Przekazujemy treść przemówienia Prezydenta RP:
„Chciałem powitać tak szacowne grono w skromnych murach Pałacu Prezydenckiego. Bardzo się cieszę, że Panie i Panowie byli łaskawi przyjąć moje zaproszenie. Dyskusja, która nas czeka pewnie nie w każdym momencie będzie łatwa. My w zasadzie dzisiaj rozmawiamy o sprawie, którą należało omawiać w tym Pałacu, a być może jeszcze w Belwederze 15, 16 lat temu. Historia Polski potoczyła się w ten sposób, że wtedy nie było takiej dyskusji, ponieważ w zasadzie poza jednym momentem nie było do niej okazji. Czy to dobrze? W moim przekonaniu jako i Prezydenta Rzeczypospolitej, i po prostu jednego z 38 milionów obywateli tego kraju, to źle, nawet bardzo źle. Inaczej mówiąc naprawiamy dzisiaj zaniedbania, wielkie zaniedbania z przeszłości. Ten proces oczywiście nie może być tak skuteczny jak 15 lat temu, świetnie sobie z tego zdaję sprawę, ale można go podsumować jednym powiedzeniem: „lepiej późno niż wcale”. To jest proces lustracji, który ma na celu osiągnięcie pewnych rezultatów w wymiarze przede wszystkim moralnym, ale także w jakimś zakresie o charakterze szerszym, pragmatycznym. Nie chciałbym tu używać określenia politycznym, tylko właśnie pragmatycznym.
Zadanie moralne wynika z pewnej aksjologii, która zakłada, że tajna współpraca ze służbami poprzedniego systemu była moralnie naganna. System ten zakładał podwójne ubezwłasnowolnienie - ubezwłasnowolnienie społeczeństwa jako narodu, który był pozbawiony prawa do suwerennych decyzji i ubezwłasnowolnienie, w mniejszym zakresie, konkretnego człowieka, który też w licznych dziedzinach - wydawałoby się w wieku XX oczywistych - nie miał prawa ani do działania, ani nawet do wyrażania swoich przekonań. Myślę, że mówię tutaj o sprawach bezspornych. Jest oczywiste, ze ówczesne państwo polskie nie było suwerenne, że było w istocie kierowane z tylnego siedzenia, z innej stolicy, która bynajmniej nie jest stolicą Polski. Oczywiście w różnych okresach w różnym zakresie - najpierw w większym, potem już w mniejszym. Władza publiczna była wtedy wyłaniana w drodze, która nie ma nic wspólnego z elekcją, władza sądownicza pochodziła również z nominacji o charakterze czysto politycznym, faktycznie była to nominacja odwoływalna w przypadku działań, które nie podobały się władzy - choć w późniejszym okresie być może bardziej samodzielna. Tam gdzie sędzia orzekał w konkretnej, banalnej sprawie to czynił tak jak uznawał za stosowne w ramach obowiązującego prawa. W końcu wiemy, że nie istniała rzecz tak niezmiernie istotna dla nauki, szczególnie dla nauk społecznych, jak wolność słowa. I w tych warunkach współpraca z jednym z dwóch podstawowych aparatów tego systemu była rzeczą moralnie naganną i to głęboko naganną – chociaż oczywiście tutaj też można rozróżnić różne stopnie tej naganności. Mówię o swoim osobistym odczuciu – wolno mieć inne. Dla mnie ktoś kto współpracował z departamentem I, czyli wywiadem to była jednak osoba trochę lepsza niż ta, która współpracowała z SB i donosiła na kolegów, z którymi się codziennie spotykała w pracy. Ale w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z działalnością o charakterze zdecydowanie nagannym. I nie jest społecznie korzystne, aby te fakty umknęły uwadze wolnego już społeczeństwa w wymiarze moralnym przede wszystkim.
Mówimy tu o współpracy tajnej czyli nie tak, jak na przykład w przypadku przynależności do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, którą można różnie oceniać – ja też nie oceniam jej najlepiej, ale przynajmniej to był akt jawny. Ktoś, kto do partii należał mówił o tym, to był fakt znany opinii publicznej – znany także jego środowisku.
