24 stycznia 2008 r. w godzinach wieczornych Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odwiedził miejsce katastrofy lotniczej w okolicach Mirosławca.
Podczas spotkania z mediami Prezydent RP powiedział:
„Szanowni Państwo,
Byłem na miejscu tragedii. Wrażenie jest niezwykle przygnębiające. Samolot przypomina zgniecioną w kulkę kartkę papieru. Tragedia zaczęła się na niższej wysokości, niż wczoraj podawano – kilkudziesięciu metrów. Przyczyny są w dalszym ciągu nieznane i rozmowy z panem pułkownikiem, który jest szefem komisji wypadków lotniczych Ministerstwa Obrony Narodowej wynika, że nie poznamy tej przyczyny szybko, że wymaga to bardzo dokładnych analiz, zebrania bardzo wielu danych.
Chciałbym raz jeszcze złożyć wyrazy współczucia wszystkim tym, którzy stracili swoich bliskich, w szczególności tym, którzy są tutaj, z tej bazy w Mirosławcu i w ogóle wszystkim rodzinom. Chciałbym też wyrazić satysfakcję, ze rząd podjął decyzję w sprawie bardzo szerokiej pomocy, także takiej, która wykracza poza ramy ustawowe. Podjąłem się tutaj działań o charakterze interwencyjnym. Oczywiście uwzględnię wnioski pana ministra Klicha w sprawie pośmiertnych awansów i odznaczeń – chodzi o te dwie sprawy. Jest oczywiste, ze nawet jakby tych wniosków nie było, to odznaczenia bym nadał. Jeżeli idzie o awanse, to prosiłbym o odpowiednie wnioski pana ministra. Wyrażam satysfakcję, że tego rodzaju wnioski są. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zostało zobowiązane do utrzymania stałego kontaktu, bo jednym z zadań Prezydenta jako głowy państwa jest ewentualna – mam nadzieję, że to nie będzie w ogóle potrzebne – działalność interwencyjna, gdyby w jakichś sprawach nie było tak, jak być powinno. Tego się oczywiście podejmuję, poprzez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, ale, jeżeli będzie trzeba, także inną drogą.
Tragedia jest wielka. Jeśli chodzi o lotnictwo wojskowe, to nie było takiej od bardzo wielu lat. Chociaż musicie Państwo wiedzieć, że w pierwszych dziesięcioleciach w wypadkach samolotowych po wojnie zginęła olbrzymia ilość pilotów – ze względu na ówczesny, można powiedzieć, bardzo pobieżny system szkolenia. Później to zmieniono, wypadków było mniej. Pamiętamy wypadki MiG-ów w latach 90. i także w tym stuleciu, ale nigdy nie było takiej liczby ofiar, jak w tym przypadku. Chciałem wyrazić nadzieję, że to, co uczyniłem, jeżeli idzie o ogłoszenie żałoby narodowej – to zresztą jest reakcją oczywistą na to, co się zdarzyło – uczyniłem już po raz ostatni. Niestety, była ona ogłaszana już kilka razy w ciągu ostatnich dwóch lat, chociaż nie z powodu wypadków w lotnictwie.
Jak wiadomo, dzisiaj odbyła się msza za dusze Ofiar, ale musiałem dokonać wyboru – albo przylatuję tutaj, a wydaje mi się, ze powinienem tutaj przylecieć, albo być na Mszy Świętej. Modliliśmy się na miejscu katastrofy przed czterdziestoma czy czterdziestoma pięcioma minutami”.