Przekazujemy treść wystąpienia Prezydenta RP:
„Szanowni Panowie Marszałkowie, Panie Prezesie, Ekscelencjo Księże Arcybiskupie, Panowie Prezesi Sądów i Najwyższej Izby Kontroli, Szanowni Państwo,
Może zacznę od krótkiego wyjaśnienia. Padło tutaj kilka słów wypowiedzianych przez Pana Prezesa na temat zmian w konstytucji związanych z oczywistym orzeczeniem sądu konstytucyjnego – bo tu wystarczy tak zwane bezpośrednie rozumienie prawa dotyczącego asesorów. Ta ustawa o zmianie konstytucji, tudzież odpowiednia ustawa zwykła zostały wniesione. Oczywiście w związku z zasadą dyskontynuacji, to wniesienie przestało mieć wagę prawną i zostanie ponownie wniesione, z tym jednak, że istnieje tutaj dosyć elementarny spór, w ramach którego prowadzę pewną dyskusję, w szczególności z Krajową Radą Sądownictwa. Dotyczy ona tego, czy przyszłe rozwiązanie ma przewidywać sędziego na próbę, czy też ma zostać przyjęte jakieś inne rozwiązanie konstytucyjne, które z jednej strony nie powodowałoby, że osoba, która po raz pierwszy siada za stołem sędziowskim, ma już gwarancję wykonywania nie tyle może tego zawodu, co tej misji, aż do wieku lat 70 – a z drugiej strony, żeby nie był naruszany oczywisty standard konstytucyjny dotyczący tego, że wymiar sprawiedliwości jest sprawowany przez sędziów. Mam nadzieję, że ta dyskusja w kwietniu się skończy, a rok dla Sejmu i Senatu, przy dobrej woli, to jest czas zupełnie wystarczający, żeby odpowiednie zmiany w konstytucji i odpowiednią ustawę uchwalić.
Przejdźmy jednak do innych spraw. Pan Prezes przedstawił przed chwilą coroczne sprawozdanie na Zgromadzeniu Ogólnym, zgromadzeniu, które ma już swoją tradycję, którego waga jest powszechnie znana. Obecność Pana Premiera, Panów Marszałków, jest dla mnie najlepszym dowodem, że ta specyficzna instytucja zgromadzenia corocznego weszła do naszej tradycji ustrojowej, państwowej i że to coroczne sprawozdanie Prezesa ma bardzo istotną rolę. Ostatni rok był rzeczywiście rokiem, w którym zapadły niezwykle znaczące wyroki. Ich znaczenie nie odnosi się tylko i wyłącznie do treści obowiązujących ustaw zwykłych i ich zgodności z konstytucją. Czy ktoś tego chce, czy nie chce, to np. orzeczenie dotyczące problematyki lustracyjnej ma fundamentalne znaczenie polityczne. Więcej, łączy się z pewną filozofią polityczną nowego niepodległego polskiego państwa i z tego trzeba sobie zdawać sprawę.
Pan Prezes Stępień w ostatniej części wystąpienia mówił o głosach niepokoju związanych z długotrwałym rozpatrywaniem niektórych spraw przez Trybunał. Ja w tej sprawie nie chcę w żadnym wypadku zabierać głosu. Idzie o użyte argumenty. Wśród tych argumentów było między innymi to, że praca nad dekodowaniem normy jest często pracą niezmiernie skomplikowaną – to oczywiście prawda. System prawny po pierwsze jest systemem nie zamkniętym, po drugie jest systemem, w którym występują sprzeczności, po trzecie język ludzki, nawet jeżeli jest to język sztuczny, język prawniczy, w którym są formułowane orzeczenia, nie ma charakteru tak precyzyjnego, żeby znaczenie każdej normy nie podlegało interpretacji. Myślę, że podstawowe pytanie dotyczące Trybunału Konstytucyjnego, nie tylko polskiego, to jest sprawa granicy między tworzeniem normy a jej interpretacją czy granicy między stosowaniem prawa a tworzeniem prawa. Z drugiej strony, jeżeli ujmować to w nieco innej płaszczyźnie, jest to sprawa granic wykładni.
Wszyscy na tej sali wiemy, że doktrynalnie, czyli w tak zwanym prawie kontynentalnym, nie przewiduje się prawotwórczej roli sądu. Oczywiście, jeżeli to założenie doktrynalne przyjmujemy za swoisty aksjomat, to wszystko, co jest orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, nigdy tworzeniem nowej normy nie będzie, bo można powiedzieć, że z definicji nim nie jest. Jeżeli jednak zastosujemy płaszczyznę w większym stopniu funkcjonalną, to trzeba sobie jasno powiedzieć, że sprawa wygląda zupełnie odmiennie. W dzisiejszym sprawozdaniu Pana Prezesa są na to istotne dowody, choćby sprawa związana ze wzbogaceniem orzecznictwa dotyczącego prawa do sądów o element ustroju tychże sądów. Przepraszam Pana Prezesa, wszystkie Panie i Panów sędziów Trybunału Konstytucyjnego – tutaj nie sposób znaleźć odpowiedniego przepisu Konstytucji, z którego można by to w sposób bezpośredni wywodzić. Konstytucja obowiązuje 10 lat i kilka miesięcy, i niczego takiego nie wywiedziono.