W wymiarze pragmatycznym chodzi przede wszystkim o to, że osoby, które mają w życiu tego rodzaju praktykę, czy chociażby jedynie incydent, mogą być przedmiotem łatwych działań ze strony tych, dla których Polska jest przeciwnikiem. Można powiedzieć, że to w pierwszym rzędzie dotyczy polityków. Ale wziąwszy pod uwagę rolę środowisk naukowych, czy dziennikarskich, to ich dotyczy również. To jest drugi powód, dla którego te fakty powinny być ujawnione.
Wracając jeszcze na chwilę do płaszczyzny moralnej. Wydaje mi się szczególnie fałszywą sytuacją, w której osoby o tego rodzaju przeszłości cieszyły się swoistym moralnym autorytetem i chciały w sposób świadomy za traki autorytet uchodzić. A tak się już zdarzyło. Mówię o faktach, które zostały publicznie ujawnione. W tej chwili nie mówię o przedstawicielach środowiska naukowego, tylko w tym przypadku twórczego: o literatach. To jest sytuacja szczególnie naganna, wręcz moralnie nie do zniesienia. A tak w Polsce bywało. W tej chwili mam na myśli, nie będę wymieniał nazwiska, ale mam na myśli osoby już nieżyjące, ale w sposób oczywisty tak było, osoby te wystawiały innym cenzurki, bardzo często kompletnie fałszywe. I z tą sytuacją w naszym kraju też należy skończyć. Tak to wygląda od strony państwa - państwa polskiego. My dzisiaj będziemy mówili jednak tylko o środowisku naukowym. Niektórzy z przedstawicieli tego środowiska, działają w dobrej wierze. Nie mówię o tych, którzy działają dlatego, że woleliby, by ich przeszłość nie była znana, bo tacy też są. Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, że wiele osób protestują w najlepszej wierze, nie mając osobiście nic na sumieniu. Chciałbym to podkreślić. Sprawa jest przez nich stawiana ze względu na jedną z wartości podstawowych, jaką jest godność. Tylko tutaj nasuwa się przynajmniej jedno pytanie: skoro inne środowiska tego rodzaju reżimowi podlegają i nikt przeciwko temu głośno nie protestuje, to czy tego rodzaju stawianie sprawy nie jest kwestią pewnego wynoszenia się ponad innych? Sam jestem człowiekiem, który 25 lat życia łącznie spędził w środowisku naukowym. Nie chciałbym się z nikim z Państwa tutaj porównywać, bo Państwo jesteście ludźmi o znakomitym dorobku naukowym, natomiast ja w tym środowisku byłem i przeszedłem drogę od asystenta stażysty do docenta, czyli do profesora nadzwyczajnego. I nie widzę jakiś zupełnie szczególnych powodów, dla których reguły dotyczące godności w tym środowisku miałyby być inne niż w innych. Dlatego też uważam, że to jest płaszczyzna, która jest mało trafiona. To samo zresztą dotyczy innych środowisk, które stawiają sprawę w tej samej płaszczyźnie. Tutaj muszę powiedzieć, że to rozumowanie, mnie całkowicie nie przekonuje.
Są też względy natury pragmatycznej, o których słyszę, a mianowicie, że gdyby realizować ustawę, to wtedy osoby, które jej by się nie podporządkowały musiałyby opuścić swoje stanowiska pracy, a to by spowodowało znaczne zamieszanie. Tutaj z kolei powstaje problem, czy w Polsce prawo obowiązuje, czy nie. Ta ustawa została uchwalona zgodnie z procedurą przewidzianą przez polską Konstytucję. Owszem - została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, ale Panie i Panowie Rektorzy i Profesorowie - Trybunał Konstytucyjny orzeknie oczywiście jak będzie chciał, chciałem to bardzo mocno podkreślić, natomiast Trybunał nie jest trzecią izbą polskiego parlamentu o wecie nieuchylalnym.
