Menu rozwijane

19 maja 2009
Minister Piotr Kownacki zaznaczył na konferencji prasowej, że w warunkach kohabitacji można oczekiwać, iż funkcje ambasadorów będą obejmowali i tacy ludzie, których poglądy są bliższe opiniom Prezydenta i tacy, którym bliżej do poglądów Premiera.

- Nie ma co ukrywać, że ten niezwykle niefortunny przypadek, który ma miejsce w związku z powołaniem osoby o niezwykle dobrym przygotowaniu i wybitnie kwalifikowanej do objęcia funkcji ambasadora (przy ONZ), jaką jest ponad wszelką wątpliwość pani Anna Fotyga, oczywiście skłania do jeszcze bardziej wnikliwego niż dotychczas, dogłębnego i być może osobistego analizowania i zapoznawania się ze szczegółowymi poglądami danego kandydata przez pana Prezydenta – powiedział minister Kownacki.

- Zwłaszcza jeśli nie będzie tych normalnych w państwie demokratycznym uzgodnień, dogadywań, ucierania decyzji (przed wystosowaniem wniosku o powołanie ambasadora), to wówczas być może rzeczywiście okaże się niezbędne, aby pan Prezydent znajdował czas na to, żeby z poszczególnymi kandydatami się spotykać, rozmawiać i w trybie takiego bezpośredniego kontaktu poznawać ich poglądy - dodał.

- To oczywiście będzie w sposób niezwykle istotny wpływało na sprawność tej procedury - zaznaczył minister Kownacki.

Podkreślił, że procedura powoływania ambasadorów jest przewidziana prawem i tu żadne zmiany przewidywane nie są. Zaznaczył jednak, że oprócz litery prawa w sytuacji kohabitacji panował w naszym kraju - jak i w innych demokratycznych państwach - zwyczaj roboczego, nieformalnego konsultowania z Prezydentem kandydatur na przyszłych ambasadorów. Następowało to, zanim MSZ wystąpiło z wnioskiem o ich powołanie.

Jak zauważył minister Kownacki, obecnie odstąpiono od tego zwyczaju. Kancelaria oczekuje tymczasem powrotu do niego.

Jak mówił, przypadek Anny Fotygi był chlubnym wyjątkiem - była ona bowiem przedmiotem wcześniejszego porozumienia między Prezydentem a Ministrem i Premierem. Niestety - jak dodał Kownacki - procedura została przerwana, a wniosek do Prezydenta nie wpłynął.

- Jeśli chcemy w sposób harmonijny współpracować, to nie tylko potrzebne są robocze uzgodnienia, ale też przekonanie, że jeżeli ktoś - a w szczególności Premier - daje słowo, to można mu wierzyć – podkreślił i dodał, że ma nadzieję, że porozumienie ws. Fotygi znajdzie jeszcze odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Jak powiedział, może sobie wyobrazić, że wniosek o powołanie Fotygi jeszcze wpłynie i temat zostanie zamknięty, ale może też sobie wyobrazić, że tak się nie stanie - że procedura nie ruszy już z miejsca, gdzie utknęła. (PAP, inf. własna)