To samo dotyczy kwestii, która w nieco węższej płaszczyźnie jest kwestią dla orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego kluczową. Chodzi o sprawę demokratycznego państwa prawnego. Otóż przed rokiem 1997 – o ile pamiętam, bo nie jestem znawcą orzecznictwa Trybunału, nie jestem też specjalistą od prawa konstytucyjnego – Trybunał bardzo często odwoływał się do przepisów dotyczących uregulowania stosunków między władzą wykonawczą a sądowniczą, bodajże do ustawy z 1992 roku w tej chwili zwanej Małą Konstytucją, wskazując, że system konstytucyjny ówczesnej Rzeczypospolitej jest systemem na tyle niedoprecyzowanym, ze względu na formalne obowiązywanie przepisów konstytucji z 1952 roku i niepełną treść zakresu przedmiotowego z roku 1992, że trzeba się odwoływać bardzo często do idei demokratycznego państwa prawnego. Być może wtedy było to uzasadnione, chociaż sposób korzystania z tego utrwalonego w europejskiej kulturze prawnej XIX wieku standardu był dość swoisty w moim przekonaniu, ale, powtarzam, to nie na dzisiejszą rozmowę. Bardzo chętnie dyskusję na ten temat przeprowadzę z całym składem Trybunału Konstytucyjnego w innym terminie.
Po roku 1997, o ile pamiętam, sam Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że w warunkach istnienia już pełnej konstytucji, normalnej, uchwalonej w warunkach demokratycznych, nie ma potrzeby, aż tak częstego odwoływania się do zasady demokratycznego państwa prawnego. A jednak praktyka, nie mówię tutaj o liczbie postanowień, bo odpowiedniej liczby postanowień po prostu nie znam, nie poszła do końca w tym kierunku. Tutaj mamy do czynienia jakby z kolejnym problemem, związanym z olbrzymią swobodą tworzenia standardów konstytucyjnych, jak to określił Pan Prezes, przez Trybunał Konstytucyjny.
Koncepcja demokratycznego państwa prawnego z istoty rzeczy ma treść normatywną o charakterze chwiejnym. Jeżeli weźmiemy pod uwagę rozwój idei, to mówiliśmy o formalnym państwie prawnym, demokratycznym państwie prawnym, mówi się też w doktrynie o aksjologicznym państwie prawnym. Mam nieprzeparte wrażenie, że konstytucja mówi o demokratycznym, ale jeżeli by orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego zanalizować, to doktrynalnie byłoby to już bliżej aksjologicznego państwa prawnego. A czy ta koncepcja jest koncepcją słuszną, to już inna sprawa. To przedmiot dyskusji, natomiast na pewno w naszej konstytucji nie jest to zapisane. To może budzić wątpliwości, tym bardziej, że orzeczenie, które miało największe społeczne echo, niezależnie od licznych innych orzeczeń, które należy uznać za bardzo poważny dorobek Trybunału Konstytucyjnego, czyli orzeczenie w sprawie ustawy lustracyjnej, w niemałym stopniu odwoływało się też do zasady demokratycznego państwa prawnego. Tutaj dochodzimy właśnie do problemu granic wykładni z jednej strony, a z drugiej do granicy między tworzeniem a stosowaniem prawa. To jest granica, w której nie chcę dawać recept. Mogę tylko powiedzieć, że powinna ona być przedmiotem nie tylko jurydycznej dyskusji, ponieważ skutki przyjęcia tej czy innej koncepcji nie są bynajmniej tylko i wyłącznie skutkami jurydycznymi, w wąskim tego słowa znaczeniu.
Prawnicy są wpływową i liczną grupą społeczną. Ja też do tej grupy należę. Prawnicy są jednak zwyczajnymi obywatelami. Ich wpływ na losy państwa może być wyznaczony tylko i wyłącznie przez fakt, że w pewnych zawodach mają niejako monopol. Są to istotne zawody, w szczególności właśnie związane z wymiarem sprawiedliwości. Ta świadomość powinna w ramach samoograniczającego się państwa narzucać pewne ograniczenia – to po pierwsze. Chciałbym jeszcze króciutko poruszyć jeden problem. To problem związany z prawem do krytyki. Zgadzam się, Panie Prezesie, Panie i Panowie Sędziowie, że żaden organ sądowniczy nie lubi być krytykowany. Z licznymi tego dowodami stykałem się choćby jako prokurator generalny, ale także przy wielu innych okazjach. Trzeba powiedzieć, że władza wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju jest olbrzymia. Stopień, jak Pan Prezes określił, odseparowania od innych władz też przekracza to, co jest w Europie, przynajmniej w licznych krajach europejskich, standardem. Inaczej mówiąc, pod tym względem Polska jest krajem w olbrzymim stopniu modelowym. To nie oznacza, że sędziowie nie są ludźmi, którzy funkcjonują w ramach różnych uwarunkowań społecznych, od uwarunkowań zawodowych, aż po zwyczajne związki o charakterze towarzyskim. Dlatego powierzając im olbrzymią władzę, należy to uwzględniać. A jeżeli władza ta jest tak wielka, to ponieważ jest to władza ludzka, a nie boska, to musi podlegać krytyce, nawet jeżeli ta krytyka często jest nieprzyjemna i niesprawiedliwa, a w każdym razie jest subiektywnie niesprawiedliwa. Mogę powiedzieć to jako Prezydent Rzeczypospolitej, jako polityk, który o tym, czym jest krytyka, wie bardzo dobrze. Władza sądu, w tym i Trybunału, jest w Polsce olbrzymia i dlatego prawo do krytyki musi być podobne. To w niczym nie zmniejsza mojego olbrzymiego szacunku dla instytucji Trybunału Konstytucyjnego, bardzo głębokiego przekonania, że w tej czy innej formie jest to niezbywalna część ustroju państwa demokratycznego.