Menu rozwijane

25 stycznia 2007
25 stycznia 2007 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wziął udział w uroczystym spotkaniu „500 lat tradycji państwa prawa w Rzeczypospolitej”, które odbyło się w Trybunale Konstytucyjnym.

Przekazujemy treść wystąpienia Prezydenta RP podczas uroczystości:

„Panie Marszałku, Panie Prezesie, Szanowni Państwo!
Przed chwilą wysłuchaliśmy w istocie wykładu, który charakteryzowały niezmiernie szerokie asocjacje – asocjacje między tym, co napisał pierwszy w naszej historii, poza Gallem Anonimem, kronikarz (w każdym razie pierwszy, który był Polakiem), a nawet Konstytucją Majową. Ja swoje wystąpienie nieco skomprymuję w stosunku do tego.

Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że obchodzimy (a właściwie obchodziliśmy w zeszłym roku) rocznicę niezmiernie istotną z punktu widzenia kształtowania polskiej kultury prawnej, kultury, która jest stosunkowo mało znana w Europie, a która powinna być znana nieporównanie bardziej. Konstytucja Nihil Novi i związany z nią zbiór praw, czyli zwód, jak wtedy mówiono, kanclerza i prymasa Łaskiego, był efektem rozwoju naszego państwa, rozwoju, który na ogół podsumowujemy nazwą I Rzeczpospolita. Ten rozwój oczywiście trwał lat 500 i słusznie mówił Pan Prezes – nie pamiętam, czy wtedy, kiedy rozmawialiśmy jeszcze chwilę wcześniej, przed rozpoczęciem naszych obrad, czy teraz, w czasie wykładu – że statut Łaskiego przypada na sam środek naszej historii. Ale bez wątpienia początki w dzisiejszym tego słowa znaczeniu można tutaj wywieść od XIV wieku – od przywileju koszyckiego, od czasu, kiedy to stan rycerski powoli zaczął przekształcać się w stan szlachecki, bo przecież ten przywilej, przywilej warecki, jedlneńsko-krakowski, w końcu kluczowy nieszawsko-czerwieński czy na koniec piotrkowski, wszystkie one kształtowały swoisty stan rzeczy, który doprowadził do powstania pewnego fenomenu ustrojowego, jakim była I Rzeczpospolita, jakim była demokracja szlachecka.

Na początku XVI wieku sejm radomski, z którym ściśle jest związany ów zbiór praw, a także Konstytucja Nihil Novi, był sejmem realizującym kilka zadań. Jednym z nich była próba rozpoczęcia procesu, którą nazywamy egzekucją dóbr i praw. Ten sejm – mówię „ten sejm” w tym sensie, że w tamtych czasach o każdym sejmie można mówić oddzielnie – był też niewątpliwie bardzo silnie związany z ideą zapoczątkowaną w końcu wieku XIV. Z ideą, a także praktyką unii polsko-litewskiej, która jednak w tym okresie przeżywała bardzo skomplikowane dzieje. Przypomnijmy, że kilka lat wcześniej była tak zwana unia mielnicka i była też próba wprowadzenia rządu Senatu, czyli ustroju o charakterze arystokratycznym – próba, która zakończyła się niepowodzeniem. Niejako odpowiedzią na nią było Nihil Novi, ale Nihil Novi było też pewną ofertą wobec stanu szlacheckiego czy też jeszcze rycerskiego, inaczej mówiąc, bojarów litewskich. Wtedy odpowiedzi bezpośredniej jeszcze nie było, ale był to na pewno istotny krok na drodze do Unii Lubelskiej w roku 1569. Od tego to czasu możemy to mówić w sensie ścisłym o Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

To wszystko fakty oczywiste, ale dlaczego niezwykle warte podkreślenia? Dlatego, że istotnie, jak mówił Pan Prezes, między rozwiązaniami wtedy przyjętymi, między zasadą promulgacji prawa, następnie zasadą publikowania go w języku polskim – kilkadziesiąt lat późniejszą od roku 1505, z lat 40. XVI wieku – między zasadą pierwszeństwa prawa przed władzą, w tym przypadku władzą królewską, a ukształtowaną w wieku XIX ideą państwa prawnego istnieją dosyć silne związki, związki, można powiedzieć, dotyczące przedmiotu, treści owej idei. I z tego punktu widzenia na pewno jesteśmy, jeżeli nie pierwsi – bo za słabo znam historię Europy, żeby to przesądzać – to jedni z pierwszych. I ten fakt jest nie tylko z punktu widzenia naszej tradycji, naszej historii, naszej wiedzy o historii, ale także z punktu widzenia naszego miejsca w Europie, niezmiernie istotny. Ten fakt powinien być jak najszerzej propagowany.

Wiemy wszyscy, że demokracja szlachecka ukształtowana właśnie w wieku XVI była ustrojem, który działał skutecznie tylko czas pewien, że została ona zakwestionowana, ograniczona, w końcu zniszczona przez system zwany potocznie – choć dzisiaj ten termin jest kwestionowany – oligarchią magnacką. Wiemy, że zasada jednomyślności funkcjonująca od początku naszego parlamentaryzmu wyrodziła się w zasadę liberum veto. Tutaj jednak warto przypomnieć, że stało się tak dopiero po stu kilkudziesięciu latach. Między rokiem 1493, który przyjmuje się jako początek dwuizbowego parlamentu polskiego razem z królem, zwanego Sejmem, a pierwszym liberum veto minęło dokładnie 159 lat, ponad półtora wieku. To długi okres, a zasada jednomyślności była zasadą przez ten cały okres obowiązującą. Nie można też zapominać, że ustrój demokracji szlacheckiej wyrodził się i że jeżeli mówimy o upadku naszego państwa (była o tym mowa w referacie Pana Prezesa Trybunału Konstytucyjnego), to jego przyczyny nie są szczególnie trudne do ustalenia.

Nasze państwo, niezmiernie rozległe, na początku XVII wieku obejmujące około miliona kilometrów kwadratowych, później, już po rozejmie andruszowskim siedemset trzydzieści tysięcy, czyli większe od dzisiejszej Francji czy Hiszpanii, upadło ze względu na swoją słabość, słabość zupełnie niedostosowaną do jego rozmiarów – nie tylko rozmiarów terytorialnych, ale także do jego ludności, bo w tym okresie rangę mocarstw europejskich uzyskiwały państwa nieporównanie mniejsze i w sensie terytorialnym, i ludnościowym, w porównaniu z Polską. Przypomnę karierę Szwecji przede wszystkim w wieku XVII i na początku wieku XVIII czy też znacznie trwalszą historycznie potęgę państwa pruskiego. Państwa te zorganizowane były na innych zasadach, zasadach całkowicie nieakceptowalnych z punktu widzenia naszej dwudziesto-, dwudziestopierwszowiecznej kultury prawnej, demokratycznej. Byłoby całkowitym nieporozumieniem do tego rodzaju tradycji nawiązywać, ale jeżeli Pan Prezes nawiązał słusznie także do tradycji pierwszej konstytucji pisanej jako prawa stanowionego, w ścisłym tego słowa znaczeniu – bo podzielam pogląd, że w jakimś sensie o artykułach henrykowskich, z punktu widzenia pięknej naszej tradycji tolerancji, także o konfederacji warszawskiej, można mówić jako o konstytucji, ale przyjmuję tutaj pogląd potoczny, że pierwszą europejską konstytucją była Konstytucja 3 Maja – to proszę pamiętać, że celem tej konstytucji podstawowym, choć prawdą jest, że niezrealizowanym, było zasadnicze umocnienie naszego państwa. I w trakcie prac Sejmu Wielkiego, w trakcie reform począwszy od reform sejmu konwokacyjnego, po śmierci Augusta III, to wzmocnienie państwa w sposób bardzo istotny nastąpiło. To było w dalszym ciągu państwo republikańskie, choć Konstytucja 3 Maja nazwy Rzeczpospolita, nazwy, do której, jak sądzę, wszyscy na tej sali jesteśmy niezwykle przywiązani, nie używała. Było to państwo o władzy nieporównanie bardziej zwartej i, przynajmniej in spe, nieporównanie skuteczniejszej. Wskazuje na to już choćby fakt, że do wojny w 1792 roku przystąpiliśmy z nieźle zorganizowaną, prawie 100-tysięczną armią, jeżeli porównamy to z sytuacją o 30 czy 35 lat wcześniejszą.

Myślę wiec, że do tradycji republikańskiej Polski dobrze i warto nawiązywać. To jest piękna tradycja. To jest tradycja, którą trzeba podtrzymywać, tradycja rządów prawa, tradycja podporządkowania władzy prawu. Istotnie, w Polsce, można powiedzieć, ta starożytna tradycja jest tradycją w dzisiejszych czasach bezdyskusyjną i wartą mocnego podkreślania, szczególnie na różnego rodzaju międzynarodowych forach, bo fakty z tego zakresu, jeżeli są znane, to w dużym stopniu w krajach, które bym określił jako kraje nie z najbliższego naszego otoczenia. Muszę powiedzieć, że świetnie znał ją pewien turecki profesor, który oprowadzał mnie po pałacu sułtańskim. Turcja jest nam krajem bliskim, zaprzyjaźnionym z nami, ale nie jest żadnym z naszych sąsiadów ani nie należy dzisiaj do Unii Europejskiej, choć miejmy nadzieję, że kiedyś będzie do niej należała. To jest zadanie bardzo, ale to bardzo istotne, lecz ta tradycja republikańska musi się łączyć z państwem, które jest w stanie działać skutecznie. Państwem, które jest w stanie skutecznie bronić interesów naszego kraju, a także interesów obywateli.

Tradycja państwa prawnego, a raczej nie tyle tradycja, co idea państwa prawnego ukształtowała się – ja już mówię o XIX wiecznej tradycji – w pewnej sytuacji historycznej, która w jakimś sensie przypominała szesnastowieczną Polskę. Była to tradycja, której podstawową relacją jest relacja pomiędzy władzą a obywatelem. Po doświadczeniach XX wieku, po doświadczeniach dwóch totalitaryzmów, każdy powinien być na ten aspekt związany z rzeczywistością bardzo uczulony. Ja to całkowicie akceptuję. Proszę pamiętać, że państwo nie jest tylko zagrożeniem dla obywatela. Jest i powinno być także jego obrońcą, ponieważ relacje, w których żyjemy, to nie są tylko relacje pionowe między władzą a obywatelem, ale są to również relacje poziome, między obywatelem a obywatelem, i że zagrożenia dla obywatela wynikają nie tylko z nadużyć władzy państwowej, ale bardzo często z tych relacji o charakterze poziomym. I w tym zakresie państwo jako obrońca, jako gwarant praw, także praw nie wobec państwa, ale wobec innych, powinno móc działać w sposób skuteczny. I jest to w dzisiejszym czasie, w dzisiejszej Europie – nie mówię o całym świecie – zadanie nie mniej istotne, niż ta pierwsza relacja, która pozostaje istotna, ale w jakimś sensie też jest problemem w poważnym stopniu, przynajmniej w naszej cywilizacji, rozwiązanym. Dziękuję bardzo.”