Podpisanie ustawy odbyło się na specjalnie zwołanej konferencji prasowej. Zwracając się do zgromadzonych na konferencji dziennikarzy Prezydent RP powiedział między innymi:
„Szanowni Państwo!
Po długich konsultacjach zdecydowałem się na podpisanie ustawy o lustracji. Jednocześnie chciałem zapowiedzieć, że najdalej w ciągu trzech tygodni wniesiona zostanie przeze mnie ustawa o zmianie tej ustawy.
Dlaczego? Podpisałem ustawę, ponieważ jestem zwolennikiem lustracji konsekwentnie od 1991 roku. Przy czym przez lustrację rozumiem nie rozwiązanie polegające na otwarciu wszelkich akt Służby Bezpieczeństwa czy też innych służb specjalnych PRL-u i na swoistych igrzyskach, w ramach których można sprawdzać, co sąsiad czynił w latach 50. czy 60. – pod warunkiem, że był oczywiście przedmiotem zainteresowania służb specjalnych, czyli że wykazywał jakąś aktywność. Przez lustrację rozumiem ujawnienie agentury, zarówno Służby Bezpieczeństwa, jak i Departamentu I oraz II, czyli Kontrwywiadu i Wywiadu MSW, Wojskowej Służby Wewnętrznej, wcześniej jeszcze Informacji Wojskowej (jej następcą była Wojskowa Służba Wewnętrzna) czy w końcu Zarządu Drugiego Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego i Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza.
Natomiast ta ustawa przewiduje ujawnienie bardzo szerokiej kategorii osób. Przewiduje też wymóg otrzymania zaświadczenia dotyczącego stanu akt w Instytucie Pamięci Narodowej, dotyczący bardzo licznej kategorii osób, łącznie około 400 tysięcy. Przewiduje w końcu także, że w przypadku, gdyby między ujawnionymi dokumentami a stanem faktycznym według zainteresowanego była różnica, to on ma prawo dochodzenia swoich racji w procesie cywilnym, czyli przy przyjęciu zasady, że to on wykazuje, iż akta mają treść inną niż w rzeczywistości.
Kilka zasad przyjętych w tej ustawie budzi zasadniczy sprzeciw. Po pierwsze kategoria osób, których listy mają być ujawniane: OZI, tak zwane Osobowe Źródła Informacji. Na osoby, należące do tej kategorii, składają się: tajni współpracownicy czyli osoby, które co najmniej podpisały zobowiązania do tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, tak zwane kontakty operacyjne, tak zwane kontakty obywatelskie, tak zwana pomoc obywatelska, tak zwani agenci. Dlatego mówię tutaj ciągle „tak zwani”, bowiem nomenklatura jest różna w różnych służbach i się zmieniała. A zdarzało się, że także tzw. kontakty służbowe również były kwalifikowane i były odnotowywane a zgodnie z przepisami tej ustawy podstawą do tego, żeby zostać Osobowym Źródłem Informacji, jest fakt odnotowania w aktach odpowiedniej służby specjalnej.
Otóż wydaje się, że tego rodzaju regulacja w połączeniu z tym, że jest tylko jeden przepis mówiący o obowiązku publikowania tych list co 6 miesięcy i to jest przepis w przepisach przejściowych i końcowych, mówi on o obowiązku Biura Edukacji Publicznej – jeżeli by ten przepis rozumieć literalnie, to wszystkie te kategorie byłyby zmieszane w ramach owych list. A to są zupełnie różne i odmienne formy współpracy – od takich, które, powiedzmy, łączyły się z obowiązkami służbowymi danej osoby do tajnej – polegającej na omawianiu różnego rodzaju osób i środowisk o te czy inne cechy, prawdziwe bądź nieprawdziwe – współpracy prawdziwych tajnych współpracowników i agentów. Inaczej mówiąc, pojęcie OZI wymaga wewnętrznej kategoryzacji. Nie jest możliwe, żeby pan XY, który był prawdziwym tajnym współpracownikiem występował obok osoby, która kilkakrotnie ze względu na swoje obowiązku służbowe w okresie Polski Ludowej zetknęła się z funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa i fakt ten został odnotowany. Oczywiście, potrzebny jest także wymóg tajności tej współpracy, który nie zawsze jest tutaj spełniony. A więc to jest pierwsza zmiana.
