18 stycznia 2006
Z bólem przyjąłem wiadomość o śmierci księdza Jana Twardowskiego. Sam określał siebie „księdzem piszącym wiersze”. Był poetą, którego wiersze ze wzruszeniem i uśmiechem czytały pokolenia Polaków. Człowiek skromny, wielkiego serca, pełen życiowej mądrości. W sercach nas wszystkich pozostaną dobre rady, szacunek dla maluczkich i ten niezapomniany zachwyt nad światem. Zanim wstąpił do seminarium walczył w Armii Krajowej. Brał też udział w Powstaniu Warszawskim. Jego słowa wypełniały ostatnimi laty każdej niedzieli kościół Wizytek w Warszawie. Mimo trudnych doświadczeń pełen był pogody ducha, która udzielała się każdemu. Pomagał nam zrozumieć sens życia – teraz pomaga nam zrozumieć sens śmierci. Jak pisał w wierszu „Żeby się obudzić” - „(...)i chyba dlatego umieramy, żeby nas było widać i nie widać”. Nie wolno nam się smucić, choć żal przychodzi sam - jak nieproszony gość.
Lech Kaczyński
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej