Menu rozwijane

21 lutego 2007

Co chwilę do opinii publicznej docierają kolejne doniesienia o przypadkach drastycznego krzywdzenia dzieci. Począwszy od rażących zaniedbań, a skończywszy na pobiciach, molestowaniu seksualnym, gwałtach, morderstwach. Jak pani reaguje, gdy o tym słyszy?

Z pewnością tak jak każdy człowiek w takich okolicznościach - po prostu czuję przerażenie, że ktoś może tak postępować w stosunku do dziecka. Ze zgrozą słucham, że ktoś skatował niemowlę, bo mu przeszkadzał płacz dziecka, że inny zwyrodnialec gasił na dziecku papierosy. Takich ludzi karałabym najsurowiej.

Podpisałaby się pani pod twierdzeniem, że jest to zezwierzęcenie?

Dzieci traktuje się czasem jak przedmioty lub rozładowuje się na nich własną agresję. Nie można tego nawet nazwać zezwierzęceniem, bo zwierzęta troszczą się o swoje potomstwo i czule się nimi opiekują. Dzieci trzeba kochać i muszą one czuć, że są kochane. Choć miłość nie wyklucza konieczności wychowywania, wpajania pewnych zasad, stosowania z rozsądkiem nakazów i zakazów. Rodzice muszą być dla dzieci autorytetem,by te prawidłowo się rozwijały.

Czy sądzi pani, że w Polsce doszło do jakichś szczególnych złych zmian społecznych, przez które tak często dzieci są dzisiaj krzywdzone?

Takie przypadki to nie tylko problem naszego kraju. Często słyszymy nie mniej dramatyczne doniesienia ze świata. Jeśli zaś chodzi o skalę zjawiska, nie mam stuprocentowej pewności, czy teraz takich drastycznych przypadków jest więcej, czy też po prostu są one dzisiaj bardziej nagłaśniane niż bywało to wcześniej. Przypadki, o których donoszą media, są niezwykle drastyczne. Z pewnością jest to wynik nawarstwiania się wielu problemów społecznych. Jednym z nich jest nadużywanie alkoholu, a nawet alkoholizm wśród kobiet. Te kobiety często mają problemy emocjonalne, są zagubione. Może były zbyt młode, by zostać matkami. Może zostały pozostawione same sobie. Zdarza się, że są bez pracy, często brak im środków do życia. Problem dotyczy jednak nie tylko młodych matek, ale i kobiet dojrzałych.

Jak temu zaradzić?

Dobrze byłoby stworzyć jeden numer telefonu SOS dla dzieci, przeznaczony tylko dla takich przypadków. Każdy mógłby zadzwonić, jeśli będzie widział, że dzieje się coś złego. To może pomóc przezwyciężyć strach. Bo, przykładowo, w małych miejscowościach, gdzie najczęściej dochodzi do najdrastyczniejszych przypadków maltretowania dzieci, ludzie mogą się bać zemsty sąsiadów. Gdyby taki system powiadamiania o stosowaniu przemocy wobec najmłodszych uruchomiono i sprawnie funkcjonował, można by reagować szybciej - zanim dziecku stanie się krzywda, a nie wtedy, gdy jest już za późno.

Teraz ludzie nie reagują w należyty sposób?

Przykłady pokazują, że nie do końca jest tak, jak pani mówi. Przecież, właśnie dzięki temu, że ludzie nie są obojętni, udaje się niektóre dzieci uratować. Pamiętam choćby, że kiedyś młody człowiek, wyrzucając śmieci, usłyszał płacz, którym się zainteresował. Nie zignorował tego i nie odszedł, uciekając przed problemami. Sprawdził, skąd pochodzi płacz, znalazł noworodka i tylko dzięki temu uda-się ocalić jego życie.

Co więc każdy z nas może zrobić, żeby jak najbardziej ograniczyć krzywdę wyrządzaną dzieciom?

Obok sprawnie działających instytucji najważniejsza jest ludzka wrażliwość i pomoc. Nie wolno być obojętnym na cudzą krzywdę. Nie wolno nam być głuchym na nieszczęście innych. Nie należy oczywiście podsłuchiwać pod drzwiami czy zaglądać sąsiadom do garnka. Jeśli jednak ktoś wie, że w rodzinie obok dzieje się coś złego, że dziecko jest maltretowane, nie można tego zlekceważyć. I trzeba reagować. Trzeba informować policję czy straż miejską lub opiekę społeczną. Sama nie potrafię przejść obojętnie, gdy dziecku dzieje się krzywda. Mój mąż też zawsze reaguje. Pamiętam nocną podróż samochodem. Choć bardzo nam się śpieszyło, zawróciliśmy, gdy zauważyliśmy na pustej drodze, z dala od zabudowań, mężczyznę prowadzącego małe dziecko. Na szczęście wtedy okazało się, że ta interwencja nie była potrzebna i podejrzenia się nie potwierdziły. Czasami jednak trudno wyważyć moment, w którym już powinniśmy interweniować.

Kiedy powinniśmy coś zrobić, a kiedy jeszcze się wstrzymać, uznając, że to sprawa rodzinna?

Powiedzmy, że klaps w supermarkecie to jeszcze za mało, by informować o tym policję. Natomiast, gdy widzimy, że ktoś pastwi się nad dzieckiem, stosuje w sposób widoczny przemoc, powinniśmy działać. Po prostu interesujmy się bliźnimi. Żyjemy w społeczeństwie - bądźmy więc za siebie odpowiedzialni. Zainteresujmy się, gdy dziecko płacze, gdy samo chodzi po ulicy. Nie bądźmy głusi. Nie dystansujmy się od tego, co nas otacza. Oczywiście, żadna ustawa nas nie zobowiąże do wrażliwości. Wszystkiego nie da się zadekretować.

Maria Kaczyńska, żona prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z zawodu ekonomista, tłumacz, prowadzi działalność charytatywną między innymi na rzecz dzieci, ma córkę Martę i wnuczkę Ewę, miłośniczka zwierząt

Żyjemy w społeczeństwie - bądźmy więc odpowiedzialni. Zainteresujmy się, gdy dziecko płacze, gdy samo chodzi po ulicy. Nie bądźmy głusi. Nie dystansujmy się od tego, co nas otacza. Oczywiście, żadna ustawa nas nie zobowiąże do wrażliwości. Wszystkiego nie da się zadekretować!