Druga sprawa, która wymaga zmiany – można powiedzieć, też ze względu na wymóg sprawiedliwości – to sprawa reguł dochodzenia swoich ewentualnych krzywd, gdyby publikowanie takich list bądź treść zaświadczeń (o zaświadczeniach za chwilę powiemy) były niezgodne z rzeczywistością. Otóż obecna ustawa przewiduje tryb postępowania cywilnego, o czym wspominałem, czyli z ciężarem dowodu na osobie, która wywodzi, że akta są nieprawdziwe. Jeśli ktoś jest tylko zarejestrowany jako TW, a są bardzo liczne przypadki, że nie ma nic więcej, jest jedynie rejestracja, to powstaje pytanie: jak wywieść, że ta rejestracja jest nieprawdziwa, ale także jak wywieść, że jest prawdziwa? Tu zarówno jeden jak i drugi wywód jest w praktyce niemożliwy. Ja mówię o licznych przypadkach, że nie zachowały się żadne inne dokumenty poza rejestracją. Z punktu widzenia prawa jedno jest niezwykle trudne, a właściwie niemożliwe do wywiedzenia, i drugie – i to że jest i to że nie jest, to znaczy, że był agentem i że nie był. Dlatego też być może, z pewnymi odstępstwami, tutaj trzeba powrócić do zasady związanej z regułami prawa karnego, to znaczy dokładnie procedury karnej. Zdaję sobie sprawę, jakie były motywy twórców ustawy. Mianowicie mieliśmy do czynienia z sytuacją, kiedy owe reguły związane z procedurą karną – czyli domniemanie niewinności z jednej strony, a z drugiej strony reguła tłumaczenia wszelkich wątpliwości na korzyść oskarżonego, oczywiście w tym przypadku oskarżonego w cudzysłowie –doprowadziły do skutków absurdalnych, czyli ludzie, którzy według nas, reguł zdrowego rozsądku, w stu procentach byli współpracownikami służb tajnych PRL-u, byli uważani za osoby, które złożyły prawdziwe oświadczenia lustracyjne. Powtarzam – zdaję sobie sprawę z tego. Z drugiej strony jest sprawa ważenia racji: czy my możemy postawić osoby oskarżone niesłusznie w sytuacji pełnej bezradności? Otóż, moim zdaniem, nie możemy – zdając sobie przy tym sprawę, że tutaj żadne rozwiązanie nie jest rozwiązaniem idealnym, i jedno, i drugie ma swoje wady.
W końcu sprawa kolejna – to sprawa zaświadczeń. Tutaj miała nastąpić rewolucja, polegająca na tym, że nikt nie składa żadnego oświadczenia. Ale bardzo liczne kategorie osób pełniących funkcje publiczne czy też wykonujących zawody zaufania publicznego – ja tej listy nie zamierzam skracać, czyli zakres podmiotowy ustawy w tym sensie, według mojego planu, pozostaje ten sam, szeroki – miałyby otrzymać z IPN zaświadczenie co do stanu dokumentów, to znaczy reguła miała być taka, że to zaświadczenie jest zaświadczeniem co do stanu dokumentów i ono nie przesądza, czy ktoś był tajnym współpracownikiem czy nie, czy był kontaktem operacyjnym czy nie. Tyle tylko, że to rozwiązanie, formalnie bardzo zręczne, w sensie materialnym stawia właśnie tę osobę, ewentualnie niesłusznie oskarżoną, w bardzo trudnej sytuacji. I teraz tak: według moich rozmów z osobami, które znają rzeczywistość w IPN-ie, pracownikami IPN-u ,wydanie 400 tysięcy zaświadczeń jest niewykonalne w krótkim czasie. IPN nie jest jeszcze skomputeryzowany. Ten proces miałby się zakończyć wprawdzie stosunkowo niedługo, ale jako człowiek, który rozpoczynał komputeryzację troszkę podobnej instytucji, a do tego jeszcze obserwował ją niejako z pewnej odległości, także przez następne lata, wiem, że to jest termin mało realny. Inaczej mówiąc, może się zdarzyć, że są osoby, które mają obowiązek posiadania tego zaświadczenia, ale go nie uzyskają. Gdyby się na przykład zdarzyło, nie daj Boże, że byłyby wcześniejsze wybory, to obawiam się, że pewna część kandydatów nie dostałaby żadnego zaświadczenia, co by spowodowało, że istniałaby zasadnicza trudność w przeprowadzeniu wyborów zgodnie z ustawą. Inaczej więc mówiąc, przynajmniej na najbliższe lata – jeżeli ta ustawa ma być wykonana, na czym mi bardzo zależy – należałoby powrócić do modelu oświadczenia, które będzie weryfikowane – i tutaj proszę o uwagę – nie przez Biura Edukacji Publicznej. Są to biura, które mają potężny dorobek naukowy – cenimy sobie bardzo ten dorobek naukowy – i nie powinny być zmieniane w biuro śledcze, w cudzysłowie biuro śledcze. Musi powstać oddzielny pion w IPN-ie. Nie można też tym obarczać pionu śledczego, ponieważ ten pion śledczy powinien prowadzić działalność intensywniejszą niż dotąd, ale w sprawach, do których został stworzony, a nie w tych sprawach. Potrzebny jest więc odrębny, czwarty pion w IPN-ie. Czy to będzie pociągało za sobą jakieś koszty? Tak. Z punktu widzenia budżetu państwa są to koszty o wartości ułamkowej i to niewielkiej ułamkowej, jednego promila budżetu, czyli bez znaczenia zarówno z punktu widzenia wydatków, jak i deficytowego, ale te pieniądze muszą być, żeby Instytut wykonał swoje zadanie. Z czasem oczywiście, wtedy, kiedy to będzie realne, od reguły oświadczeń można przejść do reguły zaświadczenia. Ale pod warunkiem, że to zaświadczenie będzie zgodne ze swoją filozofią, że będzie dotyczyło nie stanu dokumentów, tylko faktów.
