Menu rozwijane

21 lutego 2007

21 lutego 2007 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński był gościem na obradach Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, odbywających się w Gdańsku. Prezydentowi towarzyszyli: Szef Gabinetu Prezydenta RP Elżbieta Jakubiak i doradca Prezydenta RP Andrzej Urbański.

Prezydent Lech Kaczyński wygłosił podczas obrad następujące wystąpienie:

„Nie po raz pierwszy jestem na tej sali. Byłem gościem zjazdu „Solidarności”, Państwo byliście moimi gośćmi w Pałacu Prezydenckim, czyli kontakty, jak na stosunkowo niedługi okres sprawowania przeze mnie funkcji Prezydenta RP (nie minęło jeszcze czternaście miesięcy), są, powiedziałbym, dość ścisłe. Spotkań było, łącznie ze spotkaniami z Panem Przewodniczącym i jego najbliższymi współpracownikami, łącznie na pewno więcej niż dziesięć – w ciągu, powtarzam, niespełna czternastu miesięcy. I ja zamierzam ten rodzaj dialogu – bo to też jest pewien rodzaj dialogu między władzą a związkiem zawodowym „Solidarność” – kontynuować.

Zanim jednak przejdę do tego, o czym mówił Pan Przewodniczący Śniadek, chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw. My żyjemy w tej chwili w Polsce, w początkach 2007 roku, w sytuacji niezmiernie wręcz oryginalnej. Wyniki niespełna szesnastu miesięcy ostatnich rządów są, mówiąc w największym skrócie, następujące. Po pierwsze, wzrost Produktu Krajowego Brutto w zeszłym roku o 5,8 procent. Po drugie, spadek bezrobocia około 2,5 procent, to znaczy spadek poziomu bezrobocia, bo liczba bezrobotnych spadła o kilkanaście procent, łącznie o prawie pół miliona ludzi. I nie mówcie Państwo, że to jest spadek wynikający z emigracji, ponieważ można powiedzieć, że wymienność ludzi emigrujących i bezrobotnych w pewnym zakresie istnieje, ale jest stosunkowo niewielka. Ci, których ostatnio spotkałem w Irlandii, których mi dosłownie ze wszystkich stron zachwalono pod niebiosa (mówię to z całą powagą), także w rozmowach w cztery oczy, w których prosiłem o szczerość, to na pewno nie są ludzie, którzy by w Polsce pracy nie znaleźli, a jest ich w Irlandii w tej chwili 150-200 tysięcy. Inaczej mówiąc, oprócz zjawiska spadku bezrobocia następuje też przyrost miejsc pracy, w zeszłym roku największy od bardzo wielu lat. Po raz pierwszy był nieduży – nie twierdzę, że wystarczający, ale jednak jakoś odczuwalny – wzrost płac, o 4-5 procent. Przedtem przez długie lata płace realne niby nie spadały, ale rosły w stopniu niezauważalnym i ten stan rzeczy trwał lat kilka. Nastąpił gwałtowny wzrost inwestycji, zarówno własnych, jak i zagranicznych. Pod tym względem był to rok najlepszy od lat siedemnastu – i to zdecydowanie najlepszy. Polska podniosła swoją pozycję w ratingu, który nie jest jeszcze bardzo dobry, ale jednak podniosła. Znakomicie wzrosło wykorzystanie środków unijnych, co oczywiście bardzo się przyczynia do powstawania nowych miejsc pracy. Spadła przestępczość – wychodzę w tej chwili już może poza sferę już czysto związkową, ale przecież związkowcy są też obywatelami. Pod tym względem wzrosło poczucie bezpieczeństwa, subiektywne poczucie bezpieczeństwa obywateli. Jest najwyższy od ponad 30 lat stopień optymizmu społecznego. Inaczej mówiąc, gdyby patrzeć na sytuację obiektywnie, to wyniki tych rządów są zdecydowanie dobre. Jeżeli natomiast patrzeć na zdecydowaną większość mediów, to można dojść do wniosku, ze mamy okres ciężkiej klęski. Ja bym chciał to Państwu uświadomić. Gdyby media informowały o tym, o czym przykładowo jedynie – bo przykładów można by podać jeszcze więcej – informowały na pierwszych stronach i w pierwszych informacjach najbardziej oglądanych programów informacyjnych, to ja wtedy bym o tym nie mówił, bo byłyby to informacje, które są potoczną wiedzą społeczeństwa. Jednak tak nie jest. I wydaje mi się, że jako głowa tego państwa na to właśnie muszę zwrócić uwagę. U nas dochodzi bowiem do sytuacji, którą ja bym określił jako granice paranoi. Kraj przeżywa zdecydowanie dobry okres – i to nie tylko pod względem gospodarczym, bo nawet wyniki testów kompetencyjnych w szkołach w zeszłym roku były lepsze, niż rok wcześniej (już mówię o zupełnie innej dziedzinie), a przedstawia się sytuację jako ciąg złych i nieudolnych rządów. To jest absurd i nieprawda.