Chciałbym zapewnić, że jeżeli orzeczenie Trybunału zakwestionuje tą ustawę to podejmę takie działania, które przewiduje Konstytucja. Trybunał nie ma już prawa kontrolować zgodności Konstytucji z Konstytucją. Co do tego nie może być najmniejszych, wątpliwości. Jeżeli się okaże, że odpowiednia część naszego Parlamentu nie będzie chciała akceptować odpowiednich zmian, to wtedy sprawa będzie jasna - są w Polsce określone siły polityczne, które uważają, że fakt, że ktoś był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, Wywiadu, czy Kontrwywiadu, to samo dotyczy Służb Wojskowego Wywiadu i Kontrwywiadu – jest faktem moralnie obojętnym. Jeżeli tak się okaże, to oczywiście władza publiczna w demokratycznym państwie jest wobec tego bezradna. Ale nie wiem czy tak się okaże. Chciałem też powiedzieć, że oczywiście z przyjemnością wysłucham wszystkich argumentów ze strony Państwa, bo po to się spotkaliśmy. Raz jeszcze chciałbym podziękować, niejako publicznie, że chcieliście przyjąć moje zaproszenie do Pałacu.”
Po spotkaniu odbyła się konferencja prasowa w czasie, której Prezydent RP Lech Kaczyński wygłosił oświadczenie:
„Jesteśmy po niezmiernie interesującym spotkaniu, które jeżeli chodzi o jego część nieformalną trwa nadal i jeszcze potrwa przez dłuższą chwilę. Była to niezwykle szczera wymiana zdań. Po pierwsze - nie spotkałem się z żadnymi przeciwnikami lustracji, spotkałem się z czołówką polskich rektorów, którzy co do zasady konieczność procesu lustracyjnego rozumieją. Po drugie - mówiliśmy o istniejących na uczelniach trudnościach i podziałach z tym procesem związanych i mówiliśmy o tym, jakim sposobem można by tym trudnościom zapobiec lub chociaż je ograniczyć. Padły bardzo konkretne propozycje. To nie była rozmowa na poziomie bardzo wysokiej ogólności, tylko bardzo konkretna i niezmiernie interesująca. Jestem po bardzo interesującym spotkaniu sprzed dwóch tygodni, ale obecne spotkanie było równie interesujące. Można powiedzieć jestem dziś z całym pakietem propozycji z jednej strony, z drugiej strony z pakietem spraw do rozmyślań. Zapewniam, że mnie nie zależy na głębokich podziałach w środowisku akademickim. Byłem, jestem i pozostanę zwolennikiem lustracji, ale zależy mi przede wszystkim na tym, żeby ujawnić prawdę, nie chcę nikogo łamać ani upokarzać. Choćby dlatego, że jakieś sprawy może kiedyś trzeba będzie zamknąć, to najpierw trzeba je otworzyć. Atmosfera była szczera i przyjazna. Teraz wymieniamy uwagi spoza formalnego posiedzenia dotyczące bardzo różnych spraw. Jak wspomniałem tutaj grupie rektorów, jesteśmy wszyscy mniej więcej z tego samego pokolenia. Mamy za sobą mniej więcej podobne doświadczenia życiowe. Bardzo wiele lat życia spędziłem na uczelni. Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy ludźmi, którzy rozumieją tą rzeczywistość, która funkcjonowała przed rokiem 1989 i jej skomplikowany charakter. Przedstawiciele Pań i Panów Rektorów mówili także o obawach części pracowników nauki, że różnego rodzaju spotkania związane z wyjazdami zagranicznymi, które nie były żądną, świadomą współpracą, tylko np. przy wydawaniu paszportu siedział smutny pan, że to zostanie zakwalifikowane jako współpraca. Chciałbym bardzo wyraźnie powiedzieć, że współpraca jest wtedy, kiedy jest jej świadomość, że nie można być człowiekiem, który zostanie zakwalifikowany jako współpracownik, chociaż nic o tym nie wiedział. To jest bardzo istotne, bo myślę, że to jest obawa, która dotyczy nie tylko środowiska akademickiego – chociaż oczywiście szczególnie trudno dobrze funkcjonować jako naukowiec nie wyjeżdżając. Dlatego chciałbym, żeby istniała pełna świadomość, że współpraca jest współpracą świadomą. Między innymi dlatego tak walczyłem - nie unikając krytyki ze strony wielu podmiotów, wielu osób – o zmianę, o tzw. dużą nowelizację ustawy, żeby tego rodzaju sytuacji nie było. Byłoby jakąś upiorną zemstą ze strony Polski Ludowej nad tymi, którzy się jakoś opierali, gdyby uznać za współpracę coś, co nie było związane ze świadomością danej osoby.”