6 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej, Ordery Odrodzenia Polski uczestnikom protestów w marcu 1968 roku.
Uroczystość rozpoczęła się minutą ciszy w związku ze śmiercią wybitnego aktora Gustawa Holoubka.
Odznaczeni zostali:
KRZYŻEM KOMANDORSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI
Dajczgewand Józef
Dzięgiel Jadwiga Edwarda
Lasota Irena
pośmiertnie
ks. Granat Wincenty
Kijowski Andrzej
Nagórski Wiktor Jerzy
KRZYŻEM OFICERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI
Bazydło Janusz
Celiński Wojciech Andrzej
Czajkowski Bogdan Marian
Czechowski Maciej Bogusław
Dziewulska-Ferency Małgorzata
Górecki Wiktor
Jakacki Wacław Krzysztof
Jurkiewicz Jerzy Maciej
Klimowicz Andrzej Albert
Peryt Ryszard Józef
Sankowski Leszek Krzysztof
Sawicki Mirosław
Setnik Ryszard Jacenty
Surmacz-Małochleb Konstancja Halina
Szczęsny Jerzy
pośmiertnie
Aranowski Andrzej Adam
Kołder Witold
Tarkowski Jacek Michał
Wejroch Krystiana
KRZYŻEM KAWALERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI
Bąkowski Paweł Krzysztof
Biernaś Andrzej Jan
Bogdziewicz Antoni Eugeniusz
Borkowska Wiesława Anna
Chwal Zbigniew Antoni
Cieplak Witold
Duracz Andrzej Kazimierz
Gryckiewicz Wiktor
Ilasz Zbigniew Maria
Jaszczuk Lech
Kasprzyk Adam
Kopania Jerzy Marian
Korus Zygmunt Leszek
Malka Ryszard Zenon
Malka Wanda Janina
Matyja Przemysław Arkadiusz
Pazdur-Modzelewska Bogumiła Maria
Peryt Sylwia Mieczysława
Winiarczyk Jan
pośmiertnie
Kruczkowski Bolesław Tadeusz
Prezydent RP podjął również decyzję o nadaniu Orderów Odrodzenia Polski Zofii Lewickiej-Pezowicz, Michaelowi Solka-Przybylo, Januszowi Kulikowi, Arturowi Halminowi, Bogdanowi Kunickiemu i Aleksandrowi Perskiemu. Z uwagi na fakt posiadanego obywatelstwa bądź miejsca zamieszkania tych osób Kancelaria Prezydenta rozpoczęła, za pośrednictwem Protokołu Dyplomatycznego MSZ, procedurę właściwą dla uzyskania zgody na przyjęcie polskiego odznaczenia.
Podczas uroczystości wręczenia odznaczeń Pan Bogdan Czajkowski nie przyjął Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. W rozmowie z Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Ewą Junczyk – Ziomecką wyjaśnił powody swojej decyzji. Powiedział, że wolna Polska zmusiła go do wyjazdu z jego ojczystego kraju do Australii oraz że nie zgadza się z zapisami Traktatu Lizbońskiego. Pan B. Czajkowski był przed uroczystością w stałym kontakcie z pracownikami Kancelarii Prezydenta, wiedząc w jakim charakterze jest zaproszony na uroczystość.
Podczas uroczystości Prezydent RP powiedział:
„Szanowne Panie i Szanowni Panowie, bohaterowie dzisiejszego spotkania, Panie Prezesie, Magnificencje, Panie i Panowie Ministrowie, Szanowni Państwo,
Czterdzieści lat temu – za dwa dni będzie dokładnie 40 lat – w piątek 8 marca o godzinie dwunastej zwołany został wiec na Uniwersytecie Warszawskim. Wiec, zwołany przez istniejącą już od lat studencką opozycję, zwaną potocznie „grupą komandosów”. Do dziś podobno trwa spór o to, kto wymyślił tę nazwę. Ta opozycja była realnie istniejącą grupą, nawet z pewnymi podgrupami w środku, i była też mitem. Była mitem dla wszystkich tych, którzy chcieli w tamtej, niezwykle trudnej rzeczywistości, jawnie opierać się systemowi. Tym mitem była także po roku ‘68, aż do powstania zinstytucjonalizowanej opozycji w Polsce w drugiej połowie lat 70., czyli najpierw KOR-u, a wkrótce później ROPCiO i innych grup.
Wiec z 8 marca zwołany był w obronie kolegów, dwóch studentów, usuniętych wtedy z uczelni: Adama Michnika i Henryka Szlajfera i miał być protestem przede wszystkim studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Trwał przez wiele godzin. Zaczął się od oświadczenia w tej sprawie, świetnie pamiętam, że odczytywali je Irena Lasota, Mirosław Sawicki, Jan Górecki. Wiec ten przeniósł się spod siedziby ówczesnej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego pod Pałac Kazimierzowski. Wyłoniono delegację studencką do prorektora, później przez jedenaście lat – nie mówmy źle o zmarłych, ale niezbyt sławnej pamięci – rektora Uniwersytetu Warszawskiego. I wtedy zaczęła się interwencja grup i tak zwanego Golędzinowa i grup ORMO, które nazywane były „aktywem robotniczym” i w końcu nieumundurowanych grup milicji – na terenie Uniwersytetu i na Krakowskim Przedmieściu, gdzie zaczęła się walka między tymi oddziałami a studentami, także przypadkowo przebywającymi tam osobami. Ruch rozprzestrzenił się nie tylko na całą Warszawę – już następnego dnia ruszyła olbrzymia manifestacja spod Politechniki, po wiecu na Politechnice – ale rozprzestrzenił się, co było mniej oczywiste, na cały kraj, na wiele ośrodków akademickich, gdzie nie funkcjonowały takie grupy, jak grupa z Uniwersytetu Warszawskiego, grupa „komandosów”.