To są podstawowe przedmioty ewentualnej nowelizacji. Oczywiście, do tego wchodzą jeszcze w grę różne szczegóły tej ustawy. Myśmy otrzymali olbrzymią ilość uwag zarówno od strony osób, które co do zasady są gorącymi zwolennikami lustracji, jak i osób, które są jej przeciwnikami. Tu, jako że jestem zwolennikiem lustracji, brałem przede wszystkim pod uwagę osoby, które są zwolennikami lustracji. Chciałbym zwrócić uwagę na opinię prawie wszystkich historyków z IPN-u, z którymi się stykałem, że samo prezentowanie list nigdy do końca nie będzie sprawiedliwe, bo nawet „tajny współpracownik” w praktyce oznacza bardzo różne rzeczy. Dzisiaj tą opinię potwierdził człowiek tak doświadczony, jak pan sędzia Kauba. Mogę tę opinię osobiście podzielać, natomiast zdaję sobie sprawę, że każdy przypadek jest inny. Bez opublikowania składu agentury lustracja będzie procesem, który będzie trwał dziesiątki lat. Ile bowiem artykułów odrębnych, dotyczących każdego przypadku, mogą opublikować rocznie historycy IPN-u? Powiedzmy, że to jest liczba stu kilkudziesięciu. Niestety, liczba agentów była w naszym kraju (przez to rozumiem tajnych współpracowników, używam tego słowa w potocznym znaczeniu) była znacznie większa. Przygotujemy nowelizację, ale zasada publikowania agentury zostanie pozostawiona. Przy czym jednak nie będzie tak, że osoba tak zwanego kontaktu obywatelskiego będzie na tajnej liście obok kogoś, kto był tajnym współpracownikiem – to po pierwsze.
Po drugie, będziemy też oczywiście przestrzegać zasady, że musiała to być współpraca tajna, a nie jawna wynikająca z obowiązków służbowych. Będzie zasada kontroli co do dawnej współpracy ze służbami PRL-u w stosunku do licznych osób pełniących funkcje publiczne, obdarzone najszerzej pojętym zaufaniem publicznym. Po trzecie, powinna być sankcja związana z tym, że ktoś złożył fałszywe oświadczenie. Ona powinna dotyczyć zakazu pełnienia określonych funkcji, i to przez dłuższy czas. Po czwarte w końcu, jeżeli chodzi o akta osób pełniących szczególnie odpowiedzialne funkcje publiczne, to one, zgodnie z ideą tej ustawy, powinny być jawne. A w żadnym wypadku nie może dotyczyć setek tysięcy ludzi. I w związku z tym jest jeszcze sprawa pewnego wyłączenia – jak wiadomo w tej chwili wg tej ustawy wyłączone mają być te informacje, które dotyczą stanu zdrowia i życia seksualnego. Wydaje mi się, że to ostatnie pojęcie jest tutaj ujęte nieco zbyt wąsko. Ja nie jestem od tego, żeby definiować, co ono ma oznaczać, jednak wiem, że to powinno dotyczyć szerszego zakresu życia prywatnego. I tak trzeba tutaj powiedzieć, że osoby pełniące odpowiedzialne funkcje publiczne, osoby które brały udział w walce z komunizmem, zostaną za to w swoisty sposób ukarane – także przez fakt ujawniania czegoś, co nie ma nic wspólnego z tajną współpracą z jakimikolwiek służbami specjalnymi PRL-u. Rozumiem, że w tej chwili jest taki wymóg ze strony opinii publicznej...
Przyjmijmy, że w tej chwili jest takie społeczne oczekiwanie. Ja tego nie kwestionuję. Natomiast szczegóły dotyczące nieco szerzej pojętego życia prywatnego i oczywiście stanu zdrowia powinny być z tego wyłączone. I tyle, proszę Państwa, co do zamiarów związanych z nowelizacją. Natomiast sama ustawa, jak wiemy, ma vacatio legis, które trwa trzy miesiące licząc od chwili publikacji. Powinna więc wejść w życie w drugiej połowie lutego przyszłego roku – i mam nadzieję, że do tej pory będzie zmieniona, bo gdyby nie była, to musiałbym rozważyć wniesienie jej do Trybunału Konstytucyjnego w innym już trybie – bo Prezydent może wnieść ustawę do Trybunału Konstytucyjnego zaraz po jej uchwaleniu przez Sejm i Senat i wtedy ta ustawa jest niejako zawieszona aż do orzeczenia Trybunału, ale może wnieść do Trybunału także ustawę, która już obowiązuje. Nie ma tutaj żadnych przeszkód. To tyle, proszę Państwa.”
..............................................................................................................................................................
Zapraszamy do oglądania zdjęć z tego wydarzenia w naszej Galerii!