Przekazujemy treść wystąpienia Prezydenta RP podczas uroczystości:
„Szanowny Panie Prezesie, Panowie Prezesi, Panie i Panowie Ministrowie, a przede wszystkim – Panie i Panowie Sędziowie Naczelnego Sądu Administracyjnego,
Muszę powiedzieć, że kiedy Mała Konstytucja w roku 1997 – wprawdzie ze znacznym okresem vacatio legis – wprowadziła dwuinstancyjne postępowanie administracyjne miałem bardzo poważne wątpliwości i miałem je wtedy nie jako czynny polityk, ponieważ był to okres, w którym powróciłem do pracy na uczelnię. Miałem te wątpliwości z jednej strony jako człowiek, który interesuje się funkcjonowaniem państwa i któremu zależy na tym, żeby państwo funkcjonowało w sposób sprawny, a z drugiej strony miałem te wątpliwości również jako prawnik. Dzisiaj już tych wątpliwości nie mam – to rozwiązanie się sprawdziło, w istocie doprowadziło do skrócenia postępowania w sprawach administracyjnych, a skargach kasacyjnych, jeżeli dobrze usłyszałem Pana Prezesa jest 13 %, z czego wynika, że 87 % spraw załatwianych jest w sposób ostateczny w pierwszej instancji. To procent, który mógłbym uznać za wystarczający. Chciałem też pogratulować istotnego skrócenia postępowania, ponieważ była to jedna z podstawowych bolączek nie tylko sądów administracyjnych, ale sądów w Polsce w ogóle. Wprawdzie można powiedzieć: nic oryginalnego, również państwa, które nie maiły takiej przerwy – powiedzmy sobie – w tradycji niezależnego sądownictwa czy nawet we własnym bycie państwowym, jak to niestety naszemu krajowi się zdarzyło, również tego rodzaju problemy mają. Ale to, że problem przewlekłości nie jest jedynie problemem polskim, nie oznacza, że nie jest problemem niezmiernie wręcz istotnym.
Ja bardzo się cieszę, że Pan Prezes zwrócił uwagę na bardzo istotny problem jednolitości orzekania. To rzecz niezmiernie istotna – zdaję sobie sprawę z pewnej sprzeczności samej w sobie. Z jednej strony nasza konstytucja w stopniu większym niż inne na świecie gwarantuje niezależność sędziów, a z drugiej strony i podległość, i tylko ustawową. Pewne reguły wykładni tego ostatniego przepisu mogłyby nawet zanegować ten ostatni fakt, ja nie będę w tej chwili o tym mówił. Natomiast z drugiej strony obywatel musi wiedzieć, że w orzecznictwie, nie tylko zresztą administracyjnym, nie tylko sądów administracyjnych, może spodziewać się określonego orzeczenia w określonej sprawie. To jest trudne nie tylko ze względu, Szanowne Panie i Panowie Sędziowie, na niedoskonałości naszego systemu prawnego. Mowa o tych niedoskonałościach, chociaż ich bynajmniej nie neguję, jest osądem, który jest tak często społecznie wyrażany, że można powiedzieć, że jest to pewien sąd o charakterze obiegowym. Tyle tylko, że system prawny – każdy, nawet znacznie lepiej skonstruowany niż nasz, o czym Państwo wiecie pewnie lepiej ode mnie – nie jest wolny od sprzeczności i to, żeby go od tych sprzeczności uwolnić, jest w ogóle rzeczą w istocie niemożliwą. To znaczy, nie jest mi znany taki system prawny, w którym sprzeczności by nie występowały. Jest to immanentna cecha systemu prawnego. A więc istnieją pewne podstawy do tego, żeby istniały rozbieżności w ocenach prawnych, rozbieżności dotyczące wykładni, przy czym przecież wszyscy wiemy dobrze na tej sali, że rozumowania prawnicze nie mają charakteru tak ścisłego, żeby nie można było dojść do różnych wniosków przy wykładni tego samego przepisu, nie naruszając powszechnie przyjętych reguł wykładni.
Co w takim razie robić? Ja opowiadam się jednak za tym, żeby któraś z tych wykładni – jeżeli chodzi o wykładnię sądową, bo oczywiście w wykładni naukowej każdy może sobie pisać, co uznaje za stosowne – któryś z tych poglądów obowiązywał, ponieważ w przeciwnym razie obywatel nie ma poczucia pewności, a z drugiej strony przeciętny obywatel nie musi być wykwalifikowanym prawnikiem, żeby rozumieć niedoskonałość określonych instytucji, niedoskonałość nawet taką, która w rzeczywistości jest nieusuwalna. Osobiście opowiadałbym się za takim narzędziami – one są, o nich Prezes mówił – które co najmniej z punktu widzenia motywacji prognostycznej sędziów mają bardzo silną podstawę. Inaczej mówiąc, one nie mogą mieć charakteru wiążącego tak ,jak dawne wytyczne, bo to Pan Prezes ze swoimi koleżankami i kolegami uznałby to pewnie za sprzeczne z konstytucją, ale powinny mieć charakter taki, że w praktyce sędzia wie, ze jego orzeczenie się nie utrzyma, jeżeli wyda go wbrew tego rodzaju decyzji. Ja słowa „decyzja” używam oczywiście w potocznym tego słowa znaczeniu, nie w prawniczym.
Jeżeli idzie o sprawę sygnalizacji i napisania ilości skarg – sądzę, że z roku na rok ten proces będzie narastał. Myślę, że to jest nie tyle funkcja coraz gorszej działalności administracji, bo pod tym względem bym powiedział, że choć zbyt wolno, ale jest jednak odwrotnie, tylko coraz większej świadomości ze strony obywateli swoich praw, jeżeli chodzi o postępowanie sądowe. Niepokojąca jest, jak widać, ilość skarg uwzględnionych. Jest ona zbyt duża. Chciałbym tutaj, Panie i Panowie, zwrócić uwagę na jedną rzecz. Pan Prezes mówił przed chwilą, że to dotyczy spraw związanych z budownictwem, ze sprawami mieszkaniowymi, abstrahuję od spraw dodatków mieszkaniowych, które mają dość specyficzny charakter i w istocie jest to działalność w zakresie pomocy społecznej, a nie z zakresu akurat spraw mieszkaniowych. Sądzę, że tutaj istnieją pewne obiektywne sprzeczności interesów, a także skomplikowany system prawny. Teraz mówię w oparciu o własne doświadczenia, jako były szef władzy samorządowej, gminno-powiatowej, bo Warszawa jest gminą i powiatem zarazem. Tutaj z jednej strony jest konieczność budowania, a z drugiej strony są interesy stron, które z tą koniecznością nie muszą być obiektywnie zgodne – z tego trzeba sobie zdawać sprawę. I albo nasze prawo, a także orzecznictwo pójdzie w kierunku większej swobody budowania, albo też pewne procesy, które mogą być dla konkretnych osób uciążliwe, mogą naruszać konkretne interesy, będą bardzo mocno proces inwestowania w Polsce ograniczać. I jeszcze jedna sprawa: taka szczypta, w żadnym wypadku nie dziegciu, bo ja naprawdę niezwykle szanuję działalność całego systemu sądów administracyjnych – nawet powiedziałem kiedyś, jako minister sprawiedliwości, że nawet ich utworzenie w roku 1980, chociaż to było na wiele lat przed upadkiem ustroju komunistycznego w Polsce, to jednak coś zmieniło, że to był istotny, jak na tamte czasy, postęp i trzeba też pamiętać o osobach, które się do tego postępu przyczyniły, a w szczególności o pierwszym w Polsce prezesie, profesorze Zawadzkim. Otóż chodzi o to, że jeżeli tylko niewiele ponad 1 procent skarg dotyczących postępowania samych wniosków został uznany za zasadny, to z punktu widzenia zdrowego rozsądku wydaje się to troszeczkę dyskusyjne. Nie śmiem powiedzieć więcej, znam zakres niezależności władzy sądowej w naszym kraju, ale chodzi mi o prosty, zdrowy rozsądek, a także o to, że ja sam wprawdzie nigdy nie byłem prawnikiem praktykującym jako sędzia, natomiast prawnikiem praktykującym byłem przez dwadzieścia kilka lat swojego życia. I to, co powiedziałem na koniec, wiąże się właśnie z tym, że byłem prawnikiem w życiu, a nie tylko politykiem.
Raz jeszcze chciałem serdecznie pogratulować postępu, życzyć wszystkiego najlepszego i przeprosić, ale dzięki pewnym zbiegom okoliczności, mało szczęśliwym także dla mnie, bo bardzo chętnie zostałbym tutaj – jestem tutaj, ponieważ przerwaliśmy wizytę oficjalną jednego z najpotężniejszych na świecie Prezydentów i, niestety, muszę już wracać na dalszą część tego spotkania. Jeżeli Pan Prezes, za co bardzo dziękuję, zaprosi mnie w przyszłym roku, to mam nadzieję, że będę mógł być znacznie dłużej. Dziękuję najserdeczniej”.