Teraz, jeżeli chodzi o problemy, które Państwo stawiacie – one istnieją. Ja wcale nie twierdzę, że ich nie ma. Od początku, zanim jeszcze zostałem Prezydentem Rzeczypospolitej, miałem w planach ustawę o Państwowej Inspekcji Pracy, która w końcu zmieniła się w dwie ustawy i przypominam, że uwzględniłem tutaj opinię związku, aby nie podporządkowywać Państwowej Inspekcji Pracy rządowi. Osobiście jestem tego zwolennikiem, między innymi dlatego, że uważałem, że w Polsce jest potrzebne gwałtowne wzmocnienie nadzoru państwa nad stosunkami pracy i zdecydowane zaostrzenie sankcji. Mam nadzieję, że ono nastąpi, choć nie kryjmy, że będę miał tutaj wielu wpływowych przeciwników, że tu będzie się toczyła walka. Ale w tej walce obecnym władzom potrzebne jest poparcie, a nie konflikt, jeżeli te rozwiązania rzeczywiście mają zostać przeforsowane. Problem dialogu społecznego przyjmuję z pokorą. A jeśli chodzi o informacje o przypadkach, w których poszczególne osoby nie są na ten dialog nastawione (to zależy od cech osobowości) – zgadzam się, że takie przypadki mogą być. Ja rzeczywiście nie jestem tutaj adresatem, bo nie jestem szefem rządu, nie taki jest polski system konstytucyjny, ale ja oczywiście szefowi rządu te informacje przekażę, to sprawa jasna. Jednak na najwyższym poziomie, chodzi o kierownictwo polityczne, jest wola dialogu, jest wola zawarcia porozumienia nawet na skalę szerszą niż ta, o której przed chwila mówił Pan Przewodniczący Śniadek. Proszę jednak pamiętać, że warunkach gospodarki rynkowej do tego potrzebne są nie dwie strony, tylko trzy. Do tego musi jeszcze być wola pracodawcy.

Całkowicie podzielam pogląd związany – tutaj mogę spokojnie użyć słowa „paranoiczne” – z pewnymi przypadkami samozatrudnienia, gdzie stoi obok siebie 30 pracowników pracujących przy obrabiarkach i oni są „samozatrudnieni”. Każdy z nich stanowi oddzielne przedsiębiorstwo, przy czym obrabiarka bynajmniej nie jest jego własnością. To jest najczystsza paranoja, to jest najbardziej klasyczny stosunek pracy, o którym można usłyszeć. Wiecie, że z zawodu jestem specjalistą od prawa pracy, bo też przez wiele lat byłem działaczem związkowym. I z tego rodzaju zjawiskami trzeba skończyć. Oczywiście, one mają na celu omijanie przepisów prawa pracy czy poddawanie się reżimom innym niż reżim prawa pracy. To najoczywistsza w świecie patologia, z którą trzeba walczyć. Tak samo umowy okresowe mogą być stosowane – taka instytucja zawsze istniała, ale jako sytuacja wyjątkowa, a nie powszechna. Z tym też należy walczyć. Jest również prawdą, że w ostatnich latach, począwszy od końca lat 90., czyli od okresu stagnacyjnego, następował w Polsce szybki wzrost wydajności pracy – bo to, że wtedy pogłębiało się bezrobocie, mimo że produkt krajowy brutto bardzo powoli, lecz jednak rósł, wynikało właśnie z bardzo szybkiego przyrostu wydajności pracy. I ten przyrost występuje nadal, on wystąpił także w zeszłym roku. To nie jest tak, że ów wzrost płac nie znalazł pokrycia w wzroście wydajności. To jest zjawisko niezwykle wręcz korzystne, ale zdaję sobie sprawę, że Polska wchodzi w nową fazę i że już w tej chwili mechanizm konsumpcyjny, mimo olbrzymiego wzrostu eksportu – który też jest źródłem naszego rozwoju – mechanizm konsumpcji wewnętrznej, jest jednym z mechanizmów nakręcających gospodarkę. Ale tutaj, Szanowni Państwo, jestem pierwszy za tym, żeby zawrzeć pakt. Z jednej strony trzeba bowiem – i to jest podstawowy cel sformułowany przez szefa rządu w trakcie pewnego spotkania w południowo-wschodniej Polsce – żeby wzrost dobrobytu w Polsce dotyczył jak największej ilości ludzi. Tam zostało to sformułowane jako „nastawienie na zwykłych ludzi”. I w ten sposób należy to rozumieć.