Był to wielki studencki bunt. Można powiedzieć, że to był w ogóle rok studenckich buntów. Tak, to prawda, ale wydarzenia we Francji, w Paryżu zaczęły się w maju, a nie w marcu, czyli później. To samo dotyczy innych uczelni, jak chociaż w Niemczech – o ile pamiętam – było już mniej więcej równolegle. Był to wielki studencki bunt w walce o demokrację. To nie był bunt, który miał przesłanki ekonomiczne. Był to ruch na rzecz prawdy, wolności prasy, demokracji. Nie formułowano wtedy programu zmiany systemu, ale formułowano program demokratycznych przemian. Ruch został dość brutalnie stłumiony. Wiele osób, w tym także wielu z Państwa, którzy tutaj stoją przede mną, zostało aresztowanych, przebywało w więzieniu do końca lipca, sierpnia lub też otrzymało wyroki. W czterech najbardziej znanych procesach warszawskich – ale wiem, że w wielu innych miastach były procesy może nawet w gorszej sytuacji, bo nikt o nich nie wiedział – zapadło 13 wyroków skazujących. Skazani zostali Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, ale także Adam Michnik, Barbara Toruńczyk, obecny tutaj Józef Dajczgewand, obecny również Jan Górecki, Irena Lasota, Jan Lityński, Seweryn Blumsztajn. Myślę, że potrafiłbym te procesy wymienić po kolei, ostatni był tzw. proces dziewcząt. I to wszystko ci ludzie, którzy wtedy wkraczali na studia, a byli zainteresowani polityką, opozycją, niezwykle bystro obserwowali. Powtarzam: ruch „komandosów” przestał istnieć jako grupa, pozostał jako mit, który zaowocował. Tak samo bunt studencki został stłumiony, ale mit oporu przeciwko systemowi pozostał i zaowocował. Zaowocował później po 8, a szczególnie po 12, 13 latach.
Wydarzenia 1968 roku miały też inny wymiar, związany z kampanią o charakterze antysemickim, przeprowadzoną wtedy przez oficjalne czynniki rządowe, partyjne na skalę trudną dzisiaj do uwierzenia. Należę do pokolenia, które było świadkami tej kampanii, ale sam często zachodzę w głowę, czy ja to rzeczywiście widziałem i słyszałem, czy to było możliwe w 23 lata po wojnie. Niestety, było możliwe. Kampania ta trwała wiele tygodni, a w pewnym wymiarze nawet znacznie dłużej. Była to kampania, która nie tylko naruszała podstawowe zasady cywilizowanego społeczeństwa, nie tylko była kampanią – trzeba to sobie jasno powiedzieć – rasistowską, ale także przyniosła naszemu krajowi niepowetowane straty, które nie zostały do końca naprawione aż do dzisiaj. Ta kampania wyrzuciła z naszego kraju tysiące ludzi, którzy być może mieli żydowskie pochodzenie, ale w istocie byli Polakami, tysiące ludzi także, którzy czuli się Żydami, ale Żydami polskimi. Byli to często ludzie niezmiernie wartościowi. Kampania ta uderzyła też w polską inteligencję w ogóle. W wielu dziedzinach nauki – mówię tutaj o humanistyce – istniejąca przedtem względna swoboda badań, mówię w szczególności o socjologii czy filozofii, została gwałtownie ograniczona. Można powiedzieć, że na wielu polskich uczelniach miejsce ludzi wartościowych – na ogół lewicowej proweniencji, ale to przecież nikomu nie odbiera prawa do bycia człowiekiem najwspanialszym na świecie – zastąpiło ludźmi, o których nic dobrego powiedzieć się nie da. Chciałem tutaj nawet użyć mocnego określenia, wydaje mi się jednak, że nie wypada. To były zdarzenia dla Polski, generalnie rzecz biorąc, niezmiernie niekorzystne, a pod pewnymi względami wręcz tragiczne. I o tym również należy pamiętać. Pamiętać należy również dlatego, żeby coś, co oczywiście nie powtarzałoby Marca, bo to dzisiaj nie jest możliwe, ale co byłoby choćby w najmniejszym stopniu do Marca podobne, nigdy już w Polsce się nie zdarzyło. Jestem najgłębiej przekonany, że się nie zdarzy, ale czuwać nad tym trzeba zawsze. Ja ze swojej strony, niezależnie od tego, że ludzie Marca stworzyli polską opozycję, w dużym stopniu po roku 1989 stworzyli polską władzę i poszli tutaj w różnych kierunkach – ja tego pilnować będę z całą solennością. O tym mogę zapewnić wszystkich tych, którzy są tutaj dzisiaj obecni, a także – niezależnie od fundamentalnych niejednokrotnie różnic poglądów – tych, którzy dzisiaj nie są obecni.
Chciałem Państwu najserdeczniej pogratulować i powiedzieć na koniec z wielką dumą, że wprawdzie jako szeregowy żołnierz, ale też wtedy, 8 marca, pod biblioteką Uniwersytetu Warszawskiego, a później pod Pałacem Kazimierzowskim razem ze swoim bratem, a także dzisiejszym posłem, byłym ministrem Wojciechem Jasińskim, byliśmy”.