz skala dostępu do edukacji. Należy poważnie zająć się zwalczaniem bezrobocia strukturalnego. Trzeba wreszcie zapewnić, by przyspieszonemu wzrostowi towarzyszyły zachęty do tworzenia nowych miejsc pracy. Nie wykorzystując polskich zasobów pracy, marnujemy największą szansę rozwoju, która będzie istnieć w najbliższych latach.
Jest wreszcie jeszcze jeden wymiar wyzwań, przed którymi stajemy w latach 2007-2013. Polska musi stopniowo dołączać do grona gospodarek innowacyjnych, w coraz większym stopniu opartych na wiedzy. Nasza główna przewaga konkurencyjna nie leży wcale w zakresie pracy niewykwalifikowanej – tu nie wygramy ani z Chinami, ani z Azją, a nawet z Ukrainą – ta nasza przewaga leży w naszych inżynierach, lekarzach, naukowcach czy prawnikach. Musimy w pełni wykorzystać tę największą szansę, a strategia lizbońska – dostosowana do naszych potrzeb – nie może być w Polsce hasłem ani nieznanym, ani pustym. Wymaga to jednak również wysiłku ze strony świata nauki, który będzie przybliżał nas i ten świat nauki do potrzeb gospodarki.
Lata 2007-2013 są ważne z jednego jeszcze punktu widzenia. Jest to okres, w którym Polska może i powinna zdecydować się na wprowadzenie europejskiej waluty euro. Wprowadzając euro nie tylko dołączymy do krajów, które znajdują się na czele procesu integracji, ale uzyskamy także bezpośrednie korzyści natury gospodarczej. Raz na zawsze pozbędziemy się odziedziczonych z przeszłości obaw co do siły i stabilności pieniądza, wyeliminujemy bolesną dla polskich przedsiębiorstw niepewność, co do kształtowania się kursu walutowego. Zachęcimy w ten sposób do większych inwestycji i do szybszego rozwoju kraju.
Wprowadzenie euro jest moim zdaniem możliwe i realne w roku 2009 lub 2010. Wymaga to przede wszystkim podjęcia już dziś politycznej decyzji, co do kierunku i skali reform finansów publicznych, oraz ścisłej koordynacji wysiłków rządu i Narodowego Banku Polskiego w zakresie prowadzonej polityki gospodarczej. W najbliższym czasie zaproponuję dyskusję, z udziałem wszystkich zainteresowanych sił społecznych, na temat najlepszego kalendarza wprowadzenia w Polsce euro, oraz na temat polityki gospodarczej, która będzie służyć temu celowi. Euro, po wejściu Polski do sytemu euro powinno być tym kolejnym wielkim wyzwaniem jakie po obecności w NATO, UE stawiamy przed sobą.
Okres 2007-2013 jest ważny nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy. Musimy odpowiedzieć na pytanie, jak ma wyglądać europejska solidarność – co w skali gospodarczej przede wszystkim znajdzie odbicie w budżecie Unii. Kolejne fazy rozszerzenia tworzą pokusę, aby faktyczną skalę solidarności ograniczyć. Problemu europejskiej solidarności nie da się prawdopodobnie oddzielić od całokształtu funkcjonowania Unii i dalszych kierunków integracji. Traktat Konstytucyjny, stanowiący próbę wyznaczenia tych kierunków, okazał się trudnym kompromisem, który wymagał ustępstw i dobrej woli wszystkich stron. Ale ten Traktat daje dobrą możliwość szybszej i głębszej integracji Unii. Od naszego wyboru będzie więc zależeć to, czy będziemy znajdować się w awangardzie integracji, czy będziemy znajdować się na jej zapleczu czy wręcz w ogonie. Musimy pamiętać, że jeśli chcemy naprawdę silnej pozycji Polski w Europie, możemy ją wywalczyć tylko poprzez swą aktywność, a nie obstrukcję. Bez silnej pozycji nie obronimy zasady solidarności.