Z jednej strony jest prawdą, że są dziś podstawy do wzrostu płac, z drugiej strony tez trzeba pamiętać, iż tutaj należy działać zdecydowanie ostrożnie. Według olbrzymiej ilości danych pochodzących z Brukseli, z niezależnych instytutów, sytuacja Polski jest bardzo dobra. Są też dane dotyczące perspektyw utrzymania się wysokiej koniunktury. Oczywiście, jak długo się ona utrzyma naprawdę, wie tylko Pan Bóg. Natomiast są perspektywy zdecydowanie dobre i one nie mogą być zniszczone. Metoda paktowa pod tym względem jest zdecydowanie dobra, bo trzeba być ostrożnym – to znaczy, z jednej strony płace muszą rosnąć, z drugiej strony pamiętajcie Państwo, że nadmierny wzrost optymizmu konsumpcyjnego i inwestycyjnego był jednym z głównych źródeł tego, co stało się w roku 1998, czyli silnego tąpnięcia gospodarki. Był oczywiście kryzys rosyjski, który też tutaj odegrał istotną rolę. I mnie do paktów społecznych, jeżeli za nimi stoją poważne siły, nie musicie przekonywać, tylko te siły muszą być poważne. Podam jeden przykład – wróciłem z Irlandii pod pewnym wrażeniem nie tylko znakomitej opinii o Polakach, ale także pod wrażeniem sytuacji społecznej w tym kraju. 600 tysięcy członków związków zawodowych w kraju, który liczy 4 200 000 mieszkańców – dziewięciokrotnie mniej niż w Polsce. To tak, jakbyśmy dzisiaj w Polsce mieli ponad pięć milionów członków związków zawodowych. Oczywiście, liczę to z grubsza, bo inna jest struktura wieku, inna jest struktura tych, którzy żyją jako pracownicy i żyją jako drobni przedsiębiorcy, więc nie można tego przemnażać tak prosto, ale, z grubsza licząc, jest to ponad pięć milionów. A ile mamy w tej chwili w Polsce członków związków zawodowych w ogóle?. Około półtora miliona wszystkich, nie mówię o „Solidarności”. Poznałem też już polskich funkcjonariuszy pracujących w najsilniejszym tam związku zawodowym. Już są, już zaczynają się liczyć i musze powiedzieć, że premier Ahern, który nie reprezentuje partii laburzystowskiej, tylko reprezentuje partię konserwatywną, będącą w bliskich stosunkach z Prawem i Sprawiedliwością w Parlamencie Europejskim, zdecydowanie się z tego cieszył. Tam się nie martwią tym, że związki zawodowe są silne, tam uchodzi to za zaletę tego systemu, będącego przecież systemem kraju, który odniósł olbrzymi sukces. I dzisiaj, jeżeli wyłączymy Luksemburg, który ma 300 tysięcy mieszkańców, to jest to w tej chwili najzamożniejsze państwo Europy, to znaczy Unii Europejskiej. A jeżeli tak, to jest też jednym z najzamożniejszych państw na świecie. To jest państwo sukcesu.

Powtarzam: pakt – rzecz znakomita. Silne związki zawodowe, silne też związki pracodawców, które kontrolują swoich członków, to jest warunek i ja tu gotów jestem ze względu na swoje dzisiejsze przekonania, ze względu na cały swój życiorys, ze względu na to czym się interesowałem jako naukowiec – to wszystko nakazuje mi być wręcz entuzjastą tego rodzaju paktu. Tylko muszą być strony. Jeżeli chodzi o ową niechęć, to, powtarzam, nie twierdzę, że obecne rządy są rządami idealnymi, bo rządów idealnych nie ma. Natomiast ja twierdzę tylko, że obiektywnie one w różnych dziedzinach, nie tylko gospodarczych, mimo bardzo trudnej sytuacji politycznej odnoszą jednak sukcesy. Czyli nie można powiedzieć, że ów szybki rozwój gospodarczy jest wyłącznie zasługą obecnego rządu, ale też nie można głosić tezy, że wszystko, co dobre, w ogóle nie jest zasługą obecnego rządu. Jedno i drugie jest nieprawdą.

Będziemy pracowali na tą relacją między związkowcami a poszczególnymi resortami, bo jeżeli chodzi o samo kierownictwo rządu, to tutaj też – jeśli chodzi o „Solidarność” – dialog jest stosunkowo intensywny. I tyle na dzisiaj miałbym Państwu do powiedzenia. Raz jeszcze powtarzam – pozostaję otwarty. Prezydent Rzeczypospolitej nie jest człowiekiem, który realizuje codzienne procesy władzy ( poza pewnymi wyjątkami, są takie dziedziny, że tak jest), ale Prezydent Rzeczypospolitej ma urząd znakomicie dostosowany do tego, żeby patronować tego rodzaju przedsięwzięciom, jak pakty społeczne. I jestem gotów to z całą radością uczynić. Jest to możliwe, jest do tego dobra sytuacja, bo dużo gorzej byłoby to robić w warunkach społecznego kryzysu, w szczególności gospodarczego. Dziękuję Państwu za spotkanie i zapewniam, że na posiedzeniach Komisji Krajowej, tak samo, jak na zjazdach związku, będę się nadal pojawiał. Dziękuję bardzo.”

Lokalizacja