A jednocześnie domagając się solidarności, trzeba pamiętać o konsekwencjach. Jeśli dziś to my domagamy się odpowiedniego wsparcia naszego rozwoju gospodarczego, to my musimy być później adwokatami takiego samego wsparcia dla Rumuni, Bułgarii, które wejdą do UE, a później Turcji, a później także Ukrainy, którą chcielibyśmy widzieć w gronie członków UE. Za lat 10 my znajdziemy się więc w takiej samej sytuacji, jak dziś Hiszpanie czy Portugalczycy: a więc kraje, które będą musiały już nie tylko brać, ale również dzielić się z innymi. Nasze stanowisko w sprawie przyszłych rozszerzeń Unii powinno być jednoznaczne: chcemy tych rozszerzeń, chcemy nowych partnerów i jesteśmy na nie gotowi, zdajemy też sobie sprawę z konsekwencji, jak najlepiej korzystamy z tego co jest nam dzisiaj dane i będziemy pomagać następnym, którzy wejdą do struktur UE. Kiedy staraliśmy się o wejście do UE, w Hiszpanii jeden z dziennikarzy zapytał mnie jak wytłumaczyć Hiszpanom, że Hiszpanie będą otrzymywać mniej środków finansowych ponieważ do Unii wejdzie taki duży kraj jak Polska. Można było tutaj budować bardzo dużą odpowiedź, a ja powiedziałem – odpowiedź jest prosta: teraz nasza kolej. On to zrozumiał, bo w istocie jeżeli mówimy o solidarności europejskiej, różnych poziomach rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego to istnieje coś takiego jak nasza kolej. Hiszpanie, Portugalczycy mieli szansę skorzystania z tych środków, dziś jest kolej na Polskę, Czechy, Węgry, na te 10 państw, które weszły do UE. Przyjdzie kolej na Turcję, Ukrainę, Bułgarię, Rumunię. chodzi o to żeby myśleć w kategoriach europejskiej solidarności, a jednocześnie wykorzystać te możliwości, które otwierają się przed każdym krajem w danym momencie.
Patrząc na NPR nie mam wątpliwości, że jest on kolejnym bardzo merytorycznym i pogłębionym dowodem na słuszność wyboru, którego dokonała Polska wstępując do UE. Europa oznaczała dla nas przede wszystkim wybór polityczny i cywilizacyjny, ale teraz zaczyna być w pełni widoczne, że jest to także szansa na znaczne przyspieszenie rozwoju i awans gospodarczy w skali, którą odczują wszyscy.
Ale licząc na to wsparcie, na te środki, pamiętajmy, że najwięcej zależy jednak od nas, Polaków. Wejście do Unii to tylko otwarcie drzwi, przekroczenie progu, ale tam dalej są kolejne wyzwania. Musimy więc dokonywać wyborów, a ten wybór, który stoi w Polsce w roku 2005 w sprawach UE, modernizacji naszego kraju, w sprawach miejsca jakie zajmujemy we współczesnej Europie to jest wybór, który można nieco zrymować: że jest to albo droga wskazana przez NPR, albo droga wskazana przez LPR. I chciałbym to powiedzieć z całą mocą – my musimy wybrać drogę wskazaną przez NPR, a nie program marginalizacji europejskiej, ksenofobii, populizmu, nieodpowiedzialności. Albo będziemy budować silną Polskę w silnej Europie, albo będziemy tracić czas. Albo będziemy budować swoją pozycję w strukturach europejskich i odgrywać należną nam rolę, albo będziemy prowadzić wewnętrzne wojny i ulegać tym, którzy w istocie nigdy Polski we Wspólnocie Europejskiej nie chcieli, a dzisiaj będą od niej nas odrywać.
Ja marzę sobie, choć oczywiście w polityce marzenia rzadko się sprawdzają, że byłoby wyjątkowo przyzwoicie gdyby ci politycy, którzy protestowali przeciwko wejściu Polski do UE, którzy malowali najbardziej katastroficzne obrazy naszej obecności, tej europejskiej i polskiej niewydolności, kiedy widzą, że te scenariusze się nie sprawdziły, że te groźby były całkowicie fałszywe, że mamy do czynienia i ze wskaźnikami pozytywnymi i z ludźmi, którzy są zadowoleni z faktu, że oto uzyskują wsparcie z UE, żeby ci ludzie potrafili przyznać się do błędu, żeby potrafili wyciągnąć odpowiednie wnioski, żeby potrafili powiedzieć tak jest – myliliśmy się. Obawiam się niestety, że nie doczekamy tej chwili i pewnie dopiero po jakichś latach powstanie komisja śledcza w sprawie tych, którzy nie chcieli Polski w UE. Mówię o tym oczywiście w tonie smutnego żalu.
Polska może na wejściu do UE ogromnie skorzystać. dotyczy to nie tylko kwestii ekonomicznych, finansowych, funduszy strukturalnych, dotyczy to także naszej pozycji politycznej. Polska obecna w UE mogła nieporównywalnie aktywniej i skuteczniej działać na rzecz demokracji ukraińskiej, aniżeli pozostawałaby poza UE. Polska może dzisiaj być czynnikiem eksportu stabilności, porozumienia całej Europy Środkowej i Wschodniej dlatego, że jest członkiem UE, a jednocześnie wykazuje pewne nadzwyczajne umiejętności i wiedzę w tej dziedzinie. Polska w UE nie jest więc jednym z państw, natomiast jest jednym z współautorów koncepcji europejskiej, która kształtuje się na początku XXI wieku. Chodziłoby o to żebyśmy tę koncepcję potrafili na różnych płaszczyznach: Parlamentu Europejskiego, naszego wewnętrznego życia politycznego, Komisji Europejskiej kształtować dużo lepiej i dużo bardziej pomysłowo.
Nie ma alternatywy dla koncepcji silnej Polski w silnej Europie, to jest miara współczesnego patriotyzmu, to jest miara naszej odpowiedzialności za dzisiejszą Polskę, jestem przekonany, że mamy dla takiego sposoby myślenia zdecydowaną większość naszych obywateli. Chodzi tylko o to żeby ci Polacy, którzy w referendum 1993 roku opowiedzieli się za wejściem do UE i ci, którzy rozumieją sens tej obecności nie dali się zakrzyczeć, nie dali się zepchnąć na margines, mieli pełne przekonanie, że racje są po naszej stronie i że jest nas więcej, aniżeli tych, którzy mówią głupstwa i proponują nam całkowicie niedorzeczne koncepcje. Żeby nie zostawali w domach kiedy przychodzą wybory, żeby nie byli cicho wtedy kiedy trzeba zabrać głos, żeby mieli siłę zamanifestować swoją proeuropejską postawę, żeby wyszli głosować kiedy przyjdzie nam nie tylko składać głosy na rzecz referendum europejskiego, Traktatu Konstytucyjnego, ale także wtedy kiedy przyjdzie wybierać w wyborach parlamentarnych i europejskich te rozwiązania, które będą służyć tej właśnie wielkiej idei: silnej Polski w silnej Europie. Jestem przekonany, że możemy do tej idei, do tego hasła zachęcić nie tylko już zdeklarowanych Europejczyków, ale także wielu ludzi młodego pokolenia i traktuję to jako swoje i Pań i Panów zadanie.
Mówię to także jako Prezydent, który w roku 2005 kończy swoja dziesięcioletnią, dwukrotna kadencję. Nie ma większej satysfakcji dla mnie aniżeli to co wydarzyło się w tej dziedzinie, że oto Polska w dobrym stanie jest w UE i może tam odgrywać należną rolę. Wróciliśmy do europejskiej rodziny i nikt juz nam nie zabierze tych wzruszeń, które przeżywaliśmy 1 maja na Placu Piłsudskiego kiedy dokonywała się dziejowa sprawiedliwość, że oto Polska ponownie jest wśród tych największych państw europejskich jako uczestnik i partner. Apeluję do tu obecnych abyśmy tego wielkiego dorobku nawet na jedną setną nie zmarnowali, żebyśmy wykorzystali wszystko to co jest do uczynienia, aby Polska zajęła godne miejsce w Europie, abyśmy byli silnym krajem w solidarnej Europie. Tym bardziej, że to wszystko co dzieje się w naszym kraju daje dobre podstawy żeby właśnie tak się stało. Jesteśmy krajem, który ma rozwój gospodarczy, który ma niską inflację, który ma silnego złotego, przypływają inwestycje zagraniczne, zwiększamy eksport, jesteśmy obecni z ogromnym eksportem w UE, ale także już 80% w ubiegłym roku zwiększył się eksport do Federacji Rosyjskiej. I tak mówiąc krótko Polacy mają rozdartą duszę, bo skoro jest tak nieźle, to dlaczego tak źle się o tym czyta albo odwrotnie: skoro tak źle się o tym czyta to dlaczego jest tak całkiem nieźle. Na pewno to co z życia publicznego trzeba wyeliminować, to co musi być wyleczeniem z wszelkich chorób, dolegliwości, na które państwo polskie i elita polityczna cierpi, musi być dokonane, tylko to nie może być dokonane metodą zniszczenia wszystkiego co jest żywotne, potrzebne, co jest perspektywiczne i co dokonało się wielkim wysiłkiem Polek i Polaków przez ostatnie 15 lat.
Narodowy Program Rozwoju jest dokumentem potrzebnym, niezwykle inspirującym, optymistycznym i mówię to jako ten, który juz za rok będzie realizację tego dokumentu recenzował z zupełnie innej strony. Polska stoi przed wielką szansą i wierzę, że tak jak tu siedzimy w Zamku Królewskim mamy poczucie i szansę odpowiedzialności, która na nas ciąży, aby właśnie ten program modernizacji Polski, wykorzystania szans, które płyną z naszej obecności w UE został w pełni wykorzystany.